facebook

29 czerwca 2013

Dormant Ordeal – It Rains, It Pours [2013]

Dormant Ordeal - It Rains, It Pours recenzja okładka review cover
W kraju mamy co najmniej kilka załóg, które wymiatają death metal na światowym poziomie, i którymi powinniśmy się chwalić zawsze i wszędzie, ale gdy się temu bliżej przyjrzeć, to okazuje się, że wcale nie mamy do czynienia z idyllą. Pierwszy problem polega na tym, że większość tych kapel ma swoje lata, drugi – że wśród chmary pojawiających się zewsząd zapatrzonych w siebie debiutantów nie widać dla nich godnych następców. Wyjątkiem od tej smutnej reguły najwyraźniej chce być krakowski Dormant Ordeal, zespół młody, ambitny, dość przekonujący i co najważniejsze – perspektywiczny (o ile ich polskie realia nie zajebią). "It Rains, It Pours" nie obfituje może w wielką ekstremę, do jakiej dążą wszyscy wokół, ale gatunkowego ciężaru i przyjemnego kopa nie sposób jej odmówić. Mocną stroną płyty jest jej różnorodność, zmienność klimatów i odrobina dramaturgii,

26 czerwca 2013

Toxik – Think This [1989]

Toxik - Think This recenzja okładka review cover
Toxik się reaktywował i od jakiegoś czasu dochodzą mnie pogłoski o nowym albumie. Nie wiem, czy powinienem się z tego cieszyć — 24 lata poza biznesem to jednak sporo — bo doświadczenie pokazuje, że mało który zespół wychodzi z konfrontacji z czasem obronną ręką. W pełnym napięcia oczekiwaniu na rozwój wydarzeń można jednak śmiało sięgnąć po jedno z dzieł wcześniejszych, a mianowicie "Think This". Zmian w muzyce za wiele nie ma, co akurat nie przeszkadza, i całość w dalszym ciągu na kilometr jedzie szybkim, melodyjnym, a zarazem technicznym thrashem. Me gusta! Coś niecoś się jednak pozmieniało, bo dodano klawisze (których akurat specjalnie nie słychać) i skorzystano z usług innego gardłowego, a mianowicie Charlesa Sabina, który okazał się znajomkiem muzyków, a poza tym wirtualnie nie istnieje.

23 czerwca 2013

The Dillinger Escape Plan – One Of Us Is The Killer [2013]

The Dillinger Escape Plan - One Of Us Is The Killer recenzja okładka review cover
Bez rewolty, ale z jajami – tak pokrótce można opisać piąty duży krążek The Dillinger Escape Plan, liderów wszystkiego, co załapuje się pod math-core. Chwalenie tego nietuzinkowego zespołu przychodzi mi bez wysiłku, ale nie ma się czemu dziwić, bo po raz kolejny dostarczyli światu solidną porcję kapitalnych utworów. Ba! Piosenek, bo Amerykanie wzorem (?) Mastodon postawili na ogromną przebojowość i niezwykłą przystępność nowej muzyki, czyniąc ją wyraźnie prostszą, taką lajtową i 'listener-friendly'. I wcale nie pierdolę tu od rzeczy, zaślepiony uwielbieniem dla tej kapeli! O ile na poprzednich krążkach ewidentnych hiciorów było w porywach do trzech, to na "One Of Us Is The Killer" przynajmniej połowa kawałków wpada w ucho przy pierwszym przesłuchaniu (a taki 'Nothing's Funny' chwytliwością bije wszelkie rekordy), a po paru kolejnych – takich przebojów wyłania się już osiem.

20 czerwca 2013

My Dying Bride – The Manuscript [2013]

My Dying Bride - The Manuscript recenzja okładka review cover
W ostatnim czasie niemal równolegle ukazały się dwa wydawnictwa sygnowane nazwą My Dying Bride. Pierwszym z nich był niemożliwie głupi debestof "Introducing My Dying Bride" (czy naprawdę są tacy, którym trzeba przedstawiać ten zespół?! – niech to posłuży za całą recenzję), drugim zaś, już sensowniejszym, opisywana właśnie czteroutworowa epka. Anglicy zawsze cechowali się dużym wyczuciem i mieli dobre pomysły jeśli chodzi o takie małe płytki (zwłaszcza na początku działalności), a przy tym, wbrew panującym na scenie zwyczajom, nie dopychali ich bootlegowej jakości wersjami największych szlagierów. "The Manuscript" nie jest tu wyjątkiem i każdy, kto się zdecyduje na zakup — a takich, zważywszy na absurdalną cenę, pewnikiem będzie niewielu — otrzyma niemal pół godziny świeżej muzyki w typowym dla My Dying Bride stylu.

17 czerwca 2013

Psypheria – Embrace The Mutation [2002]

Psypheria - Embrace The Mutation recenzja okładka review cover
Życie w swojej przewrotności pozwala przeżyć wszelkim core’owym gniotom, unicestwia zaś kapele niesztampowe, wnoszące do muzyki jakąś wartość, a już na pewno sprawiające frajdę słuchaczowi. Na to niestety żadnej rady nie ma i takim serwisom jak nasz pozostaje jedynie piętnowanie pierwszych i promocja drugich. Ostatnio demo wysrał się na From Zero To Hero, ja dziś pochwalę Psypherię. Naszym czytelnikom nazwa ta nie powinna być obca, jako że swego czasu na naszych łamach gościliśmy debiut tejże grupy. Dziś natomiast przyjrzymy się drugiej, i niestety ostatniej, odsłonie przedsięwzięcia pod nazwą Psypheria, zatytułowanej "Embrace the Mutation". Kilka lat różnicy, przetasowania w składzie odbiły się oczywiście na muzyce; odbiły się jednak nie tyle czkawką, co innym smakiem. Najbardziej słychać to po gitarach, za które nie odpowiadał już John Oster, co nieco mnie zasmuciło.

14 czerwca 2013

From Zero To Hero – From Zero To Hero [2012]

From Zero To Hero - From Zero To Hero recenzja okładka review cover
Czasem, gdy mamy przydługą serię wysoko ocenianych płyt, zastanawiam się, czy przypadkiem nie wydaje się wam, że żyjemy w krainie szczęśliwości i wszystko jest dla nas mega zajebiste. Zapewniam, że aż tak wspaniale nie jest, co więcej – nasze zdania niekiedy krańcowo się różnią, ale tak się jakoś składa, że do pisania zwykle wyrywa się ten, któremu dany album akurat się podoba. W ten sposób tych bardzo pozytywnych not zbiera się nam od zajebania. Właśnie w takich momentach przychodzi mi z pomocą kolejny młody metal core’owy band, któremu w normalnych warunkach nie sposób poświęcić choćby szczątkowej uwagi. Dziś padło na debiutujący selftajtlem From Zero To Hero, który swą przynależność gatunkową, a po części i poziom, zdradza już samą nazwą. To nawet nie chodzi o to, że idea takiego grania przyprawia mnie o mdłości

11 czerwca 2013

Borknagar – Empiricism [2001]

Borknagar - Empiricism recenzja okładka review cover
Przez wielu uważany za jedno ze szczytowych osiągnięć zespołu. Nowy, ale jakże uznany, wokalista, chyba najbardziej optymalny skład, słowem – zaplecze na medal. Oczywiście dobry skład bez dobrego materiału to marnotrawstwo ludzi, sprzętu i cierpliwości słuchaczy, szczęściem (a może, tak zwyczajnie, klasa muzyków) nic takiego się w tym przypadku nie wydarzyło i album nagrano wyśmienity. Tytułem wstępu wspomnę jeszcze, że do najprostszych i najłatwiej wchodzących "Empiricism" nie należy, toteż należy wziąć na to poprawkę, kiedy dwa-trzy pierwsze okrążenia wydają się stratą czasu. Po kilku razach bowiem, percepcja nastawia się na odpowiednią częstotliwość, na której słychać pełnię mocy krążka. A wtedy zaczyna się bajka. Okazuje się wówczas, że pierwsze przejawy geniuszu pojawiają się wraz z wciśnięciem przycisku "play" bo rozpoczynający album "The Genuine Pulse" obezwładnia jak dobry kaftan bezpieczeństwa.

8 czerwca 2013

Atrophy – Violent By Nature [1990]

Atrophy - Violent By Nature recenzja okładka review cover
Na początku mojej styczności z "Violent By Nature" wymyśliłem sobie, że jest to krążek słabszy od wybornego debiutu, choć w coraz to kolejnych przesłuchaniach nie znajdowałem niczego, co mogłoby służyć za potwierdzenie tej wziętej z dupy tezy. Tu naprawdę nie ma się za bardzo do czego przyczepić, tym bardziej, że ekipa odpowiedzialna za muzykę się nie zmieniła. Następca "Socialized Hate" na pewno jest nieco mniej przebojowy, może nie aż tak spontaniczny oraz ma bardziej szorstką, surową produkcję, ale to z pewnością nie czyni go albumem gorszym. Odrobinę innym – to i owszem, ale ciągle w 100% w rozpoznawalnym (po zaledwie kilku sekundach) stylu Atrophy. Innymi słowy taka płytka musi się spodobać fanom drapieżnego, precyzyjnie odegranego thrash’u. Mnie "Violent By Nature" podoba się choćby ze względu na to, że Amerykanie potrafili udanie połączyć większą niż poprzednio różnorodność kompozycji z ich dużą energetycznością i bezpośrednim kopem.

5 czerwca 2013

Napalm Death – Enemy Of The Music Business [2000]

Napalm Death - Enemy Of The Music Business recenzja okładka review cover
"Enemy Of The Music Business", jako pełny powrót Napalmów do bezkompromisowego grind core’a, jest albumem wybornym, łączącym w sobie to, co u Brytoli najlepsze – spory ładunek brutalności i ogrom agresji z dzikimi szybkościami i licznymi chwytliwymi fragmentami. Brytyjczycy przyjebali naprawdę ostro i zrobili to z klasą, przy okazji odświeżając nieco swój styl. Powiem tak – jeśli komuś "Utopia Banished" zrobiła dobrze, przy "Fear, Emptiness, Despair" czuł niedosyt, "Diatribes" odebrał jako fajną, ale zbyt miętką, a do tego nie zraża się nowoczesnym brzmieniem (a nie chodzi o sterylność i plastik), to w tym przypadku będzie cholernie zadowolony. Tak, proszę państwa, częste nawiązania do czwartej płyty poprawione oszlifowanym stylem znanym z piątej przyprawiają o szybszy przepływ krwi w organizmie. No chyba, że znowu przesadzam z kawą i lekami...

2 czerwca 2013

Jon Oliva's Pain – Maniacal Renderings [2006]

Jon Oliva's Pain - Maniacal Renderings recenzja okładka review cover
Tym razem obowiązkowa pozycja dla fanów szybkości, brutalnej siły, bluźnierczych tekstów, piekielnej techniki oraz flaków, mózgów i innych wnętrzności rozjebywanych o ścianę – czyli naszych szanownych czytelników, oczywiście. Ok, żartowałem – fani szybkości będą nieco zawiedzeni. A tak zupełnie na poważnie, to dziś będzie znacznie spokojniej, bardziej emocjonalnie, ale przede wszystkim "neighbours friendly". Jest to o tyle ważne, że można zapodać krążek z pełną mocą i nie obawiać się najazdu inspekcji budowlanej o niezgłoszony remont ani moherowych bab (choć z nimi nic nie wiadomo), bo Oliva dość jasno opowiada się po niebiańskiej stronie mocy, a to w Polsce znaczy więcej niż prawo (o ile baby znają angielski).