facebook

28 grudnia 2016

Dormant Ordeal – We Had It Coming [2016]

Dormant Ordeal - We Had It Coming recenzja okładka review cover
Dormant Ordeal zaliczyli bardzo udany start; odzew na debiutancki album był — przynajmniej patrząc z boku — co najmniej dobry, więc można było się spodziewać, że wkrótce żądne łakomego kąska wytwórnie zaczną się do nich ustawiać w dłuuugiej kolejce. A tu dupa, minęło kilka lat i również drugą płytę zespół musiał wydać samodzielnie. Tak właśnie wygląda dobra zmiana, o której trąbią narodowe media... Syfność sytuacji polega na tym, że "We Had It Coming" to krążek, który przy odpowiednim zapleczu mógłby wbić się klinem między rozmaite przereklamowane szity i trochę namieszać na lokalnej scenie. Skończy się jednak na tym, że mało kto w ogóle będzie wiedział o jego istnieniu. Ci nieliczni (obym się mylił co do ilości), którzy odrobinę się wysilą i położą łapy na digipaku, dostaną materiał odczuwalnie lepszy od "It Rains, It Pours": dojrzalszy, rozsądnie zawężony stylistycznie i bardziej wymagający.

25 grudnia 2016

Blasphemer – Ritual Theophagy [2016]

Blasphemer - Ritual Theophagy recenzja okładka review cover
Nigdy nie miałem styczności z debiutem Blasphemer, wiec nie wiem, co początkowo sobą prezentowali, ale wydana 6 lat temu króciutka epka "Devouring Deception" była już czymś, co pozwoliło mi zwrócić na nich uwagę. Teraz nadszedł czas drugiego albumu, który jest materiałem dojrzalszym i jeszcze ciekawszym. Włosi wprawdzie nie grają niczego, czego byśmy już nie słyszeli z Półwyspu Apenińskiego, wyróżniają się za to większym zaangażowaniem ideologicznym. "Ritual Theophagy" to brutalny i dość techniczny death metal — który niedaleko pada od Septycal Gorge czy Inherit Disease — z pozytywnym antychrześcijańskim przesłaniem na poziomie wczesnego Deicide. W końcu nazwa do czegoś zobowiązuje! Miła to odmiana po tych wszystkich gore’owych historyjkach albo pseudofilozoficznym bełkocie, który nic nie wnosi.

22 grudnia 2016

Entombed A.D. – Dead Dawn [2016]

Entombed A.D. - Dead Dawn recenzja okładka review cover
Nie ukrywam, że wszelkie zajawki poprzedzające "Dead Dawn" brzmiały bardzo obiecująco i narobiły mi na ten album sporego apetytu. Do tego stopnia, że zaraz po premierze pędziłem do sklepu jak pojebany. A w domu: płyta w odtwarzaczu, poślady napięte, zespół rusza z kopyta i... jest fajnie. Nooo, takiego Entombed (A.D.) można słuchać, po prostu klasyka zafajdanego punkiem death metalu. Problem pojawił się, gdy po jakimś czasie "Dead Dawn" powędrowała na półkę. Całkowicie o tym materiale zapomniałem; po kilkudziesięciu przesłuchaniach zupełnie nic mi z niego w głowie nie zostało. Pustka jak na indywidualnych kontach w ZUSie. Niewiele brakowało, a kupiłbym ten album jeszcze raz. I to w nieskalanym wątpliwościami przekonaniu, że jeszcze nie miałem z nim styczności...

16 grudnia 2016

Gojira – Magma [2016]

Gojira - Magma recenzja okładka review cover
Dziwna to płyta. Dziwna, ale ciekawa i w ogólnym rozrachunku lepsza od poprzedniej, mimo iż praktycznie pozbawiona ekstremalnych elementów. Po czterech latach przerwy Francuzi powracają odmienieni – nie tylko muzycznie, ale może przede wszystkim mentalnie. To słychać od pierwszego kawałka, bo trudno go nazwać żywiołowym, a jego nastrój wesołym. I choć później zdarza się, że zespół nieco mocniej uderzy w struny, to "Magma" ani na chwilę nie traci refleksyjnego i raczej smutnego charakteru. Zmiana tematyki i bardziej uduchowione teksty nie powinny dziwić w kontekście tego, co ostatnio spotkało braci Duplantier, a o czym przeczytacie w każdej innej recce. W samej muzyce również sporo się pozmieniało, choć nie na tyle, żeby miało to jakikolwiek wpływ na rozpoznawalność zespołu, bo zarówno brzmienie (odczuwalnie lżejsze niż ostatnio) i wokale Joe są dla nich szalenie charakterystyczne.

10 grudnia 2016

Metallica – Hardwired... To Self-Destruct [2016]

Metallica - Hardwired... To Self-Destruct recenzja okładka review cover
Kurz po premierze "Hardwired... To Self-Destruct" już opadł, emocje związane z tym albumem także, więc można się nim zająć na spokojnie i z chłodną głową. Choć — i tu chcąc nie chcąc włącza mi się złośliwość — równie dobrze można się nim wcale nie zajmować. Taka prawda. Ani ekstatyczne podniety ani obfite gównoburze, o których nikt już dawno nie pamięta, nie zmieniają faktu, że Metallica nagrała dwa krążki, nad których zawartością przechodzi się do porządku dziennego w trzy minuty po ich wysłuchaniu. A gdzie miejsce na głębsze refleksje? No cóż, sorki, nie tutaj. Amerykanie sami są zresztą sobie winni, bo zarejestrowali bardzo dużo bardzo średniego (po uśrednieniu, hehe) materiału, który ze względu na taką objętość zwyczajnie rozchodzi się po kościach. Trzeba mieć jednak na uwadze, że teraz byli w dużo gorszej sytuacji aniżeli osiem lat temu.

4 grudnia 2016

Unmerciful – Ravenous Impulse [2016]

Unmerciful - Ravenous Impulse recenzja okładka review cover
Trochę to trwało, ale Unmerciful wreszcie dorobili się krążka numer dwa. Dziesięć lat, które minęły od wydania debiutu, upłynęło Amerykanom na przetasowaniach personalnych i w sumie nie wiem, na czym jeszcze, bo choćby aktywnością koncertową w tym czasie nie imponowali. Do rzeczy. Zmienił się skład, ale imperatyw by napierdalać bardzo szybko i możliwie brutalnie pozostał nietknięty. To cieszy, podobnie jak fakt upchnięcia na krążku aż 35 minut muzyki – tym razem bez posiłkowania się wersjami live. "Ravenous Impulse" jest zatem albumem bardziej spójnym od poprzednika, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy okazji również mniej ekstremalnym. Głupio to brzmi w kontekście zespołu wyciągającego tak okrutne tempa (wystarczy rzucić uchem na 'Kill Reflex' czy 'Habitual Savagery' – John Longstreth z pewnością się w nich nie ociąga), jednak chyba coś jest na rzeczy.

28 listopada 2016

Testament – Brotherhood Of The Snake [2016]

Testament - Brotherhood Of The Snake recenzja okładka review cover
Próbowałem, naprawdę próbowałem, ale pomimo najszczerszych chęci i dziesiątek przesłuchań nie jestem w stanie polubić "Brotherhood Of The Snake". Potrafię zacisnąć zęby i wytrwać do końca, ale niestety już nic ponadto. Jest mi tym bardziej przykro, że pod krążkiem podpisał się jeden z najmocniejszych składów, jakie Testament kiedykolwiek posiadał. Po prostu żal dupę ściska, że zmarnowano taki potencjał twórczo-wykonawczy. Najnowszy album Amerykanów to materiał doskonale zagrany i porządnie wyprodukowany, jednak na niewiele się to zdaje, bo muzycznie jest największym potknięciem zespołu od czasu wstydliwego "The Ritual". Obie płyty łączy trudna do przełknięcia nijakość, kompozycyjne rozmemłanie i brak konkretów w postaci zapadających w pamięć utworów.

22 listopada 2016

Obituary – Ten Thousand Ways To Die [2016]

Obituary - Ten Thousand Ways To Die recenzja okładka review cover
"Ten Thousand Ways To Die" to drugie z rzędu wydawnictwo Obituary, do którego podchodziłem bez przekonania. Pomysł na dopchanie ledwie dwóch nowych kawałków kilkoma doskonale znanymi starociami w wersjach live wydawał mi się co najmniej naciągany, a przy tym niezbyt atrakcyjny. Ot, jeszcze jeden sposób, żeby niewielkim kosztem wyciągnąć trochę kasy od wiernych fanów. Ku mojemu zdziwieniu płytka jednak daje radę i można się na nią skusić, zwłaszcza że cenowo została potraktowana jako epka (a dokładniej – jako epka z Relapse...). Nowe numery są proste i ciężkie, jak na Obituary przystało, no i brzmią zdecydowanie lepiej (potężniej) niż "Inked In Blood". Ponadto wydaje mi się, że pod względem czystej brutalności i mocy rzygnięcia Johna przewyższają wszystko, co zespół nagrał po reaktywacji.

16 listopada 2016

Asphyx – Incoming Death [2016]

Asphyx - Incoming Death recenzja okładka review cover
Od momentu reaktywacji w 2007 Asphyx utrzymuje równy i wysoki poziom. Nie najwyższy, jak na pamiętnym debiucie, ale dość wysoki, żeby w ciemno kupować kolejne płyty z charakterystycznym logotypem. Szczerze przyznaję, że mnie dużo lepiej słucha się tego zespołu, odkąd luźniej podchodzę jego działalności i pogodziłem się z faktem, że do majestatu "The Rack" już nie nawiążą. Od braku podniet ważniejsza jest w tym przypadku świadomość, że na Holendrach można polegać, że nie rozmieniają się na drobne i wciąż potrafią dostarczyć fanom porcję solidnej miazgi w (prawie) niezmiennym death-doomowym stylu. Drobne różnice między "Incoming Death" a dwoma poprzednimi albumami wynikają tylko i wyłącznie ze zmian składu. W zespole nie ostał się już nikt ze starych kompozytorów, w związku z czym ciężar przygotowania materiału spadł przede wszystkim na barki Paula Baayensa, któremu nie można odmówić talentu, ale także pewnych przyzwyczajeń wyniesionych z jego pozostałych kapel, zwłaszcza z tej najpopularniejszej.

10 listopada 2016

First Fragment – Dasein [2016]

First Fragment - Dasein recenzja okładka review cover
To jest to, powiadam wam, to jest, kurwa, to! Taka płyta aż się prosi, żeby jej pieprznąć na okładce "made in Canada", bo zawiera wszystko, z czego są znani tamtejsi pojebańcy z kręgów technicznego i progresywnego death metalu. First Fragment w swojej kanadyjskości poszli nawet krok dalej i wszystkie teksty napisali po francusku, co dla mnie czyni ich przekaz kompletnie niezrozumiałym. Ale nic to. Opowieści o zajebistości tego zespołu krążyły po scenie już od dłuższego czasu, choć nie szła za tym ani koncertowa aktywność ani wydawnicze konkrety. Ot, kapela-widmo, bardziej zmagająca się z niestabilnym składem aniżeli muzyczną materią. Szczęśliwie chłopaki doszli między sobą do ładu, załapali się na kontrakt z Unique Leader i w końcu wydali upragniony debiut. Jeden z najlepszych, najbardziej przekonujących debiutów ostatnich lat, jeśli chcecie znać moje zdanie.

4 listopada 2016

Gorefest – Erase [1994]

Gorefest - Erase recenzja okładka review cover
W połowie lat 90-tych ubiegłego wieku grunt pod death metalem w Ameryce gwałtownie się załamał, sprawiając, że na powierzchni pozostały tylko najwytrwalsze kapele: Deicide, Cannibal Corpse, Obituary, Incantation, Malevolent Creation... W Europie sytuacja wyglądała jeszcze gorzej, bo albo zespoły drastycznie zmieniały swój styl (Szwecja) albo jak muchy padały jeden po drugim (reszta kontynentu). W tej degrengoladzie, spotęgowanej dodatkowo modą na black metal, Gorefest wydał przełomowy — choć dla wielu już kontrowersyjny — "Erase". Dla mnie trzecie dzieło Holendrów to najlepszy (a przynajmniej jeden z trzech) album na death metalowym poletku jaki powstał w 1994 na starym kontynencie. Bestseller w swoim czasie, później – krążek wyjątkowo niedoceniany i, o zgrozo, deprecjonowany także przez samych muzyków.

29 października 2016

Hysteria – Flesh, Humiliation And Irreligious Deviance [2016]

Hysteria - Flesh, Humiliation And Irreligious Deviance recenzja okładka review cover
Czekałem, wypatrywałem, upewniałem się, czy aby na pewno Hysteria jeszcze istnieje, czekałem, wypatrywałem... I tak przez kilka ostatnich lat. W końcu z deka leniwi Francuzi wzięli się za siebie i uraczyli fanów krążkiem numer trzy. Wiadomo, że przy okazji długo (zbyt długo!) wyczekiwanych albumów w 99 przypadkach na 100 materiał nie jest w stanie sprostać wymaganiom słuchacza, a co bardziej optymistyczna reakcja po premierze sprowadza się jedynie do beznamiętnego "mogło być lepiej". Niestety, "Flesh, Humiliation And Irreligious Deviance" należy do tej właśnie kategorii. Mogło być lepiej. Kurwa! Powinno być lepiej! Tym bardziej, że muzyków Hysteria na to stać. Postęp, jakiego dokonali między "Haunted By Words Of Gods" a "When Believers Preach Their Hangman’s Dogma", był naprawdę imponujący, toteż liczyłem, że znowu stworzą coś zaskakującego, a przynajmniej zrobią pewny krok do przodu.

24 października 2016

Inherit Disease – Ephemeral [2016]

Inherit Disease - Ephemeral recenzja okładka review cover
U Inherit Disease w zasadzie wszystko bez zmian, czyli w jak najlepszym porządku. Lata mijają, a dla nich liczy się tylko wymiatanie szybkiego, technicznego i przede wszystkim brutalnego death metalu według prawideł amerykańskiej szkoły. Ktoś mógłby się spodziewać, że po dokooptowaniu do składu drugiego gitarniaka panowie pójdą w nowoczesne popisy i na "Ephemeral" bardziej zaakcentują stronę techniczną, ale nie – to bezlitosny wygar jest wciąż priorytetem. Mnie to nie przeszkadza, bo przy obecnym cyklu wydawniczym (to dopiero ich trzecia płyta w ciągu piętnastu lat) takie grzańsko nie ma prawa się znudzić. Tym bardziej, że Inherit Disease są już na takim poziomie, że razem Defeated Sanity, Wormed i paroma innymi kapelami tworzą ekstraklasę tego podgatunku.

18 października 2016

Pestilence – Reflections Of The Mind [2016]

Pestilence - Reflections Of The Mind recenzja okładka review cover
Takie wykopaliska to ja lubię! Po ubiegłorocznej kompilacji pierwszych demówek Pestilence Vic Records oddaje w nasze ręce kąsek jeszcze ciekawszy. No, przynajmniej dla maniaków zespołu i różnej maści kolekcjonerów. "Reflections Of The Mind" to również zbiór nagrań demo (i tak jak poprzednio zremasterowanych przez Dana Swanö), ale takich, do których mało kto miał dotychczas dostęp. Danie główne, a przynajmniej największa atrakcja (kłamię, tu wszystko jest zajebiście atrakcyjne), to dość profesjonalnie zarejestrowane demo z 1992 zawierające zaawansowane (ale nie ostateczne) wersje 'Reflections Of The Mind', 'Searching The Soul' i 'Times Demise', które pod nieco zmienionymi tytułami trafiły na "Spheres".

12 października 2016

Fallujah – Dreamless [2016]

Fallujah - Dreamless recenzja okładka review cover
Fallujah za sprawą poprzedniego krążka odnieśli spory sukces, którego miarą nie jest nawet obecny kontrakt z Nuclear Blast (bo jak oni zwęszą walutę, to są skłonni podpisać papiery z każdym), a pierwsi naśladowcy z różnym skutkiem kopiujący patenty z "The Flesh Prevails". Czy wśród tych epigonów znajdzie się jakiś poważny konkurent dla Amerykanów? Na razie raczej nie, i to z dwóch powodów. Po pierwsze jest to granie zbyt złożone i oryginalne, żeby je szybko rozpracować i tak po prostu przystosować do własnego stylu, a przy okazji nie być posądzonym o (ślepe) naśladownictwo. Po drugie Fallujah — a dokładniej Scott Carstairs — rozwijają swoje wizje w takim tempie, że zawsze będą przynajmniej o krok przed innymi, którym również marzy się bycie na czasie. A "Dreamless" jest właśnie, jakby to paskudnie nie brzmiało, albumem na czasie: niejednoznacznym, progresywnym i eklektycznym.

6 października 2016

Fractured Insanity – Man Made Hell [2016]

Fractured Insanity - Man Made Hell recenzja okładka review cover
"Mass Awakeless", poprzednią płytę Fractured Insanity, opisywałem w słodkim przeświadczeniu, że po upublicznieniu recki już nigdy nie będę musiał wracać do tego zespołu. I nie wracałem. Aż tu niedawno los spłatał mi psikusa i niemal na siłę wcisnął mi w łapy "Man Made Hell", który chcąc nie chcąc (nie chcąc, zdecydowanie nie chcąc) musiałem przesłuchać. Ze zgrozą (i zdziwieniem) przyznaję, że dobrze się stało, bo Belgowie uczynili spory krok naprzód i poprawili się w każdym elemencie swojego rzemiosła. Nie sugeruję przez to bynajmniej, że dokonali starłorsowego skoku w nadprzestrzeń, bo to ciągle przedstawiciele drugiej ligi, ale na pewno awansowali na wyższy jej szczebel. Najważniejsze jest to, że w czasie dzielącym oba albumy Fractured Insanity rozwinęli umiejętności kompozytorskie, nauczyli się sensownie dawkować technikę oraz dotarło do nich, jak ważna jest w tej muzyce dynamika.

1 października 2016

Cancer – The Sins Of Mankind [1993]

Cancer - The Sins Of Mankind recenzja okładka review cover
Po dwóch bardzo udanych płytach muzykom Cancer wystarczyło tylko postawić kropkę nad i swojej zajebistości i sprokurować kolejny świetny materiał, który już na zawsze zapewni im zaszczytne miejsce w panteonie europejskich death’owych załóg. Potem mogli się już rozpaść w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Angolom jednakowoż ani jedno ani drugie nie przyszło do głów; wzięło ich na zmiany. Od "The Sins Of Mankind" zaczął się bowiem przykry zjazd po równi pochyłej, z której zespół nie potrafił zeskoczyć do końca swych dni, włączając w to nawet okres po reaktywacji. Każdy miłośnik pierwszych krążków w mig spostrzeże, że na "The Sins Of Mankind" coś nie gra, czegoś brakuje, choć pozornie materiał nie odbiega znacząco od "Death Shall Rise".

21 września 2016

Pyrrhon – Running Out Of Skin [2016]

Pyrrhon - Running Out Of Skin recenzja okładka review cover
Tak sobie słucham "Running Out Of Skin" raz, drugi, dziesiąty, pięćdziesiąty... i dochodzę do wniosku, że jedynym fragmentem muzyki, w którym wiadomo o co chodzi, jest na tym albumie cover 'Crystal Mountain'. To wrażenie może wynikać z faktu, że tylko w tych kilku minutach mamy do czynienia z normalną muzyką. Cała reszta to jeden wielki chaos, w którym trudno wyodrębnić jakiekolwiek wyraźniej zarysowane struktury. Pyrrhon pozwolili sobie tutaj na kilkanaście minut szalonej (i dość ekstremalnej) improwizacji, jako tako skoordynowanego katowania instrumentów w sposób wiadomy tylko dla siebie. "Growth Without End", wcześniejsza epka, nie była materiałem łatwym do ogarnięcia; na "Running Out Of Skin" poprzeczka jest zawieszona jeszcze wyżej.

14 września 2016

Deceptionist – Initializing Irreversible Process [2016]

Deceptionist - Initializing Irreversible Process recenzja okładka review cover
Przez kilka ostatnich lat włoskie kapele z kręgu brutalnego i technicznego death metalu rozmnażały się głównie przez pączkowanie według schematu: bierzemy kogoś z epizodem w Hour Of Penance w CV i dobieramy mu kolegów. Teraz, jak widać na przykładzie Deceptionist, cały proces zszedł o poziom niżej: bierze się kogoś z epizodem w zespole "wypączkowanym" z Hour Of Penance w CV i dobiera się mu kolegów. W przypadku Deceptionist punktem wyjścia (dosłownie) dla obu gitarniaków był jako tako znany Hideous Divinity – można było zatem w ciemno zakładać, że panowie warsztat mają co najmniej niezły. I mają, trochę gorzej jest u nich za to z talentem kompozytorskim. Co ciekawe, wbrew pozorom bohaterowie tej recki nie zebrali się do kupy, żeby grać to samo, co w poprzedniej kapeli i zamiast uwielbienia dla Nile na "Initializing Irreversible Process" słychać raczej objawy zapatrzenia w nowsze produkcje Deeds Of Flesh i Arkaik.

9 września 2016

Torchure – Beyond The Veil [1992]

Torchure - Beyond The Veil recenzja okładka review cover
Morgoth – to hasło wbrew pozorom nie wyczerpuje tematu klasycznego niemieckiego death metalu, choć nie da się ukryć, że to ten kultowy akt zrobił najwięcej dobrego dla tamtejszej sceny. Natomiast zespołem numer dwa, jeśli chodzi o ważność/zajebistość, jest dla mnie niesłusznie zapomniany Torchure . Wiadomo, tyle estymy co Morgoth nie miał w Niemczech nikt, ale Torchure — i to jest smutne — nie zdobyli nawet połowy tego uznania co kilka znacznie gorszych kapel, które w dodatku wystartowały później. Wydany w 1992 roku, a poprzedzony trzema demówkami debiut "Beyond The Veil" to kawał interesującego, przemyślanego i pewnie odegranego death metalu, który z jednej strony idealnie wpisuje się w kanony europejskiej odnogi gatunku (ot choćby Bolt Thrower, Grave, Gorefest), a z drugiej ma do zaoferowania kilka niezbyt popularnych wówczas rozwiązań, które zapewniły mu wyjątkowość i rozpoznawalność.

3 września 2016

Carbonized – For The Security [1991]

Carbonized - For The Security recenzja okładka review cover
Christofer Johnsson od wielu lat jest znany przede wszystkim jako przywódca Therion, a był taki czas — o którym wielu już zapomniało, a inni zwyczajnie nie wiedzą – kiedy nasz milusiński poczynał sobie znacznie bardziej hardziorowo. Nie chodzi mi jednak o początki wspomnianego Therion, a o zespół działający równolegle do niego – Carbonized. Założycielem tej kapeli był Lars Rosenberg, znany później m.in. z Entombed, który po paru demówkach i wielu zmianach składu około 1990 dorobił się zaangażowanej i zdolnej ekipy towarzyszącej w osobach Piotra Wawrzeniuka (gary) i Christofera Johnssona (gitara, wokal). Panowie już jako trio na początku 1991 nagrali klasyczny dla gatunku "For The Security", a zajęło im to ponoć aż... trzy dni.

27 sierpnia 2016

Suicidal Causticity – The Spiritual Decline [2013]

Suicidal Causticity - The Spiritual Decline recenzja okładka review cover
Debiutujące kapele zazwyczaj robią wszystko, co w ich mocy, aby tylko jakoś się wyróżnić na tle innych, żeby zostać zapamiętanym... Suicidal Causticity na to nie wpadli. Logo: 'nowoczesne' i kompletnie nieczytelne krzaki. Okładka: niewyraźna paciajka, z której ciężko cokolwiek wyodrębnić – niech was nie zwiodą zdjęcia w necie, w realu jest jeszcze ciemniejsza. Zaś na samym krążku bardziej uwypuklono logo wydawcy, Ghastly Music, aniżeli nazwę kapeli i tytuł płyty. Na oprawie graficznej problemy z rozpoznawalnością się nie kończą, bo początek "The Spiritual Decline" to czystej wody ithyphallic death metal, o którym swego czasu bredził okrąglutki Karl Sanders. Gdyby ktoś nie łapał tego głupawego terminu – nie raz i nie dwa jedzie tu Nilem na kilometr.

18 sierpnia 2016

Nomad – Tetramorph [2015]

Nomad - Tetramorph recenzja okładka review cover
Odpalając "Tetramorph" doskonale wiedziałem, czego się spodziewać, jednak już pierwsze pół minuty 'Tetrawind' sprawiło, że całą moją pewność mogłem o kant dupy rozbić. Okazało się bowiem, że Nomad postanowił nielicho (a przynajmniej całkiem przyzwoicie) zaskoczyć, a opisywana epka w żadnym wypadku nie jest kontynuacją znakomitego "Transmigration Of Consciousness". Co ciekawe, zespół ponownie skorzystał z charakterystycznych dla siebie motywów i zagrywek, ale znowu poskładał je inaczej, a przy tym tak umiejętnie, że uniknął jednoznacznych powtórek i samobójczego chapnięcia się za ogon. Już samo wskazanie, czym tak naprawdę "Tetramorph" różni się od poprzedzającego ją albumu, nie jest wcale zadaniem łatwym, bo z każdej strony atakują kontrasty (co w sumie jest normą w przypadku żywiołów), które raz przybliżają, a raz oddalają stylistykę "Transmigration Of Consciousness".

12 sierpnia 2016

Defeated Sanity – Disposal Of The Dead // Dharmata [2016]

Defeated Sanity - Disposal Of The Dead // Dharmata recenzja okładka review cover
Ponoć Niemcy wciąż są przed nami jakieś 30 lat jeśli chodzi o gospodarkę, jednak pod względem cwaniactwa wydawniczego (inaczej tego określić nie potrafię) nie dorastają polskim piewcom mroku do pięt. Kto to widział dawać ludziom dwie nowe epki na jednym krążku?! Przecież najpierw wydaje się jedną, potem osobno drugą, żeby w końcu wyskoczyć z super-hiper-ekskluziff limitowaną kompilacją obu, koniecznie w digipaku – tak się zarabia pieniądze. Nie ma co, Defeated Sanity strzelili sobie biznesowego samobója. Dobrze chociaż, że z muzyką idzie im lepiej niż z szemraną ekonomią. Do rzeczy. Opisywana płytka to dość niecodzienna inicjatywa – z jednej strony pokazuje bowiem zespół poruszający się w swoim żywiole, a z drugiej grupę eksperymentującą z materią, zdawać by się mogło, zupełnie jej nieznaną.

4 sierpnia 2016

Human Infection – Curvatures In Time [2014]

Human Infection - Curvatures In Time recenzja okładka review cover
Zacznę nieco brutalnie i może nawet prowokacyjnie: właśnie tak powinni grać Malevolent Creation. Wpływu długodystansowców z Florydy na twórców opisywanej płyty nie można w żaden sposób zanegować, choć na pewno nie są dla nich jedynym źródłem inspiracji – wyliczankę trzeba jeszcze uzupełnić o Monstrosity (z lat 90-tych), Resurrection i Brutality (zwłaszcza z "In Mourning"). Human Infection napieprzają tu jak Malevolenci w swoim prawie najlepszym stylu i prawie najlepszych latach. Piszę prawie, bo nie kopiują wspaniałego "Retribution", a chętniej sięgają po elementy znane choćby z "Eternal", "The Fine Art Of Murder" czy "The Will To Kill" — czyli z krążków dobrych i bardzo dobrych — w tym po kilka takich, które ich idole przez lata jakby zagubili.

