Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2026

Malthusian – The Summoning Bell [2025]

Malthusian - The Summoning Bell recenzja reviewTen irlandzki kwartet z dorobkiem obejmującym zaledwie demo, epkę i debiutancką płytę szybko wyrósł na jednego z czołowych przedstawicieli chaotycznego death/black metalu. Jak dla mnie – trochę na wyrost, bo skupił się bardziej na sprawnym odgrywaniu patentów podpatrzonych u innych, niż na wprowadzeniu do tego stylu czegoś charakterystycznego tylko dla siebie. Sam zespół chyba też doszedł do podobnych wniosków i coś w tym temacie kombinował, bo prace nad następcą „Across Deaths” zabrały mu szmat czasu. Wreszcie, po siedmiu latach trzymania fanów w niepewności, Malthusian objawił się nieco niespodziewanie w Relapse z krążkiem numer dwa.

Czy za sprawą The Summoning Bell Irlandczycy potwierdzili swoją przynależność (a przynajmniej aspiracje) do elity oraz to, że opinie o ich dotychczasowych dokonaniach nie były przesadzone? Nooo, tego… odpowiedź nie jest jednoznaczna. Tak na dobrą sprawę naprawdę odczuwalny postęp dotyczy wyłącznie produkcji, która ogromnie zyskała na jakości – album brzmi potężnie, masywnie i niezwykle selektywnie, dzięki czemu dokładnie słychać, co też dzieje się na przestrzeni tych 54 minut. Sama muzyka od czasu „Across Deaths” nie zmieniła się znacząco — pomijając klimat i większy nacisk położony na dysonanse niż chaos sensu stricto — albo inaczej – zmieniły się pewne jej elementy, ale bilans tych zmian wyszedł hmm… na zero. O przełomie niestety nie ma mowy.

Na albumie nie brakuje urywających łeb partii, kiedy Malthusian napierają gęsto i intensywnie, a jednocześnie precyzyjnie jak nigdy dotąd. The Summoning Bell jest materiałem bardziej technicznym, uporządkowanym, bogatszym i odważniej (nowocześniej?) zaaranżowanym od debiutu, jednak pod względem takiej bezpośredniej ekstremalności wcale mu nie ustępuje. Ba, mógłby robić nawet większy zamęt pod kopułą, gdyby tylko zespołu nie naszło na dużo częstsze operowanie klimatem i partiami wpadającymi w doom. Póki Irlandczycy trzymają się szybkich temp i brutalnych wyziewów, nie mogę się do niczego przyczepić, bo właśnie na taki Malthusian liczyłem – może i nie rewolucyjny, ale konkretnie miażdżący natłokiem dźwięków. Problemem The Summoning Bell są natomiast zwolnienia, bo w porażającej większości rozwalają struktury utworów (to w „Red, Waiting” to jakieś kuriozum) i sprowadzają się do zamulania. Owszem, są ciężkie, ale przy tym dość jałowe; nabijają licznik, podobnie zresztą jak dwa niepotrzebne instrumentale.

Więcej nie zawsze znaczy lepiej i The Summoning Bell jest tego dobrym przykładem. Gdyby okroić ten album z paru zapychaczy i sprowadzić do lunatycznej sieczki, wchodziłby bez porównania lepiej i nikomu nawet przez myśl by nie przeszło, żeby wymagać od Malthusian czegoś ponad to. Ja w każdym razie byłbym kontent.


ocena: 7,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/malthusianDM

Udostępnij:

26 maja 2012

Xerosun – Absence Of Light [2009]

