Od pierwszego zetknięcia z Descent byłem przekonany, że spłodzony na tę okazję tekst będzie raczej formą rozliczenia się z tym, co napisałem na temat „Acts Of God”, aniżeli faktyczną recenzją nowej płyty. Podsumowanie miało być mniej więcej takie: przesadnie nasłodziłem Immolation przy okazji tamtego albumu, dałem też zbyt wysoką ocenę, bo dopiero jego następca zasłużył na szczere pochwały. Plan był prosty, wykonanie również miało takie być, ale jeszcze z głupia postanowiłem odświeżyć sobie jedenasty long zespołu… I to był błąd, okazało się bowiem, że w bezpośredniej konfrontacji Descent wcale nie wypada tak dobrze, jak to sobie uroiłem.
Descent ma sporo atutów, które powinny wystarczyć, żeby przebić poprzedni krążek (a właściwie trzy): ciekawa okładka, optymalna objętość, masywne brzmienie, charakterystyczne solówki Vigny, zabójczy wokal Dolana, pełnowartościowy instrumental, więcej wrzasków Lilkera, sporo nawiązań do „Close To A World Below”, gęsty klimat zbliżony do „Shadows In The Light” – czyli te wszystkie elementy, za które uwielbiamy Immolation. Problem w tym, że nie ekscytują one już tak, jak przed laty, nie niosą z sobą niczego świeżego, a w paru miejscach zwyczajnie nudzą/denerwują. Cały materiał, abstrahując od jego poziomu, jest po prostu wtórny, a w dodatku tu i ówdzie mocno ponaciągany. To płyta Immolation z muzyką w esencjonalnym stylu Immolation dla najbardziej bezkrytycznych fanów Immolation. I nic ponad to.
Przy odpowiednim podejściu, a najlepiej w całkowitym oderwaniu od reszty dyskografii i tego, co się obecnie dzieje w death metalu, Descent może sprawić dużo radości, momentami nawet i zaimponować, bo to szalenie równy i znakomicie zagrany album. Doświadczenie i klasę zespołu słychać w każdej sekundzie tego materiału, podobnie zresztą jak wypracowane w ciągu 35 lat schematy i przyzwyczajenia kompozytorskie, stąd też przez 42 minuty trudno pozbyć się wrażenia, że to już było. To wszystko już było. Nie raz i nie dwa razy. I może już wystarczy? Immolation grają swoje, nie podejmując przy tym żadnego ryzyka, czego do końca nie rozumiem – przy szacunku, jakim są darzeni, oskarżenia o zdradę stylu raczej im nie grożą, a na paru eksperymentach mogliby tylko zyskać.
Muzycy Immolation utrzymują, że zabawa w zespół, nagrywanie płyt i koncertowanie po całym świecie dalej ich bawi. Cóż, fajnie, naprawdę fajnie, dobrze wiedzieć, że nie robią tego na siłę czy dla wątpliwych pieniędzy, jeeednak nie miałbym nic przeciwko, gdyby ten entuzjazm, który towarzyszy im przy kolejnych wydawnictwach, w jakimś stopniu udzielił się i mnie. Jeszcze piętnaście lat temu dałbym się za nich pokroić, a dziś…
ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/immolation
inne płyty tego wykonawcy:




0 comments:
Prześlij komentarz