facebook

29 marca 2014

Illuminati – The Core [2013]

Illuminati - The Core recenzja okładka review cover
Kto by pomyślał, że nieznanej nikomu formacji Illuminati uda się zaprosić do gościnnego udziału w debiucie taką plejadę gwiazd. Na nagranie stawili się frontmani (głównie) takich zespołów jak Atheist, Pestilence, Gorguts, Cynic, a także Nocturnus oraz Martyr. Toteż patrząc na dobór idę o zakład, że gdyby żył Chuck, także i on otrzymałby zaproszenie. Ciekawostką, ale i pokazaniem klasy, było natomiast olanie Masvidala (a może się nie zgodził) i zastąpienie go Tymonem Kruidenierem. Brawo chłopaki – elegancko i bardzo wymownie. Trudno się temu dziwić, bowiem Masvidal od jakiegoś czasu zachowuje się tak, jakby chciał wziąć udział w Idolu albo innym show pokroju Mam Talent. Tymczasem album to żadne tam pitu pitu, tylko rasowy death/fusion w najlepszym wydaniu, a do takiej konfiguracji Paul przestał się nadawać. "The Core" to dwanaście kawałków, z czego nieparzyste to utwory per se metalowe, po jednym na każdego z gości, zaś parzyste – głównie instrumentalne miniatury.

26 marca 2014

Ulcerate – Vermis [2013]

Ulcerate - Vermis recenzja okładka review cover
Jeszcze nigdy ciśnienie na płytę Ulcerate nie było tak duże, jak przy okazji "Vermis". Raz, że Nowozelandczycy zdążyli już sobie wyrobić całkiem niezłą renomę na scenie, a dwa że awansowali (choć na obecną chwilę to raczej kwestia dyskusyjna) do Relapse, którzy nie od wczoraj są kojarzeni z ambitną i pojebaną muzyką. Oczekiwania, całkiem słusznie, były zatem spore, jednak podołał im tylko zespół, bo już wyjątkowo biedne wydanie krążka woła o pomstę do Latającego Potwora Spaghetti. Na szczęście muzyce nie brakuje niczego, żeby uznać ją za w pełni wartościową, intrygującą i bez reszty wciągającą. "Vermis" każdym kolejnym dźwiękiem potwierdza ogromny potencjał kapeli, jednocześnie zrywa z najbardziej oczywistymi wpływami (a niektóre dystansuje – vide Immolation) i jest kolejnym krokiem zespołu w kierunku sztuki oryginalnej.

23 marca 2014

Immaculate – Atheist Crusade [2010]

Immaculate – Atheist Crusade recenzja
Gdybym miał strzelać kiedy nagrano "Atheist Crusade", pewnie, z dość dużą dozą pewności, walnąłbym, że na początku 90tych – złotej erze technicznego thrashu. Ba, po kilku głębszych mógłbym nawet zacząć się zastanawiać, czy Realm nie wydali jednak trzech, a nie — jak się powszechnie uznaje — dwóch albumów. Jednak opisywany dziś krążek ani nie został zmontowany przez działających potajemnie muzyków legendarnej amerykańskiej formacji, ani nie ma ćwiartki na karku. Nagrali go Szwedzi, niecałe pięć lat temu. I w tym momencie pojawia się wielkie wow [łał – przyp. tłum]. Tak cacanego materiału nie powstydziłyby się największe firmy, z wywołanym już Realm na czele. Idealne proporcje szybkości, instrumentalnej wirtuozerii, zadziorności i bezkompromisowości oraz nieco przyzabawnawych tekstów (ale to przecież mus dla takiej muzy) sprawiają, że "Atheist Crusade" wchodzi gładko jak pal w Azję Tuhajbejowicza.

20 marca 2014

Ass To Mouth – Degenerate [2014]

Ass To Mouth - Degenerate recenzja okładka review cover
W Selfmadegod to mają nosa do brutalnych kąsków! Ass To Mouth jawili mi się dotąd jako zespół robiący dużo hałasu – taki zwyczajny, nie wybijający się, typowy. Świeżo wydany (choć nagrania zakończono w 2012) "Degenerate" zmienił moją optykę, bo to pół godziny zupełnie cacanej napierduszki, która z łatwością przesunęła kapelę do krajowej czołówki. W zeszłym roku dobili do niej Feto In Fetus, teraz tych samych zaszczytów — również z drugim krążkiem i również w pełni zasłużenie — dostąpili Ass To Mouth. Wściekły, wręcz furiacki grind tego kwartetu, mimo iż brzmi jak najbardziej współcześnie, ma przyjemnie klasyczny charakter: dużo w nim zaczepnych riffów, lunatycznej perkusyjnej kanonady, dzikich wrzasków i czystego, nieudawanego wkurwienia.

17 marca 2014

Cinis – The Last Days Of Ouroboros [2009]

Cinis - The Last Days Of Ouroboros recenzja okładka review cover
Z tego co zauważyłem, zespół Cinis spotkał się z większym zainteresowaniem i uznaniem u zagranicznych maniaków — będąc dla nich kolejnym już potwierdzeniem dominacji polskiego death metalu na mapie Europy — niż u rodzimych. O szczytach krajowej hierarchii na razie nie ma co mówić, ale debiutancki album białostoczan jest więcej niż udanym ochłapem brutalnego wyziewu. Ja sam, przyznaję szczerze, nie spodziewałem się aż takiej jazdy po muzykach terminujących na co dzień w raczej niespecjalnie brutalnych (do tego blackowych) kapelach, stąd też ogólny poziom "The Last Days Of Ouroboros" bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. I tylko poziom, bo zaprezentowany styl nie należy do wyjątkowo oryginalnych, a chodzi oczywiście o zagrany na polską modłę klasyczny amerykański death metal – brzmiący tutaj, jakby Trauma wzięła się za kawałki Malevolent Creation z "Eternal" lub "The Fine Art Of Murder".

14 marca 2014

Noneuclid – The Crawling Chaos [2008]

Noneuclid – The Crawling Chaos recenzja okładka review cover
Nawet dzisiaj da się nagrać coś nowego i nie-tak-łatwo szufladkowalnego. Wprawdzie opisywana płytka ma już sześć lat, ale i tak wpada w (klasycznym już podziale na do i po 2005 roku) czasy post-metalu, czyli nihil novi i nic dobrego. Tyle tylko, że Noneuclid jest i nowy i dobry. Muszę jednak oddać demo sprawiedliwość, bo chociaż płyta wyraźnie plasuje się w post-metalu, to w żadnym przypadku nie można tego powiedzieć o muzykach, niektórym z nich bowiem czwarta dekada już pękła, a w dodatku na graniu zepsuli już mnóstwo wątroby. Jakby jednak nie było, nie zmienia to faktu, że debiutancki "The Crawling Chaos" to siedem naprawdę niezłych i nieszablonowych kompozycji z pogranicza deathu, thrashu, progu i każdego innego metalu. Oczywistym jest więc, że co, jak co, ale krążek na pewno nie jest nudny bądź przewidywalny. Dzieje się naprawdę sporo, co i rusz utwory odmieniają oblicze i zaskakują zmianą klimatu o internetowe 360º (co ma, zdaniem autorów takich "mondrości", ukazywać totalność przemiany).

11 marca 2014

Kat – Acoustic "8 Filmów" [2014]

Kat - Acoustic 8 Filmów recenzja okładka review cover
Wyjdę na hejtera, ale trudno – trzeba ostro reagować w obliczu tak bezczelnego zamachu na kasę fanów. Długo się zastanawiałem, od czego zacząć tę tyradę, bo — trawestując fragment 'Głosu Z Ciemności' — ta płyta ssie, ssie, ssie, a wybór elementów, za które należy się poważna zjebka, jest przeogromny. Dlatego, w imię rzetelności, na początek rzucę wszystkie pochwały, jakie przychodzą mi do głowy w kontekście "Acoustic '8 Filmów'". Album nieźle brzmi (choć to żadne osiągnięcie), wokalista ma przyzwoity głos, a utwory momentami są zbliżone do oryginałów. Koniec tego dobrego. Okładka budzi zażenowanie (politowanie?), tytuł jest co najmniej głupi (równie dobrze mogło by być "8 lodówek" albo "worek ziemniaków"), a muzyka to jakaś kpina z najwierniejszych miłośników Kata. Według niemożliwie buńczucznych zapowiedzi materiał miał przełamać "bariery dzielące muzykę klasyczną i szeroko pojmowany rock".

8 marca 2014

Devin Townsend – Infinity [1998]

Devin Townsend – Infinity recenzja okładka review cover
Próba rozeznania się w zawiłościach Devinowej polityki brandowej jest, nie przymierzając, równie sensowna i łatwa jak próba malowania obrazów przy pomocy wiertarki i starych zeszytów do matematyki. Dlatego nawet nie będę się za to zabierał, nie będę wnikał czy jest tak czy inaczej, co było pierwsze, tylko przyjmę, całkiem pewnie uprawnione założenie, że "Infinity", wbrew dyskografiom, jest drugi albumem Devina w jego solow(aw)ej karierze. Albumem będącym spójną i logiczną kontynuacją wydanego rok wcześniej "Biomecha". Devin jako artysta, na co wskazują kolejne albumy, nigdy nie był muzycznym nowicjuszem i praktycznie od samego początku doskonale wiedział, co chce grać i to właśnie grał. Pomiędzy skrajnymi pozycjami, które dzieli przecież co najmniej 10 lat (a nawet 15 licząc DTP), większych różnic nie ma.

5 marca 2014

Pathology – Surgically Hacked [2006]

Pathology - Surgically Hacked recenzja okładka review cover
Zdawać by się mogło — a przynajmniej zdrowy rozsądek tak podpowiada — że band powstały w 2006 roku i nawalający dość oklepane dźwięki nie ma prawa dorobić się statusu grupy wpływowej. A jednak, na inspirujący wpływ Pathology powołują się rozmaici brutaliści z całego świata. Skąd się wzięła ta ponadnormatywna atencja i zainteresowanie? Szczerze mówiąc, pojęcia nie mam, no bo przecież nie ze względu na muzykę... Materiał z debiutanckiego krążka Amerykanów to dobrze zagrane i nieźle wyprodukowane nic nowego spod znaku typowego brutal death. "Surgically Hacked" spełnia chyba wszystkie wymogi gatunku (niskie wokale, dość szybkie tempa, trochę groove, trochę niewyszukanych zwolnień i teksty w tematyce gore) i jakichś formalnych błędów nie sposób jej wytknąć, a za optymalną długość (20 minut – wychodzi przyzwoita średnia 2 minuty na kawałek) można nawet odrobinę pochwalić.

2 marca 2014

Realm – Suiciety [1990]

Realm - Suiciety recenzja okładka review cover
Bardzo dojrzeli muzycy od poprzedniego albumu. Jest to dobra wiadomość szczególnie dla tych, którym bardziej powerowy aniżeli thrashowy charakter debiutu nie pozwalał w pełni delektować się muzyką. Na szczęście dla nich, całego tego klimatu "wysokiego c", zgniecionych marchewami jajek i ćwiekowanych kurtek nie ma (choć pewnie nadal tak właśnie się nosili), przez co album nie tylko sprawia wrażenie mniej szczeniackiego, ale wręcz zaangażowanego i zmuszającego do skupienia. Mam tu na myśli teksty, które z Bozi i Diabła zeszły na znacznie mniej abstrakcyjną tematykę społeczną i ogólnopolityczną. Nie chcę przez to oczywiście implikować, że teksty pełne są Webera, Durkheima i dogłębnych analiz patologii społecznych, ale że w końcu, delikatnie rzecz ujmując, przestali pieprzyć o dupie Maryni. Niemniej jednak to w sferze muzycznej dokonały się największe zmiany, które słychać tak na poziomie melodii, ale przede wszystkim w kompozycjach i bardziej progresywnym zacięciu.