facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

26 czerwca 2017

Odious Mortem – Cryptic Implosion [2007]

Odious Mortem - Cryptic Implosion recenzja okładka review cover
Strach pomyśleć, ale od premiery "Cryptic Implosion" minęło już dziesięć lat! Od tamtego momentu Odious Mortem milczą i — wbrew szumnym zapowiedziom — nic nie wskazuje na to, żeby to się miało w najbliższej przyszłości zmienić. Domyślam się, że Amerykanie mają ten sam problem co Necrophagist i kilka innych ostro kombinujących kapel z najwyższej półki: w swoim czasie zrobili coś zajebistego i teraz nie mają pojęcia, co dalej – w którym pójść kierunku, żeby wciąż było zajebiście, ale jednak inaczej. Skok jakościowy, jakiego Odious Mortem dokonali między "Devouring The Prophecy" a "Cryptic Implosion", był doprawdy zadziwiający (i to mając na uwadze, że debiut był co najmniej solidny), więc marne szanse, że udałoby się im go powtórzyć. Tym bardziej, że opisywana płyta w zasadzie nie zostawiła miejsca na poprawki i wciąż bije od niej ta sama świeżość, co dekadę temu.

5 stycznia 2016

Disavowed – Stagnated Existence [2007]

Disavowed - Stagnated Existence recenzja okładka review cover
Holendrzy z Disavowed, zabierając się za płytę numer dwa, najwyraźniej doszli do jedynie słusznego wniosku, że w tak hermetycznej stylistyce jaką jest brutalny amerykański death metal już nic ponad to, co zrobili, zrobić się nie da. To dlatego "Stagnated Existence" jest materiałem świeższym, z nieco inaczej rozłożonymi akcentami, choć na pewno nie mniej bezwzględnym niż debiut. Chłopaki mogli sobie pozwolić na mniej lub bardziej odważne zmiany, bo przez te kilka lat, które dzielą obie płyty, nabrali doświadczenia (także w innych kapelach) i wyraźnie rozwinęli umiejętności kompozytorskie i czysto techniczne. No i chyba mogli liczyć na przyzwoity budżet od Neurotic... Ale po kolei.

5 października 2014

Immolation – Hope And Horror [2007]

Immolation - Hope And Horror recenzja okładka review cover
Pierwsza w dwudziestoletniej historii EPka Immolation w żaden sposób nie zaskakuje swoją zawartością, ale nie o to tu przecież chodzi. Wszak chyba nikt nie oczekiwał, że przy takiej okazji Amerykanie zabiorą się za remixy techno, hiphopowe bełkoty, covery Graveland czy pieśni ma-ryjne. Trzy kawałki składające się na "Hope And Horror" to po prostu kwadrans pierwszorzędnej rzeźni w stylu, jaki uwielbiamy. 'Den Of Thieves' to najbrutalniejszy wyziew w tym zestawie – liczne blasty i odrobina wolniejszego grania. 'The Condemned' mógłby się znaleźć na "Shadows In The Light", bo niczym nie odbiega od kawałków z tamtego LP, jest tak samo pokombinowany i chwytliwy zarazem. 'The Struggle Of Hope And Horror' jest numerem instrumentalnym i to największa nowość w dorobku Immolation.

29 września 2014

Sickening Horror – When Landscapes Bled Backwards [2007]

Sickening Horror - When Landscapes Bled Backwards recenzja okładka review cover
Zanim George Kollias zyskał sławę dzięki intratnej posadzie w Nile, bębnił sobie z powodzeniem w powszechnie szanowanym Nightfall oraz rozkręcającym się z wolna i bez szału Sickening Horror. Co ciekawe, to postawą w tym drugim zespole zasłużył sobie w oczach Karla Sandersa na awans do najwyższej ligi. Po tej przygodnie prawie jak z "Kopciuszka" wbrew pozorom Kolliasowi woda sodowa nie uderzyła do głowy i ze starymi kolegami zdołał nagrać jeszcze debiutancki krążek – "When Landscapes Bled Backwards". Krążek, który z pewnością dupy nie urywa, ale można go spokojnie zaliczyć do udanych, choć niewiele ponadto. W dużym skrócie, Grecy zapodają szybki i intensywny death metal (z bardzo wyraźnymi wpływami Nile i Morbid Angel) z zapędami w kierunku czegoś ambitnego i oryginalnego.

2 lipca 2014

Visceral Bleeding – Absorbing The Disarray [2007]

Visceral Bleeding - Absorbing The Disarray recenzja okładka review cover
Visceral Bleeding dla tabunów kapel obracających się w ramach brutalnego i technicznego death metalu nie tylko mogą, a wręcz powinni służyć za wzór tego, jak mordować intensywnością, nie grając przy tym z oszałamiającą prędkością. Szwedzi są po prostu bezkonkurencyjni w tej dziedzinie, a ogarnięcie struktur ich najprostszych utworów (o ile są takowe) nie należy do zadań łatwo wykonalnych. Przy takim zagęszczeniu pojebanych motywów, z jakim mamy do czynienia na płycie, przed przegrzaniem mózgownicy nie uchroni nawet bardzo selektywne brzmienie, które uzyskali w przybytku o nazwie Flatpig. Na "Absorbing The Disarray" nie ma już charakterystycznego dla poprzednich produkcji Szwedów totalnego zapatrzenia w Suffocation — choć takich wpływów wcale się nie wyzbyli — bo muzyka na tym krążku nabrała więcej indywidualnych cech, stała się także jeszcze bardziej (!) techniczna i zakręcona.

20 maja 2014

Blotted Science – The Machinations Of Dementia [2007]

Blotted Science – The Machinations of Dementia recenzja okładka review cover
Instrumentalne trio pod wodzą Jarzombka może oznaczać tylko jedno – totalną dźwiękową rozwałkę poczynioną strukturami, wielopłaszczyznowością, intensywnością i stopniem komplikacji. Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy Blotted Science a wieloma zespołami instrumentalnymi, a mianowicie taka, że muzycy Blotted Science nie muszą nikomu niczego udowadniać. W związku z tym, album nie jest ledwie lichym popisem umiejętności manualnych, ale stanowi pełnoprawny i przemyślany album. Oczywiście, karkołomnych zagrywek jest tutaj od zajebania, jednak nie są one celem samym w sobie, a służą — i doskonale to słychać — większej sprawie, jaką jest granie dobrej, wymagającej muzyki. Debiutancki krążek amerykańskiego trio proponuje podróż w niezbadane i niewyeksploatowane pokłady progresywnego metalu pełnego najrozmaitszych smaczków i fantazyjnych detali.

8 listopada 2013

Sigh – Hangman's Hymn: Musikalische Exequien [2007]

Sigh - Hangman's Hymn: Musikalische Exequien recenzja okładka review cover
Japończycy wciąż w wysokiej formie. Po odjechanym, ale także i genialnym przecież "Gallows Gallery", muzycy raz jeszcze postanowili zaskoczyć i pobawić się w ciuciubabkę ze swoimi fanami. Więc i mnie się znienacka oberwało. Awangardowe kompozycje, saksofon, rockowy feeling – tym i mnóstwem innych rzeczy stał przywołany "GG", "Hangman's Hymn" zaś jest od niego tak różny, iż wydaje się być nagrany przez kogoś innego. Symfoniczny, surowy black metal z mnogością sampli, klasycznych odwołań i iście King-Diamondowskim klimatem. A to wszystko, ten cały soniczny misz-masz i burdel na kółkach postanowili Japończycy przyozdobić kilkoma chochelkami ironii i wypaczonej, kabaretowej atmosfery rodem z horrorów klasy B. Jednak, o zgrozo, wchodzi to elegancko – wszystkie elementy pasują do siebie, uzupełniają się wzajemnie, a kiedy potrzeba – wzmacniają.

11 września 2013

Man Must Die – The Human Condition [2007]

Man Must Die - The Human Condition recenzja okładka review cover
Drugi krążek Szkotów nie mógł być dla nikogo, kto ma więcej niż dwa zwoje mózgowe, żadnym zaskoczeniem. Wszak po tym, co zaprezentowali na debiucie, nie mogło być najmniejszych wątpliwości co do jakości i klasy muzyków, a więc i do samej muzyki. Owszem, zdarzają się wpadki, żeby nie powiedzieć zajebania łysą grzywką o kant kuli, które skutecznie podkopują wiarę człowieka w ludzkość, jednak nic takiego w przypadku Man Must Die nie mogło się wydarzyć i się nie wydarzyło. "The Human Condition" pokazał, że Szkoci są w dobrej formie, mają głowy pełne pomysłów i aż ich świerzbi, by ta myśl stała się muzyką. Cały krążek jest dowodem na to, że nie zmarnowali tych kilku lat, a solidnie i z wytrwałością budowali swoją markę, szlifowali umiejętności i komponowali nowe, lepsze kawałki. Płyta utrzymana jest generalnie w stylu debiutu: jest technicznie, umiarkowanie brutalnie i z pewną dozą melodyjności,

29 czerwca 2012

Monstrosity – Spiritual Apocalypse [2007]

Monstrosity - Spiritual Apocalypse recenzja okładka review cover
Typy idealne mają to do siebie, że nie występują w naturze. Całe szczęście, że od tej reguły są dwa wyjątki: kanadyjskie blondaski i death metal. Teraz będzie o tym mniej interesującym, czyli o muzyce. I to nie byle jakiej! W mojej opinii "Spiritual Apocalypse" należy do niezbyt licznego grona płyt w ramach klasycznego technicznego death metalu, do których nijak nie da się wcisnąć choćby jednej dodatkowej nuty, a to z tego zajebiście prostego powodu, że wszystko, co trzeba, już tam jest. Co więcej – jest tak dopracowane i podane na tak zajebiście wysokim poziomie, że to aż nieprawdopodobne, zajebiście nieprawdopodobne. Pomysłowość idzie tu w parze z wykonawczą perfekcją, a kompozytorska dojrzałość ze świeżością godną debiutanta – od razu słychać, że za płytą stoją profesjonaliści, którzy jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa, i którym przede wszystkim się chce.

2 stycznia 2012

Entombed – Serpent Saints – The Ten Amendments [2007]

Entombed - Serpent Saints - The Ten Amendments recenzja okładka review cover
Idę o zakład, że kultowi Szwedzi sklecili tę płytę na odpierdol, całkowicie zamroczeni, bardziej skupiając się na tym, żeby w studiu nie zabrakło fajek ani wódzi, niż żeby każdy dźwięk był doskonale wypieszczony. Death 'n' Roll, punk-death – nazywajcie to, jak chcecie, to jest po prostu pieprzona esencja Entombed: brudna, niechlujna, pierwotna i luzacka. Z oparów alkoholu i rozmaitego zielska wyszedł im jednen z najlepszych — a odrzuciwszy sentyment do staroci, to może i najlepszy — album w karierze. I nie ma w tym mojej przesady – pod względem zajebistości i przebojowości "Serpent Saints" bije na głowę nawet debiut (albo "Wolverine Blues", jak kto woli). O miano największego hiciora walczą tu przede wszystkim 'Masters Of Death' (kapitalny tekst, na który mogło być stać tylko Entombed),

14 września 2011

Obituary – Xecutioner’s Return [2007]

Obituary - Xecutioner’s Return recenzja okładka review cover
Po Obitkach nie należy się spodziewać romansu z klawiszami, babskiego zawodzenia, wesołych melodyjek, pedalskich chórków czy ogniskowych ballad. To fakt. Zawsze stawiali na nieskomplikowany walec i właśnie takim rozjeżdżali słuchacza. To także oczywista oczywistość, że zacytuję wyjątkowo nielubianego polityka. Jednak gdy w tytuł płyty wskakuje prehistoryczna nazwa, to sytuacja, przyznacie, robi się nad wyraz intrygująca. Ponad wszelką wątpliwość szyld nie jest tu przypadkowy, bo nad krążkiem aż unosi się zielony odorek zamierzchłej przeszłości. W związku z przymusową absencją Allena, całą muzykę napisali Trevor i Donald, czyli... duet odpowiedzialny za lwią część materiału z genialnego "Cause Of Death". I to właśnie z tą płytą "Xecutioner’s Return" ma najwięcej wspólnego. Jest odpowiedni ciężar, charakterystyczne szorstkie riffy, niezmiennie świetne wokale, średnie tempa (choć trzeba przyznać, że 'dwójka' jest całościowo szybsza) i zbliżony poziom brutalności.

20 lipca 2011

Alchemist – Tripsis [2007]

Alchemist - Tripsis recenzja okładka review cover
Podobno jedna z ikon australijskiej sceny metalowej; swoją drogą, jak to brzmi: scena australijska. Jest jednak pewne podobieństwo między muzyką Alchemików a instytucją zwaną "scena australijska", podobieństwo mianowicie takie, że kiedy człowiek słyszy którekolwiek z powyższych, na twarzy wykwita mu dziwny grymas, zaczyna drapać się po głowie i nic, absolutnie nic konkretnego nie przychodzi mu do mózgownicy. Zostawiając w spokoju scenę, w końcu tworzoną przez potomków niechcianego na Wyspach tzw. elementu, taka reakcja w stosunku do samej muzyki raczej nie jest dobrym zwiastunem. Przecież nawet Francuzi potrafią dokopać porządnym materiałem, a tu takie nie wiadomo co. Oddając cesarzowi, co cesarskie, muszę jednak wspomnieć, że sam początek jest zwodniczo dobry i nie zapowiada kiepawego materiału, który rozpoczyna się równo z końcem wspomnianego już "Wrapped in Guilt".

11 grudnia 2010

Devin Townsend – Ziltoid The Omniscient [2007]

Devin Townsend - Ziltoid The Omniscient recenzja okładka review cover
"Ziltoid the Omniscient" jest dokładnie taki, jaka jest jego okładka. Bardziej się tego pokazać nie da: cudaczny ufoludek trzymający w ręku kubek kawy – no proszę, tego nie można brać na serio. Jest więc prześmiewczo, głupkowato wręcz, nie można jednak nie zauważyć kompozycyjnej i koncepcyjnej doskonałości. Bowiem od pierwszego do ostatniego dźwięku album rozwija się według doskonale skrojonego planu, planu, który wprowadza słuchacza w coraz gęstsze opary absurdu i graniczącego z idiotyzmem geniuszu. Absurdu, który rozpoczyna się niemal sakramentalnym (wiem, że możecie nie wiedzieć, co to znaczy) "Greetings humans. I... am Ziltoid... the Omniscient...". A takich perełek jest od zasrania, żeby przytoczyć tylko kilka. "I am so omniscient... if there were to be two omnisciences, I would be both!" – żeby wymyślić coś takiego potrzeba ze dwóch profesorów filozofii i tuzin magistrów (chyba, że mówimy o dzisiejszych magistrach, to wtedy cztery tuziny),

8 grudnia 2010

Kronos – The Hellenic Terror [2007]

Kronos - The Hellenic Terror recenzja okładka review cover
Kronos coś nie mają nosa (oka, ręki, szczęścia...?) do oprawy graficznej swoich wydawnictw, bo po raz kolejny obrazki, w które zapakowano krążek nie zachwycają wykonaniem. Trochę to dziwi, zważywszy na fakt, że Francuzi są zafascynowani starożytną Grecją, a tam przecież poczucie estetyki było dość dobrze rozwinięte. No cóż, przynajmniej muzykę skubańce utrzymują na bardzo wysokim poziomie. "The Hellenic Terror" to pół na pół blastowanie i motoryczna jazda, odnoszę przy tym wrażenie, iż francuskie brzydale postawiły na bardziej dosadny, bezpośredni atak dźwiękiem. Nie znaczy to jednak, że olali swe umiejętności, tudzież korzystają z nich w gorszy sposób. To nadal techniczny death metal, tylko tym razem bardziej zwarty i zbity, a przez to bliższy chociażby 'dwójce' Hate Eternal niż Kataklysm, z którymi wcześniej mi się kojarzyli.

14 października 2010

Myopia – Enter Insect Masterplan [2007]

Myopia - Enter Insect Masterplan recenzja okładka review cover
Za recenzję Myopii zabierałem się od kilku miesięcy, dopiero teraz jednak miałem na tyle dobry humor, by zmusić się do napisania kilku słów na temat ich debiutanckiego longpleja zatytułowanego "Enter Insect Masterplan". Muzyka bielszczan to nokautująca dawka matematycznawego thrashu w klimatach Meshuggah (czyli absolutnie bez szału), z zerżniętym z Voivod pomysłem na logo. Widać więc doskonale, że potencjalny krąg odbiorców jest wąski jak dupa Dody. Nie bez przyczyny tak jest (i nie mam na myśli dupska królowej, co ona tylko jedna, bo tego akurat nie wiem), bowiem zdzierżyć więcej niż kwadrans takiej muzyki bez przerwy na fajkę (nawet jeśli nie jarasz) jest wyczynem niesamowitym. Oczywiście, znajdzie się grupa ludzi, którzy stwierdzą, że oto mamy do czynienia z muzyką totalną. Totalny to jest w niej hałas i ogólny bezsens.

29 września 2010

The Dillinger Escape Plan – Ire Works [2007]

The Dillinger Escape Plan - Ire Works recenzja okładka review cover
Bardzo ciekawie miksowały się moje odczucia względem "Ire Works" podczas pierwszego odsłuchu zaraz po premierze płytki – na zmianę pojawiały się refleksje, że "to już było", które po chwili ustępowały miejsca "a to coś nowego". Czyżby więc The Dillinger Escape Plan zaczęli zjadać swój ogon? Nic podobnego! To po prostu wypracowany i szybko rozpoznawalny styl Amerykanów. Powtarzają się tylko w jednym – ich krążki za każdym razem powalają. Nie inaczej jest z tym albumem – utwory skrzą się od połączenia skrajnie różnych pomysłów, są wyładowane sprzecznymi emocjami i dalekie od banału. Podobnie jak na "Miss Machine", tak i tym razem obok fragmentów ziejących brutalnością zafundowano trochę odjazdów w kierunku muzyki stosunkowo łagodnej. Wszystkie te elementy są jednak tak wymieszane, że nie jestem w stanie nawet w przybliżeniu powiedzieć jakie są proporcje. Cokolwiek by muzycy nie wyczyniali, brzmi to świeżo i cholernie atrakcyjnie.

30 maja 2010

Deception – Nails Sticking Offensive [2007]

Deception - Nails Sticking Offensive recenzja okładka review cover
Był piękny ciepły dzień, gdy Czerwony Kapturek zmierzał przez gęsty las do domku ukochanej acz niezbyt sprawnej babci. W koszyczku uśmiechnięte dziewczę miało to, co zwykle – nowy numer Gościa Niedzielnego z rozkładówką wykopanej niedawno arki Noego, mentolowe fajki z filtrem, tampony extra chłonne, leki przeciwgrzybiczne oraz suchy chleb dla konia. Gdzieś tak za monopolowym, a jeszcze przed bankomatem Dojczebanku do Kapturka zagadał nieznajomy Wilk. Rozmowa przebiegała w miłej atmosferze, choć nasza bohaterka bystrym oczkiem zauważyła, że Wilk ma dziwnie wydłużone kły, wymalowane na czarno pazury i ślepia – czyli jest ucharakteryzowany na tego sławnego kolesia ze Zmierzchu. Od słowa do słowa i... stało się nieuniknione – zaprosił ją na rokhotekę.

6 maja 2010

Sadist – Sadist [2007]

Sadist - Sadist recenzja okładka review cover
W przypadku zmartwychwstania takiego zespołu jak Sadist ciężko było uwierzyć w zapewnienia muzyków o powrocie do korzeni, bo "Crust" i "Lego" obrzydziły większość fanów do tego stopnia, że ze spokojem patrzyli jak później zespół zdychał. Wiem, bo sam byłem jednym z nich. Ale oto argument, żeby przynajmniej niektórym się odmieniło... "Sadist" jest miksem starego i nowego, czyli połączeniem muzy w stylu dwóch pierwszych, znakomitych przecież płyt z pierwiastkami bardziej współczesnymi, które w tym przypadku ograniczają się szczęśliwie tylko do brzmienia i produkcji. Daje to bardzo udany materiał, który fani "Above The Light" i "Tribe" łykną bez popitki za pierwszym razem, bo zawiera wszystko to, co w Sadist najlepsze: świetną technikę, przyzwoity ładunek agresji, wrzaskliwe wokale (bardziej niż w przeszłości), progresywne odloty, liczne orientalne motywy, nietypowe dla gatunku melodie, wyróżniający się bas i oryginalne klawiszowe ozdobniki.

22 kwietnia 2010

Gorefest – Rise To Ruin [2007]

Gorefest - Rise To Ruin recenzja okładka review cover
Kto by przypuszczał, że "Rise To Tuin" będzie ostatnim dokonaniem Holendrów? Tym bardziej, że ich powrót był bardzo, bardzo udany, a "Rise To Ruin" utwierdził wszystkich, że tych 4 Panów nie powróciło dla samej idei, tylko po to, aby wszystkim zbić dupska. A zbili je równo! Gorefest na swym ostatnim longu zaatakował swoich fanów kompletnie niespodziewaną bronią. Nikt chyba nie spodziewał się, że ta płyta będzie aż tak brutalna, tak ciężka i tak surowa. Ja, jako długoletni fan zespołu, powiem, że nawet przez myśl mi to nie przeszło! "Rise To Ruin" pod względem brutalności plasuje się tuż obok "Mindloss"!!! Tak, tak, dobrze przeczytaliście, "Mindloss", a dzięki kapitalnej produkcji i brzmieniu można nawet odnieść wrażenie, że jest jeszcze silniejszy niż debiut. "Rise To Ruin" można nazwać brakującym ogniwem pomiędzy "Mindloss" a legendarnym "False"!

10 kwietnia 2010

Cephalic Carnage – Xenosapien [2007]

Cephalic Carnage - Xenosapien recenzja okładka review cover
Czekając na kolejne dzieło chłopaków z Colorado, napiszę może coś o ich ostatnim wybryku. Był to niewątpliwie album, co do którego miałem naprawdę duże oczekiwania. Tak więc zadam sobie samemu pytanko: czy "Xenosapien" spełnił moje oczekiwania, nasycił mnie, zgniótł, zmiażdżył, pokroił, poćwiartował, jednym słowem czy mnie rozjebał? Hmm... trudno jest mi znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Z jednej strony Tak, z drugiej strony Trochę Nie... TAK, dlatego, że trzyma solidny i wysoki poziom, jest w nim od chuja dziwnych pomysłów i niezidentyfikowanych dźwięków, czyli zawiera to, co powinien. Trochę Nie, ponieważ nie przebił "Anomalies" i w moim odczuciu jest odrobinę słabszy. "Xenosapien" to taki mix wszystkich poprzednich płyt CC, a szczególnie "Lucid Interval" i "Anomalies".