30 lipca 2026

Biesy – Noc Lekkich Obyczajów [2017]

Biesy - Noc Lekkich Obyczajów recenzja reviewCzy macie może tak, że jakiś zespół lub jakiś utwór są żywcem wycięte z waszego życiorysu? Szczególnie gdy skupicie się na warstwie lirycznej. U mnie to właśnie krakowskie Biesy (a w sumie bies [Osoba biesowa? – przyp. demo] zwany PR) i debiut Noc Lekkich Obyczajów sprawił, że powróciłem pamięcią 20 lat do tyłu, do czasów studiów akurat w Krakowie. Kiedy to człowiek zostawał „Rzucony w przestrzeń”, gdzie w Noc Lekkich Obyczajów „Czerń nas prosi”, a takie hulanki wchodzą nam „W krew” i tak „Każdego dnia” powtarzały się ciężkie „Powroty”.

Ot, 6 utworów zmieszczonych w 42 minutach tworzy całą nostalgiczną eskapadę w przeszłość. Styl krążka to mieszanka black/death i wolno-średnie tempa, które pozwalają nam wczuć się w duszne klimaty podziemnych knajp (ach ten Popularny), kiedy to piwo nie kosztowało majątku, obiad jadło się raz w tygodniu, a bułka z chlebem i keczupem (no i czasem udało się pasztet dorwać) to była podstawa żywieniowa, bo przecież pić coś trzeba, a człowiek nie koń co miałby tylko wodę pić. A spożywało się zarówno w knajpach, jak i w miejskich bramach, wejściach do kamienic, nad Wisłą itp. Stare, dobre czasy (a dziś nie ma już czasów). Aczkolwiek czy takie dobre? No właśnie… Biesy operują mocno w sferze lirycznej. Warto się w nią słuchać, bo pewnie niejeden odnajdzie tutaj cząstkę siebie. Powspominać, co było dobre, a co niekoniecznie. Trzeba pamiętać, cokolwiek zrobiliśmy dobrego czy złego, to nas duchowo kształtowało. Mając zaledwie 20 lat tworzyliśmy nasz charakter. Studia to przecież nie tylko zakuwanie na sesję. To wyjścia w noc, poznawanie ludzi, różnych osobowości, formowanie więzi, przyjaźni, jak i dostawanie kosy w plecy czy też bójki. Czysty proces kreacji naszego jestestwa i po części tego kim staliśmy się dziś. To nie będzie długa recenzja, jeśli chodzi bezpośrednio o płytkę, bo nie bardzo jest co opisywać. Trzeba posłuchać. Muzyka i wokale są na wysokim poziomie. Kompozycje, choć wolniejsze, nie są nudne. Różnorodne, ale zarazem solidne, dobrze zwarte. Trzymają się tego etosu nocnego życia. Każdy utwór idealnie odzwierciedla swoją nazwę.

Pozostaje mi jedynie polecić debiut, nie tylko jako dobrą płytę z dobrą muzyką, ale też nostalgiczny powrót do lat młodzieńczej głupoty.

P.S. Biesy na tej płycie dla mnie się kończą. „Transsatanizm” i „Golem” to już nie muzyka dla mnie. Trudno to nawet muzyką nazwać.


ocena: 7/10
Lukas
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/biesyIHS

2 komentarze: