facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą folk. Pokaż wszystkie posty

11 kwietnia 2013

Orphaned Land – The Never Ending Way Of ORwarriOR [2010]

Orphaned Land - The Never Ending Way Of ORwarriOR recenzja okładka review cover
Sześć lat zajęło muzykom Orphaned Land nagranie nowego albumu. Można było więc domniemywać, że materiał będzie dopieszczony w najdrobniejszych szczegółach. I jest – przynajmniej w pewnym sensie. Z jednej strony dostaliśmy bowiem album nagrany z niesamowitym rozmachem, wielopłaszczyznowy i łączący, skrajne niekiedy, style muzyczne, bogaty w detale i zabierający słuchacza w muzyczną podróż. Z drugiej strony jednak, krążek wyszedł potwornie długi (siedemdziesiąt osiem minut, (sic!)), a przez to trochę jakby rozwodniony, stylowo uderza bardziej w folk niż prog i niestety trochę przynudza i dłuży się. W porównaniu do poprzednika stracił na wyrazistości i mocy i to dość znacznie. Pierwsze kilka podejść zakończyło się u mnie fiaskiem – nie byłem w stanie dotrwać do końca albumu.

23 sierpnia 2012

Karlahan – A Portrait Of Life [2009]

Karlahan - A Portrait Of Life recenzja okładka review cover
W intrze jakiś koleś mówi, że dźwięki, których zaraz doświadczymy, zostały stworzone, by wywołać uczucie euforii... Powiedzcie mi, moi mili, jak po takim początku można potraktować zespół poważnie i bez złośliwości? No jak?! Gdyby taki tekst znalazł się na płycie Immolation albo Sadist, to rozumiem, ale tu mamy do czynienia z jakimiś anonimami. Do tego z Hiszpanii, co wcale mi nie poprawiło humoru, bo w kwestii metalu ten kraj to jakieś nieporozumienie. Żeby mnie dobić, te pięknie opalone chłopaki grają zlepek lajtowego niby-blacku (czyli trochę wrzeszczą, ale nie za głośno), podciąganej chyba pod średniowiecze folkowizny, symfoników a’la bajki Disney’a i powerowych przytupów. Innymi słowy – ugładzone, ładne, melodyjne, proste i zupełnie niezajmujące pitolonko, którym z pewnością zachwycone będą dziewczynki wciskające swój ponadnormatywny tłuszcz w gorsety i szukające gładkich chłopców w bractwach rycerskich.

23 listopada 2010

Moonspell – Wolfheart [1995]

Moonspell - Wolfheart recenzja okładka review cover
W przeciwieństwie do teraźniejszego syfu, który serwuje nam Moonspell, a którym dzielnie się nie kalam, początki tej portugalskiej formacji były o niebo (że tak sobie zażartuję) lepsze. Obracający się w wampiryczno-wilkołaczych klimatach album przez wiele lat nie wychodził u mnie poza ścisłe grono wydawnictw zajebistych. Teraz, po kilku latach odpoczynku, powrót do Moonspellowego "Wolfhearta" okazał się zbawienny (hehe) i bardzo odświeżający. Nic tak bowiem nie pomaga na zniesmaczenie pańszczyzną odstawianą przez wszelakie dzisiejsze formacje, jak porcja nietuzinkowego i nieprzeżutego iberyjskiego blacku. Jest to muzyka tak różna, tak odległa od skandynawskiej szkoły, że niemal należąca do innej kategorii. Jak na południowców przystało jest pełna temperamentu i do cna przesiąknięta emocjami.

23 marca 2010

Empyrium – Where At Night The Wood Grouse Plays [1999]

Empyrium - Where At Night The Wood Grouse Plays recenzja okładka review cover
No to dojebali Niemcy tym albumem jak Marek Jurek dziarską deklaracją wyjścia z PiS oraz chęcią odnowienia prawej strony polskiej sceny politycznej (w związku z czym — jak wszyscy wiemy — zamienił M.J. wygodny fotel marszałka na kanapę zwaną Prawica RP). Porównanie, choć zgrabne i eleganckie, jest prawdziwe tylko do momentu 'dziarską deklaracją', bo — w przeciwieństwie do Marka 'zgadnij, które to moje imię' Jurka — nie wylądowali, końcem końców, wraz z "Where..." na śmietniku historii. Poczyniony przez nich krok można wręcz przyrównać do oświadczenia brata Jarosława o samo wypędzeniu się z Polski i przeniesieniu na Alaskę (nawet jeśli, niestety, nie miało ono miejsca). Takie oto stwierdzenie można znaleźć na The Metal Archives: "This album is an Acoustic Folk album. No metal on this one".

Empyrium – Songs Of Moors And Misty Fields [1997]

Empyrium - Songs Of Moors And Misty Fields recenzja okładka review cover
Zanim Niemce z Empyrium wpadli na pomysł tworzenia muzyki akustycznej, jak na opisywanym już "Weiland" czy poprzedzającym go "Where at Night...", grali coś, co można nazwać blackującym folkiem. Wydaje mi się jednak, że te dwa słowa nie oddają nawet w połowie, tego, co dostarcza nam — w mej skromnej opinii najlepszy ich album — "Songs of Moors and Misty Fields". Ten trwający coś ponad 40 minut longplej to esencja ponuractwa, melancholii i nostalgii, a jednocześnie fantastycznego muzycznego rzemiosła muzycznego. Spokojne, pełne nastrojowości i piękna ucieleśnienie smutku i zadumy. Nie jest to jednak muzyka dla debili, którzy z byle gówna mają ochotę się pociąć – co to, to nie. Jest to raczej muzyka dla tych, którzy chcą się na chwilę zatrzymać i trochę pomyśleć nad sobą.

22 marca 2010

Empyrium – Weiland [2002]

Empyrium - Weiland recenzja okładka review cover
Witam serdecznie i zapraszam do krainy "Weiland". Dziś nietypowo – żadnych podwójnych stóp w tempie 300 bpm, pięciominutowych blastów, niezdrowo połamanych gitarowych riffów, wściekłych growli, przesterowanych wrzasków tudzież inszych morderczych wynalazków ery post-edisonowskiej. Dziś będzie akustycznie, folkowo i nastrojowo. I nie będzie to Golec uOrkiestra. A, jako że nie będą to bracia Golcowie – będzie ponuro i po niemiecku. I chwała im za to! Nic nie brzmi lepiej niż złorzeczenia, ponuractwa i rozkazy w języku naszych zachodnich sąsiadów. Ot choćby "Hände hoch" – prawda, że urocze? Ale na bok te żarty. Czas wrócić do dzisiejszych bohaterów. A zaiste ciekawe to chłopaki. Sporo się zmieniło w ich twórczości na przestrzeni lat. Kiedy rozpoczynali swoją przygodę z muzyką grali coś jakby black, coś jakby folk.