9 października 2026

Gorgasm – Orgy Of Murder [2011]

Gorgasm - Orgy Of Murder recenzja reviewDwie wydane w krótkim odstępie czasu znakomite płyty powinny w zupełności wystarczyć, żeby uczynić z Gorgasm światowego formatu gwiazdę brutalnego death metalu. No i cóż, zespół w jakimś tam stopniu zauważono, tu i ówdzie trochę się nawet o nim mówiło, jednak z całą pewnością nie doczekał się tak entuzjastycznych reakcji, na jakie zasługiwał. Innymi słowy: rozczarowanie. Później przyszły problemy z ustabilizowaniem składu i nierzetelnością wytwórni, co przełożyło się na ogólne zniechęcenie Amerykanów do grania i koniec końców doprowadziło do zawieszenia przez nich działalności. Nie na długo. Po niespełna dwóch latach wrócili. Odmienieni.

Przez pierwszą dekadę działalności Gorgasm dorobił się może nie bardzo oryginalnego, ale na pewno w mig rozpoznawalnego stylu, a tymczasem to, co słychać na Orgy Of Murder, sprawia wrażenie nie do końca określonego czy przemyślanego – jakby Amerykanie dopiero próbowali tu znaleźć jakiś pomysł na siebie albo pracowali w dużym pośpiechu. Z trudnych do wytłumaczenia względów między drugim a trzecim krążkiem zespół stracił coś ze swojej tożsamości i wyrazistości. Sam materiał jest wolniejszy, prostszy, mniej brutalny i chwytliwy od dwóch poprzednich, a przy okazji brzmi odczuwalnie słabiej – surowo i undergroundowo, choć niezaprzeczalnie selektywnie.

Mnie najbardziej na Orgy Of Murder boli ograniczenie tych wszystkich technicznych zagrywek, do których od zawsze wzdychałem u Gorgasm – pokręconych riffów, melodyjnych solówek czy nietypowo poprowadzonych partii basu. To nie tak, że nagle te elementy zniknęły z twórczości zespołu, ale występują w zdecydowanie mniejszym natężeniu i w większości nie są tak efektowne, jak jeszcze kilka lat wcześniej. Co gorsza, przestrzenie między nimi zostały „uzupełnione” dość typową brutal-death’ową sieczką/mielonką, którą można przypisać wieeelu innym grupom albo nawiązaniami do klasyków (jak do Deicide w „Silence Follows Dismemberment”). Tak na dobrą sprawę trzeba dwóch kawałków z Orgy Of Murder, żeby wydobyć z nich tyle esencji Gorgasm, ile zawierał jeden numer z „Bleeding Profusely” czy „Masticate To Dominate”…

Narzekam na Orgy Of Murder, jakby Amerykanie nagrali co najmniej niesłuchalnego gniota, a tak bynajmniej nie jest. Ten krótki (29 minut) album oferuje kilka naprawdę udanych i kopiących po dupie utworów, spośród których najokazalej wypada rozbudowany „Exhibit Of Repugnance”. Gdyby cały krążek trzymał taki poziom, o jękach niezadowolenia nie byłoby mowy.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/AnalSkewer

inne płyty tego wykonawcy:

2 komentarze:

  1. hellalujah :::

    Wiem, że to niegrzeczne

    Throneum -10- Love Is the Law But Death Is the Frame (2026)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ciekawe jak różny bywa odbiór danej płyty przez różne osoby. Za sprawą recki wróciłem do tego krążka po kilku miesiącach przerwy. Nie mogę się zgodzić z niektórymi tezami przedstawionymi w powyższym wywodzie. Czy materiał jest wolniejszy? Nie zauważyłem, a nawet jeśli to chyba w minimalnym stopniu, a to i tak trudno by było zaliczyć do mankamentów. Mniej brutalny? Nieeee.... nie sądzę. Maszyna napierdala bez litości, jak na moje. Tonaż "Orgy..." nie uległ moim zdaniem zmniejszeniu. No nie wiem... Może ja jestem za słaby w te klocki i nie widzę tego, co wyłapują uważniejsi ode mnie recenzenci. Chyba nie umiem zagłębiać się tak mocno w niuansiki i szczególiki. Po prostu włączam muzę i ją chłonę bez specjalnego rozkminiania. Jeśli kopie w dupę i (co ważniejsze) mam ochotę wracać do danego albumu, znaczy się, że jest dobrze. I o to chyba w muzie chodzi, c'nie? Pozdro!

    OdpowiedzUsuń