facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2009. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2009. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2016

Obituary – Live Xecution – Party.San 2008 [2009]

Obituary - Live Xecution - Party.San 2008 recenzja okładka review cover
Drugie dvd Obituary było niezłą okazją do uzupełnienia ewentualnych braków "Frozen Alive", a tym samym do totalnego nasycenia fanów ekipy z Florydy. Niestety, wyszło to znacznie poniżej oczekiwań, żeby nie powiedzieć – słabo. Już sam wybór na główne danie koncertu z Party San (z 2008) jest, jak dla mnie, średnio trafiony, bo gwiazda Tego formatu, z Takim dorobkiem, ograniczona festiwalowymi wymogami nie jest w stanie zaprezentować wszystkich swoich atutów. Oznacza to przede wszystkim ostre cięcia w setliście – trzy środkowe krążki nie mają tu nawet najmniejszej reprezentacji, zaś podstawa występu to materiał post-reunionowy, w tym epka "Left To Die". Braki w klasykach wpływają na mniejszą radochę z oglądania, a to z kolei na brak ciśnienia do ponownego odpalenia dvd Oczywiście, to co zagrali, zagrali po mistrzowsku, prezentacja sceniczna też nie odbiega od normy, ale to wszystko mało..

23 listopada 2014

Carcariass – E-xtinction [2009]

Carcariass - E-xtinction recenzja okładka review cover
Zdaje się, że Carcariass pojawiło się pewnie cały jeden raz na łamach naszego bloga, a i to w kontekście jakiejś innej kapeli. Chyba więc najwyższa pora coś z tym zrobić, bo — jakby nie było — francuska grupa swoje lata ma i nawet dorobiła się własnego, całkiem oryginalnego stylu. Sęk w tym, że jest to dość wyjątkowy styl, kontrowersyjny to możne za mocne słowo, ale na pewno nie każdemu podchodzący. Cały myk polega bowiem na tym, że Francuzi grają dość mocno popową odmianę metalu: bardzo przystępną, melodyjną aż do szpiku kości, na poły instrumentalną (żeby nie denerwować babci w sąsiednim pokoju zbyt dużą ilością warczeń i pokrzykiwań), ale jednocześnie wirtuozerską i nieskazitelną pod względem produkcji.

20 lipca 2014

Hysteria – When Believers Preach Their Own Hangman’s Dogma [2009]

Hysteria - When Believers Preach Their Own Hangman’s Dogma recenzja okładka review cover
Przykład takiego zespołu jak Hysteria boleśnie pokazuje, w jak głębokiej dupie są muzykujący podziemniacy w naszym kraju. Kapela właściwie znikąd, słabo znana, bez kontraktu z poważną wytwórnią i bez przyzwoitej dystrybucji, a na potrzeby swojego drugiego krążka potrafiła zadbać o taką produkcję, o jakiej większość naszej czołówki może najwyżej pomarzyć oraz oprawić krążek w bardzo estetyczne grafiki Setha. Dochodzi do tego poziom samej muzyki, który niejedną profesjonalnie działającą kapelę (już niekoniecznie z Polski) powinien zawstydzić. Z której strony by nie spojrzeć, to Francuzi napieprzają death metal w całości mieszczący się w ramach gatunku, który nie zawiera absolutnie niczego, czego byśmy wcześniej nie słyszeli setki razy, a jednak łatwo ich odróżnić od tysięcy innych grajków-brutalistów, bo wzorce mają mniej 'na czasie', a i uczucia jakby w tej sieczce więcej.

