20 lutego 2019

Ectoplasma – Cavern Of Foul Unbeings [2018]

Ectoplasma - Cavern Of Foul Unbeings recenzja okładka review coverGrecy potrafią w stary death metal, co udowodnili już nie raz, że wspomnę tylko o Dead Congregation, Abyssus czy Resurgency. Nie tak dawno temu za sprawą "Cavern Of Foul Unbeings" do tego zaszczytnego grona dołączyli kolesie z Ectoplasma. Podopieczni Memento Mori z łatwością przebili i tak już niezły debiut, więc, jak myślę, warto poświęcić im przynajmniej kilka przesłuchań. O ile oczywiście lubicie pierwotne wyziewy pierwszej i drugiej fali amerykańskiego death metalu z domieszką co bardziej żwawych załóg europejskich, bo muzycy Ectoplasma dołożyli starań, żeby ich granie jednoznacznie kojarzyło się z tamtym pięknym okresem, kiedy to na listach przebojów królowały Death, Obituary Autopsy, Malevolent Creation, Morbid Angel, Massacra czy Morta Skuld. "Cavern Of Foul Unbeings" niemal w każdym aspekcie idealnie imituje krążki nagrane najpóźniej do 1992 roku. Z oczywistych względów materiał Greków nie dorównuje klasykom – wtedy (prawie) wszyscy starali się grać i brzmieć po swojemu, niepowtarzalnie, natomiast Grecy hurtowo ściągają pomysły od innych i niewiele (jeśli w ogóle) dodają od siebie. Nie powiem, żeby mi to strasznie przeszkadzało, bo "Cavern Of Foul Unbeings" poskładano bardzo rzetelnie, a obcuje się z nim naprawdę przyjemnie (nawet pomimo sporawej długości), ale na przyszłość powinni zastanowić się nad jakimiś wyróżnikami, inaczej zginą w tłumie podobnych kapel. Opcji rozwoju mają kilka, ja na ich miejscu postawiłbym na większą zgniliznę brzmienia (kierunek – Autopsy z "Mental Funeral") i mocniejsze zaakcentowanie partii perkusji, które akurat są najjaśniejszym punktem tego albumu. Odpowiadający za gary Giannis Botsis doskonale wie, jak korzystać z zestawu i w dodatku gra tak, jak lubię najbardziej – nie żałuje gęstych przejść, rozsądnie korzysta z blastów i utrzymuje porządną dynamikę. Doświadczenia mu, jak mniemam, nie brakuje, skoro przewinął się chyba przez połowę greckich kapel. Z gitarami, tak ogólnie, też jest nieźle, chociaż stopniem urozmaicenia na pewno nie dorównują garom. Poza tym gitarniacy proponują ciut za dużo typowych i ogranych motywów, które można usłyszeć u wieeelu innych kapel, zarówno starych, jak i nowych. Na plus trzeba im zaliczyć, że oldskulowy feeling utrzymują bez najmniejszego problemu. Resztę powinni z czasem dopracować. Na koniec ciekawostka – "Cavern Of Foul Unbeings" dopchnięto coverem jednego z większych hitów Unleashed – 'The Immortals'. Pod względem wykonania nie można Ectoplasma niczego zarzucić, jednak spójność bonusa z autorskim materiałem jest co najmniej dyskusyjna.


ocena: 7,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/Ectoplasma-1579524392276613/

Udostępnij:

13 lutego 2019

Horrendous – Idol [2018]

