facebook

29 września 2013

Oliva – Raise The Curtain [2013]

Oliva - Raise The Curtain recenzja okładka review cover
Bóg jeden raczy wiedzieć, co siedzi w głowie Jona Olivy. Konia z rzędem temu, kto wytłumaczy mi, dlaczego "Raise the Curtain" wydano pod szyldem Oliva, a nie Jon Oliva's Pain na przykład. Jeżeli jest ktoś, kto jest w stanie dowieść bez cienia wątpliwości, że "to przecież zupełnie inna muzyka, inne emocje i w ogóle nowa jakość" i nie leci przy tym w chuja, to ma ode mnie kratę browara. Słowo się rzekło. Ale nie o problemach artysty z określeniem własnej tożsamości miało być, lecz o najnowszym dziecku Jona Olivy — wywołanym już do tablicy albumie — "Raise the Curtain". Jedenaście utworów w stylu bardziej JOP niż Savatage, choć to przecież prawie jedno i to samo, niemal godzina raczej rockowego niż metalowego grania, choć to też żadna nowość, a wszystko to w arcy charakterystycznym stylu amerykańskiego muzyka i kompozytora.

26 września 2013

Vengeful – The Omnipresent Curse [2009]

Vengeful - The Omnipresent Curse recenzja okładka review cover
Vengeful to jeszcze średnio znany przedstawiciel drugiej ligi kanadyjskiego death metalu, który na awans do ekstraklasy swego kraju szanse ma raczej marne, ale prezentuje się na tyle dobrze, że warto się tym zespołem choćby na chwilę zainteresować, przymykając naturalnie oko na koszmarną — a konsekwentnie utrzymywaną — oprawę graficzną ich wydawnictw. Na "The Omnipresent Curse" Kanadyjczycy się nie pierdolą w mroczne zawodzenie i od pierwszych sekund rozkręcają swą machinę w sposób bardzo obiecujący, żeby już pod koniec 'Forsaken' napierać dość intensywnie. Ważenie skomasowanego, chaotycznego ataku potęguje mocno zagęszczone, zwłaszcza w niskich rejestrach, brzmienie. Właśnie przez te doły przy pierwszym kontakcie z materiałem wyłania się z niego tylko jednorodna, zamulająca ściana brutalnego hałasu i dlatego trzeba nieco więcej czasu (co za zawodowy rym!),

23 września 2013

Mortal Sin – Psychology Of Death [2011]

Mortal Sin - Psychology Of Death recenzja okładka review cover
Mortal Sin to jedna z pierwszych thrashowych załóg z Australii, a ich bardzo kalifornijski debiut "Mayhemic Destruction" to pierwszy australijski longplej thrashowej proweniencji. Dziś jednak nie czas na dywagacje o debiucie, lecz na kilka słów o ostatnim krążku muzyków – "Psychology of Death" z 2011 roku. Ale od początku. Historia kapeli przypomina brazylijskie telenowele, w których bohaterowie schodzą się i rozchodzą, zdradzają, walczą po sądach i obrażają się na siebie nawzajem. W chuj thrashowe podejście, nie ma co. Oficjalnie zespół zakończył swoją działalność w 2012 roku, ale jako że już wcześniej zdarzały im się "oficjalne zakończenia", więc i tym razem nic nie wiadomo i może jeszcze czymś zaskoczą. Ale historia muzyków jest ciekawa także z innego powodu – przez całą swoją działalność więcej byli w rozpadzie, niż nagrali krążków. Pięć albumów w całej karierze to dość mało, sami przyznacie.

20 września 2013

Exhumed – Necrocracy [2013]

Exhumed - Necrocracy recenzja okładka review cover
Exhumed nagrali kolejną bardzo dobrą płytę... I chociaż powinienem się z tego powodu cieszyć, trochę mnie to martwi. Niestety, mimo iż "Necrocracy" zajebistością wprost ocieka i przerasta większość tego, co się obecnie wydaje, nie dorównuje "All Guts, No Glory" sprzed dwóch lat. Wiadomo, Amerykanie kompletnie pozamiatali swoim czwartym krążkiem, toteż oczekiwania w stosunku do jego następcy były przeogromne. Dlatego też "Necrocracy" z początku rozczarowuje – z jednej strony słucha się go świetnie, raz za razem, chłonąc z apetytem każdy kawałek, a z drugiej ciągle utrzymuje się wrażenie, że coś jakby nie trybi, czegoś brakuje. Wydaje mi się, że szkopuł (problem?) tkwi w prostym fakcie, że album jest trochę inny od poprzedniego — bo musicie wiedzieć, że Exhumed nie poszli na łatwiznę i nie nagrali kopii "All Guts, No Glory" — i mimo wszystko odrobinkę mniej fajny.

17 września 2013

Hellcannon – Infected With Violence [2010]

Hellcannon - Infected With Violence recenzja okładka review cover
Wystarczy jeden, krótki rzut oka na okładkę i w zasadzie wszystko staje się jasne. Podobieństwa do weteranów z Sarcofago nie kończą się bowiem na logo, które nawet bez złej woli można uznać za plagiat. Zresztą nie tylko w Sarcofago wsłuchiwali się młodzi Amerykanie kombinując nad swoim bandem – wesoły świat black/thrashu napierdala po uszach od najsamuśniejszego początku. I to napierdala z rozmachem, jakby debiutancki "Infected with Violence" był którymś z kolei krążkiem muzyków, a nie właśnie debiutem. Chłopaki wiedzą, czego chcą i realizują swój plan w 100%. Wyrazy szacunku za — tak rzadką w dzisiejszym świecie — dojrzałość muzyczną i świadomość własnego stylu. Warto przy tym zaznaczyć, że Amerykanom bliżej do późniejszych wydawnictw Sarcofago niż dosyć nieopierzonych początków.

14 września 2013

Hellwitch – Omnipotent Convocation [2009]

Hellwitch - Omnipotent Convocation recenzja okładka review cover
Czy powrót Hellwitch był czymś spektakularnym? Nie bardzo, przynajmniej w mediach to wydarzenie przeszło w zasadzie bez echa i należytej podniety. W pewnym sensie nie powinno to nawet dziwić – raz, że nie było żadnych poważnych przesłanek, że Amerykanie znowu na dłużej zbiorą się do kupy, a dwa że raczej nie mogli liczyć na tłumy wypatrujących ich fanów. Muzycy Hellwitch sprawili jednak wszystkim — naturalnie tym jako tako świadomym ich istnienia — dużą niespodziankę i leeedwie 19 lat po znakomitym debiucie za pośrednictwem Xtreem Music przedstawili światu — również znakomity, mimo iż nie tak nowatorski — "Omnipotent Convocation". Ja wiem, że prawie dwie dekady to żaden rekord Guinnessa, ale jak na metalowe warunki to i tak spora przerwa. Najciekawsze, czy raczej zdumiewające, jest to, że upływające hurtem lata wcale nie zmieniły tego zespołu.

11 września 2013

Man Must Die – The Human Condition [2007]

Man Must Die - The Human Condition recenzja okładka review cover
Drugi krążek Szkotów nie mógł być dla nikogo, kto ma więcej niż dwa zwoje mózgowe, żadnym zaskoczeniem. Wszak po tym, co zaprezentowali na debiucie, nie mogło być najmniejszych wątpliwości co do jakości i klasy muzyków, a więc i do samej muzyki. Owszem, zdarzają się wpadki, żeby nie powiedzieć zajebania łysą grzywką o kant kuli, które skutecznie podkopują wiarę człowieka w ludzkość, jednak nic takiego w przypadku Man Must Die nie mogło się wydarzyć i się nie wydarzyło. "The Human Condition" pokazał, że Szkoci są w dobrej formie, mają głowy pełne pomysłów i aż ich świerzbi, by ta myśl stała się muzyką. Cały krążek jest dowodem na to, że nie zmarnowali tych kilku lat, a solidnie i z wytrwałością budowali swoją markę, szlifowali umiejętności i komponowali nowe, lepsze kawałki. Płyta utrzymana jest generalnie w stylu debiutu: jest technicznie, umiarkowanie brutalnie i z pewną dozą melodyjności,

8 września 2013

Fleshgod Apocalypse – Labyrinth [2013]

Fleshgod Apocalypse - Labyrinth recenzja
Podołali! Sensacja paru ostatnich lat — a przynajmniej od wydania epki — jaką bez wątpienia jest Fleshgod Apocalypse, uderzyła wreszcie ze swoim trzecim i — uwaga spoiler — zarazem najlepszym krążkiem. "Labyrinth" został najprawdopodobniej zbudowany w oparciu o skądinąd słuszną w przypadku symfonicznego death metalu ideę "większy rozmach i więcej wszystkiego", co się tyczy zwłaszcza najbardziej charakterystycznych cech zespołu. Nie da się ukryć, że na "Agony" orkiestracje były raczej dodatkiem do ściany blastów i ogólnej rzezi. Na nowym krążku ich rola jest już donioślejsza, są w pełni integralną częścią utworów, bowiem położono większy nacisk na ich współpracę z death metalowym trzonem muzyki. Teraz te dwa elementy przeplatają się na wszystkie sposoby, dzięki czemu całość nabrała fajnej głębi i nie jest aż tak bardzo schematyczna, jak na poprzedniku.

5 września 2013

Anasarca – Moribund [2001]

Anasarca - Moribund recenzja okładka review cover
Pierwsza płyta Niemców została zauważona jedynie w podziemiu, drugą — opisywaną właśnie "Moribund" — mimo iż jest materiałem dużo bardziej udanym, spotkałby zapewne ten sam los, gdyby nie stojący za nią koncept. Teksty na tym albumie to zapiski/poezje/przemyślenia osób skazanych na karę śmierci – tych, na których wyroki już wykonano, jak i tych, którzy tej wielkiej chwili wciąż wyczekiwali. Trzeba przyznać, że pomysł niemiecki kwartet miał oryginalny i na pewno ciekawszy od kolejnych krwawych historyjek o zombiakach – w końcu stoi za tym jakaś głębsza myśl, być może nawet skłaniająca do zastanowienia. Tylko jedno ale – co z tymi maniakami death metalu, zapewne będącymi w większości, którzy o idei liryków nie słyszeli, do wkładki nie zaglądali, a płytę kupili ze względu na fajną okładkę, albo dlatego, że po prostu była tania?

2 września 2013

Caladan Brood – Echoes Of Battle [2013]

Caladan Brood - Echoes Of Battle recenzja okładka review cover
Śpiewano już o Tolkienie, Lovecrafcie, uniwersum Warhammera, nawet Sapkowskim, najwyższa więc pora było zabrać się za Stevena Eriksona i jego "Malazańską Księgę Poległych". Kiedy tylko odkryłem, że rzeczywiście coś Eriksonowego nagrano, byłem niemal pewien, że od Summoninga wiele to to różnić się nie będzie. I po raz kolejny moja kobieca intuicja mnie nie zawiodła. Pierwsze przesłanki stanowiły: wielkość kapeli w liczbie dwóch grajków oraz ilość utworów w liczbie sześciu, kolejnych zaś dostarczyły pierwsze sekundy nowo odpakowanego albumu. Innego wyniku niż bombastyczny black metal ze średniowiecznymi naleciałościami nie dało się z tego równania wyprowadzić. Nie, żeby mi to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się jednak, że Caladan Brood nie rżnie ze swoich bardziej znanych kolegów na ślepo, a próbuje konstruktywnie podejść do stylu i w jego dość ciasnych ramach zaproponować coś świeżego i interesującego.