11 maja 2014

Slayer – World Painted Blood [2009]

Slayer - World Painted Blood recenzja okładka review cover
Minęło już prawie pięć lat od premiery "World Painted Blood", a ja bez zerkania na tracklistę ciągle potrafię wymienić tylko numer tytułowy – i nie chodzi o to, że jest super wypasiony, co po prostu... tytułowy. Na "World Painted Blood" — mimo przynajmniej kilkudziesięciu (o czym za chwilę) przesłuchań — nie znalazłem ani jednego kawałka, który nawet od biedy mógłbym nazwać hiciorem, i o który mógłbym się wydzierać na koncercie Slayera. Mnie ten album po prostu zupełnie nie ruszył. "World Painted Blood" oczywiście jest stuprocentowo slejerkowy, co się rzuca w uszy od samego początku, muzycznie stoi na (przeważnie) dość dobrym poziomie, wykonawstwo to światowa ekstraklasa, ale jakby to powiedzieć... jest nudny, raczej bezbarwny, momentami irytujący i co najgorsze – w ogóle nie chce się go słuchać.

17 marca 2014

Cinis – The Last Days Of Ouroboros [2009]

Cinis - The Last Days Of Ouroboros recenzja okładka review cover
Z tego co zauważyłem, zespół Cinis spotkał się z większym zainteresowaniem i uznaniem u zagranicznych maniaków — będąc dla nich kolejnym już potwierdzeniem dominacji polskiego death metalu na mapie Europy — niż u rodzimych. O szczytach krajowej hierarchii na razie nie ma co mówić, ale debiutancki album białostoczan jest więcej niż udanym ochłapem brutalnego wyziewu. Ja sam, przyznaję szczerze, nie spodziewałem się aż takiej jazdy po muzykach terminujących na co dzień w raczej niespecjalnie brutalnych (do tego blackowych) kapelach, stąd też ogólny poziom "The Last Days Of Ouroboros" bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. I tylko poziom, bo zaprezentowany styl nie należy do wyjątkowo oryginalnych, a chodzi oczywiście o zagrany na polską modłę klasyczny amerykański death metal – brzmiący tutaj, jakby Trauma wzięła się za kawałki Malevolent Creation z "Eternal" lub "The Fine Art Of Murder".

26 września 2013

Vengeful – The Omnipresent Curse [2009]

Vengeful - The Omnipresent Curse recenzja okładka review cover
Vengeful to jeszcze średnio znany przedstawiciel drugiej ligi kanadyjskiego death metalu, który na awans do ekstraklasy swego kraju szanse ma raczej marne, ale prezentuje się na tyle dobrze, że warto się tym zespołem choćby na chwilę zainteresować, przymykając naturalnie oko na koszmarną — a konsekwentnie utrzymywaną — oprawę graficzną ich wydawnictw. Na "The Omnipresent Curse" Kanadyjczycy się nie pierdolą w mroczne zawodzenie i od pierwszych sekund rozkręcają swą machinę w sposób bardzo obiecujący, żeby już pod koniec 'Forsaken' napierać dość intensywnie. Ważenie skomasowanego, chaotycznego ataku potęguje mocno zagęszczone, zwłaszcza w niskich rejestrach, brzmienie. Właśnie przez te doły przy pierwszym kontakcie z materiałem wyłania się z niego tylko jednorodna, zamulająca ściana brutalnego hałasu i dlatego trzeba nieco więcej czasu (co za zawodowy rym!),

14 września 2013

Hellwitch – Omnipotent Convocation [2009]

Hellwitch - Omnipotent Convocation recenzja okładka review cover
Czy powrót Hellwitch był czymś spektakularnym? Nie bardzo, przynajmniej w mediach to wydarzenie przeszło w zasadzie bez echa i należytej podniety. W pewnym sensie nie powinno to nawet dziwić – raz, że nie było żadnych poważnych przesłanek, że Amerykanie znowu na dłużej zbiorą się do kupy, a dwa że raczej nie mogli liczyć na tłumy wypatrujących ich fanów. Muzycy Hellwitch sprawili jednak wszystkim — naturalnie tym jako tako świadomym ich istnienia — dużą niespodziankę i leeedwie 19 lat po znakomitym debiucie za pośrednictwem Xtreem Music przedstawili światu — również znakomity, mimo iż nie tak nowatorski — "Omnipotent Convocation". Ja wiem, że prawie dwie dekady to żaden rekord Guinnessa, ale jak na metalowe warunki to i tak spora przerwa. Najciekawsze, czy raczej zdumiewające, jest to, że upływające hurtem lata wcale nie zmieniły tego zespołu.

20 sierpnia 2013

Susperia – Attitude [2009]

Susperia - Attitude recenzja okładka review cover
Jak się okazuje, Norwedzy potrafią grać nie tylko ubliżający Bogu/bogom/światu black metal. Potrafią także thrashować. I taki właśnie thrashujący, czy może raczej groove’ujący, band jest bohaterem dzisiejszej recenzji, band o wdzięcznej nazwie Susperia. Nie byliby jednak Norwedzy sobą, gdyby jakichś blackowych elementów do muzyki nie poupychali. Tyle tylko, że w przypadku dzisiejszych bohaterów brzmi to całkiem ładnie i elegancko trzyma się kupy – ujmując temat krótko: żaden dupawy black/thrash dla/przez nieuków i muzycznych(e) miernot(y). "Attitude" to niespełna 40 minut dość melodyjnego i gęstego grania, które bliższe jest średniemu Nevermore, bądź Charred Walls Of The Damned niż jakiejkolwiek blackowej ekipie i gdzie blackowe elementy ograniczają się zasadniczo do wspomnianej gęstości, szczególnie w przypadku garów, wybrzmiewającego tu i ówdzie gitarowego riffu i gościnnego występu Shagratha z Dimmu Borgir.

14 maja 2013

Heathen – The Evolution Of Chaos [2009]

Heathen - The Evolution Of Chaos recenzja okładka review cover
Przygodę z trzecim z wielkiej trójcy amerykańskiego speed/thrash – Heathen śmiało można zacząć od końca. Zresztą prawda jest taka, że za który krążek byście się nie wzięli, za każdym razem otrzymacie uderzeniową dawkę tego, co w gatunku najlepsze: karkołomnych prędkości, pierwotnej energii, nieprzeciętnej techniki i bezdennych pokładów melodyjności. No cóż, nie każdemu to się podoba – nie każdemu musi. Zawsze można słuchać Pussycat Dolls, Majki Jeżowskiej albo Sunn O))). Tym, którym wspomniane wyżej elementy pasują jak Gołocie pizda pod okiem – zapraszam do recenzji. Pewną ciekawostką jest fakt, iż ostatni, a opisywany dziś album, dzieli od poprzedniego 18 lat, co oznacza ni mniej, ni więcej jak come-back. Niektórym się udaje, co należy jednak traktować jako wyjątek. Już się na ten temat wypowiedziałem wielokrotnie, zainteresowanych odsyłam do literatury [Wolf Spider – Feniks], nie ma więc potrzeby powtarzać się. Trochę za to poględzę o muzyce.

2 lutego 2013

Vektor – Black Future [2009]

Vektor - Black Future recenzja okładka review cover
W ubiegłym tygodniu zaproponowałem Wam bodaj pierwszy tech-thrashowy album w dziejach ludzkości. Mam nadzieję, że jeśli nie mieliście okazji przesłuchać go wcześniej, uczyniliście to teraz. Warto bowiem wiedzieć co było pierwsze: jajko czy kura. Kura. Pozostając w klimatach thrashu dla dorosłych, dziś płytka znacznie młodsza, bo z 2009 roku – debiut amerykańskiej formacji Vektor. Pewną wesołość budzi fakt, że w czasie, kiedy przywołany w pierwszym wersie "Energetic Disassembly" brylował na salonach, część ekipy z Filadelfii miała jeszcze mleko pod nosem, a innych w ogóle nie było na tym świecie. Nie zmienia to jednak faktu, że debiutancki "Black Future" jest jednym z lepszych debiutów ostatniej pięciolatki. To właśnie o nich pisałem przy okazji pierwszego longpleja Hexen i to właśnie w nich upatruję nadzieję na przyszłość thrashu.

23 stycznia 2013

Pathology – Age Of Onset [2009]

Pathology - Age Of Onset recenzja okładka review cover
Kojarzycie może "Age Of Onset"? No właśnie. Tą płytą Pathology świata nie zawojowali, czemu zresztą nie ma się co dziwić, bo to bardzo typowe, archetypiczne wręcz amerykańskie brutalizmy. Napierducha jakich wiele, choć bez wątpienia podana profesjonalnie i bez wielkich uchybień – w końcu to nie jest ich pierwszy krążek. Powiedzmy sobie jasno – taki materiał ginie w morzu podobnych. Ale... Jest jednak coś, co potrafi przykuć do głośników wtajemniczonych miłośników krwawej sieczki – wokale, za które odpowiada Matti Way. Chłop swoim bulgotliwym jestestwem oczywiście nie wywindował kapeli na jakiś niemożliwie wysoki pułap (tym bardziej, że niekiedy zagłusza instrumenty), ale dzięki niemu "Age Of Onset" jest już w pewien sposób albumem charakterystycznym i miejscami wyrastającym ponad przeciętność, jakiej w tym gatunku nie brakuje.

26 października 2012

Senseless Dementia – Aberrant [2009]

Senseless Dementia - Aberrant recenzja okładka review cover
"Aberrant" trąci amatorką i brakiem konkretnych funduszy, ale nic nie szkodzi, bo gdy się dobrze wsłuchać (najlepiej z pomocą słuchawek), to Amerykanie mają do zaoferowania kawał zupełnie przyzwoitego gania. I to nawet szczątkowo oryginalnego, bowiem muzycy nie bawią się w rozgniewanych chłopców-hardcore’owców ani też nie tłuką typowego amerykańskiego ultra brutalnego death-grindu. Senseless Dementia obrali sobie za styl dość archaiczny europejski death metal skłaniający się ku szwedzkiej odnodze gatunku, z charakterystycznie rzężącymi gitarami. Zalatuje od nich klasykami w typie starego Necrophobic czy Dismember, więc nie jest źle. Do tego, dla większej pikanterii, dołożyli trochę wpływów blacku i thrash’u. Panowie tłuką bez fajerwerków, zabójczego tempa czy niesamowitej brutalności – ot, tak zwyczajnie, naturalnie i chyba na dużym luzie.

23 sierpnia 2012

Karlahan – A Portrait Of Life [2009]

Karlahan - A Portrait Of Life recenzja okładka review cover
W intrze jakiś koleś mówi, że dźwięki, których zaraz doświadczymy, zostały stworzone, by wywołać uczucie euforii... Powiedzcie mi, moi mili, jak po takim początku można potraktować zespół poważnie i bez złośliwości? No jak?! Gdyby taki tekst znalazł się na płycie Immolation albo Sadist, to rozumiem, ale tu mamy do czynienia z jakimiś anonimami. Do tego z Hiszpanii, co wcale mi nie poprawiło humoru, bo w kwestii metalu ten kraj to jakieś nieporozumienie. Żeby mnie dobić, te pięknie opalone chłopaki grają zlepek lajtowego niby-blacku (czyli trochę wrzeszczą, ale nie za głośno), podciąganej chyba pod średniowiecze folkowizny, symfoników a’la bajki Disney’a i powerowych przytupów. Innymi słowy – ugładzone, ładne, melodyjne, proste i zupełnie niezajmujące pitolonko, którym z pewnością zachwycone będą dziewczynki wciskające swój ponadnormatywny tłuszcz w gorsety i szukające gładkich chłopców w bractwach rycerskich.

14 sierpnia 2012

Lost World Order – Marauders [2009]

Lost World Order - Marauders recenzja okładka review cover
Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę taką muzykę w wykonaniu niemieckiego zespołu, a jednak. Lost World Order grają mocny, zadziorny thrash, łączący w sobie tradycję i odrobinę nowoczesności. Nic niezwykłego, ale... Największym zaskoczeniem jest u nich połączenie siły uderzeniowej rodzimych wskrzeszonych klasyków — Kreator i Destruction — z pewną dozą rozmachu i finezji charakterystycznej dla... Annihilator! Naturalnie chodzi tu o 'nowy' Annihilator, ale i tak wrażenie jest pozytywne, bo patenty kanadyjskich wypierdalaków podano w znacznie ostrzejszej formie. Jakby tego było mało, głos Mata jest miejscami baaardzo bliski temu, co od jakiegoś czasu robi Dave Padden – szacuneczek! Całość doprawiono brutalizującymi krążek wpływami death metalu, przejawiającymi się głównie w blastach i wokalnych dołach.

2 lipca 2012

Squash Bowels – Grindvirus [2009]

Squash Bowels - Grindvirus recenzja okładka review cover
Na tej płycie powinna znajdować się nalepka "Uwaga! Może wywołać ogień z dupy!". Ledwie trzech ludzi, niecałe pół godziny muzykowania, a zamieszania swym (po)tworem robią więcej niż cała blackowa scena jakiegoś średniej wielkości kraju – choćby Polski. W klimat "Grindvirus" wprowadza genialnie nastrojowe, choć krótkie, intro a potem jest już tylko i wyłącznie super brutalna sieczka w dominujących tempach szybkich i bardzo szybkich. Esencja gatunku, ale bez silenia się na archaiczne rozwiązania. Kapel grających w ten sposób jest całe mrowie, Squash Bowels są jednak od nich dużo lepsi, chociaż trudno mi tak naprawdę sprecyzować, dlaczego i w których elementach. Najtrafniejszy byłby w tym miejscu typowo kobiecy argument – bo tak i już. Samcom pozostaje posłuchać samemu, a wówczas wszystko będzie zajebiście jasne.

26 maja 2012

Xerosun – Absence Of Light [2009]

Xerosun - Absence Of Light recenzja okładka review cover
Xerosun stawia na nogi, o czym mogę osobiście zaświadczyć. Akurat odpoczywałem ze wszech miar biernie, leżąc wentylem do góry, gdy zmieniarka przeskoczyła na "Absence Of Light" nieznanego mi wcześniej zupełnie irlandzkiego zespołu. Poleżałem, posłuchałem i przy okazji czwartego kawałka poderwałem się z wyra, bo pech chciał, że położyłem almighty pilota poza zasięgiem spracowanych rąk. Dalszy ciąg tej mrożącej krew w żyłach opowiastki jest następujący: wyłączyłem to w pizzzdu. Płytę w całości przesłuchałem znacznie później tylko raz — jedynie na potrzeby recki — albowiem jej zawartość syfiastą jest. Wydaje mi się, że na którymś etapie swej kariery w ten sposób mogli grać Paradise Lost. Jest to z mojej strony naturalnie strzał w ciemno, bo kontakt z Angolami zakończyłem na debiucie i wszystko, co późniejsze, jest mi obce i wstrętne.

8 kwietnia 2012

Whorehouse – Execution Of Humanity [2009]

Whorehouse - Execution Of Humanity recenzja okładka review cover
Niezmiernie mnie cieszy że ciągle, choć niestety rzadko, pojawiają się takie płytki! Tą radochę wzmaga dodatkowo fakt, że powstają one właśnie w Polsce – wreszcie mamy uzasadniony powód do narodowej dumy, a nie tylko "Jarosław! Jarosław!". Whorehouse to drugi, po Horrorscope, znany mi krajowy zespół, który w ten sposób kultywuje tradycje naparzania klasycznego (może i nawet trochę konserwatywnego) thrash’u w jak najbardziej współczesnej oprawie. Thrash’u ciężkiego, motorycznego, chwytliwego i agresywnego, opartego na solidnych umiejętnościach technicznych i podanego w dobrym, nie wymuskanym brzmieniu. Bardzo rajcowna jest gatunkowa czystość i pewna szlachetność tego materiału – chłopaki ani nie udają retro wojowników, co to opanowali dwa riffy na krzyż, ani nie rzucają się w wir blastów i ewidentnie nowomodnych death’owych patentów, ani w końcu nie tytłają się w skandynawskiej proweniencji wesołych melodyjkach.