30 lipca 2016

The Ritual Aura – Laniakea [2015]

The Ritual Aura - Laniakea recenzja okładka review cover
Audi reklamuje się hasłem "przewaga dzięki technice". The Ritual Aura też tak powinni, oczywiście jakby było ich stać na prawa autorskie. A tak serio, to umiejętności Australijczycy mają niesamowite, kopara opada, jak sobie człowiek dokładniej posłucha, co też oni wyczyniają w ramach (i trochę poza) tak zwanego technicznego death metalu. Żeby jednak nie było nieporozumień – nieprzeciętny mają tylko warsztat, bo w podejściu do kompozycji awangardy ani specjalnych nowości nikt się tu nie doszuka. Jedynym większym odstępstwem od normy jest u nich zastąpienie basu ustrojstwem o nazwie NS stick – wielbiciele tappingu będą zachwyceni. Nie da się ukryć, że The Ritual Aura po prostu wybrali sobie taką dziedzinę, w której mogli się najbardziej wykazać, poszaleć, może nawet i poszpanować, ale na pewno nie chodziło im o przecieranie szlaków i szerzenie wydumanych idei

23 lipca 2016

Kat – Mind Cannibals A.D. 2016 [2016]

Kat - Mind Cannibals A.D. 2016 recenzja okładka review cover
Myślałem, że wzrok mnie myli, że coś mi się pojebało, ale nie. Płyta "Mind Cannibals A.D. 2016" powstała naprawdę i jest dostępna w sklepach. Na pytanie, po co komu odgrzewany materiał, który w momencie premiery nie wzbudził najmniejszego entuzjazmu (nie licząc magazynu-katalogu wydawcy), przynajmniej jedna odpowiedź sama ciśnie się na usta. Tylko przez grzeczność nie wspomnę, że chodzi o parcie na walutę i poruszę inną kwestię – jak dla mnie jest to kolejny po "Acoustic 8 Filmów" album mający utrzymywać pozory, że Kat wciąż istnieje. Oficjalna przyczyna wypuszczenia tego krążka to chęć pokazania światu zmienionego (celowo nie piszę, że poprawionego) masteringu i nowego składu – już bez Jarka Gronowskiego, za to z Harrisem w miejsce Krzysztofa Oseta.

12 lipca 2016

Obituary – Live Xecution – Party.San 2008 [2009]

Obituary - Live Xecution - Party.San 2008 recenzja okładka review cover
Drugie dvd Obituary było niezłą okazją do uzupełnienia ewentualnych braków "Frozen Alive", a tym samym do totalnego nasycenia fanów ekipy z Florydy. Niestety, wyszło to znacznie poniżej oczekiwań, żeby nie powiedzieć – słabo. Już sam wybór na główne danie koncertu z Party San (z 2008) jest, jak dla mnie, średnio trafiony, bo gwiazda Tego formatu, z Takim dorobkiem, ograniczona festiwalowymi wymogami nie jest w stanie zaprezentować wszystkich swoich atutów. Oznacza to przede wszystkim ostre cięcia w setliście – trzy środkowe krążki nie mają tu nawet najmniejszej reprezentacji, zaś podstawa występu to materiał post-reunionowy, w tym epka "Left To Die". Braki w klasykach wpływają na mniejszą radochę z oglądania, a to z kolei na brak ciśnienia do ponownego odpalenia dvd Oczywiście, to co zagrali, zagrali po mistrzowsku, prezentacja sceniczna też nie odbiega od normy, ale to wszystko mało..

2 lipca 2016

Rebaelliun – The Hell’s Decrees [2016]

Rebaelliun - The Hell’s Decrees recenzja okładka review cover
Powrót Rebaelliun stał się faktem. Brazylijczycy zebrali się do kupy po kilkunastu latach przerwy i za sprawą "The Hell’s Decrees" próbują odzyskać dawną pozycję. Czy im się uda? Jakby to w miarę delikatnie ubrać w słowa – ni chuja nie ma na to najmniejszych szans, a już na pewno nie z pomocą Hammerheart Records. Zmieniła się scena, zmienił się death metal, a Rebaelliun — o czym się przekonujemy z każdym kolejnym utworem — nie mogą się już pochwalić takimi atutami, jak za czasów prosperity. Początek płyty — czyli w wersji optymistycznej (aż?) dwa kawałki — jest naprawdę obiecujący, bo mocny i chwytliwy, jednak później muzykom zaczyna brakować pary, pomysłów i najwyraźniej zaangażowania. W rezultacie na "The Hell’s Decrees" znalazło się dużo sztampowych, nudnawych i bezbarwnych momentów.

25 czerwca 2016

Sickening – The Beyond [2015]

Sickening - The Beyond recenzja okładka review cover
Jeśli komuś jeszcze mało brutalnego amerykańskiego death metalu we włoskim wydaniu, to polecam poświęcić trochę uwagi trzeciej płycie pochodzącego z Florencji Sickening. Jak szybko się zorientujecie, kolesie w żadnym wypadku nie odkrywają gatunku na nowo, a skupiają się bardziej na poprawnym interpretowaniu schematów, które 20-25 lat wcześniej dali światu mistrzowie z Suffocation. Skojarzenia z autorami "Pierced From Within" pojawiają się tu praktycznie na każdym kroku, jednak nie są jedynym, co Sickening mają do zaoferowania, choć nie ukrywam, że stanowią poważny procent zawartości "The Beyond". W każdym razie mamy raczej do czynienia ze zdolnym uczniem aniżeli pospolitym zapatrzonym w idoli klonem.

18 czerwca 2016

Putridity – Ignominious Atonement [2015]

Putridity - Ignominious Atonement recenzja okładka review cover
Kiedyś już zdarzyło mi się polecać album trzeci Septycal Gorge fanom zawiedzionym nowym obliczem Hour Of Penance, natomiast teraz gorąco zachęcam do zapoznania się z "Ignominious Atonement" wszystkich tych, dla których "Scourge Of The Formless Breed" to niegodna uszu lajtowizna, a dokonania Wormed czy Defeated Sanity są zbyt wypolerowane. Putridity proponują wyłącznie totalnie brutalny death’owy nakurw w typowo podziemnej oprawie – gęsty, surowy, odpychający i bez najmniejszych urozmaiceń czy ozdobników. Zawartość tej jakże krótkiej (26 minut) płyty sprowadza się do raczej jednowymiarowej i morderczo intensywnej jazdy na najwyższych obrotach, u podstaw której leżą nabijane maniakalnie blasty, ciągłe pochody centralek (nawet w stosunkowo wolnym 'Mortifying Carnality' Davide Billia nie oszczędza dolnych kończyn), drenujące czachę riffy (w typie Disgorge na ostrym speedzie) i kompletnie nieczytelne wokale.

11 czerwca 2016

Origin – Echoes Of Decimation [2005]

Origin - Echoes Of Decimation recenzja okładka review cover
Niewiele współczesnych death’owych zespołów może poszczycić się tym, że wprowadziły do gatunku coś świeżego, że stworzyły nową jakość, no i w końcu, że stały się wzorem do naśladowania dla innych. Origin — o czym muzycy tej kapeli będą pewnie jeszcze wnukom opowiadali — zalicza się właśnie do tego wąskiego grona. Amerykanie od początku kariery stawiali na maksymalnie wyziewny i zakręcony łomot, a swoimi wydawnictwami sukcesywnie przesuwali granice ekstremy. Do czasu. Pod naporem trzeciego krążka, opisywanego "Echoes Of Decimation", granice nie wytrzymały. Origin z zespołu grającego szybki, brutalny i techniczny death metal przekształcił się w zespół grający blastująco-sweepujący świst, który nie miał wówczas precedensu, a i dzisiaj robi niemałe wrażenie.

5 czerwca 2016

Devin Townsend Project – Sky Blue [2014]

Devin Townsend Project - Sky Blue recenzja okładka review cover
Czas chyba nieco odetchnąć od całego tego łomotu, blastowania i szatańskich wersetów. Żeby jednak nie wyjść na całkowitego mięczaka, który musi ratować się podpierdolonym siostrze The Pussycat Dolls, można wrzucić Devina. Zwłaszcza, że z albumu na album metalu coraz mniej i tylko przez wzgląd na stare czasy, nie nazywam tego popem. Prawda jest jednak taka, że chuj z tym, bo nawet gdyby kolejny album obficie czerpał z disco polo połączonego z country i przełamanego dubstepem – i tak byłbym ciekaw rezultatu. W końcu to sam Devin, a jemu za bycie ekscentrykiem nie można pocisnąć. Chyba. Napisałbym też, że więcej mu się wybacza, ale z tym akurat różnie bywało. Ale do rzeczy. "Sky Blue" to połowa najnowszego wydawnictwa spod znaku Devin Townsend Project zatytułowanego "Z2", wydawnictwa tyleż ciekawego, co nieco zaskakującego.

24 maja 2016

Spirit Of Rebellion – The Enslavement Process [2015]

Spirit Of Rebellion - The Enslavement Process recenzja okładka review cover
Kiedy człowiek latami zasłuchuje się w muzyce takich mistrzów jak Gorguts, Cryptopsy, Martyr czy Neuraxis, to jest skłonny uwierzyć, że w Kanadzie gra się tylko wysokiej próby techniczny death metal. A potem trafia się na taki Spirit Of Rebellion, który brutalnie sprowadza delikwenta na ziemię. Nie chodzi jednak o to, że kolesie grają jakiś syf, bo nie grają, ale — patrząc na ich staż, niemłode już facjaty i koszulki zdradzające dobry gust — można by się spodziewać po nich czegoś więcej, choćby własnej tożsamości. Tymczasem panowie proponują niecałe pół godziny bardzo nieoryginalnego, bardzo zwyczajnego i totalnie przewidywalnego death metalu w typie amerykańskim, w którym czuć sporo bezpośrednich odniesień do Cannibal Corpse z przełomu wieków.

14 maja 2016

Christ Agony – Black Blood [2015]

Christ Agony - Black Blood recenzja okładka review cover
Po cichu liczę, że Cezar, jako Christ Agony, ma zamiar kontynuować świecką tradycję zapoczątkowaną przy okazji "Demonology"/"Condemnation" i na kolejnym longpleju nie powtórzy żadnego utworu z opisywanej epki, która tenże longplej właśnie zapowiada. Natomiast już trochę głośniej oświadczam, że czekam na materiał nagrany w pełnym składzie (na epce brakuje Reyash’a), w lepszym studiu, trochę bardziej twórczo potraktowany i przede wszystkim wprowadzający jakieś zauważalne nowości do wizerunku kapeli. Ale po kolei. Zasadnicza część "Black Blood" to materiał będący w prostej linii wypadkową kultowego "Moonlight" i średniawego "Nocturn" – tak pod względem brzmienia, jak i muzyki.

8 maja 2016

Brutality – Sea Of Ignorance [2016]

Brutality - Sea Of Ignorance recenzja okładka review cover
Czy ktoś się jeszcze jara powrotem Brutality? Wątpię. W ciągu ostatnich 15 lat Amerykanie wracali i rozpadali się już tyle razy, że stało się to po prostu nudne. Dlatego też nie mam żadnych złudzeń – jeszcze rok albo dwa i kapela znowu pójdzie z hukiem do piachu. Trzeba im jednak oddać, że tym razem należycie spięli poślady i uzbierali dość materiału, żeby starczyło na album mniej więcej długogrający. Do czasu trwania płyty jeszcze wrócę, bo nie daje mi to spokoju, ale póki co trochę staruszków pochwalę, bo nowy krążek spodobał mi się znacznie bardziej niż mógłbym przypuszczać. Muzycy Brutality za sprawą "Sea Of Ignorance" udowadniają, że są zespołem z charakterem i niemałym potencjałem, którego nie osłabił nawet upływający czas.

1 maja 2016

Fleshless – Hate Is Born [2008]

Fleshless - Hate Is Born recenzja okładka review cover
Mam co najwyżej średnie rozeznanie w dokonaniach Fleshless, ale liznąłem ich już na tyle, żebym mógł bez wahania napisać, że z ich obfitej dyskografii (a raczej tego, co już zasłyszałem) to właśnie "Hate Is Born" trafia do mnie najbardziej, chociaż może akurat dla Czechów nie jest jakoś wyjątkowo reprezentatywnym materiałem. Opisywana płyta to dziesięć (plus intro) niezbyt spójnych wewnętrznie kawałków, w których pomysły na zestawienie z sobą poszczególnych elementów ocierają się nieraz o absurd, a rozmaite rozwiązania kompozycyjne w swej skrajności zwyczajnie nie trzymają się kupy. Paradoksalnie, jako całość "Hate Is Born", te numery spisują się naprawdę nieźle i — jak mi się zdaje — mają niemały potencjał koncertowy, bo trochę kopią, a chwytliwości im nie brakuje.

