facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2000. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2000. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2015

Cannibal Corpse – Live Cannibalism [2000]

Cannibal Corpse - Live Cannibalism recenzja okładka review cover
Każdy, kto choć raz był świadkiem występu Kanibali — a takich na świecie paru by się znalazło — wie, że ten zespół to prawdziwie zabójcza machina, która od dawna poważnie traktuje swoją robotę i w żadnym aspekcie fuszery nie odwala. Natomiast ci, którzy z różnych powodów nigdy nie uczestniczyli w takiej kaźni, mogą sobie sięgnąć po płytkę o wiele mówiącym tytule "Live Cannibalism". Materiał spełnia podwójne zadanie, bo z jednej strony pokazuje killerski potencjał Cannibal Corpse w warunkach scenicznych, a z drugiej jest solidnym i dość wyczerpującym (65 minut) debestofem. Żaden ze studyjnych albumów nie został potraktowany po macoszemu, dzięki czemu setlista zwyczajnie pęka w szwach od hiciorów największego kalibru, że wspomnę tylko o 'A Skull Full Of Maggots', 'Covered With Sores', 'Hammer Smashed Face', 'Fucked With A Knife', 'Perverse Suffering', 'I Will Kill You' i 'Blowtorch Slaughter'.

26 sierpnia 2014

Devin Townsend – Physicist [2000]

Devin Townsend – Physicist recenzja okładka review cover
Kolejny, jeszcze nie fantastyczny, ale na pewno całkiem udany, krążek kanadyjskiego wizjonera tym razem stawia na szybkość i dziką jazdę bez trzymanki. O ile dobrze kojarzę (a kojarzę całkiem, całkiem) tak bezpośredniego, nie bawiącego się w podchody krążka w dyskografii artysty nie było ani wcześniej, ani później, wiec powinni się nim szczególnie zainteresować fani bardziej punkowo-thrashowej strony Devina. Zawiedzeni będą natomiast ci, którzy w Devinie najbardziej cenią melodie i pojechane, surrealistyczne klimaty; na szczęście nie całkowicie zawiedzeni. Krążek rozpoczynają dwa, dość zwarte, głośne jak diabli i równie intensywne "Namaste" oraz "Victim". Utrzymane w ekspresowym tempie, nieco industrialnie brzmiące raczej nie należą do najlepszych kompozycji albumu, tym bardziej, że są dość do siebie podobne. Kolejny utwór "Material" to zwrot w stronę melodii i bardziej rockowej części jestestwa.

20 kwietnia 2014

Immolation – Close To A World Below [2000]

Immolation - Close To A World Below recenzja okładka review cover
Immolation to potęga! Tylko jakaś dziwna... Po 12 latach mordowania dźwiękiem (nie licząc czasów Rigor Mortis) "Close To A World Below" to dopiero czwarty album w ich dorobku. Ale za to jaki! Po prostu, kurwa, najlepszy! Poprzez zagęszczenie partii wszystkich instrumentów, wypieszczone brzmienie i infernalne wokale Nowojorczycy generują imponujący soniczny chaos, w którym zwykli zjadacze chleba (w tym miłośnicy "death metalu" typu In Flames czy Wintersun) nijak się nie połapią. Najniezwyklejsze jest jednak to, że przez 42 minuty tego wybitnego krążka rzeczony chaos jest ciągle pod ich kontrolą. Zespół posługuje się nim z chirurgiczną precyzją, by osiągnąć końcowy cel swej ideologicznej krucjaty – obalić mit chrześcijaństwa! Po kilkudziesięciu sekundach bzyczącej rozbiegówki i znanych skądinąd słowach "Didn’t you say Jesus was coming?" rozpętuje się piekło, zupełnie jak to z okładki.