11 marca 2012

Resurrecturis – Non Voglio Morire [2009]

Resurrecturis - Non Voglio Morire recenzja okładka review cover
Włosi chyba mają słabość do różnej maści muzycznych dziwadeł, bo podejrzanie często wypływają stamtąd kolejne kapele, z którymi jest coś nie teges. Resurrecturis należy właśnie do takiej kategorii, choć początek "Non Voglio Morire" niczego takiego nie zwiastuje. Trzy pierwsze kawałki (interludium pomijam, bo niczego nie wnosi i szybko się o nim zapomina) to rozważnie potraktowany death metal – szybki, ciężki i agresywny, czyli dokładnie taki, jakiego oczekuje się od ludzi odpowiedzialnych za piosenkę 'Fuck Face'. Granie bez przebłysków, ale jak najbardziej do zaakceptowania. Cuda zaczynają się dziać dopiero od 'The Artist', który jest jakimś kulawym gotyckim gównem z niby posępnymi czystymi wokalami, elektronicznym syfem w tle i fatalnie piejącym babonem. To kurestwo robi tak potężne wrażenie, że za pierwszym razem musiałem się upewnić, czy przypadkiem sprzęt nie sprawił mi psikusa i nie przełączył muzyki na jakieś wypociny dla mentalnych cip.

29 lipca 2011

Cephalectomy – An Epitaph To Tranquility [2009]

Cephalectomy - An Epitaph To Tranquility recenzja okładka review cover
Im bardziej ekstremalna muza, tym gorzej wypada w niej automat perkusyjny. Cephalectomy grają z tym gównem zakręcony death-grind, więc możecie sobie wyobrazić, jak to wszystko brzmi. A jak to może (nie)zabrzmieć na żywo, aż się boję pomyśleć. Najgorsze jest to, że Kanadyjczycy mają całkiem niegłupie pomysły, które dobrze oprawione mogłyby dać w rezultacie solidny i o zgrozo dość melodyjny album, gdyby nie ten pierdzący plastikowo-elektroniczny szajs. Chłopaki kombinują jak partie przed wyborami, w zasadzie każdy kawałek jest inny, choć wszystkie — z wyjątkiem miniatur — są utrzymane w tej samej pogiętej stylistyce: fragmenty kakofoniczne przeplatają z ambitnymi, więc przy pierwszym odsłuchaniu ciężko stwierdzić, czy naprawdę potrafią grać, czy tylko udają. Cephalectomy do celu (a tym, jak mniemam, jest wymordowanie słuchaczy) dochodzą niemal wyłącznie okrężnymi drogami,

11 czerwca 2011

Punish – Raptus [2009]

Punish - Raptus recenzja okładka review cover
Odnoszę wrażenie, że młode kapele ze Szwajcarii nie chcą albo nie robią nic, żeby wyjść z cienia garstki tamtejszych klasyków w postaci Hellhammer/Celtic Frost, Coroner, Samael czy Messiah. A może nie mają nic do zaoferowania i dlatego pokornie siedzą cicho? Bo tak na dobrą sprawę, z iloma szwajcarskimi odkryciami mieliśmy do czynienia w ciągu ostatnich, powiedzmy, 10 lat? Były choć dwa wyrastające ponad średnią europejską? Mnie przychodzi do głowy jedynie Requiem, ale ich też nie rozpatrywałbym w kategoriach sensacji. Parający się technicznym death metalem Punish jak dotąd niczym nie zabłysnął. Ba!, nic nie wskazuje, żeby to się miało kiedyś zmienić, choć akurat napierają bardzo dobrze, w porywach nawet zajebiście i mogą pochwalić się  wyjątkowo lekkostrawną płytą. "Raptus" to dość długi (45 minut) materiał czerpiący z całej masy grających 'po nowemu' brutalistów — od Necrophagist, przez Prostitute Disfigurement po Dying Fetus — a więc okazji do wyłożenia się na pysk i pogrążenia w schematach tu nie brakowało.