Horrendous - Idol recenzja okładka review coverDebiutancki album Horrendous narobił na scenie sporego zamieszania; dla niektórych Amerykanie wręcz na nowo odkryli obskurny europejski death metal. Zachwyty nie trwały jednak długo, bo na kolejnych płytach chłopaki zaczęli sukcesywnie odpływać w kierunku czegoś mniej oklepanego, a bardziej kompleksowego i oryginalnego. W rezultacie początkowi entuzjaści zespołu wykruszali się z roku na rok, zniechęceni eksperymentami (choć to za duże słowo) i stopniowym łagodzeniem oblicza. Ta tendencja pewnie jeszcze się utrzyma, bo "Idol" to kolejny krok ku muzyce progresywnej, wielowymiarowej i nieprzesadnie brutalnej. Horrendous ciągle trzymają się pierwotnego, organicznego brzmienia (mimo iż jest znacznie czystsze niż w przeszłości) i obleśnie rozpaczliwego wokalu, ale już misternie skonstruowane aranżacje z wieloma zmianami nastroju dają jasno do zrozumienia, że chłopaki ambicjami mocno wyrastają ponad typową młodą kapelę grającą "po staremu". Wystarczy choćby przysłuchać się temu, jak na "Idol" pracuje sekcja rytmiczna Horrendous – to jest naprawdę wyższa szkoła jazdy, jednak nie łączyłbym tego ze szpanowaniem umiejętnościami. W partiach perkusji Jamie Knox do minimum ograniczył powtarzalne i oklepane w death metalu zagrania, kombinując z rytmami, nietypowymi przejściami i ogólnym feelingiem – byle tylko nie popaść w typową łupankę. Wprawdzie tempa nie należą do zabójczych (Horrendous nigdy nie spidowali) — krótka sekwencja blastów pojawia się jedynie w 'Devotion (Blood For Ink)' — ale pod względem gęstości upakowania dźwięków "Idol" i tak wypada dość intensywnie. Ponadto zespół dużo zyskał na zatrudnieniu prawdziwego basmana, który ma w dupie opinie innych i wszystko robi po swojemu albo po prostu dostał wolną rękę. Niezależnie od wersji, chłop ani przez chwilę się nie ogranicza, a słychać to od pierwszych sekund 'Prescience'. Bas pracuje sobie całkowicie indywidualnie, w oderwaniu od reszty instrumentów i praktycznie nawet nie próbuje trzymać się struktur utworów. Fajna sprawa, chociaż pojawia się tu pewna pułapka – śledzenie poczynań basmana może skutecznie odwrócić uwagę od zmyślnie przygotowanych i bardzo urozmaiconych partii gitar. Pokręcone riffy i odjechane melodie robią naprawdę dobre wrażenie i z dużą łatwością wwiercają się w mózg (do tego gitarniacy już nas przyzwyczaili), ale przez ten cały pęd zespołu ku progresji brakuje im trochę zadziorności, która cechowała poprzednie nagrania. Listę minusów "Idol" muszę uzupełnić o bezbarwny instrumental 'Threnody' (nie ma startu do majstersztyku z "Anareta") oraz pojawiające się w 'Divine Anhedonia', 'Devotion (Blood For Ink)' i 'Obolus' czyste wokale, które nie są ani udane ani w jakikolwiek sposób potrzebne. Te dwie kwestie sprawiają, że w moim rankingu płyt Horrendous "Idol" plasuje się poza podium, co nie zmienia faktu, że i na nim nie brakuje świetnych fragmentów, do których warto wracać.


ocena: 8/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/HorrendousDeathMetal
Udostępnij:

3 lutego 2019

Nasty Surgeons – Infectious Stench [2018]

Nasty Surgeons - Infectious Stench recenzja okładka review coverDobrze grający hiszpański zespół w barwach Xtreem to dla mnie nie lada zaskoczenie, wszak kapele ze swojego podwórka Rotten wydaje chyba wyłącznie z pobudek patriotycznych, zupełnie nie zważając na poziom muzyki. To dlatego początkowo Nasty Surgeons również budzili moje wątpliwości, bo powstali niedawno (2016), a zaskakująco szybko dorobili się kontraktu i debiutanckiej płyty. O dziwo akurat ich materiał wyrastał ponad przeciętność – nie było to nic wielkiego, ale w swojej kategorii dawał radę i zdradzał pewien potencjał drzemiący w tym duecie. W rok po pierwszym krążku Hiszpanie zaserwowali opisywany właśnie "Infectious Stench", który to stanowi pewny krok naprzód i potwierdza ambitne podejście zespołu do wykonywanej młócki, bo to muzyka, do której naprawdę chce się wracać. W stosunku do debiutu poprawie uległo w zasadzie wszystko, więc mamy do czynienia z fajnie (i profesjonalnie!) podanym death-grindem, w którym wciąż przewijają się inspiracje i odniesienia do starych nagrań bogów z Carcass. Nie ma w tym nic odkrywczego, ale z drugiej strony kapel pielęgnujących spuściznę Anglików ostatnio pojawia się jakby mniej, toteż działalność Nasty Surgeons w moich oczach znajduje uzasadnienie. Przemawia za nimi szczególnie to, że ich rozwój jest wręcz namacalny. Zgaduję, że zespół sporo zyskał na rozbudowaniu składu do normalnych rozmiarów — o gitarzystę i basmana — bo nowe utwory stały się ciekawsze, a ich struktury bardziej urozmaicone i czytelne. Mniej tu przypadkowych dźwięków i chaosu, a więcej konkretnych, żyjących własnym życiem riffów i chwytliwych solówek tudzież motywów melodycznych. Wprawdzie "Infectious Stench" nie kasuje słuchacza ekstremalnością (jak choćby Disgorge), jednak ma do zaoferowania duże pokłady fajności – muzyka Nasty Surgeons jest skoczna i łatwo przyswajalna. W tym miejscu cisną mi się na klawiaturę skojarzenia z wczesnymi płytami Gorerotted i Exhumed, które przy całej swojej krwistości wpadały w ucho już przy pierwszym kontakcie. Jeśli takie podejście do death-grindu wam pasuje, to polecam się rozejrzeć za "Infectious Stench". Na pewno nie przepłacicie.


ocena: 7,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/nastysurgeons

podobne płyty:

Udostępnij: