19 kwietnia 2026

Kreator – Krushers Of The World [2026]

Kreator - Krushers Of The World recenzja reviewTrochę to trwało, w dodatku nadzieje na to były niewielkie, ale w końcu Kreator odbił się od artystycznego dna i powrócił. Nie, nie do korzeni ani do topowej formy, a po prostu do pisania akceptowalnych piosenek, które nie odrzucają i nie budzą zażenowania już przy pierwszym kontakcie. Może to i nisko zawieszona poprzeczka jak na legendę teutońskiego thrash’u, ale biorąc pod uwagę, w jak głębokim kryzysie znajdował się zespół, trzeba się cieszyć nawet z małych rzeczy, jak to śpiewała Sylwia Grzeszczak. No i Krushers Of The World w jakimś stopniu cieszy, jednak nie na tyle, żeby prorokować Niemcom rychły renesans i lata prosperity.

Mille i spółka nie zmienili niczego w formule grania, więc o wtórność i schematyczność Krushers Of The World z grzeczności lepiej nie pytać (choćby „Blood Of Our Blood” zalatuje moim ulubionym „System Decay”), ale chyba zaczęli potajemnie przyjmować testosteron albo inne utwardzacze, bo materiał jest cięższy i ma znacznie większego kopa niż dwa (co najmniej) poprzednie, a po jego wysłuchaniu nie trzeba przyjmować insuliny wiadrami. Nie chcę przez to sugerować, że szesnasty album Kreator nie jest chwytliwy czy super melodyjny — bo jest! — ale zarówno melodyjność jak i chwytliwość przez większość czasu są utrzymane w granicach rozsądku, zaś na pierwszym planie jest jednak dość agresywny i dynamiczny thrash z — i to jakaś nowość — okazjonalnymi naleciałościami szwedzkiego melodeath’u w typie Arch Enemy (jak w „Satanic Anarchy”, „Tränenpalast”, „Deathscream”).

Ogólne podostrzenie muzyki nie wpłynęło w najmniejszym stopniu na to, co od dłuższego czasu definiuje styl Kreator – łatwe do podłapania refreny. Dosłownie każdy numer zawiera jakieś niewyszukane hasło (czasem tylko bzdurny tytuł – vide „Barbarian”), które przynajmniej w teorii powinno porwać stadiony. I to nawet działa – można dać się ponieść chwili i pokrzyczeć, byle tylko nie wnikać w treść. Wiecie – zanim dotrze do nas, że to bez sensu, bo Mille nie raz i nie dwa wyskakuje z takimi pierdołami, że ręce opadają z niedowierzania. To właśnie dlatego tak mocno doceniam na Krushers Of The World naprawdę udanie wkomponowane partie chórów (m.in. „Seven Serpents”, „Psychotic Imperator”, „Loyal To The Grave”) – nadają kawałkom większej powagi i stanowią niezłą kontrę dla banałów zawartych w tekstach.

Krushers Of The World brzmi pełniej, bardziej szorstko, mięsiście i „koncertowo” od „Hate Über Alles”, co ma związek ze zmianą studia i producenta – Kreator ponownie wybrał się do Fascination Street w Szwecji. Doświadczenia zdobyte przy pracy nad „Phantom Antichrist” i „Gods Of Violence” zaprocentowały dość naturalnym, czytelnym i głębokim dźwiękiem, który nie razi plastikiem ani obsesyjnymi poprawkami, choć oczywiście słychać ogrom pracy włożonej w uzyskanie takiego efektu. W każdym razie brzmienie jest tym elementem albumu, którego najmniej można się czepiać.

Niemcy nagrali materiał, który nie poraża przesadnie ambitnym podejściem do własnej twórczości, mało tego, powiela wiele błędów z poprzednich płyt, ale jako niewymagająca thrash’owa łupanka sprawdza się całkiem nieźle – w sam raz, żeby się przy niej wyszaleć na koncercie. A przy okazji opalić facjatę od pizgającej pirotechniki.


ocena: 6,5/10
demo
oficjalna strona: kreator-terrorzone.de

inne płyty tego wykonawcy:










Udostępnij:

0 comments:

Prześlij komentarz