Xerosun - Absence Of Light recenzja okładka review coverXerosun stawia na nogi, o czym mogę osobiście zaświadczyć. Akurat odpoczywałem ze wszech miar biernie, leżąc wentylem do góry, gdy zmieniarka przeskoczyła na Absence Of Light nieznanego mi wcześniej zupełnie irlandzkiego zespołu. Poleżałem, posłuchałem i przy okazji czwartego kawałka poderwałem się z wyra, bo pech chciał, że położyłem almighty pilota poza zasięgiem spracowanych rąk. Dalszy ciąg tej mrożącej krew w żyłach opowiastki jest następujący: wyłączyłem to w pizzzdu. Płytę w całości przesłuchałem znacznie później tylko raz — jedynie na potrzeby recki — albowiem jej zawartość syfiastą jest. Wydaje mi się, że na którymś etapie swej kariery w ten sposób mogli grać Paradise Lost. Jest to z mojej strony naturalnie strzał w ciemno, bo kontakt z Angolami zakończyłem na debiucie i wszystko, co późniejsze, jest mi obce i wstrętne. No ale o czym to ja… Właśnie, ten raczej nietrzymający się kupy bełkot ma na celu zakomunikowanie wam, że Xerosun grają strasznie drętwo, nieruchawo (w ledwie dwóch kawałkach na dziesięć próbują wprowadzać trochę dynamiki), denerwująco i z finezją dorównującą staremu Rammstein. Coś takiego określa się teraz ponoć nowoczesnym klimatycznym metalem. Dla mnie to zwykłe ciągnące się w nieskończoność mędzenie dla dziewuszek i sophisticated gimnazjalistów, bo pewnie przeciętna (nie)szanująca się gotka nawet by przy tym nie zadarła spódnicy. Irlandczycy dobijają szczególnie dwoma elementami – biedną, podaną po amatorsku i bez pomysłu elektroniką w tle oraz wokalami z niewiadomych względów rozbudowanymi grubo ponad możliwości wokalmena. Koleś ma zupełnie nieciekawą barwę głosu, ze śpiewaniem u niego kiepsko, a mimo to strzela ozdobnikami na prawo i lewo, robiąc podobną wiochę, co frontmeni Feel, Iry i tym podobne niedojdy. Chwalić bozię w niebiesiach, że z takim graniem mam styczność góra raz na rok. W innym wypadku dorobiłbym się słomy w uszach. Ocena naciągnięta za okładkę.


ocena: 3/10
demo
oficjalna strona: www.xerosun.com
Udostępnij:

23 grudnia 2011

I'll Eat Your Face – Irritant [2010]

I'll Eat Your Face - Irritant recenzja reviewZjem twoją twarz… – konotacje z Hannibalem Lecterem i podobnymi wesołkami nasuwają się same, jednak irlandzki duet nie osiągnął jeszcze tego poziomu ekstremy. I raczej nie zanosi się na to, żeby kiedyś tego dokonali, bo raz, że trudno cokolwiek zjeść z rajstopami na głowie (taki sobie kolesie wymyślili image – gang Olsena i Benny Hill się kłaniają), a dwa, że Irritant to raczej stonowany miks patentów charakterystycznych dla death metalu, sludge, ambitniejszego rocka, a nawet jazzu. Należy szybko dodać, że miks nawet udany, bo mimo nietypowo dobranych elementów składowych, materiał udało im się nagrać dość spójny, ciekawy, dobrze brzmiący, przyciągający uwagę oraz — wbrew tytułowi — absolutnie nie drażniący. Jest to spory sukces, bo — o czym jeszcze nie wspomniałem, żeby nie odstraszać — Irritant to album instrumentalny. Obierając taki a nie inny kierunek, I’ll Eat Your Face na szczęście wyłamali się z tendencji do wypełniania miejsca na ewentualne wokale kolejnymi zawijasami i pustym mędzeniem, w czym celuje większość instrumentalnych kapel, i nagrali po prostu krótsze, bardziej zwarte oraz łatwiejsze do zapamiętania kawałki. Prosty zabieg (tylko czemu tak niewielu na to wpadło?), ale dzięki niemu wzrasta chęć ponownego odpalenia płytki. Na krótkości atuty Irritant się jednak nie kończą, bo największą radochę sprawia oczywiście sama muzyka – panowie skaczą po gatunkach, bawią się klimatem, a na końcu wywołują zdziwienie coverem… Mike’a Oldfielda. Z przyjemnością sprawdzę, co te czubki w przyszłości wykombinują, bo pomysłów zdaje się im nie brakować. Byle ich tylko nikt na leczenie nie posłał.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/profile.php?id=100063571157301
Udostępnij: