facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1991. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1991. Pokaż wszystkie posty

3 września 2016

Carbonized – For The Security [1991]

Carbonized - For The Security recenzja okładka review cover
Christofer Johnsson od wielu lat jest znany przede wszystkim jako przywódca Therion, a był taki czas — o którym wielu już zapomniało, a inni zwyczajnie nie wiedzą – kiedy nasz milusiński poczynał sobie znacznie bardziej hardziorowo. Nie chodzi mi jednak o początki wspomnianego Therion, a o zespół działający równolegle do niego – Carbonized. Założycielem tej kapeli był Lars Rosenberg, znany później m.in. z Entombed, który po paru demówkach i wielu zmianach składu około 1990 dorobił się zaangażowanej i zdolnej ekipy towarzyszącej w osobach Piotra Wawrzeniuka (gary) i Christofera Johnssona (gitara, wokal). Panowie już jako trio na początku 1991 nagrali klasyczny dla gatunku "For The Security", a zajęło im to ponoć aż... trzy dni.

19 lipca 2015

Ripping Corpse – Dreaming With The Dead [1991]

Ripping Corpse - Dreaming With The Dead recenzja okładka review cover
Ripping Corpse nie należy do najbardziej znanych przedstawicieli klasycznego technicznego death metalu – w tej materii przez ostatnie lata wiele się nie zmieniło. Nigdy, nawet za swoich najlepszych czasów, Amerykanie nie byli w centrum uwagi i nie zdobyli należnego im statusu. Kapela, nękana kolejnymi niepowodzeniami i brakiem zrozumienia, posypała się niedługo po wydaniu w 1992 skromnej epki "Industry" — choć gotowych kawałków mieli ponoć na dwa kolejne (pełne!) krążki — a tworzący ją muzycy zaczęli robić mniejsze lub większe kariery w innych zespołach. Ja sam przez zdecydowanie zbyt długi czas znałem ich tylko z wywiadów, dzięksów w książeczkach do różnych płyt oraz... koszulek Mameliego, który za dawnych lat wychwalał ojców "Dreaming With The Dead" pod niebiosa.

8 grudnia 2014

Heathen – Victims Of Deception [1991]

Heathen - Victims Of Deception recenzja okładka review cover
Drugi album w dorobku amerykańskich power thrashersów z Heathen zdaje się być ich najlepszym i najdojrzalszym dziełem, aczkolwiek nie pozbawionym pewnych niedociągnięć. Ale o nich za moment. Cztery lata dzielą debiutancki "Breaking the Silence" od opisywanego dzisiaj albumu numer dwa i te cztery lata słychać przez całą długość trwania krążka. Odrobili muzycy lekcje jak przykładne dzieciaki z przykościelnej szkółki i wyeliminowali większość — nie tak znowu wielkich — wad, które — nie tak znowu licznie — zasiedlały debiut. "Victims of Deception" zaczyna się z naprawdę grubej rury fragmentem kazań amerykańskiego ewangelisty, który za wszelką cenę próbuje udowodnić, że żeby być pojebem nie wystarczy się starać – trzeba mieć do tego talent. Pojeb czy nie, jego płomienna przemowa ustawia słuchacza na następną godzinę obcowania z zespołem. A z czasem robi się coraz lepiej.

8 listopada 2014

Sarcófago – The Laws Of Scourge [1991]

Sarcófago - The Laws of Scourge recenzja okładka review cover
Żaden ze słuchanych przeze mnie ostatnio albumów nie sprawił mi tyle frajdy, co drugi longplej brazylijskiego Sarcófago. Prawdziwa perełka w całej dyskografii muzyków, tak różna od topornego debiutu oraz przekombinowanego ostatniego długograja o wiele mówiącej nazwie "The Worst". Fantastyczne aranżacje, bezbłędne wykonanie, kilka, ale za to naprawdę cacanych, technicznych wrzutek i tony, jebane tony, zadziornej przebojowości i świeżości. Nie przypominam sobie zbyt wielu kapel, które w latach dziewięćdziesiątych, na ich początku – żeby być dokładnym, grałyby równie eklektyczną mieszankę thrashu, blacku, deathu i chuj wie czego jeszcze, a wszystko to brzmiało naturalnie, bez spiny i po prostu zajebiście fajnie.

14 kwietnia 2013

Cancer – Death Shall Rise [1991]

Cancer - Death Shall Rise recenzja okładka review cover
Nawroty raka nieraz niosą z sobą większe zniszczenie niż pierwsze uderzenie... I tak właśnie było z Anglikami. Sukcesor "To The Gory End" okazał się albumem wyraźnie mocniejszym, lepiej dopracowanym i jeszcze bliższym wzorcowej szkole amerykańskiej, a tym samym doskonalej trafiającym w mój gust. Najlepszym w dyskografii Cancer. Tym razem nagrań dokonano w mekce gatunku – na Florydzie, i choć nie jest to produkcja z najwyższej morrisoundowskiej półki (bo wydawca Anglików na pewno nie mógł konkurować budżetem np. z takim Roadrunner), to wszystkie najważniejsze cechy dźwięku "by Scott Burns" są tu wyczuwalne, a brzmienie jest tłuste, szorstkie i w klasyczny sposób fajne. Drugim niezmiernie ważnym i — jak to się ładnie mówi — robiącym różnicę amerykanizmem jest obecność w składzie mistrza sześciu strun Jamesa Murphy,

2 marca 2013

Death – Human [1991]

Death - Human recenzja okładka review cover
To, czego Chuck Schuldiner dokonał na czwartym albumie Śmierci wspólnie z kumplami z Cynic i Sadus, przechodzi ludzkie pojęcie! Bardzo techniczny i progresywny death metal z jazzowymi wpływami na najwyższym z możliwych poziomie robi wrażenie nawet po ponad dwudziestu latach od premiery, ale nie ma się czemu dziwić, wszak brak tu jakichkolwiek nużących schematów czy miałkich wypełniaczy. Wszystko, co się tu dzieje — a dzieje się naprawdę niemało — ma na celu powalenie słuchacza na kolana i z tego zadania krążek wywiązuje się na tyle dobrze, że już po pierwszym przesłuchaniu inaczej niż z nabożną czcią doń się nie podchodzi. Każdy, nawet najmniejszy element tego dzieła może budzić podziw, a przy tym sprawić ogrom radości. I nieważne, czy chodzi o masakrujące dopierdolenia (Reinert!), tajemniczy klimat czy chwytające za serce melodie.

8 czerwca 2012

Carcass – Necroticism – Descanting The Insalubrious [1991]

Carcass - Necroticism - Descanting The Insalubrious recenzja
Carcass na swym trzecim albumie przenieśli grind core w nowy wymiar, w miejsce, którego chyba nikt się po nich nie spodziewał. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieje pewna grupa fanów, dla których "Necroticism" to zdrada wcześniejszych ideałów, programowej prostoty i pójście w stronę komerchy, ale nimi akurat nie ma się co przejmować, bo od dawna siedzą w pokojach bez klamek, albo pod kościołami bredzą o "zamachu smoleńskim". Wszak ta płyta jest jeszcze cięższa i brutalniejsza, a w blastach szybsza od poprzednich. Czy tak ma wyglądać 'dawanie dupy'? No właśnie. Ale dajmy temu spokój, bo oto mamy do czynienia ze szczytowym osiągnięciem Ścierwa i jednym z najważniejszych krążków w tym gatunku – albumem ze wszech miar genialnym! Na rzeczoną genialność składa się kilka rzeczy.

14 lutego 2012

Pestilence – Testimony Of The Ancients [1991]

Pestilence - Testimony Of The Ancients recenzja okładka review cover
Na początek przywalę z grubej rury i bez zbędnego owijania w bawełnę, bo nie ma sensu tego ukrywać. "Testimony Of The Ancients" to w mojej nieskromnej, fanatycznej opinii absolutnie najlepszy album w dziedzinie technicznego death metalu (a właściwie death metalu w ogóle) jaki kiedykolwiek się ukazał! Bezbłędny, niedościgniony, wielki, oryginalny, błyskotliwy, niepowtarzalny, obłędny! Możecie mnie oblewać roztopionym ołowiem, ćwiartować zardzewiałą żyletką a nawet straszyć gotyckimi wywłokami. Ba! Wizyta w pokoju 101 nie sprawi, żebym zmienił zdanie w tym temacie. To powinno starczyć za całą recenzję. Jeśli jednak komuś mało — w co zresztą wątpię — to zapraszam na litanię do Almighty Pestilence. Wizjonerzy technicznej brutalności zamknęli w ośmiu 'właściwych' utworach "Testimony Of The Ancients" wszystko, co w takiej muzyce najlepsze, okraszając to poziomem wykonawczym wyrastającym znacznie ponad znane wówczas standardy i nieprawdopodobną wprost inwencją.

11 listopada 2010

Wolf Spider – Hue Of Evil [1991]

Wolf Spider - Hue Of Evil recenzja okładka review cover
Ostatni album niedoścignionych magików z Wolf Spider ujrzał świat kilka miesięcy później niż rewelacyjny "Drifting in the Sullen Sea". Słychać to bardzo wyraźnie, że krążek należy do okresu schyłkowego w działalności zespołu, słychać też doskonale, że co lepsze kawałki zapodano na — wspomnianym powyżej — poprzednim albumie. Tak sobie jednak myślę, że jeśli tak mają brzmieć 'odpadki', to życzę wszystkim dzisiejszym kapelom takich singli. I mówię to poważnie. Sama muzyka nie zmieniła się wiele w stosunku do "Drifting...", stała się — że użyję takiego niemuzycznego określenia — bardziej kwaśna. Nadal jest jednak solidnie umocowana w typowo thrashowych klimatach, tym razem nieco bardziej siermiężnych i grubo ciosanych i nadal jest konkretnie popieprzona technicznie. Zastanawiam się, ile dzisiejszych kapel byłoby w stanie zagrać coś podobnie kompleksowego, nie mówiąc już o skomponowaniu i w sumie wychodzi mi, że niewiele – choć to i tak bardzo eufemistyczne określenie.

26 sierpnia 2010

Wolf Spider – Drifting In The Sullen Sea [1991]

Wolf Spider - Drifting In The Sullen Sea recenzja okładka review cover
Trzeci album fenomenalnej polskiej kapeli tech thrashowej Wolf Spider to wydawnictwo, które bez najmniejszych wątpliwości można nazwać wybitnym w skali ogólnoświatowej. Niemcy mają Mekongów, Szwajcarzy – Coronera, Kanadyjczycy – Annihilator, a my, Polacy, mamy Wolf Spider. I ani na krok, na wyciągniętą rękę z tacą, ani na babciny wąs im nie ustępujemy. Szkoda tylko, zajebiście szkoda, że całe to dobro — podobnie jak wiele innych, wyprzedzających sobie współczesnych kapel — nie przetrwało próby czasu i Wolf Spider zakończył swoją działalność niedługo po wydaniu czwartego albumu zatytułowanego "Hue Of Evil" w tym samym zresztą, co "Drifting in the Sullen Sea" roku. Jedyne z czego pozostaje się cieszyć mimo rozpadu, to fakt, że muzyka jest tak kompleksowa, pełna rozmaitych smaczków i ukrytych wymiarów – tak fantastyczna, że jej słuchanie nie nudzi się nawet po setkach sesji.

22 czerwca 2010

Morbid Angel – Blessed Are The Sick [1991]

Morbid Angel - Blessed Are The Sick recenzja okładka review cover
W dwa lata po znakomitym debiucie Morbidzi wykonali następny pewny krok w kierunku sztuki coraz bardziej ekstremalnej i złożonej. Zmiany słychać od samego początku, gdy po wybrzmieniu intra do słuchacza docierają pierwsze — i wolne! — takty 'Fall From Grace'. Nie jest to jednak oznaka zdziadzienia/dania dupy, a znacznie większej świadomości i lepszych umiejętności zespołu. Czym się to objawia? Ano chłopaki nie boją się już zwolnić, kombinują z częstymi zmianami tempa, innym rozłożeniem akcentów i bardziej złożonymi strukturami kawałków. Po prostu, w miejsce nieokiełznanego (czasem) szaleństwa wprowadzono dużo precyzji i techniki. Mocniejszy i wyraźnie niższy jest wokal Vincenta, który w połączeniu z nieco innym sposobem śpiewania dał naprawdę niezłe efekty. Jest jeszcze jedna nowość, którą można różnie rozpatrywać.

14 czerwca 2010

Morgoth – Cursed [1991]

Morgoth - Cursed recenzja okładka review cover
Szczytowe osiągnięcie niemieckiego death metalu? Na to wychodzi, przynajmniej jeśli patrzeć na lata 90-te. Wprawdzie konkurencję Morgoth miał zawsze kiepawą (co jest zastanawiające jak na tak 80-milionowy kraj), ale to w niczym nie umniejsza ich klasie i zajebistości. 'Właściwy' debiut zespołu zrywa ze znaczącymi wpływami Death, wprowadzając na ich miejsce sporo ciekawych patentów, urozmaicających tradycyjne struktury. Co prawda kompozycje nie są już tak brutalne jak na znakomitych EPkach, ale za to zyskały na przestrzeni, stały się bardziej 'podniosłe' i ciężkie. Chociaż napierduchy nadal nie brakuje (a i poziom 'zadziorności' nie uległ specjalnie zmianie), to pojawiły się tu śmiałe skoki w bardziej klimatyczne, niemal doomowe rejony. Znaczy to tyle, że chłopaki często i solidnie zwalniają.

24 marca 2010

Gorefest – Mindloss [1991]

Gorefest - Mindloss recenzja okładka review cover
Od premiery "Mindloss" minęło już przeszło 19 długich lat. Wówczas albumik zrobił nawet niemałe zamieszanie i dał Holendrom możliwość wypłynięcia na głębsze wody, którą nota bene umiejętnie wykorzystali. Różni się on znacznie od późniejszych dokonań Gorefest. Jest zimny, surowy, prosty, mało tu melodii, ale jednak przyjemnie się go słucha. Ot taki brutalny old schoolowy death metal, inspirowany dokonaniami sceny amerykańskiej i brytyjskiej z późnych lat 80-tych. Inspirowany, ale jednocześnie ze swoimi pięcioma groszami. Wszystko zaczyna się krzykami maltretowanych ludzisk, a po nich już tylko 9 stricte death metalowych brutalnych numerów. Jako pierwszy rusza rozpędzony walec "Mental Misery", w którym Panowie pokusili się o użycie klawiszy. Kolejny po nim to  szybki "Putrid Stench Of Human Remains".

23 marca 2010

Atheist – Unquestionable Presence [1991]

Atheist - Unquestionable Presence recenzja okładka review cover
Pamiętam, jak pierwszy raz usłyszałem fragmenty "Unquestionable Presence" i pozostałych dwóch dzieł Atheist, to było zupełnie nowe doznanie muzyczno-emocjonalne. Długo musiałem czekać, aby mieć pełny album amerykańskich mistrzów. Gdy już go miałem, Atheist — podobnie jak DEATH — przeniósł mnie w kompletnie inny wymiar, a tym samym w inną rzeczywistość, w świat, gdzie nie ma rzeczy niemożliwych. Może brzmi to trochę dziwnie, ale muzyka zawarta na "Unquestionable Presence" jest prawdziwym mistrzostwem świata i, tak samo jak muzyka DEATH, jest poza zasięgiem dla innych zespołów. Aby stworzyć taki materiał, trzeba mieć nieograniczoną wyobraźnię, umysł i talent, a właśnie te cechy mają wszyscy członkowie Atheist. Połączenie death metlu z jazzem, które miało już miejsce na jedynce tu po prostu eksplodowało, niesamowicie podnosząc i tak już bardzo wysoki poziom muzyczny zespołu.

Suffocation – Effigy Of The Forgotten [1991]

Suffocation - Effigy Of The Forgotten recenzja okładka review cover
"Effigy Of The Forgotten" to już płyta klasyczna jeśli chodzi o death metal, wprawdzie nie można jej zaliczyć do najgłębszej przeszłości gatunku (chociaż trochę latek jednak ma), ale dla pewnego grona ludzi jest pozycją bardzo ważną. Mam na myśli przede wszystkim ogromne rzesze miłośników tego najbrutalniejszego death metalu, jak również i tych skłaniających się bardziej ku nurtowi grind. Muzyka na debiucie Suffocation jest wyjątkowo urozmaicona i świadczy o klasie wykonawców – nie brak tu całkiem szybkiej nawalanki, jest kilka fajnie zaaranżowanych zwolnień, jak i sporo mielenia (w przypadku tego zespołu to określenie pasuje wprost doskonale) w średnich tempach. Można odnieść wrażenie, że utwory znane już z EP "Human Waste" zagrane są nieco wolniej, ale według mnie wynika to raczej z różnicy w brzmieniu między pierwszym LP a tamtym wydawnictwem, bo numery takie jak 'Infecting The Crypts' czy 'Mass Obliteration' zagrane są z prawdziwym wykopem.

Immolation – Dawn Of Possession [1991]

Immolation - Dawn Of Possession recenzja okładka review cover
Rok 1991 to czas wprost przeobfity w death metalowe perły, w tym także arcydzieła – tak czołówki gatunku, jak również kilku znakomitych debiutantów, że wspomnę tylko o Suffocation i opisywanym już Asphyx. Do tej drugiej grupy bez wątpienia zaliczyć można (należy!) pierwszy krążek obłędnego Immolation. "Dawn Of Possession" to dziesięć numerów klasycznego, bluźnierczego death metalu na najwyższym poziomie. Wygrzew jest niekiepski i — parafrazując tytuł jednego z utworów — bez rozlewu krwi podczas słuchania się nie obędzie. Od pierwszych taktów słychać, że chłopaki mają ciekawe pomysły i solidne umiejętności, które potrafią odpowiednio wykorzystać do szerzenia dźwiękowej odrazy. Uwagę przykuwa charakterystyczny szorstki sound gitar (płytę nagrano w Music Lab Studios w Berlinie – tam, gdzie "Consuming Impulse");

Asphyx – The Rack [1991]

Asphyx - The Rack recenzja okładka review cover
Od czasu, gdy poznałem ten holenderski pomiot, Asphyx jest dla mnie wyznacznikiem ciężaru – maksymalnego, miażdżącego kości ciężaru. Mam wrażenie, że jeszcze chyba długo takim pozostanie, bowiem niewiele innych — i nieważne czy to starych czy nowych — zespołów stać na uzyskanie tak makabrycznych efektów. Wracając jednak do "The Rack", w sposób bardzo uproszczony można by określić to wydawnictwo jako "mniej techniczne (czy nawet proste), wolniejsze i cięższe Pestilence". Te porównania (a może raczej skojarzenie) nie są przecież przypadkowe, wszak sam Martin van Drunen zajmuje się tutaj rzyganiem do mikrofonu i szarpaniem basowych strun. Pal licho gitarę, tu chodzi o głos, a jak wiadomo jego maniera wokalna jest bardzo charakterystyczna.

Gorguts – Considered Dead [1991]

Gorguts - Considered Dead recenzja okładka review cover
Nooo to już wiecie, skąd ukradliśmy nazwę dla bloga... Przed państwem debiut wybitnego Gorguts – zespołu będącego obecnie w cieniu i poza ogólnym zainteresowaniem, a niegdyś przecież najważniejszego przedstawiciela kanadyjskiego (i popieprzonego) death metalu. Przy pierwszym, pobieżnym, kontakcie "Considered Dead" może się kojarzyć z innym (a sławniejszym) wydanym w podobnym czasie przez Roadrunner wymiotem – "Effigy Of The Forgotten", a to z racji bardzo podobnego brzmienia (miażdżące, doskonale masywne, pełne basów – w końcu Morrisound ze Scottem Burnsem) i produkcji. Jednak kolejne przesłuchania utwierdzają w przekonaniu, iż mamy jednak do czynienia ze zdecydowanie odmiennym zespołem. Kanadyjczycy, w porównaniu z Suffocation, nagrali bowiem album całościowo mniej brutalny

22 marca 2010

Massacre – From Beyond [1991]

Massacre - From Beyond recenzja okładka review cover
Massacre, jako jeden z pierwszych prawdziwych deathowych pomiotów i tym samym prekursorów gatunku, oficjalnie debiutowali dość późno, bo w siedem lat po założeniu zespołu. Ale to akurat pikuś, biorąc pod uwagę w jaką kapelę muzycy byli zaangażowani. Jak zapewne doskonale wiecie, skład, który podpisał się pod "From Beyond", przewinął się w całości w różnych okresach przez Mantas/Death, jednak zawartość krążka nie jest kopią dokonań Śmierci, to twór całkowicie odrębny. Chłopaki wyciągnęli pewne doświadczenia ze współpracy z Chuckiem, dzięki czemu poziom albumu jest naprawdę wysoki, a przy tym zrobili coś swojego, co zapewniło im na zawsze miejsce w historii death metalu. Jak dla mnie "From Beyond" leży gdzieś na przecięciu "Leprosy", "Reign In Blood", "Harmony Corruption" i "Seven Churches", czerpiąc z każdego z tych materiałów stosunkowo charakterystyczne patenty