29 sierpnia 2013

Deicide – Insineratehymn [2000]

Deicide - Insineratehymn recenzja okładka review cover
Wstyd! Porażka! Rozczarowanie! Pomyłka! Może wydać się to dziwne, ale powyższe, nieprzepełnione entuzjazmem zawołania tyczą się właśnie 'dzieła' Deicide, zespołu, za którego twórczość do połowy 2000 roku dałbym się pokroić. Miały być radykalne zmiany, powrót do grania brutalniejszego i bardziej surowego w formie, a wyszła... no właśnie, wtórna i niezbyt rajcująca muzyka, zdecydowanie przez małe "m". Otwierający płytę 'Bible Basher' (bajdełej – od 5 sekundy zalatuje 'Bastard Of Christ', ale to nie problem) jest jeszcze tym, do czego ekipa Bentona nas przyzwyczaiła: jest szybko, chwytliwie, skocznie, brutalnie, ale i niestety bardzo krótko (niespełna dwie i pół minuty). To, co się dzieje później, wprawia w niemałe osłupienie – zespół bawi się w zwolnienia, których od zarania dziejów przecież unikał.

5 sierpnia 2013

Disgorge – Forensick [2000]

Disgorge - Forensick recenzja okładka review cover
Niech mnie seminarium duchowne pochłonie, jeśli to nie jest jedna z naj-najbrutalniejszych płyt jakie kiedykolwiek powstały! Chaos, zniszczenie i aberracja, a to wszystko podniesione do sześcianu. Zero litości i kompromisów. Taki album nikogo nie pozostawi obojętnym. I nie mam tu nawet na myśli jego wyjątkowo 'mięsnej' oprawy, bo muzycznie — choć wielu muzyki się tu za diabła nie doszuka — meksykańskie trio przekroczyło wszelkie granice nieprzyzwoitości, nagrywając prawdziwie bestialski wymiot. Esencję ekstremy i pokurwienia z "Chronic Corpora Infest" członkowie Disgorge przepuścili przez dwa lata doświadczeń, lepsze umiejętności techniczne i podali w dość nierównym brzmieniu z gatunku 'hałas'. Dźwięk na "Forensick" jest zarówno bolączką, jak i atutem krążka – z jednej strony sporo tych bardziej zaawansowanych partii po prostu zlewa się w pozbawiony selektywności jazgot, z drugiej zaś taka kakofonia dodatkowo podbija krańcową wyziewność materiału, 

5 czerwca 2013

Napalm Death – Enemy Of The Music Business [2000]

Napalm Death - Enemy Of The Music Business recenzja okładka review cover
"Enemy Of The Music Business", jako pełny powrót Napalmów do bezkompromisowego grind core’a, jest albumem wybornym, łączącym w sobie to, co u Brytoli najlepsze – spory ładunek brutalności i ogrom agresji z dzikimi szybkościami i licznymi chwytliwymi fragmentami. Brytyjczycy przyjebali naprawdę ostro i zrobili to z klasą, przy okazji odświeżając nieco swój styl. Powiem tak – jeśli komuś "Utopia Banished" zrobiła dobrze, przy "Fear, Emptiness, Despair" czuł niedosyt, "Diatribes" odebrał jako fajną, ale zbyt miętką, a do tego nie zraża się nowoczesnym brzmieniem (a nie chodzi o sterylność i plastik), to w tym przypadku będzie cholernie zadowolony. Tak, proszę państwa, częste nawiązania do czwartej płyty poprawione oszlifowanym stylem znanym z piątej przyprawiają o szybszy przepływ krwi w organizmie. No chyba, że znowu przesadzam z kawą i lekami...

29 listopada 2012

Immortal – Damned In Black [2000]

Immortal - Damned In Black recenzja okładka review cover
Szósta, ostatnia dla Osmose, produkcja opętanych przez zimę Norwegów przynosi muzykę z pogranicza "Blizzard Beasts" i "At The Heart Of Winter". Z śnieżnych potworków pozostały niezłe galopadki, szorstkość i ogólna wściekłość, natomiast z serca zimy dostajemy potężne brzmienie (ponownie Abyss), mistycyzm i lodowaty klimat. Mamy więc do czynienia z — być może wykalkulowaną — próbą pogodzenia/zadowolenia zwolenników stosunkowo różnych stylistyk, ale o dziwo jest to próba udana. Przez większość długości płytki — a trwa ona około 35 minut — czuć obecność konkretnego czadu. Zespół się nie opieprza, grzejąc solidnie i agresywnie, choć bez popadania w ataki totalnej furii. Sieczka jest niczego sobie, tylko zagrano ją z innym feelingiem niż na poprzednich krążkach – takim bardziej death-thrashowym niż czysto blackowym. Zmiana niby niewielka, a jednak wyczuwalna.

