23 kwietnia 2012

Cannibal Corpse – Torture [2012]

Cannibal Corpse - Torture recenzja okładka review coverJestem w lekkim szoku i sam się sobie dziwię, jakie wrażenie zrobiła na mnie nowa płyta tych, zdawać by się mogło, rutyniarzy. Gdy podobni stażem koledzy po fachu zaliczają mniejsze, większe lub kolosalne (Morbidzi, mać!) wpadki, Cannibale nagrywają właśnie jeden z lepszych krążków w swojej przebogatej karierze. Jest to o tyle zastanawiające, że od poprzedniego rewelacyjnego dupnięcia w postaci "Kill" nie upłynęło wcale dużo czasu, a oni tak po prostu spłodzili kolejnego... killera. Żeby było jeszcze ciekawiej, "Torture" nie zawiera absolutnie niczego, czego byśmy wcześniej w twórczości Amerykanów nie słyszeli przynajmniej kilkadziesiąt razy. Ba! Materiał jest niczym innym, a super przekrojową zbieraniną przeróżnych charakterystycznych (w części nawet i oklepanych) patentów, z których zespół korzystał od debiutu po "Evisceration Plague". I jest to, możecie mi wierzyć, zbieranina w swej niezaprzeczalnej wtórności wyborna, taki 'the best of', ale z premierowymi kawałkami. Średnio obeznany entuzjasta zespołu znajdzie tu wszystko, co lubi – począwszy od klasycznej rytmiki znanej z pierwszych płyt (tej typowej także dla Deicide), przez wybornie ociężałe, zalatujące "Gallery Of Suicide" walce, po super techniczne wygibasy, w których gustują przynajmniej od "Tomb Of The Mutilated". "Torture" oferuje ponadto niemożliwie oklepane infantylne teksty, podane z różnym feelingiem wyjątkowo udane solówki (te z 'Scourge Of Iron' i 'Followed Home Then Killed' to czysta masakra!) oraz bardzo nasycone, gęste od zakrzepłej krwi brzmienie (tym razem wspomogli się dobrze sobie znanym Sonic Ranch na spółkę z Mana Recording Erika Rutana). Do wyczerpania repertuaru znaków firmowych grupy brakuje jedynie nieco głupszej okładki oraz gościnnego udziału Barnesa, ale akurat on jest tu najmniej potrzebny, bo obecna ekipa poradziła sobie na medal – wszak nie bez powodu piszę o "Torture" jako jednej z ich najlepszych płyt. Nie bez znaczenia jest fakt, że pomimo braku jakichkolwiek nowości świeżość tego albumu, energia zawarta w dźwiękach co najmniej zaskakują, a choćby poziom brutalności stawia go w czołówce najbardziej ekstremalnych osiągnięć Kanibali. W związku z tym, co już napisałem, "Torture" wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy zawsze chcieli zacząć przygodę z Cannibal Corpse — ale nie bardzo wiedzieli, od której strony się za nich zabrać — a jednocześnie swoistym testem wytrzymałości – jeśli ten album komuś nie spasuje, to pozostałe może sobie bez żalu darować. Mnie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko schylić głowę w geście szacunku – zachować taki poziom przy okazji dwunastej płyty to nie lada wyczyn!


ocena: 9/10
demo
oficjalna strona: www.cannibalcorpse.net

inne płyty tego wykonawcy:


Udostępnij:

2 komentarze:

  1. Jest to o tyle zastanawiające, że od poprzedniego rewelacyjnego dupnięcia w postaci "Kill".
    BŁĄD - Evisecration Plague kolego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w "Kill" widzę większe dupnięcie. Mimo to ostatnia trójca jest na takim poziomie, że można je sobie ustawiać w dowolnej kolejności.

      Usuń