facebook

30 maja 2010

Deception – Nails Sticking Offensive [2007]

Deception - Nails Sticking Offensive recenzja okładka review cover
Był piękny ciepły dzień, gdy Czerwony Kapturek zmierzał przez gęsty las do domku ukochanej acz niezbyt sprawnej babci. W koszyczku uśmiechnięte dziewczę miało to, co zwykle – nowy numer Gościa Niedzielnego z rozkładówką wykopanej niedawno arki Noego, mentolowe fajki z filtrem, tampony extra chłonne, leki przeciwgrzybiczne oraz suchy chleb dla konia. Gdzieś tak za monopolowym, a jeszcze przed bankomatem Dojczebanku do Kapturka zagadał nieznajomy Wilk. Rozmowa przebiegała w miłej atmosferze, choć nasza bohaterka bystrym oczkiem zauważyła, że Wilk ma dziwnie wydłużone kły, wymalowane na czarno pazury i ślepia – czyli jest ucharakteryzowany na tego sławnego kolesia ze Zmierzchu. Od słowa do słowa i... stało się nieuniknione – zaprosił ją na rokhotekę.

28 maja 2010

Wilczy Pająk – Wilczy Pająk [1987]

Wilczy Pająk - Wilczy Pająk recenzja okładka review cover
Bez wątpienia jedna z najjaśniejszych gwiazd na polskim firmamencie, kapela niedoceniana za życia, niestety niedoceniona również po śmierci. Niemniej jednak my, Prawdziwi Koneserzy, nie zapomnieliśmy o Wilczym Pająku. Pozwalam sobie przeto ogłosić mały manifest, krótki do bólu i równie dosadny:
Koniec z tandetą, koniec z popkulturowym kiczem obecnym także w metalowym półświatku! Koniec z przerostem formy nad treścią, koniec z durnowatą komercją, śmiesznymi mezaliansami i lizaniem dupsk mass-mediom! My, Prawdziwi Koneserzy, zadbamy o to, by z zapomnienia powróciły prawdziwe perełki, nierozpoznane brylanty, zespoły, których muzyka jest ponadczasowa, zespoły totalne, prawdziwi artyści. Żadnych półśrodków! Kill all the scheisskopfen!

26 maja 2010

Krisiun – Conquerors Of Armageddon [2000]

Krisiun - Conquerors Of Armageddon recenzja okładka review cover
To, co zafundowali nam w 2000 roku trzej opętani brutalną muzyką Brazylijczycy, przywróciło mi wówczas wiarę w death metal, w to, że ten gatunek nadal może się przepięknie wprost rozwijać, nie tracąc nic ze swojego pierwotnego charakteru, a nawet zyskując na piekielnej mocy. "Conquerors Of Armageddon" to trzecie pełnometrażowe wydawnictwo Krisiun i — co już chyba nie ulegnie zmianie — ich najlepsze, najbardziej natchnione oraz w wyjątkowy sposób rozpieprzające. No i chyba nie muszę dodawać, że moje ulubione, choć większości ich pozostałych krążków nie można wiele zarzucić. Prawie 42 minuty niesamowitej rzeźni w wykonaniu braci Kolesne i Alexa Camargo uskrzydla niczym pieprzony Red Bull, ale kopa daje znacznie większego!

24 maja 2010

Trauma – Archetype Of Chaos [2010]

Trauma - Archetype Of Chaos recenzja okładka review cover
Zacznę od tego, co najbardziej leży mi na wycieńczonej wątrobie. Trauma, w moich oczach, ma ten sam problem co chociażby Napalm Death czy Unleashed – od jakiegoś czasu nagrywa dosyć zajebiste, ale jednak niewiele się od siebie różniące płyty. Pewnie mam zbyt wygórowane oczekiwania, bo pierwsze trzy krążki przyzwyczaiły mnie nie tylko do wyjątkowej muzyki, ale i olbrzymich zmian – praktycznie wymyślania zespołu na nowo. Tymczasem od "Determination" (bardzo dobrego przecież) brakuje mi elementu zaskoczenia i powiewu prawdziwej świeżości. Cóż, najwyższy czas przyjąć do wiadomości, że Trauma dorobiła się swojego rozpoznawalnego stylu i wielkich przewrotów w jego ramach już nie będzie. Wobec tego, jak zapewne dobrze koncypujecie, "Archetype Of Chaos" nie pada daleko od "Neurotic Mass" – jest tylko wolniejszy, bardziej rwany, w pewnym sensie spokojniejszy, a wzbogacony większą ilością klimatu (niejednokrotnie elektronicznej proweniencji).

