facebook

29 grudnia 2012

Immolation – Unholy Cult [2002]

Immolation - Unholy Cult recenzja okładka review cover
Niemałym zaskoczeniem było to, że "Unholy Cult" pojawił się w sklepach w niecałe dwa lata po "Close To A World Below". Wszak rzecz dotyczy zespołu, który chcąc nie chcąc 'upodobał' sobie dłuższe przerwy między kolejnymi płytami. Zatem jaki jest piąty krążek Immolation? W moim mniemaniu tradycyjnie stylowy, znacznie bardziej melodyjny, całościowo odrobinkę szybszy i... death metalowy w klasycznym rozumieniu. Nadal mamy do czynienia z kurewsko technicznym napierdalaniem, nieprzebraną gęstwiną popieprzonych riffów, nagłych zmian tempa i mnogością innych typowych dla nich zagrywek, ale to wszystko podano w przystępniejszy sposób (co nie oznacza, że fani power/heavy czy gothiku się w tym zakochają) i opatrzono pełnym, soczystym brzmieniem. Standardowo za to dostajemy osiem numerów – raz szybszych, raz wolniejszych, w których proporcje te mniej więcej się równoważą.

26 grudnia 2012

Cacophony – Go Off! [1988]

Cacophony - Go Off! recenzja okładka review cover
Czy może być coś lepszego niż jeden album duetu Becker/Friedman? Oczywiście, że tak – dwa albumy duetu Becker/Friedman. Od dwóch lepsze by były trzy, ewentualnie siedem, ale niestety, skończyło się na dwóch, nad czym bardzo ubolewam. Boli mnie także to, że przez ostatnie ćwierćwiecze, bo tyle bez mała liczy sobie opisywany dziś album, krążków, które mógłbym z czystym sumieniem postawić na jednej z nim(i) półce jest w najlepszym przypadku kilkanaście. I że większość jest w podobnym wieku. Pewną osłodą są pojawiające się tu i ówdzie informacje o reaktywacji zespołów odpowiedzialnych za owe kilkanaście płyt. Do czasu jednak pojawienia się nowego materiału pozostaje cieszyć się tym, co jest; na szczęście jest to radość autentyczna, tak prawdziwa jak wiara Macierewicza w zamach smoleński.

23 grudnia 2012

Forger Emaciated – Hypercrisis [2012]

Forger Emaciated - Hypercrisis recenzja okładka review cover
W tych nagraniach słychać młodość. Niestety, nie objawia się ona w ten najbardziej pożądany przeze mnie sposób, czyli świeżością i napierdalaniem na oślep. Forger Emaciated, choć deklarują się jako progresywny death metal, nie mają z ostrym dopieprzaniem nic wspólnego. Tak na dobrą sprawę ja w ich muzyce nie widzę wielu punktów utożsamianych z tym, co mają na etykietce, a gdy za sztandarowy przykład progresywnego death metalu przyjąć Obscurę albo nawet łagodniejszy Sadist, to mówimy o zupełnie rożnych, bardzo od siebie odległych światach. Na progresję "Hypercrisis" jest zbyt prosty, zbyt standardowy, a pojawiające się często przebitki basu na pierwszy plan nie zmienią mojego zdania w tym temacie. Z kolei jak na death metal to nie te tempa, ciężar, poziom brutalności, a już na pewno nie te koszmarne czyste wokale!

20 grudnia 2012

Diabolic – Excisions Of Exorcisms [2010]

Diabolic - Excisions Of Exorcisms recenzja okładka review cover
Swoim debiutem i paroma kolejnymi produkcjami Diabolic wzbudził na death metalowej scenie przełomu wieków niemałe poruszenie, będąc dla niektórych niesamowitą sensacją i zastrzykiem świeżej krwi. Nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć, nigdy też nie kryłem dla nich braku sympatii, bo grali strasznie przeciętnie i całkowicie sztampowo. Potem zdechli i było git – w końcu kiepścizny zawsze za wiele. Nie powinno zatem dziwić, że wieści o ich powrotnym albumie (w ostro pozmienianym składzie) tylko mnie zniesmaczyły. Do czasu. Okazało się bowiem, że "Excisions Of Exorcisms" to, o dziwo, zupełnie niezły i słuchalny kawałek czysto florydzkiego death metalu. Dla mnie duży wpływ na atrakcyjność tego materiału ma jego muzyczna przestarzałość, gatunkowa typowość – to, że nie przystaje od czasów, w których powstał.

17 grudnia 2012

Trifixion – A Utopia For The Damned [2011]

Trifixion - A Utopia For The Damned recenzja okładka review cover
Czy Trifixion to nowa nadzieja angielskiego death metalu? Szczerze wątpię. Bardziej niż takie hasełka istotny jest tu fakt, że są jednymi z wielu – wyraźnym sygnałem, że na Wyspach wreszcie coś się ruszyło w temacie, bo ostatnie przynajmniej 15 lat tamtejsze kapele przespały, oddając pole niestrawnym hybrydom. Bohaterowie tej recenzji, zgodnie z tendencjami na scenie, nie mają nic wspólnego z klasycznym (a tym bardziej klasycznym i krajowym) podejściem do gatunku, a inspirują się wszystkim, co brutalne, techniczne i amerykańskie. Lista wpływów, jakie można usłyszeć w muzyce Trifixion jest oczywiście długa jak cholera, jednak można z nich wybrać coś na kształt żelaznego kanonu tej ekipy: Dying Fetus i Suffocation — które słychać głównie w szybkich i bardzo szybkich partiach (jakich na tej płycie nie brakuje)

14 grudnia 2012

Hexen – State Of Insurgency [2008]

Hexen - State Of Insurgency recenzja okładka review cover
No i powróciłem z odby... niebytu. I w sumie gówno mnie obchodzi, czy tęskniliście za mną czy też nie. Kij Wam w dupsko, pawełki. Nie powróciłem jednak z pustymi rękoma – otóż mam dla Was jedną z dwóch najlepszych thrashowych kapel ostatniej pięciolatki. Hexen, bo tak nazywa się ów zespół, zadebiutował w 2008 roku albumem "State of Insurgency" i przywrócił światu wiarę w stary, dobry thrash grany przez młode pokolenie. W końcu coś, co można postawić na półce obok takich legend jak Toxik, Realm, Heathen czy może nawet Megadeth z okresu wczesnego Friedmana. Jest więc szybko, technicznie, thrashowo i z kurwikiem... diablikiem w oku; thrashowość w thrashowych kapelach da się więc jakoś mierzyć, a tu thrashowości jest pod dostatkiem :). Żeby być precyzyjniejszym.

11 grudnia 2012

Revocation – Teratogenesis [2012]

Revocation - Teratogenesis recenzja okładka review cover
Nigdy nie zwracałem przesadnej uwagi na Revocation – wyglądali mi na kolejnych młodzieńców, którym technika i chęć szpanowania przesłaniają wszystko, a poza tym ich płyty były stanowczo za długie na szybką konfrontację. Teraz, po kilkunastokrotnym kontakcie z "Teratogenesis", będę musiał nadrobić zaległości i posłuchać ich z większą uwagą, bo zawartość tego małego materiału zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Powiem więcej, na tle podobnych nieopierzonych jeszcze (choć z pewnym dorobkiem) kapel Revocation jawi mi się niemal jako objawienie, a już na pewno od dawna oczekiwany powiew świeżości. Mocno skondensowany, energetyczny death-thrash zagrany z porządnym wykopem i dbałością o szczegóły po prostu musi się podobać. Tym bardziej, że Amerykanie zadbali o to, żeby nie było się absolutnie do czego przyczepić.

8 grudnia 2012

Frater – Into The Light [2012]

Frater - Into The Light recenzja okładka review cover
Liczyłem, że młode kapele już dały sobie siana z taką stylistyką, ale najwyraźniej czeka nas jeszcze kilka lat męczarni z oklepaną do bólu syntezą melodyjnego death metalu i metal core’a. W muzyce Frater mocno słychać oba te wpływy, słychać także, że przy odrobinie chęci (bo umiejętności mają dość) mogą je rozdzielić, co zresztą odbyłoby się z korzyścią dla zespołu. O ile naturalnie podążyliby dalej jedyną w tym wypadku słuszną drogą przywołanego już melodyjnego death metalu. Ta brutalniejsza strona twórczości Argentyńczyków jest jak najbardziej do przyjęcia, bo dysponują niezłą techniką i pomysłami na udane riffy, a i perkman potrafi poblastować, gdy go przycisnąć. Ma to odpowiedni ciężar, przyzwoity poziom chwytliwości i brzmi OK. Na plus należy odnotować, że chłopaki nie ograniczają się do ciągłych przytupów i całkiem sprawnie radzą sobie z wolniejszymi tempami.

5 grudnia 2012

Morbid Angel – Domination [1995]

Morbid Angel - Domination recenzja okładka review cover
Czwarty krążek Morbidów, a pierwszy z Erikiem Rutanem jako drugim gitarzystą, przyniósł światu kilka niespodzianek. Różnie je co prawda interpretowano, więc obok głosów zachwytu pojawiły się także oskarżenia o zdradę pierwotnych ideałów, czy też popularne 'danie dupy'. Oczywiście wszystko to zależy od humoru komentujących, ale mimo to wydaje mi się, że ciężko nie zauważyć progresywnego charakteru tej płyty. Sprawa pierwsza to rozwijane szybkości i ogólne tempo "Domination". Pod tym względem album z pewnością nie należy do najbardziej ekstremalnych w dorobku grupy – dominują (sic!) średnie tempa, coraz częściej wpadające w miażdżące morbidowe zwolnienia; nie brakuje też i blastów. Dzięki takiemu zróżnicowaniu płyta stała się bardziej dynamiczna, co sprawia, że w ogóle nie nudzi. Kolejna kontrowersyjna sprawa to melodyjność "Domination". Na pewno duża w tym zasługa Erika Rutana i jego dość znacznego udziału w komponowaniu materiału.

2 grudnia 2012

Orphalis – Watchmaker Analogy [2011]

Orphalis - Watchmaker Analogy recenzja okładka review cover
Byłaby z tego niezła płyta, gdyby tylko 'objętościowo' wszystko się zgadzało. Niestety, to tylko skromne, zajawkowe 10 minut, ale za to materiału na tyle solidnego, że chce się do niego wracać. "Watchmaker Analogy" ukazuje Orphalis jako zespół niespecjalnie (czytać: w ogóle) nowatorski, jednak bardzo konkretny, drapieżny i perspektywiczny. Longpleja chłopaki już nagrali, więc może niebawem pojawi się okazja do zweryfikowania tych nadziei i szerszej prezentacji. Spośród młodych gniewnych Orphalis mają tę zaletę, że przy całym oddaniu kwestiom technicznym nie tracą nic z pierwotnej dzikości death metalu. Innymi słowy słychać, że często idą na żywioł i ważniejszy jest dla nich brutalny wypierd niż dłubanie w detalach. Brzmią przy tym dość niechlujnie w taki fajny intensywny sposób.