24 kwietnia 2016

Dehuman – Graveyard Of Eden [2015]

Dehuman - Graveyard Of Eden recenzja okładka review cover
To lubię. Młodzieńcy z belgijskiego Dehuman nie dość, że dokonali dużego postępu względem debiutanckiego "Black Throne Of All Creation", to jeszcze rozwinęli się w kierunku, który mnie osobiście bardzo rajcuje. Chłopaki zaliczyli przy tym podobny przeskok jakościowy co zbliżony stażem szwajcarski Defaced – z zespołu niby solidnego, acz nieskładnego i raczej przeciętnego na pierwszej płycie awansowali na porządnego dopierdalatora na krążku numer dwa. Przepis na sukces, artystyczny, w obu przypadkach wyglądał tak samo: skonkretyzować styl, pozbyć się zapchajdziur i uwypuklić główne atuty. Dehuman postawili na konkretne riffy, bardzo zwartą perkusję i wspaniały klasyczny wokal. Nie bez znaczenia jest czystość gatunkowa "Graveyard Of Eden" – tradycyjny death metal w amerykańsko-europejskim stylu, bez zbędnych dupereli i ciśnienia na awangardę.

18 kwietnia 2016

Rotting Christ – Rituals [2016]

Rotting Christ - Rituals recenzja okładka review cover
Rotting Christ nagrał dwunastą płytę. Dość fajną płytę. Taką nawet do posłuchania od czasu do czasu. Gości jest dużo. Melodie znajome. Wkładka wali oldskulem na kilometr. Kiedy przychodzi mi pomyśleć o "Rituals", jestem w stanie wykrzesać z siebie aż tyle entuzjazmu, co w powyższych zdaniach... Weterani greckiego black metalu najzwyczajniej w świecie wymieszali na tym materiale dobrze wszystkim znane patenty z dwóch poprzednich krążków (niestety z naciskiem na "Aealo") i doprawili je na chybił trafił reminiscencjami "Theogonia", co w rezultacie dało album bezpieczny, swojski, typowy i w dużym stopniu przewidywalny – muzycznie całkiem fajny, ale paradoksalnie nie sprawiający wielkiej radości.

13 kwietnia 2016

Vomit The Soul – Portraits Of Inhuman Abominations [2005]

Vomit The Soul - Portraits Of Inhuman Abominations recenzja okładka review cover
Kiedy zespół zapożycza sobie nazwę z kawałka Cannibal Corpse, to nie należy się spodziewać, że zależy mu na ululaniu słuchacza swą radosną twórczością. No i cóż, Vomit The Soul specjalnie (a w zasadzie w ogóle) się nie pierdolą w subtelności, grzejąc pozbawiony ozdobników (nie licząc dwuminutowego outra), zupełnie nieoryginalny brutal death metalowy łomot, w którym wszechobecne są wpływy Disgorge, Defeated Sanity i Devourment. Miazga w tym stylu stanowi pewnie jakieś 90% "Portraits Of Inhuman Abominations", ale Włosi nie ograniczają się tylko do takiego dopierdalania, bo na krążku trafiają się również fragmenty nieco bardziej ambitne i zakręcone, kiedy do głosu dochodzą fascynacje starszymi albumami Deeds Of Flesh i Dying Fetus.

8 kwietnia 2016

Obscura – Akróasis [2016]

Obscura - Akróasis recenzja okładka review cover
Nie płakałem po papieżu. Nie czekałem także na najnowszą Obscurę; dowiedziałem się o niej w sumie przez przypadek, najprawdopodobniej sprawdzając jakieś informacje o Alkaloid. Sami przyznacie, że nie wystawia to najlepszej noty zespołowi, a już na pewno nie od osoby, która jeden z jego poprzednich zespołów uznała za objawienie roku. W sumie nie ma się czemu dziwić, bo "Omnivium" był raczej rozczarowujący. Muszę się tutaj zgodzić z demo, że przekombinowali i na siłę chcieli wszystkim zrobić dobrze. Nie zgodzę się wszakoż z diagnozą, że kompozytorsko "Omnivium" stoi na równi z "Cosmogenesis". Oczywistym jest, że wiele elementów znajduje się na obydwu nagraniach, ale rafinacja tego wcześniejszego, czy też rozwodnienie późniejszego (jak kto woli) naprawdę mocno daje o sobie znać.

1 kwietnia 2016

Norylsk – Catholic Dictatorship [2015]

Norylsk - Catholic Dictatorship recenzja okładka review cover
Nigdy nie miałem bezpośredniej styczności z muzyką Trockiego, choć i do mnie dotarła ich sława po tym, jak władowali na front "Permanent Revolution" okładkę Emerson Lake & Palmer autorstwa najwyraźniej nikomu nieznanego Gigera. Ta żenująca akcja w zupełności mi wystarczyła, żebym sobie na przyszłość nimi (ani pogrobowcem Norylsk) dupy nie zawracał. Tę moją słodką ignorancję przerwała dopiero zakrojona na szeroką skalę promocja ze strony Selfmadegod przy okazji "Catholic Dictatorship". Skusiłem się i, o dziwo, było warto. Opisywany album dostarcza pół godziny dość szybkiego, pełnego agresji grindu z bardzo zaangażowanymi (nie mylić z zaawansowanymi) tekstami w języku polskim. Od strony muzycznej płycie nie można wiele zarzucić, bo tempa są zadowalające, brutalności jest w sam raz, podwójny wokalny wyrzyg też jest cacy, a duża chwytliwość riffów świadczy o pewnym obyciu twórców i ich niechęci do popadania w najprostsze schematy.

25 marca 2016

Fleshgod Apocalypse – King [2016]

Fleshgod Apocalypse - King recenzja okładka review cover
Kilka, może kilkanaście miesięcy temu Włosi przekonywali w wywiadach, że przystępując do pracy nad "King", obrali sobie za cel stworzenie albumu rozbudowanego, bombastycznego, doskonale łączącego symfoniczny rozmach i death metalowe wyziewy – takiego, który wyrywa słuchacza z butów i pozostawia go z rozdziawioną paszczą. Niestety, muzycy przecenili własne umiejętności i dość boleśnie wyjebali się na ambitnych planach. Wzięli dużo czego popadnie, wrzucili do jednego worka, wstrząsnęli, zamieszali i po prostu przedobrzyli. W rezultacie powstała płyta, która fanów poprzednich wydawnictw zupełnie nie ruszy, może ich co najwyżej wymęczyć tym, czego słuchać nie chcieli. Jednakowoż, mimo wszystko, ta sama płyta powinna zapewnić zespołowi całkiem przyzwoitą pozycję na najbliższym Wacken...

19 marca 2016

Alkaloid – The Malkuth Grimoire [2015]

Alkaloid - The Malkuth Grimoire recenzja okładka review cover
Dobrej Obscura’y nigdy za wiele. Nawet jeśli nie jest to Obscura. Alkaloid to kapela powołana do życia przez byłego perkusistę tej pierwszej – Hanessa Grossmanna, do której dokooptował całkiem zacny skład technicznie zorientowanych muzyków znanych z równie pokręconych kapel, takich jak Noneuclid, Necrophagist bądź Spawn of Possession. Przy takim składzie nie ma muzyki niemożliwej do zagrania, i tak rzeczywiście jest. Mimo wielu podobieństw do oryginału, muzyka Alkaloid ma swoje indywidualne sznyty. Jednak nie ma się co oszukiwać, że będzie to muzyka całkowicie oryginalna. Sporo z tego, co oferuje Alkaloid można, w mniejszym lub większym stopniu, znaleźć w każdej z wymienionych powyżej kapel. A także kilku innych, niewymienionych.

