facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

4 lipca 2017

Architect Of Seth – The Persistence Of Scars [2013]

Architect Of Seth - The Persistence Of Scars recenzja okładka review cover
Duet stojący za Architect Of Seth powinien prowadzić seminaria albo przynajmniej napisać poradnik pod tytułem "Jak za pomocą wizerunku robić mylne wrażenie i odstraszać potencjalnych klientów". Tak się bowiem składa, że już na pierwszy rzut oka "The Persistence Of Scars" to płyta z innej epoki, w dodatku takiej, o której wolałoby się już zapomnieć. Cuś takiego można było oglądać 20 lat temu na frontach austriackich, niemieckich i właśnie francuskich kapel bzyczących po piwnicach symfoniczny (czytać: z klawiszami) black metal z kompleksem Dimmu Borgir. Następna dająca do myślenia kwestia to fakt, że zespół tworzą tylko dwie, w dodatku mroczne, persony, z których żadna nie jest perkusistą. Nie wiem jak wam, ale mnie tyle informacji w zupełności wystarcza, żeby projekt tego typu obejść szerokim łukiem.

27 sierpnia 2016

Suicidal Causticity – The Spiritual Decline [2013]

Suicidal Causticity - The Spiritual Decline recenzja okładka review cover
Debiutujące kapele zazwyczaj robią wszystko, co w ich mocy, aby tylko jakoś się wyróżnić na tle innych, żeby zostać zapamiętanym... Suicidal Causticity na to nie wpadli. Logo: 'nowoczesne' i kompletnie nieczytelne krzaki. Okładka: niewyraźna paciajka, z której ciężko cokolwiek wyodrębnić – niech was nie zwiodą zdjęcia w necie, w realu jest jeszcze ciemniejsza. Zaś na samym krążku bardziej uwypuklono logo wydawcy, Ghastly Music, aniżeli nazwę kapeli i tytuł płyty. Na oprawie graficznej problemy z rozpoznawalnością się nie kończą, bo początek "The Spiritual Decline" to czystej wody ithyphallic death metal, o którym swego czasu bredził okrąglutki Karl Sanders. Gdyby ktoś nie łapał tego głupawego terminu – nie raz i nie dwa jedzie tu Nilem na kilometr.

28 lipca 2015

Man Must Die – Peace Was Never An Option [2013]

Man Must Die - Peace Was Never An Option recenzja okładka review cover
Dobrze wiedzieć i warto o tym pamiętać na przyszłość, że dla Szkotów PiS nigdy nie był opcją. U nas społeczeństwo jest głupsze, toteż widmo katolskiego szariatu pod patronatem tej pojebanej ekipy wciąż jest czymś obrzydliwie realnym. A tak już całkiem serio... Zaraz! Przecież to było jak najbardziej serio! No, to teraz też będzie serio, ale o muzyce. Na wstępie zaznaczam, że nie rozumiem fenomenu Man Must Die – nie wiem, skąd się wziął, nie mam również pojęcia, na podstawie czego został stworzony. Wszak sprawnych techniczne kapel grających melodyjny death metal — a do tego w głównej mierze sprowadza się twórczość Szkotów — jest wokół od zajebania. Kolesie mają niezły potencjał, żeby solidnie napierdalać, to pewne, ale zbyt skutecznie odstraszają mnie przejawami muzycznej schizofrenii.

11 marca 2015

Unhuman – Unhuman [2013]

Unhuman - Unhuman recenzja okładka review cover
Coś mi się zdaje, że demo będzie mnie bił za taką solidność w pisaniu tekstów (za karę nauczysz się na pamięć całej dyskografii Agathocles – przyp. demo)... Żeby więc nie przeciągać struny, zabieram się do dzieła. Podobnie jak przy okazji ostatniej recki i dzisiaj pozostaniemy w kręgu technicznego death metalu, tyle tylko, że z Kanady. Aha! — pewnie powiecie — musi więc być niezła korba. No i rzeczywiście jest. Nie wiem czym innym, niż tylko genetyką, wytłumaczyć ową niesamowitą zdolność Kanadyjczyków do tworzenia naprawdę zakręconej muzyki. Istnieje jednakże inna teoria, a mianowicie taka, że wyssali owe zdolności z mlekiem matki, a że Kanadę gęsto zaludniają tzw. kanadyjskie blondaski (ugh! – przyp. demo) – wszystko wydaje się trzymać kupy. W końcu kto nie zachwyciłby się pięknem (w tym przypadku względem ekstremalnego nutopisarstwa) obcując z dziedzictwem ludzkości w postaci kanadyjskiego cycuszka?

2 marca 2015

Unbirth – Deracinated Celestial Oligarchy [2013]

Unbirth - Deracinated Celestial Oligarchy recenzja okładka review cover
Na początku mojego krótkiego wywodu na temat "Deracinated Celestial Oligarchy" pozwolę sobie strzelić — być może i dziwną, ale trzymająca się kupy — konstatację, że Włosi stworzyli na tym albumie coś na kształt brutalnego death metalu dla mas. Z boku może to naprawdę głupio wyglądać, jednak wszystkie elementy kreacji Unbirth prowadzą do takiego właśnie wniosku. I żeby była jasność – nie jest to zarzut, a dla zespołu powód do wstydu. W sumie to nawet dobrze, że w tym nurcie pojawiła się wreszcie kapela, od której bez strachu (i obciachu!) można zacząć przygodę z takimi wyziewami. Zacząć i prędko nie skończyć, bo od Unbirth do Suffocation, potem Disavowed, potem Disgorge — i tak dalej i tak dalej... — droga wcale nie jest daleka. Innymi słowy, dzięki debiutowi Unbirth można się w ten hałas wkręcić.

23 lutego 2015

Surgical Dissection – Origin & Intention [2013]

Surgical Dissection - Origin & Intention recenzja okładka review cover
Naiwnie zakładam, że nazwa Surgical Dissection nie jest obca polskim maniakom, wszak ledwie kilkanaście lat temu Mad Lion dystrybuowali ich debiut. Jeśli jednak komuś jakimś cudem działalność Słowaków umknęła, to krążek "Origin & Intention" powinien być dobrą okazją, żeby się wreszcie z tą ekipą zapoznać. Dobrą, ale i ostatnią, bo kapela po dwudziestu latach działalności dokonała żywota. Od czasu poprzedniego, a młodszego aż o osiem lat albumu "Disgust" styl zespołu praktycznie się nie zmienił, ale poziom wykonawczy i oprawa brzmieniowa wyraźnie poszły do przodu. Nie jest to przepaść, bo już wcześniej nawalali na dobrym poziomie, jednak muzyka na ostatnim krążku Surgical Dissection sprawia wrażenie dojrzalszej, bardziej zwartej, złożonej i jeszcze lepiej przemyślanej.

29 stycznia 2015

Nephren-Ka – The Fall Of Omnius [2013]

Nephren-Ka - The Fall Of Omnius recenzja okładka review cover
Francuski Nephren-Ka ma kilka cech bardzo charakterystycznych. Niestety, charakterystycznych dla innych zespołów. O nazwie nawet nie ma się co rozpisywać – Nile (a głębiej – Lovecraft), okładka to futurystyczna rozpierducha a'la stary Bolt Thrower (czyli Warhammer, żeby być precyzyjnym), zaś w muzyce roi się od wpływów Morbid Angel (w odmianie zarówno szybkiej jak i wolnej), Hate Eternal, Cannibal Corpse, Krisiun i Origin. Tylko tekstowy koncept, bazujący na "Diunie" Franka Herberta, jest w death metalu czymś (chyba) nowym. Uczepienie się takiej tematyki sugeruje, że Nephren-Ka chcą być w jakiś sposób oryginalni i rozpoznawalni — i to poniekąd można pochwalić — ale wszystkie wymienione wcześniej elementy zebrane do kupy (niezbyt spójnej, tak przy okazji) całkowicie to wykluczają.

17 lipca 2014

Embolism – Devillumination [2013]

Embolism - Devillumination recenzja okładka review cover
Kto by pomyślał, że po dziesięciu latach od wydania "Mindchaos" Słowakom będzie się chciało na nowo rozkręcać zespół, do tego w starym składzie? Jakieś niewiadome Coś ich jednak tknęło i oto znienacka dostaliśmy trzeci krążek w dyskografii Embolism. O dziwo, "Devillumination" przez niecałe pół godziny swego trwania potwierdza, że decyzja o powrocie do grania była słuszna, bo to zdecydowanie ich najciekawszy album, najbardziej ekstremalny, a przy tym najnowocześniej — i z osiem razy lepiej niż "Mindchaos" — brzmiący. Kariery już nie zrobią, ale ich podejście do muzyki musi budzić respekt. Tak wygląda grind na czasie – precyzyjny, wybuchowy, szybki i brutalny, choć bez zbyt wielkich kombinacji. Muzycy Embolism odłożyli na bok część wcześniejszych ambicji, nie silą się na przesadnie oryginalną czy wymyślną sztukę i niczego nie poszukują.

8 maja 2014

Incarnator – Caeca Superstitio [2013]

Incarnator - Caeca Superstitio recenzja okładka review cover
O tym, że Rosjanie, poza udzielaniem pomocy uciśnionym krajanom poza granicami macierzy, potrafią grać dobrą muzykę mieliśmy okazję przekonać się już kilkukrotnie. Także na naszym blogu pojawiło się parę kapel zza wschodniej granicy, które śmiało mogły iść w konkury z najlepszymi tego świata. Z Incarnator jest de facto podobnie. Zaczęli z grubej rury, od wydania albumu z coverami Death, całkiem niezłego zresztą, ale nie o nim będę dzisiaj pisał. Dziś zajmę się ich pierwszym autorskim longlpejem, zatytułowanym "Caeca Superstitio". Utrzymany w stylu nowoczesnego, nieco melodyjnego tech deathu spod znaku Illogisict i Gorod, zahaczający niekiedy o niemiecką Obscurę, zapowiada całkiem przyjemną, a równocześnie niebanalną zabawę z muzyką.

29 marca 2014

Illuminati – The Core [2013]

Illuminati - The Core recenzja okładka review cover
Kto by pomyślał, że nieznanej nikomu formacji Illuminati uda się zaprosić do gościnnego udziału w debiucie taką plejadę gwiazd. Na nagranie stawili się frontmani (głównie) takich zespołów jak Atheist, Pestilence, Gorguts, Cynic, a także Nocturnus oraz Martyr. Toteż patrząc na dobór idę o zakład, że gdyby żył Chuck, także i on otrzymałby zaproszenie. Ciekawostką, ale i pokazaniem klasy, było natomiast olanie Masvidala (a może się nie zgodził) i zastąpienie go Tymonem Kruidenierem. Brawo chłopaki – elegancko i bardzo wymownie. Trudno się temu dziwić, bowiem Masvidal od jakiegoś czasu zachowuje się tak, jakby chciał wziąć udział w Idolu albo innym show pokroju Mam Talent. Tymczasem album to żadne tam pitu pitu, tylko rasowy death/fusion w najlepszym wydaniu, a do takiej konfiguracji Paul przestał się nadawać. "The Core" to dwanaście kawałków, z czego nieparzyste to utwory per se metalowe, po jednym na każdego z gości, zaś parzyste – głównie instrumentalne miniatury.

26 marca 2014

Ulcerate – Vermis [2013]

Ulcerate - Vermis recenzja okładka review cover
Jeszcze nigdy ciśnienie na płytę Ulcerate nie było tak duże, jak przy okazji "Vermis". Raz, że Nowozelandczycy zdążyli już sobie wyrobić całkiem niezłą renomę na scenie, a dwa że awansowali (choć na obecną chwilę to raczej kwestia dyskusyjna) do Relapse, którzy nie od wczoraj są kojarzeni z ambitną i pojebaną muzyką. Oczekiwania, całkiem słusznie, były zatem spore, jednak podołał im tylko zespół, bo już wyjątkowo biedne wydanie krążka woła o pomstę do Latającego Potwora Spaghetti. Na szczęście muzyce nie brakuje niczego, żeby uznać ją za w pełni wartościową, intrygującą i bez reszty wciągającą. "Vermis" każdym kolejnym dźwiękiem potwierdza ogromny potencjał kapeli, jednocześnie zrywa z najbardziej oczywistymi wpływami (a niektóre dystansuje – vide Immolation) i jest kolejnym krokiem zespołu w kierunku sztuki oryginalnej.

14 lutego 2014

Ayreon – The Theory Of Everything [2013]

Ayreon - The Theory of Everything recenzja okładka review cover
Płytkę tę możecie śmiało zapodać swoim starszym, o ile jeszcze żyją oczywiście. I pod warunkiem, że wciąż mają ochotę na dobrą muzykę. Ale kluczowym warunkiem jest to, by w czasach kiedy byli w wieku, w jakim wy teraz jesteście, ślinili się do zachodnich, imperialistycznych kapel pokroju King Crimson, Yes, Emerson, Lake & Palmer, tudzież Genesis. Czyli mieli słabość do rocka, w dodatku tego bardziej progresywnego i psychodelicznego. Tym razem bowiem set gwiazd sproszonych do udziału w najnowszym przedsięwzięciu Lucassena, wraz ze swoimi talentami, pojawił się w studio z Geriavitem i wnuczętami. Ale set to jest doprawdy wyborny. Nawet mniej obeznani z muzyką lat 70tych i 80tych nie przejdą obok takich nazwisk jak Emerson, Wakemann, bądź bardziej współczesny Rudes obojętnie. Trudno się więc dziwić, że muzyka na albumie nie tyle trąci, co jest żywcem przeniesiona z tamtych lat, na prawo i lewo sprzedając psychodelę i organy Hammonda.

