facebook

29 września 2012

Nasum – Shift [2004]

Nasum - Shift recenzja okładka review cover
Ostatni długograj w karierze Nasum"Shift" — przynosi nam 24 kawałki (Japońce mają o dwa więcej) przedniej grindowej rzeźni. Może nie do końca na najwyższych obrotach, bowiem chłopakom zachciało się — i bardzo dobrze! — odrobinkę więcej pokombinować z tempem, co zaowocowało większą różnorodnością (przykłady to chociażby świetne pomysły w 'Fury', 'Wrath', 'The Deepest Hole', 'Closer To The End', 'Circle Of Defeat' czy 'Fight Terror With Terror'). Efekt jest taki, że obok wyziewnych blastów generowanych przez Andersa, znalazło się miejsce na trochę grania w średnich tempach, czy chwilowych/chwytliwych zwolnień, w których uwypuklono coś na kształt linii melodycznej. Przyznaję, że przestraszyła mnie dziwnie lajtowa solówka w drugim na krążku 'The Engine Of Death', ale jak się szybko okazało, była to zmyłka. Dalsza część materiału dobitnie udowadnia, że 'zmiana' w tytule to nie obwieszczenie nowego początku,

26 września 2012

Bone Dance – Bone Dance [2012]

Bone Dance - Bone Dance recenzja okładka review cover
Bone Dance mają fuksa, bo w ekipie Considered Dead to ja mam największą tolerancję na hard core’owe wynalazki. Niewiele to jednak pomogło zespołowi, bo ich materiał straszliwie mnie wymęczył. Trwa to tylko odrobinę ponad 35 minut, jednak i tyle niełatwo wysiedzieć do końca, o zapamiętaniu czegoś fajnego nie wspominając. Wbrew pozorom i tendencjom na scenie Amerykanie nie grają czegoś wyjątkowo zakręconego, nieprzystępnego – co to to nie. Oni grają dla bardzo hermetycznego grona odbiorców, albo po prostu... nieatrakcyjnie. Ja się skłaniam ku tej drugiej opcji, a mam po temu solidne podstawy – każdy numer na selftajtlu "Bone Dance" sprawia wrażenie podobnego do pozostałych, trudno doszukać się w nich jakichś wyróżników, ciekawostek, odrobiny energii, polotu, pierdolnięcia... Monotonna rytmika, jednostajny wokal, średnie tempa – w kółko jedno i to samo, bez sensownych urozmaiceń (w każdym razie drobne elementy sludge nie pomagają).

23 września 2012

Homicide – Accepted Pleasingly [2006]

Homicide - Accepted Pleasingly recenzja okładka review cover
Klasyczny death metal z Florydy ma fanów na całym świecie, w Ameryce Południowej też ich nigdy nie brakowało, ale tamtejsze kapele z dobiciem do poziomu swoich idoli z północy zawsze miały poważny problem. Niemłody już chilijski Homicide jest chlubnym wyjątkiem od tej reguły. Oczywiście do czołówki dużo im brakuje, ale tuszę, iż płytka "Accepted Pleasingly" powinna być atrakcyjnym kąskiem dla ludzi, którzy z lubością powracają do starych nagrań Malevolent Creation, Brutality czy Deicide, a w obecnym obliczu gatunku nie potrafią znaleźć niczego dla siebie. Album prezentuje ten sam, nieco już archaiczny sposób myślenia o ekstremalnej muzyce, co starzy wyjadacze z kraju hamburgera i coli – brutalnie, rytmicznie i z dużą dbałością o techniczne wykończenie.

20 września 2012

Suffocation – Souls To Deny [2004]

Suffocation - Souls To Deny recenzja okładka review cover
Na początku tego milenium widzieliśmy sporo powrotów kapel, które wykitowały sporo wcześniej. Większość z nich była, delikatnie i jakże poetycko rzecz ujmując, do dupy. Na szczęście w przypadku mistrzów death/grind z Suffocation wszystko to wypadło całkiem nieźle. Może nie powalająco, ale na pewno bez obciachu. W sześć lat po ostatniej studyjnej produkcji Amerykanie powstali z martwych płytą wypełnioną graniem bardzo w ich stylu, choć może nie do końca przystosowaną do nowych realiów... Do składu po 10 latach powrócił perkusista Mike Smith, ale niestety rozpadł się duet gitarowy Hobbs-Cerrito i tego drugiego, który swego czasu zaliczył krótki etat w Hate Eternal, zastąpił Guy Marchais (udzielał się w Internal Bleeding i bardzo pokrewnej Pyrexii). Basowy wakat objął zaś (ale dopiero po nagraniach) Derek Boyer (ex-Dying Fetus, Deprecated, Vital Remains i masa innych). Szkoda, że się tak stało, ale zespół stracił nieco na brutalności, w miejsce której zaproponowano sporo melodii.

17 września 2012

Absvrdist – Illusory [2012]

Absvrdist - Illusory recenzja okładka review cover
Tak na pierwszy rzut oka Absvrdist nie sprawia najlepszego wrażenia – dziwna, zalatująca emo-szajsem okładka, tylko dwóch, za przeproszeniem, członków w składzie i muzyka z etykietką black-grind. To w zupełności wystarczy, żeby nie zawracać sobie nimi głowy dłużej niż przez trzy sekundy. A niesłusznie, bo muzykę na swoim debiucie stworzyli co najmniej dobrą – taką, której warto poświęcić kilka chwil, zwłaszcza, że sama płytka do najdłuższych nie należy. Po pierwsze, zapomnijcie o blackowych pierwiastkach – "Illusory" to album z bardzo współcześnie (bo nowocześnie to za duże słowo) potraktowanym grindem – rozwrzeszczanym i niestroniącym od obcych wpływów (głównie thrash’owych – w riffach), w którym jednak pobrzmiewają echa klasyków z Napalm Death i Brutal Truth.

14 września 2012

My Dying Bride – For Darkest Eyes [2002]

My Dying Bride - For Darkest Eyes recenzja okładka review cover
Sprawa jest prosta jak metalówka-inteligentka – odświeżona wersja "For Darkest Eyes" to obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów My Dying Bride! Może i koncert z Krakowa jest wszystkim doskonale znany (swego czasu nawet kilka razy wyemitowała go telewizja publiczna!), ale zapewniam, że zawsze ogląda się go z prawdziwą przyjemnością. Faktem jest, że realizacja odbiega nieco od dzisiejszych standardów, ale jakichś większych zgrzytów nie ma i da się spokojnie dotrwać do końca, szczególnie że warto. Dobór kawałków jest doskonały, mamy tu największe hity zespołu z trzech płyt i epki: 'A Sea to Suffer In', 'The Cry of Mankind', 'Your River', 'Your Shameful Heaven', a na zakończenie solidny wyziew w postaci 'The Forever People'. Już dla samego koncertu warto to dvd nabyć. A są jeszcze dodatki! I tu chyba przesadzili, bo jest ich ponad dwie godziny!! Ale mawiają, że od przybytku głowa nie boli, co najwyżej żołądek. Na początek wszystkie (jest ich sześć) teledyski z lat 90-tych, od epkowego 'Symphonaire Infernus Et Spera Empyrium' po 'For You' z "Like Gods Of The Sun". Kapitalnie prezentuje się sekcja z archiwaliami.

11 września 2012

Ascariasis – Ocean Of Colour [2012]

Ascariasis - Ocean Of Colour recenzja okładka review cover
Umiejętności i nadmiaru pomysłów można tym młodym Kanadyjczykom tylko pozazdrościć, bo w niespełna półgodzinny materiał wstrzyknęli tyle patentów, ile innym kapelom wystarcza na całą, ciągnącą się przez lata, dyskografię. Problem, przynajmniej w moich oczach, polega jednak na tym, że ze spójnością i komunikatywnością muzyki mają jeszcze pewne problemy. Moooże i wymagam za dużo od tak młodego i niedoświadczonego (to ich pierwszy oficjalne wydawnictwo) zespołu, ale co poradzić – takie czasy i poprzeczka zawieszona jest naprawdę wysoko. Chłopaki kombinują naprawdę ostro, sięgając do przeróżnych stylistyk, ale jak na razie z tych technicznych szaleństw na granicy połamania palców nie wyłania się ich własna, oryginalna. No chyba, że cały pomysł ma polegać na graniu i mieszaniu wszystkiego, co im do głów wpadnie,

8 września 2012

Grave – Endless Procession Of Souls [2012]

Grave - Endless Procession Of Souls recenzja okładka review cover
Dobrze wiedzieć, że wciąż jest miejsce dla takiego grania, a Obituary, Asphyx, Autopsy czy właśnie Grave znajdują (nie)przyzwoite grono stałych odbiorców, dla których brudny i ociężały death metal nie jest tylko sezonową fascynacją. O ile mnie pamięć nie myli, poprzedni album Szwedów był całkowicie zanurzony w oldskulu, a przebojowością zamiatał dość konkretnie. Czy coś uległo zmianie w tym temacie? Wtajemniczeni pewnie już znają odpowiedź... Nowy krążek powstał, tak jak wcześniejsze, w ich własnym studiu, muzycy sami też zajęli się produkcją, więc na zauważalne zmiany nie należało się nastawiać. Ciężko, brutalnie, niekiedy żwawo, z grobowymi zwolnieniami – mielonka i walcowanie, muzyka, dla której czas zatrzymał się na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Innymi słowy nie ma tu niczego, czym Szwedzi mogliby kogokolwiek zaskoczyć na tym etapie kariery. Kto czuje miętę do ich najbardziej klasycznych nagrań, a i zdarza mu się wzdychać przy ostatnich,

5 września 2012

Dissonance – Look To Forget [1994]

Dissonance - Look To Forget recenzja okładka review cover
Techniczny death metal ze Słowacji to nie lada rzadkość, a już szczególnie taki prezentujący przyzwoity poziom. U naszych południowych sąsiadów chyba nigdy nie było wyraźnego zainteresowania taką muzyką, skupiano się bardziej na prostym napierdalaniu. Nic więc dziwnego, że Dissonance na tle swych rodaków prezentuje się naprawdę dobrze, czy nawet okazale. Wobec tego chwała im za to, że woleli pójść w innym kierunku i zrobić coś oryginalnego. Oczywiście miejcie na uwadze fakt, że opisywana płytka do najnowszych nie należy. Chcąc nieco dokładniej określić muzykę Słowaków, powiedziałbym, że penetrują podobne obszary co Oppressor na debiucie z okazjonalną gitarową jazdą w stylu Death z czasów "Human" (np. w takim 'Mankind' albo 'Possessed By Desire'). Jest więc brutalnie, dynamicznie i porządnie pod względem warsztatowym.

2 września 2012

Morningless – Distance [2011]

Morningless - Distance recenzja okładka review cover
Na samą myśl o pisaniu o kolejnej nieznanej, choć niemłodej, kapeli grającej melodyjny death metal zbiera mi się na rzyganko, jednak w tym przypadku warto było się przemóc. W końcu to Kanadyjczycy, więc pojawia się jakaś gwarancja, że na samych oklepanych banałach się u nich nie skończy. No i tak jest w istocie, choć oryginalności nie należy się spodziewać. Oczywiście, At The Gates wyziera tu niemal z każdej minuty, tu i ówdzie zaleci starym (czyli 'przednuclearblastowskim') Soilwork czy nawet God Dethroned, a melodiom nie ma końca, ale miesza się w to wspomniana kanadyjskość, dzięki której tempa są zupełnie przyzwoite (chłopaki nie zaniedbują blastów), poziom agresji również, a techniczne zagrywki towarzyszą co trzeciemu riffowi. Pomimo dość wąskich ram stylistycznych — a te są naprawdę wąskie przy założeniu,