17 listopada 2012

Vital Remains – Dawn Of The Apocalypse [2000]

Vital Remains - Dawn Of The Apocalypse recenzja okładka review cover
Mnie to chyba trudno dogodzić... O ile w przypadku "Into Cold Darkness" i "Forever Underground" nie obraziłbym się, gdyby trwały nieco dłużej, to tutaj — jak na moje ucho — panowie z Vital Remains trochę przedobrzyli. "Dawn Of The Apocalypse" to prawie godzina profesjonalnie zagranego death metalu, tyle że już bez tej świeżości i nowatorstwa, co na dwóch poprzednich produkcjach, przez co może być odrobinę nużąca. Jakby nie patrzeć, to mamy tu wszystko, czego maniakowi potrzeba: brutalne napierduchy z gęsto nawalającym ride’m, większy ciężar wioseł, wyjątkowo wściekłe wokale (głęboki, zrozumiały growl i totalnie zaflegmione blackowe skrzeczenie – zasługa nowego wokalisty), niezłe brzmienie, solidne i częste solówki... Utwory — jakże by inaczej — są rozbudowane, chyba nawet wykalkulowane, pojawiają się charakterystyczne akustyczne wstawki

5 listopada 2012

Embolism – ...And We All Hate Ourselves [2000]

Embolism - ...And We All Hate Ourselves recenzja okładka review cover
Słowacka scena grind core’a niesie z sobą co najmniej tyle absurdów co polski Sejm, tylko w przeciwieństwie do, za przeproszeniem, reprezentantów naszego, za przeproszeniem, narodu cieszy się tam sporą popularnością – co samo w sobie jest kolejnym absurdem. Na całe szczęście wśród tamtejszej zgrai ni to muzycznych ni kabaretowych popierdółek trafiło się kilka konkretnych wyjątków. Embolism był jednym z nich. Niestety, o tym zespole można mówić wyłącznie w czasie przeszłym, a szkoda bo na swoich płytach, oprócz niezłej sieczki, pokazał trochę mniej typowe podejście do gatunku. Naturalnie "...And We All Hate Ourselves" daleko do jakiejś awangardy czy dziwactw z katalogu Relapse, ale zawiera tyle charakterystycznych patentów i interesujących pomysłów, że Embolism zyskał zaszczytne miano kapeli rozpoznawalnej. Składa się na to kilka elementów.

17 czerwca 2012

Infestation – Mass Immolation [2000]

Infestation - Mass Immolation recenzja okładka review cover
Ten zespół miał wskrzesić potęgę brutalnej angielskiej sceny, przywrócić jej dawną pozycję na mapie Europy i porwać za sobą tysiące fanów. O tym, jak im się powiodło świadczy choćby fakt, że dziś o Infestation już praktycznie nikt nie pamięta, choć kapela cały czas jest jako tako aktywna. Fiasko ambitnego planu zainicjowania death metalowego renesansu na Wyspach to przede wszystkim rezultat skromnego zaplecza, bo sama muzyka spełnia właściwie wszelkie warunki, żeby przyciągnąć rzesze miłośników klasowej, choć nieoryginalnej rzeźni. Niedoszli animatorzy sceny w swej misji nie próbowali w żaden sposób rewolucjonizować gatunku, ani tym bardziej grzebać się w brytyjskich korzeniach, toteż znacznie im bliżej do Deicide, Suffocation, Malevolent Creation i Immolation niż rodzimych klasyków pokroju Bolt Thrower czy Benediction.

14 maja 2012

Morbid Angel – Gateways To Annihilation [2000]

Morbid Angel - Gateways To Annihilation recenzja okładka review cover
Jeszcze przed premierą "Gateways To Annihilation" traktowano tę płytę jako swoisty sprawdzian tego, czy zespół wyszedł z (rzekomego lub nie) kryzysu, któremu na imię było "Formulas Fatal To The Flesh". Żeby nie było nudno – krążek okazał się jeszcze bardziej kontrowersyjny. Rozchodzi się o to, że Morbidzi nagrali najwolniejszy album w karierze. Szok spowodowany tempem muzyki najwyraźniej niektórym przesłonił jej wartość, bo album gnojono nie raz i nie dwa. Akurat dla mnie "Gateways To Annihilation" jest tworem lepszym od poprzednika – bardziej przemyślanym, spójnym i łatwiejszym (bo pozbawionym bzdurnych dodatków) w odbiorze. Wolnych fragmentów jest naprawdę sporo, ale za to brzmią znakomicie – czyste i niskie brzmienie podkreśla ciężar tych partii, dzięki niemu jeszcze bardziej przygniatają słuchacza. Powala szczególnie kapitalny 'Summoning Redemption' – jego żywy żabi rytm błyskawicznie wprawia w trans, z którego wyrywają dopiero genialne solówki Rutana i Azagthotha.

17 kwietnia 2012

Yattering – Murder’s Concept [2000]

Yattering - Murder’s Concept recenzja okładka review cover
Do Yattering podchodziłem jak do zawszonego jeża z grzybicą. Raz, że debiut kompletnie mi umknął w zalewie znacznie ciekawszych pozycji, a dwa, że "Murder’s Concept" był promowany w tak nachalny i niewyszukany sposób (znaczy, że bossowie intelektualnie dali z siebie wszystko), że nie mogło to zwiastować niczego dobrego. Gdy już jednak (z oporami) pozwoliłem sobie na bliższy kontakt z albumem, okazał się on dla mnie niemałym zaskoczeniem, bo — co tu dużo ukrywać — takiego formalnego zamieszania w muzyce dawno w Polsce nikt nie robił. Panujące na płycie zagęszczenie partii wszystkich instrumentów (technicznie nieosiągalne dla innych bandów) robi naprawdę pozytywne wrażenie, bo — wbrew pozornemu chaosowi, który panuje od pierwszych chwil — kompozycje są zwarte i dobrze przemyślane. Miłośnicy mieszania ekstremy i muzycznego popieprzeństwa w typie Morbid Angel, Gorguts, Cryptopsy, Immolation czy Brutal Truth z pewnością znajdą tu sporo dla siebie.

26 marca 2012

Lividity – The Age Of Clitoral Decay [2000]

Lividity - The Age Of Clitoral Decay recenzja okładka review cover
Debiut tej amerykańskiej załogi to death-grindowy policzek wymierzony poczuciu dobrego smaku, wrażliwości na piękno i tzw. uczuciom religijnym, a zarazem smakowity kąsek dla wszelkiej maści popaprańców i miłośników muzycznej patologii. Obok "The Age Of Clitoral Decay" nie można przejść obojętnie. Grindu na scenie jest pod dostatkiem, więc Lividity musieli się czymś wyróżnić, żeby nie utonąć w tym wtórnym szambie. No i się wyróżnili. Po pierwsze, ekipa imić Kiblera grać potrafi, po drugie, czyni to z głową, a po trzecie zadbała o, jakby na to nie spojrzeć, dość oryginalne teksty. Schizolski kwartet nawala przede wszystkim w średnich, wgniatających tempach (kojarzących się trochę z Baphomet), jednak nie boi się także porządnych zwolnień, jak i typowo grindowego blastowania na oślep. Unikają w ten sposób monotonii i okrutnych schematów, a że brzmi to wszystko zaskakująco selektywnie, to i wrażenia podczas słuchania są niczego sobie.

