21 lipca 2020

Misery Index – Rituals Of Power [2019]

Misery Index - Rituals Of Power recenzja okładka review coverDo dupy z tym Misery Index! Co się zabierałem do pisania o "Rituals Of Power", wychodziła mi praktycznie kopia recki "The Killing Gods". Co poradzić, skoro Amerykanie dopracowali swój styl do perfekcji i w jego ramach nagrywają wyłącznie zajebiste płyty, które po prostu trzeba obsypywać komplementami. Poza tym wydaje mi się, że wymyślanie nowych utworów przychodzi im z taką łatwością, jakby byli jedynymi przedstawicielami grindującego death metalu na świecie i nie musieli się nikim przejmować. A może naprawdę się nie przejmują? Kto ich tam wie; ja w każdym razie jestem przekonany, że żaden miłośnik gwałtownej muzyki nie będzie ich materiałem zawiedziony.

Misery Index, podobnie jak ostatnio, przygotowali zestaw kilku numerów, które są niesamowicie energetyczne, dynamiczne, brutalne, niezaprzeczalnie chwytliwe i w sumie... niepodrabialne. Zespół ma doskonały patent na łączenie totalnej żywiołowości, chirurgicznej precyzji i technicznego mistrzostwa, więc, co zrozumiałe, korzysta z niego także na "Rituals Of Power". Świetnym przykładem kompozytorskiego wyrobienia Misery Index jest uberhiciorskie 'New Salem', który każdego maniaka złapie za mordę i przeciągnie po podłodze jak mokrą szmatę. Z kolei odrobinę inne wrażenia zapewniają 'Decline And Fall' i kawałek tytułowy, bo choć również szybko wpadają w ucho i pierdolnięcia im nie brakuje, to w swoich późniejszych częściach zaskakują pewną dramaturgią i bardzo klimatycznymi partiami, które udanie podnoszą poziom świeżości i tak już świeżej muzyki.

Ponadto zespołowi należą się pochwały za kapitalne soczyste — a przy tym nieco inne niż na "The Killing Gods" — brzmienie i krystaliczną produkcję, która uwypukla wszystkie aranżacyjne cudeńka i podbija dynamikę i tak już dynamicznych utworów. Warto także wspomnieć, że "Rituals Of Power" jest pozbawiony wszystkiego, co miałoby choćby znamiona zapychacza. Innymi słowy: zero dłużyzn, sam konkret, w dodatku podany z pełnym zaangażowaniem.

Jako że jestem z natury czepliwy i zawsze muszę się do czegoś przypieprzyć, a w przypadku "Rituals Of Power" nie mam właściwie do czego, na zakończenie napiszę tylko, że trochę martwią mnie coraz dłuższe przerwy między kolejnymi płytami Misery Index. No, ale jeśli taka ma być cena ich wysokiej jakości, jakoś to przeboleję.


ocena: 9/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/MiseryIndex

inne płyty tego wykonawcy:






Udostępnij:

12 lipca 2020

Mercyless – The Mother Of All Plagues [2020]

Mercyless - The Mother Of All Plagues recenzja okładka review cover"The Mother Of All Plagues" to już trzeci album Mercyless od momentu ich powrotu do grania po dziesięcioletniej przerwie i jakby tego było mało, trzeci naprawdę udany. Tym samym Francuzi, przynajmniej ilościowo, przebili swój klasyczny dorobek z pierwszej fazy działalności, zanim znudziło im się brutalne granie. Zespół ponownie raczy nas podanym na surowo pierwotnym death metalem, i choć muzyka na pewno nie jest aż tak obskurna jak na "Pathetic Divinity", to z pewnością trafi do wielbicieli zagranego z jajami oldskula.

Przy pierwszym zetknięciu "The Mother Of All Plagues" sprawia wrażenie materiału nieco nowocześniejszego od poprzednika (czy tam bliższego współczesności), co wcale nie znaczy, że Francuzi proponują jakiekolwiek patenty wykraczające poza 1992 rok. Nic podobnego! Momentami brzmi to wszystko tak, jakby nagrania "Abject Offerings" były dopiero przed nimi, stąd też trafiają się riffy ewidentnie zainspirowane Possessed i wczesnym Death. Komuś to przeszkadza? No! Tym bardziej, że całość zgrabnie trzyma się kupy i stanowi przyjemny powrót do przeszłości, do czasów, kiedy z muzyki na każdym kroku przebijała się prawdziwa szczerość i zaangażowanie. Na "The Mother Of All Plagues" ani jednego ani drugiego nie brakuje, co jest pewnym ewenementem, biorąc pod uwagę metryki panów z Mercyless. Im się po prostu chce grać, bez rozmieniania się na drobne i — sądząc po limitach ich płyt — bez ciśnienia na robienie wielkiej kariery.

W stosunku do "Pathetic Divinity" nowy album jest wyraźnie wolniejszy (blasty pojawiają się znacznie rzadziej), nieco mniej brutalny i może się pochwalić dużo czystszym brzmieniem, ale na szczęście wokal Maxa Otero wciąż jest pięknie wymiotny, solówki (w tym kilka zagranych przez gości) to klasa sama w sobie, a chwytliwość utworów została zachowana na identycznym poziomie, choć osiągnięto ją w inny sposób. W odróżnieniu od poprzednika, na którym dużą rolę odgrywały sprytnie skonstruowane refreny, teraz Mercyless mocniej zaakcentowali same melodie. Tak przygotowanej płyty słucha się z dużą przyjemnością, zwłaszcza że 35 minut to optimum, choć mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby wywalić nic niewnoszące interludium, a całość miała w sobie więcej brudu. To jednak tylko szczegóły, na które można z łatwością przymknąć oko. Ja przymykam i dlatego mogę wystawić "The Mother Of All Plagues" solidne 8.


ocena: 8/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/mercylesscult/

inne płyty tego wykonawcy:


Udostępnij:

3 lipca 2020

Uerberos – Stand Over Your Grave [2020]

Uerberos - Stand Over Your Grave recenzja okładka review coverUerberos to taka ciekawostka przyrodnicza z Discovery – rzadki przykład zespołu, który nie zawodzi pokładanych w nim nadziei. Na potwierdzenie tych słów mam "Stand Over Your Grave" – następcę i tak już udanego "Tormented By Faith", którym młodzieńcy z Żor trzy lata temu zaznaczyli swoją obecność na polskiej scenie. Do drugiego ataku przystąpili w rozbudowanym składzie, lepiej przygotowani i — sądząc po sączącej się zewsząd agresji — zdeterminowani jak nigdy wcześniej. Poprawili się dosłownie w każdym aspekcie, więc jeśli z jakiegoś powodu przeoczyliście ich debiut, to teraz nie będzie dla was żadnych wymówek.

Przede wszystkim Uerberos nie zafundowali swoim — jak dotąd nielicznym (ale to się wkrótce zmieni) — fanom powtórki z rozrywki, a zatem kalki "Tormented By Faith". Choć ogólne założenia muzyki wydają się takie, jak poprzednio, "Stand Over Your Grave" jest materiałem zdecydowanie innym – bardziej intensywnym, cięższym, szybciej wpadającym w ucho, a przy tym szybkim jak skurwysyn. Chłopaki nie komplikują specjalnie przekazu, skupiają się raczej na grzaniu w okrutnych tempach, a czynią to na tyle inteligentnie, że nie ma tutaj mowy o monotonnych czy jednowymiarowych kompozycjach. Jeśli lubicie podejście do grania szwajcarskiego Requiem, to wizja death metalu według Uerberos z pewnością przypadnie wam do gustu, bo to napierdol sprawiający podobną radochę.

Mimo iż przez 40 minut zespół praktycznie napiera od blastu do blastu (wyrazy współczucia dla perkusisty), w muzyce jest dość smaczków i skoków dynamiki, żeby utrzymać uwagę słuchacza i zmusić go do kolejnych przesłuchań. Z jednej strony to zasługa zdobytego doświadczenia i rozwinięcia zmysłu kompozytorskiego, a z drugiej naprawdę solidnego podciągnięcia warsztatu technicznego, bez którego wielu z zawartych na "Stand Over Your Grave" pomysłów Uerberos nie byliby w stanie zrealizować. Na debiucie nie było przecież aż tak gęstych i wyrazistych numerów jak chociażby 'Beautiful Crimson Of Your Blood', 'Flaming Darkness' (oba zdradzają duży potencjał koncertowy), 'Putrescine' czy 'To Make You Suffer!' (z kolei do tej dwójki udanie wprowadzono motoryczne partie).

Jakby tego było mało, Uerberos weszli na wyższy poziom również jeśli chodzi o produkcję. Zespół skorzystał z usług tego samego studia i realizatora co przy okazji debiutu, jednak uzyskał zupełnie inne rezultaty. "Stand Over Your Grave" brzmi znacznie nowocześniej, masywnie, z zajebistym mięskiem w gitarach i dostatecznie czytelnie, żeby nie zatracić aranżacyjnych niuansów w jednolitej ścianie dźwięku. Mały problem mam tylko z wokalami, bo czasami wydaje mi się, że nie są odpowiednio zespolone z muzyką, że nie do końca dobrze je zbalansowano w miksie.

Nie licząc tego szczegółu — urojonego bądź nie — muszę przyznać, że Uerberos odwalili kawał dobrej roboty, za którą należą im się szczere pochwały. Zespół otrząsnął się z wcześniejszych wpływów (tym razem nawet z lupą nie doszukałbym się zbieżności z Sinister), nabrał pewności siebie i pokazał prawdziwy potencjał ekstremalnego nakurwiacza. Fani bezlitosnej młócki z pewną dozą chwytliwości w typie Hour Of Penance, Mass Infection czy Antropofagus powinni być "Stand Over Your Grave" usatysfakcjonowani.


ocena: 8/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/uerberosband/

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:

Udostępnij: