20 marca 2011

Kat – Bastard [1992]

Kat - Bastard recenzja okładka review coverDo tego albumu mam ogromny sentyment. Raz, że był to mój pierwszy KAT, dwa, że radykalnie zmienił moje poglądy na prawdziwą muzykę i skutecznie ukształtował gust. Są też inne powody, dla których ocena jest maksymalna, chociaż w moich oczach i tak zbyt niska – w końcu nie na samych wspomnieniach opiera się wartość tego dzieła. Gatunkowo "Bastard" jest bardzo trudny do zdefiniowania, bo choć trzon materiału stanowi progresywny i niezmiernie techniczny thrash, to nie brakuje też elementów z innych, często odległych stylistyk, dzięki czemu sporo tu kontrastów, niejednoznaczności i tajemnicy. To, co zespół stworzył jest sztuką sztuk! Począwszy od brzmienia, które jest niesamowicie klarowne, ostre, a przy tym cholernie ciężkie i 'suche', przez świetną produkcję (dużo przestrzeni, odpowiednia przejrzystość przy nawet największej gmatwaninie i wspaniale uwypuklone niuanse aranżacyjne), po kapitalną, momentalnie przyciągającą wzrok okładkę. No i same utwory... Niepowtarzalne, zaskakujące, połamane, agresywne, odważne, melodyjne, klimatyczne, piękne i... dziwne. Od samego początku zabijają pomysły i doskonała technika muzyków – tyle się tu dzieje, że trudno się momentami połapać, a już niemożliwe jest dłuższe utrzymanie uwagi na jednym elemencie, bo zewsząd jesteśmy bombardowani innymi, równie ciekawymi. Numery mają zwykle więcej niż pięć minut, więc nic dziwnego, że są bardzo rozbudowane, z wieloma miejscami do popisu i okazjami do odlotu. Dobry przykład takiej popieprzonej jazdy znajdziemy w 'Piwnicznych Widziadłach', w których połowie zespół daje sobie siana z czytelną strukturą i rzuca się w wir solówkowo-klimatycznych zawijasów, by w końcu powrócić do wcześniejszych motywów. Podobne jazdy, ale już w brutalniejszej odmianie, występują też w następnym kawałku – 'W Sadzie Śmiertelnego Piękna'. Ubóstwiany przeze mnie od pierwszego przesłuchania 'Zawieszony Sznur' morduje nie tylko riffami (główny motyw zapada w pamięć na zawsze – po prostu arcydzieło!), ale i solidnie rozciągniętą, pokopaną solówką. Mamy też dwa wyjątki od pokręconego napieprzania: instrumentalną miniaturę 'N.D.C.' (cuś jakby jazzowa improwizacja z fantastycznymi melodiami – cudeńko!), oraz piękną epicką balladę 'Łza Dla Cieniów Minionych', która choć najprostsza w zestawie, również nie jest pozbawiona dobijającego, czy może przygnębiającego klimatu reszty płyty. Każdy z muzyków dał z siebie wszystko, żeby ten materiał starczył słuchaczom na lata – żeby mieli co odkrywać, i czym się radować. "Bastard" to najtrudniejszy w odbiorze i najbardziej techniczny krążek zespołu – większość materiału doskonale udowadnia, że ekipa KATa nie przejmowała się mniej rozgarniętymi odbiorcami i miała na celu przede wszystkim artystyczne spełnienie. Misja się powiodła, bo chociaż dwie następne płyty też są wspaniałe, to do instrumentalnego zaawansowania "Bastarda" sporo im brakuje. Poziom zakręcenia muzyki podbijają naszpikowane cytatami z Micińskiego teksty Romana i jego odważne partie wokalne, w których nie ma miejsca na sztywne reguły. Ta produkcja KATa budzi spore kontrowersje i ma równie wielu wrogów co zwolenników, ja widzę w "Bastardzie" ósmy Cud Świata (albo siódmy – zamiast tego betonowego kloca z Brazylii czy tam z Świebodzina) z jedną tylko, acz przykrą wadą – trwa zaledwie 50 minut, a to przy tak niebotycznym poziomie ciut za mało. Mimo to niczego lepszego, bardziej stymulującego w Polsce nie nagrano – i nie zanosi się, żeby coś się w tej kwestii miało zmienić. Ejmen!


ocena: 10/10
demo
oficjalna strona: >www.kat-band.com

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

2 komentarze:

  1. Powinniście stworzyć dodatkową ocenę dla niektórych płyt: 11 - płyta legenda :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Plyte uwielbiam i tez byla b. wazna i z pewnoscia wplynela na moj gust muzyczny, ale nie zgodze sie co do okladki. Orginalna byla o wiele lepsza, nie rozumie dlaczego Kat zdecydowal sie na zmiane, zreszta nie tylko Bastarda, ale tez 38minutes... jak sie nie myle.

    OdpowiedzUsuń