2 kwietnia 2011

Cephalic Carnage – Exploiting Dysfunction [2000]

Cephalic Carnage - Exploiting Dysfunction recenzja okładka review cover
Gdzie jest ten kotek, co wlazł na płotek? Mój palec się złamał, a pomimo to jem spaghetti. Idę spać i liczyć owoce. Dym płynie po rzece, woda wyparowała, a ja nie mogę znaleźć keczupu. Co ja piszę? Sam nie wiem, w tle leci Cephalic Carnage"Exploiting Dysfunction" Pszczółka maja odleciała, a Kubuś bawi się z hefalumpami. To jest jakieś dziwne. Hefalumpy, hefalump. Dzieci rzucają kamieniami w króliczka, króliczek skacze po moście, biedny króliczek. Nie rozumiem tego co teraz robię, po co to robię, ale wiem, że słucham Cephalic Carnage"Exploiting Dysfunction". To mnie chyba usprawiedliwia? Nie? FUCK YOU rabbit, fuck you, fuck you!

26 marca 2011

Trauma – Suffocated In Slumber [2000]

Trauma - Suffocated In Slumber recenzja okładka review cover
Trauma ma w swoim dorobku kilka wydawnictw, które wygrywają z "Suffocated In Slumber" szybkością, melodyjnością, technicznym zaawansowaniem, brutalnością czy poziomem produkcji, ale mimo to (a może właśnie dzięki temu?) jest to mój ulubiony materiał elbląskiej ekipy. "Suffocated In Slumber" nie jest jednak płytą środka, sporządzoną według zasady "dla każdego coś miłego", jak można by wywnioskować z powyższego. Ten album to po prostu doskonale zbalansowana synteza wszystkich wspomnianych składników – muzyka równie mocna, co przystępna i inteligentna, której absolutnie nie sposób zignorować. Nawet długość krążka jest optymalna – obija solidnie mordę, ale pozostawia dość sił, żeby jeszcze raz wcisnąć 'play' – i tak można w kółko. Death metal mocno zakotwiczony w thrash’u zawsze ma w sobie więcej chwytliwości niż typowa sieczka, a tutaj mamy tego doskonały przykład, bo przebojowość tych utworów przy ich niekwestionowanym pierdolnięciu rozwala – to same koncertowe killery.

2 marca 2011

Nocturnus – Ethereal Tomb [2000]

Nocturnus - Ethereal Tomb recenzja okładka review cover
Pierwszy z wielu powrotów Nocturnus, a jedyny spuentowany albumem, okazał się dla mnie pewnym rozczarowaniem, bowiem po amerykańskich wizjonerach technicznego death metalu spodziewałem się czegoś niesamowitego, rewolucyjnego i ociekającego zajebistością, tym bardziej, że od genialnego "Thresholds" minął szmat czasu. Po tak długiej przerwie na lepsze powinno zmienić się wszystko — czemu sprzyjał także rozwój technologii — a tu coś w rodzaju zonka... Nie, żeby nagrali słaby krążek, bynajmniej!, to zresztą chyba fizycznie niemożliwe. "Ethereal Tomb" jest po prostu zdecydowanie inny niż klasyczne pozycje, a przez to nie każdego może przekonać do siebie w takim stopniu, jak pierwsze, wybitne dokonania. Album jest przede wszystkim znacznie wolniejszy, mniej brutalny i niezbyt ciężki, a momentami nawet stonowany, jednak jednoznacznie zalatuje Nocturnusem i w tej kwestii pomylić się nie można.

26 lutego 2011

Burning Inside – The Eve Of The Entities [2000]

Burning Inside - The Eve Of The Entities recenzja okładka review cover
Burning Inside miał wszelkie predyspozycje ku temu, żeby osiągnąć choćby chwilowy sukces – wszak magia nazw, takich jak Death, Control Denied, Acheron, Iced Earth, Incantation czy nawet Black Witchery powinna zadziałać nie tylko na cholernie szerokie grono potencjalnych słuchaczy, ale przede wszystkim na żądnych oszczędności wydawców. Z niewytłumaczalnych przyczyn tak się jednak nie stało i "The Eve Of The Entities" wydała, a następnie pogrzebała mała polska wytwórnia. Między innymi przez straszliwe zaniedbania Still Dead kapela nie zdobyła należytego jej uznania; wielka szkoda, bo debiut Amerykanów — abstrahując już od wielkiej sieci personalnych koneksji — to bardzo porządny death metalowy krążek. Mimo, iż w muzyce tego zespołu nie brakuje gęstych blastów i niezłego mieszania na gitarach, nie ma to nic wspólnego z napierdalatorami pokroju Dying Fetus czy Deeds Of Flesh.

17 lutego 2011

Lost Soul – Scream Of The Mourning Star [2000]

Lost Soul - Scream Of The Mourning Star recenzja okładka review cover
Jest u nas takie niepisane scenowe prawo, które mówi, że jeśli ma się do zaoferowania tylko muzykę, to swoje trzeba odczekać, aż ktoś — zamiast przydepnąć — łaskawie da szansę wypłynięcia na szerokie (w każdym razie szersze niż kałuża) wody. I tak na przykład Lost Soul w drodze do debiutu musieli kiblować w pod-podziemiu prawie 10 lat. Wobec powyższego "Scream Of The Mourning Star" nie miał prawa być falstartem. I nie jest, do tego mocno wyrasta ponad średnią krajową, będąc niezłą wizytówką naszych brutali na świecie. Nie bez powodu trafili, choć na krótko, w szeregi Relapse. Zaprocentowały doświadczenia zebrane na przestrzeni lat (najbardziej rozwinął się Adam – już zacnie wyrabia za gitarami) i dzięki temu płyta ma odpowiednią siłę uderzeniową, żeby utrzymać słuchacza przy odtwarzaczu na czas kilku intensywnych przesłuchań. Debiut Lost Soul nie jest na pewno materiałem jednorazowego użytku.

20 listopada 2010

Asphyx – On The Wings Of Inferno [2000]

Asphyx - On The Wings Of Inferno recenzja okładka review cover
Asphyx w połowie lat 90-tych zaliczył wyraźny spadek formy, który doprowadził muzyków do próby odświeżenia stylu pod nazwą Soulburn. Epizod był jednopłytowy, do tego średnio przekonywający, więc nic dziwnego, że panowie szybko wrócili do starej nazwy (zapewne nie bez sugestii nieco radykalizującej się wytwórni) i starego grania. Trwało to krótko, bo tarcia wewnątrz kapeli położyły kres zabawie. Jedyny plus jest taki, że przed zejściem do grobów (w jednym pewnie by się pozabijali) zdążyli wydać świeży studyjny materiał. I to nie byle jaki! Płyta "On The Wings Of Inferno" jest zajebiście klasycznym death metalowym kąskiem, dostarczającym Asphyx w najlepszym wydaniu. Ten powiew cudownej starości czuć już od pierwszych sekund.

17 listopada 2010

Mayhem – Grand Declaration Of War [2000]

Mayhem - Grand Declaration Of War recenzja okładka review cover
Black metal to zło, nienawiść i bluźnierstwo... Toteż na początek trochę pobluźnię w temacie. Jak dla mnie "De Mysteriis Dom Sathanas" i cała wczesna true bzycząco-mamrotana działalność Mayhem oraz to, co wyczyniają po "Chimerze" (czyli również bzyczenie i bzdurne mamrotanie) to jeden wielki, nieciekawy, nudny, lepiony na siłę co i raz dorabianą ideologią syf. Akceptuję tylko ich środkowe, untrue, skurwione i sprzedajne oblicze — tak od "Wolf’s Lair Abyss" do trzeciej płyty — którego szczytowym, lśniącym punktem jest właśnie znienawidzony przez wielu "Grand Declaration Of War". Ten krążek, rozwinięcie i dokończenie tematu ze wspomnianej epki, to jebana potęga! Norwegowie poszli w awangardę, ale w przeciwieństwie do wielu swoich rodaków nie wskoczyli w bagno pedalskich przyśpiewów, klawiszowego lukru, wsiowej folkowizny czy anielsko zawodzących panienek, tylko z premedytacją stworzyli pojebany materiał godny przełomu wieków: