facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty

30 lipca 2016

The Ritual Aura – Laniakea [2015]

The Ritual Aura - Laniakea recenzja okładka review cover
Audi reklamuje się hasłem "przewaga dzięki technice". The Ritual Aura też tak powinni, oczywiście jakby było ich stać na prawa autorskie. A tak serio, to umiejętności Australijczycy mają niesamowite, kopara opada, jak sobie człowiek dokładniej posłucha, co też oni wyczyniają w ramach (i trochę poza) tak zwanego technicznego death metalu. Żeby jednak nie było nieporozumień – nieprzeciętny mają tylko warsztat, bo w podejściu do kompozycji awangardy ani specjalnych nowości nikt się tu nie doszuka. Jedynym większym odstępstwem od normy jest u nich zastąpienie basu ustrojstwem o nazwie NS stick – wielbiciele tappingu będą zachwyceni. Nie da się ukryć, że The Ritual Aura po prostu wybrali sobie taką dziedzinę, w której mogli się najbardziej wykazać, poszaleć, może nawet i poszpanować, ale na pewno nie chodziło im o przecieranie szlaków i szerzenie wydumanych idei

6 sierpnia 2015

Disentomb – Misery [2014]

Disentomb - Misery recenzja okładka review cover
Ekipa Disentomb znalazła całkiem skuteczny patent na przyciągnięcie do siebie potencjalnych słuchaczy. Na dzień dobry po oczach wali niby typowa, a jednak mocno zwracająca uwagę okładka, która jakoś podskórnie sugeruje ponury, klasyczny wymiot. Potem mamy potwierdzające wcześniejsze przypuszczenia intro, które z jednej strony zaskoczy dotychczasowych sympatyków kapeli (są jacyś u nas, hop hop?), a z drugiej ostro podjara fanów Immolation i Gorguts, bo riff i klimat tego fragmentu są zajebiście zawiesiste. Tyle w zupełności wystarczy, żeby wyskoczyć z kasy na zakup tej płytki. Dopiero później, czyli po wybrzmieniu zachwycającego 'The Genesis Of Misery', okazuje się, że zarówno zaskoczenie (opcja pierwsza) jak i podnieta (opcja druga) były przedwczesne i przesadzone.

26 grudnia 2014

Aeon Of Horus – The Embodiment Of Darkness And Light [2008]

Aeon Of Horus - The Embodiment Of Darkness And Light recenzja okładka review cover
Debiutancki album australijskiego kwartetu nie jest aż tak obrzydliwie melodyjny, jakby mogło to wynikać z tekstu zamieszczonej nie tak znowu dawno temu na łamach naszego bloga recenzji ich najmłodszego dzieła pt. "Existence". Wszystkie pozostałe przewiny zgadzają się jednak co do joty. Nagrany w 2008 roku album zatytułowany "The Embodiment of Darkness and Light" brzmi bardzo, ale to bardzo wtórnie i odtwórczo, nie wnosząc do gatunku absolutnie nic nowego i niczym nie zaskakując. Egipskie klimaty, klawisze i kosmiczno-mistyczne orkiestracje, nawet melodie – to wszystko już było i to dekady wcześniej. Osoby z pamięcią demo i jego niemal encyklopedyczną znajomością gatunku z łatwością mogłyby rozebrać album na części, z których każda jedna gdzieś, kiedyś już była. Kompozycyjnie więc chłopaki nie popisali się tworząc coś na kształt kompilacji melodii i rytmów zasłyszanych na wydawnictwach głównie amerykańskich i szwedzkich.

23 czerwca 2014

Aeon Of Horus – Existence [2014]

Aeon Of Horus - Existence recenzja okładka review cover
Debiutancki krążek australijskiego kwartetu Aeon of Horus był typowy aż do niemożliwości – melodyjny tech death (z naciskiem na melodyjny), tak bardzo ostatnio popularny i równie mocno nadużywany. Nie było w nim absolutnie nic nowatorskiego, wszystko przerobione po wielokroć w każdej dającej się wyobrazić kombinacji, przez kapele na każdej szerokości geograficznej. Nie znaczy to oczywiście, że nie dało się go słuchać, bo lekki był i przyjemny w odbiorze, jednakże wyczerpywało to w zasadzie listę zalet. Czas przy albumie mijał szybko, równie szybko jak ulatywała o nim pamięć. Na szczęście, także dla samych siebie, również muzycy doszli do podobnego wniosku, bowiem drugi ich album — "Existence" — mimo iż wciąż utrzymany w tym samym stylu, dojrzał i spoważniał. Przede wszystkim zaś – zyskał na wyrazistości i charakterze. Popracowanie nad kompozycjami opłaciło się. Muzyka nadal jest raczej łatwo przyswajalna, poprawiono jednak melodie, które bywało, że brzmiały bardzo bezjajecznie, oraz wypracowano bardziej autorskie brzmienie i styl.

23 września 2013

Mortal Sin – Psychology Of Death [2011]

Mortal Sin - Psychology Of Death recenzja okładka review cover
Mortal Sin to jedna z pierwszych thrashowych załóg z Australii, a ich bardzo kalifornijski debiut "Mayhemic Destruction" to pierwszy australijski longplej thrashowej proweniencji. Dziś jednak nie czas na dywagacje o debiucie, lecz na kilka słów o ostatnim krążku muzyków – "Psychology of Death" z 2011 roku. Ale od początku. Historia kapeli przypomina brazylijskie telenowele, w których bohaterowie schodzą się i rozchodzą, zdradzają, walczą po sądach i obrażają się na siebie nawzajem. W chuj thrashowe podejście, nie ma co. Oficjalnie zespół zakończył swoją działalność w 2012 roku, ale jako że już wcześniej zdarzały im się "oficjalne zakończenia", więc i tym razem nic nie wiadomo i może jeszcze czymś zaskoczą. Ale historia muzyków jest ciekawa także z innego powodu – przez całą swoją działalność więcej byli w rozpadzie, niż nagrali krążków. Pięć albumów w całej karierze to dość mało, sami przyznacie.

14 lipca 2013

Ouroboros – Glorification Of A Myth [2011]

Ouroboros - Glorification Of A Myth recenzja okładka review cover
Granica pomiędzy graniem technicznym a bezsensownym katowaniem sprzętu jest dość cienka i naprawdę niewiele trzeba by znaleźć się w Meksyku. A stamtąd, jak wiadomo, trudniej się dostać do USA, trudniej niż droga w przeciwnym kierunku. Prawda jest też taka, że nastała ostatnio moda na bycie arcytechnicznym i stąd wysyp zespołów ubiegających się o tytuł, nieszczególnie zresztą pochlebny, najbardziej technicznej załogi ever. Gdyby jeszcze w parze z umiejętnościami szły jakieś konkretne pomysły natury muzycznej to ok, ale rzeczywistość jest taka jak na załączonym obrazku, czyli, że nie idą. I efekt tego jest taki, że mimo tysięcy arcytechnicznych załóg, niewiele jest takich, które przyciągają na dłużej i zapadają w pamięć. Na szczęście, od czasu do czasu, pojawia się ekipa, która nie dość, że umie grać, to jeszcze potrafi komponować zajebistą muzykę.

20 lipca 2012

Devour The Martyr – Wasted On The Living [2011]

Devour The Martyr - Wasted On The Living recenzja okładka review cover
Stosunkowo młody twór jakim jest Devour The Martyr ponoć już zdobył sobie niezłą pozycję na australijskiej scenie, a teraz pragnie podbić północną półkulę. Nie chciałbym tu przedwcześnie dołować chłopaków, ale ta ofensywa może być bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa do przeprowadzenia. Wiadomo przecież, że konkurencja w tym gatunku (death-thrash) ze strony Skandynawów (głównie Szwedów i Duńczyków) jest przeogromna, a jakby tego było mało, bohaterowie tej recenzji prezentują się póki co dość średnio – czyli podobnie jak wiele tamtejszych kapel, które nawet pomimo kilku wydawnictw na koncie nie odniosły zauważalnego (ani zasłużonego) sukcesu. Nie powiem, przy odrobinie dobrej woli można kilka razy "Wasted On The Living" przesłuchać, ale rozmaite niedostatki w obrębie kompozycji i raczej przeciętne brzmienie skutecznie wstrzymują przed kolejnym odpaleniem tego materiału.

14 marca 2012

Psycroptic – The Inherited Repression [2012]

Psycroptic - The Inherited Repression recenzja okładka review cover
Nie zliczę, ile już robiłem podejść do Psycroptic, ale od 2003 czy 2004 musiało być tego sporo – i zawsze kończyły się one klapą, a ja zniechęcony zapominałem o istnieniu kapeli na długie miesiące. Tym razem wreszcie się udało, i choć nie jestem na kolanach, ani nie zapomniałem o moich głównych faworytach, to "The Inherited Repression" mogę słuchać bez przymuszania i z dużą przyjemnością. Jak powszechnie wiadomo (albo i nie – bo chyba jakoś wyjątkowo popularni u nas nie są), Australijczycy z techniką zawsze stali na wysokim, a w ostatnich latach nawet nieosiągalnym dla innych, poziomie — potwierdzenie tego dostajemy zresztą niemal w każdej sekundzie nowego materiału — ale z komunikatywnością muzyki, jej przystępnością nigdy nie było u nich najlepiej, toteż wcześniejsze krążki raczej męczyły niż fascynowały.

20 lipca 2011

Alchemist – Tripsis [2007]

Alchemist - Tripsis recenzja okładka review cover
Podobno jedna z ikon australijskiej sceny metalowej; swoją drogą, jak to brzmi: scena australijska. Jest jednak pewne podobieństwo między muzyką Alchemików a instytucją zwaną "scena australijska", podobieństwo mianowicie takie, że kiedy człowiek słyszy którekolwiek z powyższych, na twarzy wykwita mu dziwny grymas, zaczyna drapać się po głowie i nic, absolutnie nic konkretnego nie przychodzi mu do mózgownicy. Zostawiając w spokoju scenę, w końcu tworzoną przez potomków niechcianego na Wyspach tzw. elementu, taka reakcja w stosunku do samej muzyki raczej nie jest dobrym zwiastunem. Przecież nawet Francuzi potrafią dokopać porządnym materiałem, a tu takie nie wiadomo co. Oddając cesarzowi, co cesarskie, muszę jednak wspomnieć, że sam początek jest zwodniczo dobry i nie zapowiada kiepawego materiału, który rozpoczyna się równo z końcem wspomnianego już "Wrapped in Guilt".

14 kwietnia 2010

Portal – Swarth [2009]

Portal - Swarth recenzja okładka review cover
Przyznam się bez bicia – to pierwszy album Australijczyków, który nabyłem. Ba – pierwszy, który słyszałem w całości. Miałem też napisać, że pierwszy i ostatni w ogóle, ale póki co wstrzymam się z taką deklaracją. Wstrzymam się, ponieważ jest w ich muzyce coś, co pozostaje we łbie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Niemniej jednak naturalnym odruchem jest chęć jak najszybszego wywalenia płyty z odtwarzacza i jeszcze szybszego zapomnienia o niej. Problem w tym, że — jak wspomniałem — nie da się, coś się we łbie zagnieżdża. Jednolita ściana dźwięku, nieustanny hałas i brak jakichkolwiek struktur – przez to trzeba się przegryźć, by zapoznać się z tą deathową awangardą. A potem okazuje się, że nic ponadto nie ma – jest tylko hałas, dźwiękowa monotonia i bezład. Tak właśnie muzykę rozumie Portal.