facebook

30 października 2017

Ceremony – Tyranny From Above [1993]

Ceremony - Tyranny From Above recenzja okładka review cover
Ceremony to już nieco zapomniany przedstawiciel holenderskiego death metalu. Zaczynali pod koniec lat 80-tych, by jeszcze w pierwszej połowie następnej dekady być już tylko wspomnieniem dla garstki fanów, którzy poznali się na ich talencie. Dorobek zespołu, choć dość skromny, jest w całości wart uwagi, a już zwłaszcza ta jedyna płyta długogrająca. Holendrzy umiłowali sobie death metal o solidnym współczynniku brutalności i z wyczuwalnym technicznym odchyłem, który zgrabnie łączy w sobie wpływy zarówno szkoły amerykańskiej, jaki i europejskiej. Z tą pierwszą Ceremony łączą bardzo zbliżone patenty na bezkompromisowe napieprzanie i skłonność do komplikowania struktur, zaś z drugą podejście do surowej produkcji.

24 października 2017

Thanatos – Emerging From The Netherworlds [1990]

Thanatos - Emerging From The Netherworlds recenzja okładka review cover
Powstały w 1984 roku Thanatos szczyci się mianem pierwszej prawdziwie ekstremalnej załogi w Holandii – IPN ze swoimi teczkami i agentami chyba się w to nie mieszał, więc można przyjąć, że to kwestia obiektywna i nie podlegająca dyskusji. Jakby tego było mało, w niektórych kręgach zespół jest rozpatrywany również w kategorii kapeli prawdziwie kultowej – a to już, jak dla mnie, temat do polemiki. Oczywiście nie sposób odmówić Holendrom wkładu w rozwój tamtejszej sceny, jednak jej największy rozkwit miał miejsce już bez ich udziału. To raz. Druga sprawa, która podkopuje wspomnianą kultowość to fakt późnego wydania "Emerging From The Netherworlds", który niejako przesunął zespół do drugiej fali brutalnego grania, stawiając go w jednym szeregu z kompletnymi nowicjuszami.

18 października 2017

Entombed – Left Hand Path [1990]

Entombed - Left Hand Path recenzja okładka review cover
Płyt lepszych od "Left Hand Path" i zespołów bardziej konsekwentnych od Entombed w szwedzkim death metalu nie brakuje (pogróżki i ładunki wybuchowe możecie wysyłać na adres deafa – tylko nie żałujcie znaczków), ale próżno szukać wśród nich czegoś bardziej kultowego, kanonicznego, znaczącego i inspirującego. Fakt to niepodważalny, bo wpływem na tamtejszą scenę debiut Entombed ustępuje jedynie wczesnym dokonaniom Bathory. Jest i druga strona medalu, bo każdy kij ma dwa końce, a na dwoje babka wróżyła... Czy jakoś tak. Chodzi mi o to, że o ile w zepsutej Ameryce death metal szybko się rozgałęził w poszukiwaniu oryginalności (wszak trudno porównać np. Rottrevore do Cynic), tak w Szwecji przez (zbyt) długi czas prawie wszystko kręciło się wokół patentów wypracowanych przez Nicke Anderssona i spółkę w murach Sunlight, co zaowocowało wysypem totalnie wtórnych epigonów i w krótkim czasie doprowadziło do załamania gatunku.

12 października 2017

Immortal – Pure Holocaust [1993]

Immortal - Pure Holocaust recenzja okładka review cover
"Pure Holocaust" i "Opus Nocturne" – jeśli chodzi o klasyczny black metal, nic mi w zasadzie więcej nie potrzeba, bo te dwie pozycje w znacznym stopniu wyczerpują temat. Spośród nich dwójka Immortal jest albumem czystszym gatunkowo, bardziej bezpośrednim, pierwotnym i pozbawionym zbędnych urozmaiceń. Nie jest to absolutnie zarzut z mojej strony, bo akurat m.in. te cechy przesądzają o potędze materiału, który stał się dla Norwegów przełomem – tak pod względem muzyki, jak i szeroko rozumianej popularności. Ta druga kwestia ma naturalnie związek z wywiadem dla norweskiej telewizji, w trakcie którego któryś z Immortali chlapnął z dumą, że grają "holocaust metal" – ani fani ani media większego magnesu już nie potrzebowali.

6 października 2017

Phlebotomized – Immense Intense Suspense [1994]

Phlebotomized - Immense Intense Suspense recenzja okładka review cover
Phlebotomized to zespół wyjątkowy, nietuzinkowy i oryginalny. I jak to z takimi bywa – niedoceniony. Holendrzy wystartowali bardzo udaną demówką "Devoted To God", później przyszła pora na dwie jeszcze lepsze epki, zaś apogeum zajebistości swojego stylu osiągnęli w na debiucie "Immense Intense Suspense", po którym zdołali nagrać już tylko jeden, w dodatku zupełnie inny album. Opisywany krążek z jednej strony jest logicznym rozwinięciem tego, co zespół robił na poprzednich wydawnictwach — co zrozumiałe, bo kilka starszych utworów nagrano na nowo — z drugiej zaś zadziwiającym konglomeratem mnóstwa odważnych/nietypowych rozwiązań i inspiracji, których wcześniej próżno było szukać w twórczości zespołu. Całość można w wielkim uproszczeniu określić jako progresywny death-doom, ale ta etykieta w żadnym wypadku nie wyczerpuje tematu.