8 lutego 2014

Gorguts – Colored Sands [2013]

Gorguts - Colored Sands recenzja okładka review cover
Cholernie długo trzeba było czekać, żeby powrót Gorguts znalazł wreszcie potwierdzenie w premierowym materiale, ale było warto, po stokroć, kurwa, było warto! Rację przyzna mi zapewne każdy, komu ten zespół jest bliski od lat, a "Obscura" traktuje jako coś więcej niż po prostu zakręcony krążek niezbyt popularnej kapeli. Trzej Amerykanie pod wodzą genialnego Kanadyjczyka nie zawiedli i sowicie wynagrodzili cierpliwość swoich fanów, komponując ponad godzinę wymyślnych sonicznych tortur spod znaku (głównie) awangardowego death metalu. Możecie mi wierzyć, "Colored Sands" to album, który zapewni najbardziej wymagającym słuchaczom wypasioną estetyczną ucztę na naprawdę wieeele wnikliwych przesłuchań. Album, przez który będą się w skupieniu przekopywać, rozkładać go na czynniki pierwsze, chłonąc i analizując każdy dźwięk.

2 lutego 2014

Mortal Decay – The Blueprint For Blood Spatter [2013]

Mortal Decay – The Blueprint For Blood Spatter recenzja okładka review cover
Kiedyś Mortal Decay czymś mnie do siebie zrazili, i choć dziś za cholerę nie pamiętam co to było, skutecznie unikałem ich kolejnych krążków. Niewykluczone jednak, że w międzyczasie ominęło mnie coś wartościowego, bo najświeższy album Amerykanów to techniczny i brutalny death metal naprawdę wysokiej próby. Klasyczne, a jednocześnie bardzo klarowne nowojorskie brzmienie w połączeniu ze współczesnym podejściem do komplikowania struktur (czyli ile wlezie) i podwójnymi wokalami na granicy czytelności zrobiło zespołowi dobrze i zaowocowało wymagającym skupienia, a przy tym porządnie kopiącym po dupie materiałem. Chaotyczne mieszające gitary, posrane solówki (których mogłoby być znacznie więcej), zmieniane co i rusz tempo (wprawdzie Anthony Ipri nie rozpędza się zbytnio, ale kończynami przebiera co najmniej żwawo),

26 stycznia 2014

Hateful – Epilogue Of Masquerade [2013]

Hateful - Epilogue Of Masquerade recenzja okładka review cover
Recka będzie ekspresowa, bez niepotrzebnego wdawania się w szczegóły. Kapel szybszych, brutalniejszych, bardziej technicznych i lepiej brzmiących od Hateful na świecie nie brakuje. Ba! Jest ich całkiem sporo, nawet we Włoszech. Mimo to "Epilogue Of Masquerade" ma w sobie jakiś haczyk, który sprawia, że tej półgodzinnej płytki słucha się co najmniej dobrze i z dużą ochotą. Co to dokładnie jest? Cholerka, trudno powiedzieć. Może banalny fakt, że proporcje wymienionych na początku składników — plus szczypta nienachalnych melodii — są bardzo starannie dobrane, a kawałki sporządzone według takiej, bądź co bądź umiarkowanej (jakkolwiek ciągle pierońsko dalekiej od pedalstwa i pitolenia), receptury z łatwością lokują się na dłużej między uszami.

20 stycznia 2014

Arhideus – Awakening Of Sins [2013]

Arhideus - Awakening Of Sins recenzja okładka review cover
Jest takie piękne staropolskie powiedzenie: wyglądać jak pół dupy zza krzaka. Tak właśnie, mówiąc oględnie, prezentują się młodzianie z Arhideus. Wszyscy kupą i każdy z osobna. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać. No, ale zjebać z góry na dół i po bokach już można, bo to wypisz, wymaluj krańcowo typowy image młodego death metalowego zespołu – prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy. Na ich szczęście — i w sumie moje też — zanim zerknąłem na zdjęcie kapeli, najpierw posłuchałem muzyki z ich debiutanckiego krążka. W tym aspekcie jest już dużo lepiej, choć też nadal typowo, ale za to energicznie, z dobrym dopieprzeniem i bez niepotrzebnego przedłużania (wyrobili się w niecałe pół godziny). "Awakening Of Sins" to nowoczesny techniczny death metal stworzony przez dosyć sprawnych instrumentalnie kolesi, którzy nasłuchali się co popularniejszych kapel z kręgu...

14 stycznia 2014

Deicide – In The Minds Of Evil [2013]

Deicide - In The Minds Of Evil recenzja okładka review cover
W ostatnich latach nie brakowało okazji, żeby wytykać Deicide mniejsze lub większe wahania formy, wszak trafiały im się albumy powodujące tak różne odczucia jak "The Stench Of Redemption" i "Till Death Do Us Part". Jednak od jakiegoś czasu, przynajmniej w mojej ocenie, wyraźnie idzie ku lepszemu, czego zupełnie niezłym — ba, zajebistym! — potwierdzeniem jest poziom "In The Minds Of Evil" na tle pojawiających się co dzień młodych gniewnych i deathmetalowych. Nie dość, że ta płytka wyjątkowo mi spasowała, to przy okazji nawet odrobinę zaskoczyła. Po prostu nie spodziewałem się, że Kevin Quirion będzie miał aż tak duży wpływ na ostateczny kształt materiału. Pomysły nowego (naturalnie jeśli nie liczymy jego działalności scenicznej) gitarzysty przepuszczone przez filtr 'deicide' sprawdziły się znakomicie i w znacznym stopniu odświeżyły wizerunek zespołu, a w muzykę tchnęły więcej życia i zaangażowania.

8 stycznia 2014

Pestilence – Obsideo [2013]

Pestilence - Obsideo recenzja okładka review cover
Od momentu wydania poprzedniego krążka w obozie Pestilence doszło do kilku, w tym także wirtualnych, zmian personalnych, w wyniku których do nagrań "Obsideo" przystąpiono z całkowicie odnowioną sekcją rytmiczną. Chociaż obecnego składu absolutnie nie należy traktować jako tego ostatecznego, nie miałbym nic przeciwko, gdyby dewastujący perkusję Dave Haley z Psycroptic zasilił zespół na dłużej. Powód jest prosty – w dużej mierze właśnie dzięki jego harcom za zestawem Zaraza stworzyła swój najlepszy album od chwili powrotu na scenę. Materiał, w dużym uproszczeniu, stanowi synergię co ciekawszych (a przy tym charakterystycznych) patentów z "Resurrection Macabre" i "Doctrine z wyraźnym dodatkiem znanych ze "Spheres" kosmicznych odjazdów. Ujmując rzecz skrótowo, muzyka jest: wściekła, brutalna, cholernie ciężka, intensywna, pokręcona i zaaajebiście dynamiczna.

2 stycznia 2014

Hail Of Bullets – III: The Rommel Chronicles [2013]

Hail Of Bullets - III: The Rommel Chronicles recenzja okładka review cover
Podniecenie związane z nowym projektem muzyków Asphyx, Gorefest i Thanatos rozwiało się już dawno temu, więc swoje dalsze istnienie Hail Of Bullets muszą uzasadniać kolejnymi płytami. Póki co udaje im się to bez najmniejszego problemu. Ba! Z podejrzaną wprost łatwością komponują albumy, które właściwie już w chwili wydania stają się klasykami wojennego death metalu. Wyjątkiem od tej reguły z pewnością nie jest "III: The Rommel Chronicles", bo to materiał, który musowo sprosta oczekiwaniom wszystkich fanów tego super-zespołu. Innej opcji nie ma i być nie może! Holendrzy utrzymują zajebiście równy (a przy tym odpowiednio wysoki) poziom swoich wydawnictw, toteż nowy krążek może poszczycić się dokładnie tymi samymi atutami, co jego poprzednicy, a słucha się go równie dobrze.

26 grudnia 2013

Dysmorphic – A Notion Of Causality [2013]

Dysmorphic - A Notion Of Causality recenzja okładka review cover
Francuzi z Dysmorphic na poważnie zaprezentowali się światu dość niedawno, bo w 2010, wydając własnym sumptem przyzwoitą epkę. Nie był to materiał szczególnie zapadający w pamięć, do tego brzmiał przeciętnie, toteż nie spodziewałem się, że zespół szybko przeskoczy do wyższej, słuchalnej ligi. Minęły jednak trzy lata, i oto w moim odtwarzaczu kręci się pełnoprawny debiut kapeli, firmowany zresztą przez Unique Leader, którzy ongiś byli ostoją właśnie takiego grania. Debiut to naprawdę udany, ciekawy, solidnie kopiący, a przy okazji skierowany do precyzyjnie określonej (czyli dość wąskiej) grupy słuchaczy. Techniczny death metal uprawiany przez Dysmorphic, jak na moje ucho, inspirowany jest przede wszystkim Psycroptic (zwłaszcza z drugiej i trzeciej płyty), rodzimym Gorod oraz pierwszymi dokonaniami Spawn Of Possession, co zresztą świadczy o niemałych ambicjach muzyków.