facebook

29 sierpnia 2013

Deicide – Insineratehymn [2000]

Deicide - Insineratehymn recenzja okładka review cover
Wstyd! Porażka! Rozczarowanie! Pomyłka! Może wydać się to dziwne, ale powyższe, nieprzepełnione entuzjazmem zawołania tyczą się właśnie 'dzieła' Deicide, zespołu, za którego twórczość do połowy 2000 roku dałbym się pokroić. Miały być radykalne zmiany, powrót do grania brutalniejszego i bardziej surowego w formie, a wyszła... no właśnie, wtórna i niezbyt rajcująca muzyka, zdecydowanie przez małe "m". Otwierający płytę 'Bible Basher' (bajdełej – od 5 sekundy zalatuje 'Bastard Of Christ', ale to nie problem) jest jeszcze tym, do czego ekipa Bentona nas przyzwyczaiła: jest szybko, chwytliwie, skocznie, brutalnie, ale i niestety bardzo krótko (niespełna dwie i pół minuty). To, co się dzieje później, wprawia w niemałe osłupienie – zespół bawi się w zwolnienia, których od zarania dziejów przecież unikał.

26 sierpnia 2013

Azure Emote – The Gravity Of Impermanence [2013]

Azure Emote - The Gravity Of Impermanence recenzja okładka review cover
Szczerze mówiąc nie spodziewałem się kolejnego krążka tej formacji. Po pierwsze dlatego, że Mike Hrubovcak, czyli mózg całego zespołu, czynnie udziela się w innych, chyba poważniejszych, projektach, a po drugie – debiutancki "Chronicles Of An Aging Mammal" do arcydzieł muzyki nie należał. W najlepszym przypadku był bowiem tylko (a może aż) ciut lepszy niż dobry. Sprawę pogarszał dodatkowo styl, który jeszcze bardziej uszczuplał już i tak nieprzesadnie liczną grupę potencjalnych odbiorców. Nie ma się co oszukiwać, że industrialny death metal wzbogacany niczym uran w irańskich siłowniach blackiem, popem, folkiem, poezją śpiewaną i chuj wiem czym jeszcze, byłby przyswajalny przez więcej niż promil metalheadów. A jednak krążek nagrano.

23 sierpnia 2013

Son Of Aurelius – The Farthest Reaches [2010]

Son Of Aurelius - The Farthest Reaches recenzja okładka review cover
Do młodych członkami (hmm), a przy okazji debiutujących kapel mam w najlepszym razie stosunek olewczy. I to nawet nie wynika z wrodzonej złośliwości – po prostu muszę, bo nie reprezentują sobą ani niczego ciekawego ani tym bardziej charakterystycznego. Wtórność i bezbarwność z nich wyziera, a mnie się zbiera na rzyganko. Wszelkie odkrycia ostatnich lat mógłbym pewnie policzyć na palcach jednej ręki, a na szybko potrafię wskazać tylko szczyli z Son Of Aurelius. Jako jedni z nielicznych utkwili mi w pamięci i w konsekwencji na półce z płytami. Zespół ten ma bowiem do zaoferowania coś więcej niż zestaw obowiązkowy (czyli dobrą technikę i brzmienie), a mianowicie mniejsze i większe zalążki czegoś rozpoznawalnego. Muzycznie mamy do czynienia z wypadkową death’owej strony Cephalic Carnage (od "Anomalies" w górę) z patentami i melodiami proweniencji neoklasycznej

20 sierpnia 2013

Susperia – Attitude [2009]

Susperia - Attitude recenzja okładka review cover
Jak się okazuje, Norwedzy potrafią grać nie tylko ubliżający Bogu/bogom/światu black metal. Potrafią także thrashować. I taki właśnie thrashujący, czy może raczej groove’ujący, band jest bohaterem dzisiejszej recenzji, band o wdzięcznej nazwie Susperia. Nie byliby jednak Norwedzy sobą, gdyby jakichś blackowych elementów do muzyki nie poupychali. Tyle tylko, że w przypadku dzisiejszych bohaterów brzmi to całkiem ładnie i elegancko trzyma się kupy – ujmując temat krótko: żaden dupawy black/thrash dla/przez nieuków i muzycznych(e) miernot(y). "Attitude" to niespełna 40 minut dość melodyjnego i gęstego grania, które bliższe jest średniemu Nevermore, bądź Charred Walls Of The Damned niż jakiejkolwiek blackowej ekipie i gdzie blackowe elementy ograniczają się zasadniczo do wspomnianej gęstości, szczególnie w przypadku garów, wybrzmiewającego tu i ówdzie gitarowego riffu i gościnnego występu Shagratha z Dimmu Borgir.

17 sierpnia 2013

Ecocide – Eye Of Wicked Sight [2013]

Ecocide - Eye Of Wicked Sight recenzja okładka review cover
Niektórzy zapewne kojarzą stary holenderski Polluted Inheritance i ich bardzo udany debiut "Ecocide". Spieszę wam zatem donieść, że młody holenderski Ecocide nie ma z nimi nic wspólnego, he, he... No, może nie tak do końca nic, bo muzyka chłopaków do najnowocześniejszych nie należy. Ja to pochwalam, bo rytmiczny i niezbyt rozpędzony death metal z naleciałościami thrash’u, w którym pełno wpływów Death (nie dalej niż z "Leprosy"), Asphyx, Massacre i całej starej Szwecji to dziś prawdziwy rodzynek. Chciałbym teraz sypnąć jak z rękawa zachwytami nad "Eye Of Wicked Sight", ale niestety jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek uniesienia. Ecocide na tę chwilę grają po prostu spoko. Umiejętności mają na poziomie, wokal fajny, brzmienie też OK, tylko nad wyrazistością utworów muszą mocno popracować. Z całego zestawu wyróżnia się jedynie kawałek tytułowy, bo pozostałe za bardzo się ze sobą zlewają, a ich szczegóły szybko ulatują, więc trudno się nad nimi zatrzymać na dłużej, choć jako całości słucha się ich nieźle. 

14 sierpnia 2013

Exumer – Fire & Damnation [2012]

Exumer - Fire & Damnation recenzja okładka review cover
Exumer – klasycy niemieckiej sceny thrashowej, którzy po nagraniu dwóch longplejów (w 1986 i 87 roku) zapadli się pod ziemię. Tak w telegraficznym skrócie wyglądałaby historia tej ekipy, gdyby muzycy nie wpadli na pomysł zreformowania się (któregoś z kolei) i wydania początkiem 2012 roku trzeciego długograja. Gdyby rozwinąć nieco pierwsze zdanie należałoby wspomnieć, że w latach 80tych grali naprawdę solidny, zadziorny i okraszony sporoma technicznymi smaczkami thrash w niemieckiej odmianie. Słuchało się tego zacnie, szczególnie debiutu, choć i rok młodszy "Rising from the Sea" ością w gardle nie stawał. Najważniejsze jednak, że brzmiało to, wręcz czuło się ten autentyzm, jak rasowy, czystej krwi thrash. Exumer 2.0 natomiast to nieco inna bajka. Nawet najbardziej skurwiały i niedosłyszący debil jest w stanie wskazać, który z tych trzech krążków nie pasuje do pozostałych. 

11 sierpnia 2013

Deeds Of Flesh – Portals To Canaan [2013]

Deeds Of Flesh - Portals To Canaan recenzja okładka review cover
Na "Portals To Canaan" z zapartym stolcem czekało wielu maniaków chorobliwie technicznego death metalu oraz niejedna kapela poruszająca się w tym stylu. Jednych i drugich można zrozumieć, bo dla fanów Deeds Of Flesh to bogowie najwymyślniejszej ekstremy, zaś dla zespołów – czołowy wzór do ślepego naśladowania. Od poprzedniego krążka, "Of What's to Come", minęło aż pięć lat, więc nikt nie powinien oczekiwać najzwyklejszej kontynuacji tamtego materiału, zwłaszcza, że połowa składu za niego odpowiedzialna została wymieniona. W moim odczuciu ta długa przerwa oraz roszady personalne wyszły muzyce Amerykanów na dobre, choć część ortodoksów zapewne będzie przeciwnego zdania. Punktem spornym może być to, że Deeds Of Flesh hmm... wyszli do ludzi, którzy lubią posłuchać czegoś więcej niż tylko notorycznych blastów i wykonali podobny zabieg co Severed Savior na "Servile Insurrection" 

8 sierpnia 2013

Demonoid – Riders Of The Apocalypse [2004]

Demonoid - Riders Of The Apocalypse recenzja okładka review cover
W 2004 roku Therion wydał w sumie trzy albumy: "Sirius B", "Lemuria" oraz opisywany dziś, "Riders of the Apocalypse". Wprawdzie ten ostatni ujrzał światło dzienne pod inna marką, ale w praktyce nie zmienia to niczego, bo i skład ten sam i, w gruncie rzeczy, muzyka. "Riders of the Apocalypse" muzycznie i brzmieniowo brzmi dokładnie jak wydawnictwa kanoniczne (to samo studio), nieco inaczej porozkładano za to akcenty i w miejsce aranżacji typowych dla Theriona tamtego okresu wmontowano growle i thrashowe tempa. Dla leni (tl;dr): Demonoid to death/thrashowy brat-bliźniak Theriona. Wystarczy jeden rzut oka na linie melodyczne i nawet Stevie Wonder nie miałby wątpliwości, że wymienione powyżej dzieła wyszły spod ręki tego samego kompozytora. 

5 sierpnia 2013

Disgorge – Forensick [2000]

Disgorge - Forensick recenzja okładka review cover
Niech mnie seminarium duchowne pochłonie, jeśli to nie jest jedna z naj-najbrutalniejszych płyt jakie kiedykolwiek powstały! Chaos, zniszczenie i aberracja, a to wszystko podniesione do sześcianu. Zero litości i kompromisów. Taki album nikogo nie pozostawi obojętnym. I nie mam tu nawet na myśli jego wyjątkowo 'mięsnej' oprawy, bo muzycznie — choć wielu muzyki się tu za diabła nie doszuka — meksykańskie trio przekroczyło wszelkie granice nieprzyzwoitości, nagrywając prawdziwie bestialski wymiot. Esencję ekstremy i pokurwienia z "Chronic Corpora Infest" członkowie Disgorge przepuścili przez dwa lata doświadczeń, lepsze umiejętności techniczne i podali w dość nierównym brzmieniu z gatunku 'hałas'. Dźwięk na "Forensick" jest zarówno bolączką, jak i atutem krążka – z jednej strony sporo tych bardziej zaawansowanych partii po prostu zlewa się w pozbawiony selektywności jazgot, z drugiej zaś taka kakofonia dodatkowo podbija krańcową wyziewność materiału, 

2 sierpnia 2013

Wintersun – Time I [2012]

Wintersun - Time I recenzja okładka review cover
Finowie są dziwni - niby, jak to gdzieś słyszałem, metal leci u nich w każdym pubie, szkole, kościele i na przystanku, na okrągło, ale jeśli się temu całemu metalowaniu lepiej przyjrzeć, to okazuje się, że nie ma na co patrzyć. W dodatku są Finowie tak śmiertelnie poważni w tym, co robią, popadają w taka egzaltację, że człowiek zaczyna się zastanawiać "czy z nimi wszystko w porządku?". No bo spójrzcie na książeczkę najnowszego longpleja Wintersun i powiedzcie, że to normalne, że dorośli na całym świecie tak robią, że wiatr we włosy jest spoczko, no spróbujcie się nie roześmiać. Wydawało mi się, że tego typu kreacje wyszły z mody w poprzednim milenium, ale okazuje się, że nie do końca (temat blacku pozostawiam, tym razem, poza nawiasem dyskusji). Najgorsze jest jednak to, że nie tylko kreacje trącą myszką.