facebook

29 marca 2013

Wolf Spider – Feniks [2013]

Wolf Spider - Feniks recenzja okładka review cover
Nasza niepisana zasada z niewystawianiem ocen epkom dla niektórych kapel może być w pewnym sensie krzywdząca, natomiast w przypadku innych jest czymś na kształt zbawienia, bo przybiera, w kluczowym momencie wystawienia oceny, formę recenzenckiej autocenzury. I o ile chłopaki z Arsis mogą niemal poczuć żal do demo z powodu braku ładnej oceny za swój najnowszy materiał, o tyle ekipa Wilczego Pająka powinna być mi dozgonnie wdzięczna. Bo przyznam się szczerze, że tegoroczny materiał Polaków słaby jest niesamowicie. Zabrakło tam dosłownie wszystkiego, z czego znany był kwintet w czasach swojej świetności, czyli ponad dwadzieścia lat temu. I kolejny raz wraca, jak alkoholik do wódki, temat reaktywacji, znanych niegdyś, zespołów. Ile jeszcze kapel zdecyduje się pogrzebać swoje dobre imię i rozpierdolić doszczętnie swoją legendę nim dotrze do pozostałego, emerytowanego ogółu, że to tak nie działa?

26 marca 2013

Arsis – Lepers Caress [2012]

Arsis - Lepers Caress recenzja okładka review cover
Trochę to trwało, ale wreszcie Arsis poszli po rozum do głowy. Rozumiem przez to porzucenie strasznie mdłej stylistyki "Starve For The Devil" i powrót do brutalniejszego, męskiego grania. Życzyłbym sobie, żeby nie był to tylko jednorazowy wybryk tłumaczony epkowością i żeby Amerykanie utrzymali ten kierunek, bo to dla nich jedyny właściwy. Opisywana "Lepers Caress" przywróciła mi resztki wiary w ten zespół, bo tak grający Arsis lubię, a jak panowie jeszcze dokręcą śrubę, to naprawdę będzie cacy. Na razie cieszy mnie, że ich muzyka znowu posiada ostre krawędzie i nie skłania żołądka do wywrócenia się na drugą stronę, choć melodii jest w niej standardowo od groma. Technicznie w zasadzie niewiele się u nich zmieniło, ale powiedzmy to sobie jasno – przy takim zaawansowaniu warsztatowym dużo poprawić się już nie da. Enyłej, mamy tu prawie 20 minut czadowego, skrzącego się technicznymi ozdobnikami i bardzo przebojowego death metalu z gatunku tych łatwych do przyswojenia.

23 marca 2013

Cynic – The Portal Tapes [2012]

Cynic - The Portal Tapes recenzja okładka review cover
Złodziejstwo. Złodziejstwo i głupota. Nie wiem, jak inaczej nazwać tęże zagrywkę Masvidala, bo że to on stoi za tym przedsięwzięciem, jestem raczej pewien. Ale mogę przeprosić jakby co. Złodziejstwo i głupota połączone z draństwem w postaci dalszej destrukcji legendy Cynic. Trudno mi było wybaczyć "Traced in Air", jeszcze trudniej przychodzi mi zrozumieć po jakiego chuja wygrzebał Paul Portalowego trupa z szafy i przyodział go w nowe szaty. Comeback Cynica okazał się porażką, która powinna definitywnie (choć niestety w słabym stylu) zamknąć także zatytułowany rozdział w historii muzyki metalowej. To kurwa nie!, trzeba było przebrandować Portal na Cynic i z kretesem pogrzebać resztki godności. Coś musiało być na rzeczy dwadzieścia lat temu, skoro zdecydowano się wydać materiał pod nową marką, choć z oryginalnego składu "Focusa" brakowało jedynie Malone’a.

20 marca 2013

Calm Hatchery – El-Alamein [2006]

Calm Hatchery - El-Alamein recenzja okładka review cover
Przy okazji "Sacrilege Of Humanity" snułem przypuszczenia, że debiut ekipy z Białegostoku (naonczas) nie mógł sobą prezentować równie wysokiego, niszczącego poziomu. Przy pierwszej okazji nadrobiłem braki w znajomości produkcji zespołu, więc teraz już bez domysłów mogę stwierdzić, iż w istocie nie jest to materiał tak porywający, jak jego następca, ale w żadnym wypadku ujmy autorom nie przynosi i do niejednego odpalenia się nadaje. Inspiracje kwartetu, który podpisał się pod "El-Alamein", są dosyć wyraźne, a podzielić można je na dwie główne części: klasyczna Floryda z Morbid Aangel (z okresu "Formulas Fatal To The Flesh") na pierwszym miejscu oraz produkcje z herthowskiego ogródka z Dies Irae jako chyba nadrzędnym wzorcem. Sieczka powstała w wyniku wymieszania tych wpływów powinna sprawić trochę radochy każdemu szanującemu się miłośnikowi agresywnego death metalu w średnio-szybkich tempach.

17 marca 2013

Transcending Bizarre? – The Serpent's Manifolds [2008]

Transcending Bizarre? - The Serpent's Manifolds recenzja okładka review cover
Transcending Bizarre? to kapela z Grecji, a już samo to powinno rzucić nieco światła na to, czego można się spodziewać. I chyba nie można być rozczarowanym, jeśli oczywiście lubi się wszystkie te dziwactwa, szaleństwa i eksperymenty. Bo, że nie będzie mainstreamowo, to chyba nie ma się co dziwić. Jeśli miałbym znaleźć jakiś punkt odniesienia dla twórczości Greków to pewnie w postaci takich zespołów jak Anorexia Nervosa, może Arcturus – w każdym razie blackowo, symfonicznie i awangardowo. W przypadku Transcending Bizarre? najwięcej jest chyba awangardy, sporo jest elektroniki, trochę mniej blacku i symfonii (choć to też w zależności od albumu), co jednak nie sprawia, by mogli się czegokolwiek wyprzeć. "The Serpent’s Manifolds" to drugi krążek w karierze muzyków, krążek potwierdzający ich wcześniejszą formę i utwierdzający w przekonaniu, że mogą jeszcze sporo dojebać na metalowej scenie.

14 marca 2013

Deicide – Serpents Of The Light [1997]

Deicide - Serpents Of The Light recenzja okładka review cover
Perełka wśród płyt Deicide! Fakt, jedna z wielu, ale to nie umniejsza jej ponadprzeciętnej wartości. Zespół wzniósł się na wyżyny swych umiejętności dając dzieło (warto zaznaczyć, iż niektórzy okrzyknęli "Serpents Of The Light" mianem "Reign In Blood" death metalu!), w którym wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Mamy tu dziesięć wspaniale chwytliwych, nie tracących nic ze swej brutalności kompozycji – absolutnie nie ma w nich miejsca na dłużyzny (skoro trwający 3 minuty i 38 sekund 'I Am No One' robi za tasiemca...) czy przypadek. Prawdę mówiąc, nie ma się praktycznie do czego dopieprzyć. Z wyjątkiem oczywiście brzmienia, które choć bardzo ostre i czytelne, nie ma w sobie tej brutalności i brudu wcześniejszych produkcji. Jednakże przy odpowiednim natężeniu dźwięków (w końcu prawie zawsze im głośniej = tym lepiej) będzie całkiem dobrze.

11 marca 2013

Summoning – Stronghold [1999]

Summoning - Stronghold recenzja okładka review cover
Jeżeli spodziewaliście się zjebki pod adresem ostatniego dziecka (a raczej bękarta) Wilczego Pająka, to musicie uzbroić się w cierpliwość i jeszcze chwilę wytrzymać. W końcu to wiekopomne dzieło zasługuje na recenzję co najmniej Pulitzerową, albo innego Zajdla. A dziś będzie kompletnie z innej beczki: druga strona czarnej, metalowej tęczy, gdzie skrzaty mają wygódkę – symfoniczny black/ambient rodem z Austrii, czyli nie kto inny jak tolkienizujący duet Summoning. Trzy lata po poprawnym "Dol Guldur", panowie Protector i Silenius wygłówkowali na tyle świeżego stuffu, że światło dzienne ujrzała nowa, czwarta już w dorobku zespołu, płytka. Całkiem bardzo dobra płytka jeśli mam być (dla odmiany, hehe) szczery. A na niej zmiany, zmiany i jeszcze raz... to, co zwykle. Oczywiście o żadnej rewolucji nie ma mowy, ale o ewolucji – to już jak najbardziej tak. Zacznę od elementu nie najbardziej oczywistego, lecz od kawałka zatytułowanego "Where Hope and Daylight Die", w który to kawałku gościnnie wystąpiła, szerzej nieznana, Tania Borsky.

8 marca 2013

Corpus Mortale – Fleshcraft [2013]

Corpus Mortale - Fleshcraft recenzja okładka review cover
Ależ wydawnicze tempo narzucili sobie Duńczycy – "Fleshcraft" to ich (dopiero? aż?) czwarty, a trzeci wydany oficjalnie, długograj w ciągu 20 lat istnienia kapeli. Dobrze, że przynajmniej ilość nie idzie u nich w parze z jakością, bo inaczej byłoby naprawdę kiepsko. Zanim więc zaskoczą nas kolejnym albumem w okolicach 2020 roku, możemy należycie nacieszyć uszy nie byle jaką zawartością "Fleshcraft". Death metal w wykonaniu Corpus Mortale, jak pewnie niektórzy się orientują, to nie jest i pewnie nigdy nie będzie pierwsza liga europejskiego napierdalania, co nie znaczy, że nie warto mu poświęcić odrobiny grosza i uwagi. Wszak takie klasowe, podane bez zarzutu granie, w którym ciągle słychać echa klasyków z Florydy (głównie tej tzw. Wielkiej Trójcy), zawsze znajdzie grono oddanych miłośników. Tym bardziej, że Duńczycy także tym razem dupy nie dali i zapodają przemyślany, doskonały warsztatowo, brutalny stuff.

5 marca 2013

Mekong Delta – Dances Of Death (And Other Walking Shadows) [1990]

Mekong Delta - Dances Of Death (And Other Walking Shadows) recenzja okładka review cover
Pierwszy krążek Mekongów z nowym wokalistą zapożyczonym z amerykańskiej formacji Siren – Dougiem Lee. Wspominam o tym nie bez powodu, bo na tym dwudziestokilkuletnim krążku zespół osiągnął swoje maksimum kadrowe, a sam "Dances of Death" to, moim skromnym zdaniem, szczytowe osiągnięcie Niemców. Co prawda nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z ubiegłorocznym "Intersections", ale przeglądając zaprzyjaźnione (a także niezaprzyjaźnione) obejścia widzę, że ataku na szczyt raczej nie przeprowadzono. Mimo swojej wrodzonej niewiary w słowa innych, skłonny jestem uwierzyć w taki stan rzeczy – nie mam bowiem (niestety) ani złudzeń, że stać chłopaków na coś równie wielkiego (choć "Wanderer..." bezsprzecznie pokazał klasę), ani wątpliwości co do faktu, że "kiedyś to było lepiej, wnusiu" (vide ostatnie dziecko Wolf Spider pt. "Feniks", ale o tym następną razą).

2 marca 2013

Death – Human [1991]

Death - Human recenzja okładka review cover
To, czego Chuck Schuldiner dokonał na czwartym albumie Śmierci wspólnie z kumplami z Cynic i Sadus, przechodzi ludzkie pojęcie! Bardzo techniczny i progresywny death metal z jazzowymi wpływami na najwyższym z możliwych poziomie robi wrażenie nawet po ponad dwudziestu latach od premiery, ale nie ma się czemu dziwić, wszak brak tu jakichkolwiek nużących schematów czy miałkich wypełniaczy. Wszystko, co się tu dzieje — a dzieje się naprawdę niemało — ma na celu powalenie słuchacza na kolana i z tego zadania krążek wywiązuje się na tyle dobrze, że już po pierwszym przesłuchaniu inaczej niż z nabożną czcią doń się nie podchodzi. Każdy, nawet najmniejszy element tego dzieła może budzić podziw, a przy tym sprawić ogrom radości. I nieważne, czy chodzi o masakrujące dopierdolenia (Reinert!), tajemniczy klimat czy chwytające za serce melodie.