5 września 2011

Exhumed – All Guts, No Glory [2011]

Exhumed - All Guts, No Glory recenzja okładka review coverNapiszę petycję do muzyków Carcass (i tej perkmańskiej przybłędy z Arch Enemy), żeby dali se siana z tą lipną reaktywacją, a wszelkie pomysły związane z nagrywaniem czegokolwiek pod tą nazwą pogrzebali póki jeszcze mogą, i zanim dosięgnie ich moja ręka prawa i sprawiedliwości. Jako koronny argument dorzucę przegrywkę nowego krążka Exhumed. Posłuchają i może wreszcie zrozumieją, że nie mają w tej muzyce już nic do powiedzenia, a świat ich już nie potrzebuje. Naturalnie, o ile przeżyją kontakt z tym dziełem. Kurwa! To jest jeden z moich czołowych i jakże nielicznych kandydatów do płyty roku! Naprawdę nie spodziewałem się aż tak dosadnego uderzenia po odrodzonych Amerykanach. Chociaż wieści o ich reaktywacji mnie ucieszyły — wszak zawsze byli fajni — to byłem pewien, że nie wzniosą się na poziom znakomitego "Anatomy Is Destiny". Jak miło się czasem pomylić! Dawno nie słyszałem klasycznego grind-death potraktowanego z tak rozbrajającą świeżością i pałerem. Każdy krwisty element "All Guts, No Glory" rozpierdala w bezkształtną papkę i cieszy zarazem. Początek płyty wywołuje banana na twarzy uroczymi cytatami z debiutu Terrorizer, a potem jest tylko lepiej – jak u Hitchcocka, choć nawet on nie wyprodukował tylu hitów, z iloma mamy do czynienia na czwartym (taką numerację stosuje Matt Harvey, to się będę jej trzymał) albumie Exhumed. Doskonałe mięsiste brzmienie uwydatnia wszystkie niuanse aranżacyjne, super chwytliwe riffy kładą na łopatki, świetnie rozłożone zmiany tempa przekuwają się na kapitalną dynamikę, zawodowe wokale (z przewagą tych wrzeszczanych – wielbiciele "Tools Of The Trade" uronią niejedną łzę wzruszenia) rzygają wzorcowo, ultra melodyjne solówki zachwycają technicznymi cudeńkami, a wszystko to spójne i dojebane z taką werwą, że długo nie można się otrząsnąć z wrażenia. Tylko w sumie po co wracać do gównianej rzeczywistości, skoro można sobie zapodać płytkę od początku? No właśnie. Taki materiał chłonie się całym ciałem, by potem napierdalać łbem na wszystkie strony, wymachiwać 'diabełkami' i wydzierać się wniebogłosy, że "Exhumed, kurwa!". To jest coś! Nie trzeba być po muzykologii, ani też żyć samym grindem, żeby po paru chwilach obcowania z "All Guts, No Glory" stwierdzić, że — niemłodzi już przecież — członkowie zespołu musieli mieć niezłą zabawę przy komponowaniu i nagrywaniu – to się czuje, a luźna atmosfera błyskawicznie udziela się słuchaczowi. Dla mnie rewelacja! Jeśli Amerykanie potrafią tak zajebiste krążki trzaskać po wielu latach scenicznego niebytu, to ja im życzę, żeby rozpadli się już dzisiaj. Warto będzie poczekać na następcę "All Guts, No Glory" nawet i dziesięć lat. Exhumed, kurwa!


ocena: 9/10
demo
oficjalny profil MySpace: www.myspace.com/exhumed

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:

Udostępnij:

2 komentarze:

  1. Zajebista jest ta płyta, tak zajebista, że mogę słuchać nawet 2 razy dziennie. Nie mogę się od niej uwolnić od dłuższego czasu. Necrotized!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chwała Ci albowiem już się bałem, że ta płyta przeszła bez echa! To by było niewybaczalne. pozdro! demo

    OdpowiedzUsuń