13 marca 2016

Megadeth – Dystopia [2016]

Megadeth - Dystopia recenzja okładka review cover
Jeśli mnie pamięć nie myli, ostatni raz, kiedy pierwszy odsłuch nowej płyty Megadeth wywołał u mnie refleksję pod tytułem "o kurwa", miał miejsce przy okazji leciwego (a wciąż zajebistego) "The System Has Failed". Przy "Dystopia" to miłe odczucie zupełnie niespodziewanie powróciło, mimo iż byłem nastawiony totalnie na nie. Raz, że po nieudanym "Super Collider" oczekiwałem kolejnego utytłanego w komercyjnym łajnie gniota, a dwa że wymienienie genialnego Brodericka na kolesia z jakiejś gówno wartej Angry było dla mnie czymś absurdalnie głupim, niezrozumiałym i pozbawionym jakichkolwiek logicznych podstaw. Jak się jednak okazało, Mustaine wiedział, co robi (co nie zmienia faktu, że w tłumaczeniach nieraz zapędził się z pieprzeniem głupot), bo "Dystopia" jest bezsprzecznie najmocniejszym materiałem Megadeth od wieeelu, czyli dwunastu, lat.

6 marca 2016

Sadist – Hyaena [2015]

Sadist - Hyaena recenzja okładka review cover
Podobno człowiek jest w stanie przyzwyczaić się niemal do wszystkiego. Ba, nie tylko przyzwyczaić, ale nawet polubić. Potrzeba jedynie czasu i wytrwałości. A czasami karabinu – vide syndrom Sztokholmski. Wspominam o tym dlatego, że nie do końca wiem jak ocenić (wysoko, kurwa! – przyp. demo) najnowsze dziecko legendy włoskiego grania, czyli oczywiście Sadista, zatytułowanego "Hyaena". Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w grę wchodzą dwie opcje: (1) bardzo trudna miłość, bądź właśnie (2) przyzwyczajenie. Pozwólcie, że rozwinę. Pierwsze podejście do "Hieny" zakończyło się w połowie albumu, ponieważ nie dałem rady zdzierżyć już kolejnych dźwięków. Ale czegóż to nie robi się dla sławy i pieniędzy, więc po kilkudniowym odpoczynku przyszedł czas na kolejne podejście.

28 lutego 2016

Grave – Out Of Respect For The Dead [2015]

Grave - Out Of Respect For The Dead recenzja okładka review cover
Zanim dorwałem "Out Of Respect For The Dead", zastanawiałem się, czy świat potrzebuje jeszcze jednej płyty Grave, wszak nagrali ich już całą masę, czyli równe dziesięć. Pierwsze takty 'Mass Grave Mass', oczywiście po wybrzmieniu intra, rozwiały wszelkie moje wątpliwości. Szwedzi wciąż są w wysokiej formie, a biorąc pod uwagę tempo niektórych kawałków, to napieprzają nawet bardziej niż ostatnio. Takie zróżnicowanie rytmów dobrze wpłynęło na końcowy rezultat, bo dzięki niemu album przy swojej długości w ogóle nie zamula, a okazji do żwawego młyna dostarcza co nie miara. Tym najszybszym utworom może i daleko do ekstremalnego (jak na nich) blastowania znanego z "As Rapture Comes", ale i tak są miłym urozmaiceniem firmowej mielonki w średnim i wolnym tempie, czego najlepsze przykłady (oprócz 'Mass Grave Mass') mamy w 'Redeemed Through Hate' czy 'Deified'.

23 lutego 2016

Obituary – Back From The Dead [1997]

Obituary - Back From The Dead recenzja okładka review cover
Z perspektywy czasu wychodzi na to, że "Back From The Dead" to najsłabszy krążek Obituary przed zawieszeniem przez nich działalności na kilka długich lat. Nie jest zły, ale na pewno nie tak mocny i udany jak klasyki z początku lat 90-tych. Zaczyna się jednak naprawdę nieźle i obiecująco, bo od dynamicznego i momentalnie wpadającego w ucho 'Threatening Skies'. Ten koncertowy hit wprowadza nas w niespełna czterdziestominutową podróż przez świat zgnilizny, syfu i trupów z okładki. To właśnie ten numer wraz z następującym po nim 'By The Light' (kolejny wypas w wersji lajf) i 'Lockdown' (też dynamiczny i chwytliwy) wymieniłbym jako moje ulubione w odniesieniu do tej płyty. Reszta "Back From The Dead", choć nie najgorsza, może po pewnym czasie nieco nużyć, tudzież zlewać się w jedno.

9 lutego 2016

Lost Soul – Atlantis: The New Beginning [2015]

Lost Soul - Atlantis: The New Beginning recenzja okładka review cover
Oczekiwanie na piąty album Lost Soul przeciągało się już do tego stopnia, że można było zwątpić, czy "Atlantis: The New Beginning" w ogóle kiedykolwiek ukaże się w oficjalnym obiegu. Dla przypomnienia – nagrania rozpoczęto w 2013 roku... Ja wiem, że studyjna gehenna i paruletnie opóźnienia wydawnicze u polskich kapel to smutna reguła, z którą zmagają się nawet ci najlepsi, ale w przypadku Lost Soul to już, kurwa, woła o pomstę do czegoś Wielkiego, z Mackami i ukrytego pod dnem oceanów. Chwała zatem Przedwiecznym, że z pomocą Apostasy Records wyciągnęli zespół z witchinghourowskiego bagienka i zajęli się promocją nowej płyty. Najważniejsze w tym biznesowym szajsie jest to, że każdy zainteresowany za kilka eurasów może dostać "Atlantis: The New Beginning" w swoje łapska i zachwycać się nim do woli, bo to bezsprzecznie znakomity materiał.

21 stycznia 2016

My Dying Bride – Feel The Misery [2015]

My Dying Bride - Feel The Misery recenzja okładka review cover
"Poczuj nędzę" – nie wiem jak was, ale mnie ten tytuł nie nastrajał zbyt optymistycznie do dwunastego longa My Dying Bride. Tym bardziej, że niedawno przeżyłem coś na kształt kryzysu wiary w potencjał kapeli, na który nałożyło się kompletne znudzenie krążkami z paru ostatnich lat. Mimo wielu moich — uzasadnionych! — obaw okazało się jednak, że "Feel The Misery" jest albumem trochę lepszym i bardziej wyrazistym od "A Map Of All Our Failures", choć nadal nie tak dobrym, jakiego od tego zespołu oczekuję. Początek płyty to trzy naprawdę solidne ponad dziewięciominutowe (!) walce – ciężkie, ponure i rozbudowane, ale na tyle dynamiczne i sprawnie zaaranżowane, że nikomu nie powinno się przy nich zbierać na ziewanie.