22 maja 2010

Obscura – Retribution [2006]

Obscura - Retribution recenzja okładka review cover
Zanim Obscura stała się kapelą znaną, pełną gwiazd, Obscurą, która nagrała "Cosmogenesis", była jedną z wielu kapel grających techniczny death, nieszczególnie wyróżniającą się z rzeszy podobnych kapel. Opisywany dziś krążek "Retribution" przeszedł przez świat bez większego echa i dopiero sukces "Cosmogenesis" odświeżył i odkurzył ten poniewierający się po kątach album. Niestety na tym koniec romantycznych historii, bo — w przeciwieństwie do hollywoodzkich standardów — wcale nie okazał się krążkiem niedocenionym, wybitnym czy też wyprzedzającym swoje czasy. "Retribution" to materiał solidny, przyzwoicie nagrany, całkiem miło wchodzący, ale bez większych fajerwerków i technicznych zajebistości. Ot, średnia krajowa (że tak zażartuję), może nieco powyżej średniej.

20 maja 2010

Gorefest – False [1992]

Gorefest - False recenzja okładka review cover
Gorefest to dla mnie najlepszy zespół w historii europejskiego death metalu. Tę pozycję zdobył u mnie swoim drugim, fenomenalnym albumem pt. "False". Co prawda muszę wspomnieć, że w mojej subiektywnej opinii praktycznie każdy ich album wbił się dużymi złotymi literami w historię death metalu. Oczywiście nie wszyscy zapewne podzielają mój pogląd, ale na pewno mi przytakną w jednym punkcie, że "False" całkowicie zasłużenie może znaleźć się w alei ("Idę, patrzę, a leją zasłużonych"... – przyp. demo) złotych albumów death metalu. "False" to totalny odkurw!!! Brutalność, technika, melodyjność i pomysłowość. Nie ma się do czego przyczepić, materiał po prostu zwala z nóg! Brutalne (czasem mocniej czasem lżej), melodyjne partie gitarowe, zajebiste solówki, młócki na perce i wokal Jan Chrisa paraliżują układ nerwowy odbiorcy.

18 maja 2010

Immolation – Majesty And Decay [2010]

Immolation - Majesty And Decay recenzja okładka review cover
Po przejściu Immolation do Nuclear Blast można było oczekiwać różnych cudów, a już na pewno ogromnej kampanii reklamowej i podpasek z wizerunkami członków zespołu. A tu nic, chyba, że znowu coś przespałem. Spokojnie, bez nadęcia i wielkich zapowiedzi Amerykanie sprokurowali najbrutalniejszy, najgwałtowniejszy, najbardziej popieprzony, najlepiej wyprodukowany (nagrywali standardowo w Millbrook, więc to pewnie Niemcy szczodrze sypnęli kaską na wypasioną sesję) i najgęściej zagrany krążek od czasu prześwietnego "Unholy Cult". Gęstość nie oznacza oczywiście pocinania na samych blastach przez całą płytę, bo tak nisko Immolation nie upadli. Za to ponownie udowodnili, że i przy wolnych tempach można zdrowo zamieszać, nie popadając w pseudoartystyczny nieład, tudzież banalne pitolenie. W tym miejscu słowa uznania dla Steve’a, który dokonał dużego postępu i wreszcie pozamiatał na poziomie swojego znakomitego poprzednika – z głową, rozmachem i bez litości dla swoich kończyn.

16 maja 2010

Ihsahn – After [2010]

Ihsahn - After recenzja okładka review cover
Podejście numer 1: what the fuck??
Podejście numer 2: que passa?
Podejście numer 3: mmm...
Podejście numer 4: uhuhu:)
Podejście numer 5: kurwa, ale jazda!
Tak mniej więcej wyglądały moje przejścia z najnowszym dzieckiem ex-wokalisty Emperora – krążkiem zatytułowanym "After". Mając jako takie obycie z poprzednimi dokonaniami tego pana, zarówno solowymi jak i sięgającymi czasów wspomnianej formacji, nie spodziewałem się jednak nawet połowy z tego, co usłyszałem. A jeśli nawet, to na pewno nie tak dopracowanym i poniewierającym. Z albumu na album wyraźnie słychać było postęp, w każdym zgoła elemencie, muzyka dojrzewała, a jednocześnie jej duch pozostał niezachwiany.

14 maja 2010

Suffocation - Suffocation [2006]

Suffocation - Suffocation recenzja okładka review cover
Gdy Suffo powróciło na scenę z "Souls To Deny" byłem zachwycony, że znowu grają, choć sam album pozostawił u mnie mały niedosyt. Nie był do końca tym, co chciałem usłyszeć. Gdy na rynku pojawił się "Suffocation" i kiedy wylądował w moim odtwarzaczu, w pierwszej chwili myślałem, że mam do czynienia z pomysłami, które pojawiły się na "Souls To Deny", ale już po chwili wiedziałem, że ten album jest o wiele lepszy, niż poprzednik. Nowojorczycy — tak jak przed rozpadem — postawili na stały progres w nagrywaniu nowych kawałków. Panowie z aptekarską dokładnością wymierzyli proporcje między melodyjnością, techniką, szybkością, a ich firmową brutalnością, dzięki czemu powstał moim zdaniem najbardziej różnorodny materiał w historii Suffocation. Napiszę więcej: nie dość, że najbardziej różnorodny, to i najbardziej techniczny. Ilość zmian tempa i fluktuacji gitarowych riffów poraża!

12 maja 2010

Never – Back To The Front [2010]

Never - Back To The Front recenzja okładka review cover
Never w drodze do trzeciej płyty zaliczył przejścia jak z wenezuelskiej telenoweli: były kilkukrotne zmiany składu (w tym epizod z wokalistką), studia, tytułu, no i w końcu wieeelkie opóźnienia, bo pierwotnie "Morbid Danger" powinien wyjść na przełomie 2006 i 2007 roku. W końcu dorwałem krążek w swe łapy i jestem, kurna, rozczarowany! Niestety nie jest to materiał, który kogokolwiek zaskoczy, olśni i sponiewiera – chyba że Japończyków. To dobra płyta w swoim gatunku i może się podobać, ale raczej niewiele ponadto. Przyczyny tak chłodnego odbioru mogą być różne. Raz, że osobiste oczekiwania miałem znacznie większe i mimo wszystko trochę inne. Dwa — już bardziej obiektywnie — że zespół stał się bardziej typowy, poukładany – stracił na wcześniejszej wyjątkowości i złagodniał.

10 maja 2010

Gordian Knot – Emergent [2003]

Gordian Knot - Emergent recenzja okładka review cover
Niby projektu nie zawieszono, szlag Ameryki nie trafił (choć mógłby), nikomu rąk nie pourywało, a jednak ostatnie wydawnictwo spod znaku Węzła liczy sobie już 7 lat. Kawał czasu, jakby na to nie spojrzeć. Niemniej jednak ta muzyka ma w sobie coś, co sprawia, że się nie przejada, nie powszednieje, a jeśli w ogóle starzeje się, to czyni to z godnością i klasą. Z muzyką generalnie, a tego rodzaju w szczególności, bywa różnie – niektóre albumy wybitnie źle znoszą upływ czasu, po iluś tam przesłuchaniach okazuje się, że nie ma już żadnych tajemnic do odkrycia, żadnych zaskoczeń, żadnych 'łał' – krążek zna się na wylot i okazuje się pusty i wyjedzony. A jak wiadomo – z pustego to i Olek ze Sławojem nie wychylą. Na szczęście przypadek Gordianowej płyty nie wpisuje się w ten smutny temat i nawet po wielu latach potrafi zaskoczyć nową nutą, dźwiękiem, który przez tyle lat umykał uwadze.

8 maja 2010

Carcass – Swansong [1996]

Carcass - Swansong recenzja okładka review cover
Z ocenianiem albumów pokroju "Swansong" i z zespołami tak zasłużonymi jak Carcass, które wydadzą taki album, będzie zawsze duży problem. Dlaczego? Kto zna muzykę ze "Swansong" ten wie, jaka jest odpowiedź lub szybko ją znajdzie. Formacja, która była jedną z tych, które reformowały scenę grind/death nagrywa album hard rockowy, czy jak kto woli death&roll-owy. To właśnie jest powodem rodzącym trudności w ocenie. Muzyka ze "Swansong" jest naprawdę świetna, ale gdy dochodzi do konfrontacji z wcześniejszymi albumami nietrudno o jakieś zawiedzenie. Dlatego ja uważam, że takiego albumu jak "Swansong" nie należy porównywać z poprzednimi dokonaniami. Bo jak porównywać rock z ekstremalnym patologicznym grindowaniem? Nie da się! a więc jak się nie da, to nawet nie będę próbował tego robić. Może taki album należałoby traktować jako odrębny projekt muzyków Carcass?

6 maja 2010

Sadist – Sadist [2007]

Sadist - Sadist recenzja okładka review cover
W przypadku zmartwychwstania takiego zespołu jak Sadist ciężko było uwierzyć w zapewnienia muzyków o powrocie do korzeni, bo "Crust" i "Lego" obrzydziły większość fanów do tego stopnia, że ze spokojem patrzyli jak później zespół zdychał. Wiem, bo sam byłem jednym z nich. Ale oto argument, żeby przynajmniej niektórym się odmieniło... "Sadist" jest miksem starego i nowego, czyli połączeniem muzy w stylu dwóch pierwszych, znakomitych przecież płyt z pierwiastkami bardziej współczesnymi, które w tym przypadku ograniczają się szczęśliwie tylko do brzmienia i produkcji. Daje to bardzo udany materiał, który fani "Above The Light" i "Tribe" łykną bez popitki za pierwszym razem, bo zawiera wszystko to, co w Sadist najlepsze: świetną technikę, przyzwoity ładunek agresji, wrzaskliwe wokale (bardziej niż w przeszłości), progresywne odloty, liczne orientalne motywy, nietypowe dla gatunku melodie, wyróżniający się bas i oryginalne klawiszowe ozdobniki.

4 maja 2010

Haggard – Tales Of Ithiria [2008]

Haggard - Tales Of Ithiria recenzja okładka review cover
Po upływie 4 lat od nagrania rewelacyjnego "Eppur Si Muove" Haggard powrócił był z kolejnym longplejem. Longplejem, który od wspomnianego poprzednika był słabszy (żeby nie trzymać was w niepewności), ale który poniekąd był także inny. Myślę, że nie ma potrzeby jakoś szerzej komentować faktu, iż "Opowieści" są krążkiem słabszym, ot, przebojowość gdzieś się nieco zagubiła, melodie osłuchały, a riffy niekiedy pachną autoplagiatem. Generalnie z poziomem kompozycji jest słabiej, tu i ówdzie brakuje ikry, a o jakiejkolwiek świeżości nie ma nawet co mówić. Bardzo wyczuwalne jest natomiast znaczne wyciszenie, uspokojenie i uplastycznienie muzyki. I na tym głównie polega inność "Opowieści" – jeśli o "Eppur Si Muove" można powiedzieć, że jest bardzo teatralny, to "Opowieści" to już obraz malowany dźwiękiem, metalowa opera, ścieżka dźwiękowa do filmu historycznego.

3 maja 2010

Disgorge – Chronic Corpora Infest [1998]

Disgorge - Chronic Corpora Infest recenzja okładka review cover
Dzięki takim płytom jak "Chronic Corpora Infest" człowiek zaczyna doceniać rozbudowane introsy! Czemu? Bo przebrnąć przez niemal 45 minut takiego grania w stanie 'czystym' byłoby cholernie ciężko. Zresztą sami powiedzcie, czy średnio brzmiący, dziki jak skurwysyn gore-grind-death w takiej dawce to już nie jest przesada? Gdyby nie te wszystkie pojebane sample, to te 'utwory' byłoby nie do przetrawienia (też mi się żart udał...), zwłaszcza że niektóre wykraczają nawet poza 6 minut. Szalony łomot uprawiany przez Disgorge może robić wrażenie, bo Meksykanie nie cofają się przed niczym w krzewieniu najbardziej zwyrodniałego wypierdu. Płyta jest utrzymana w duchu starego Carcass, tylko poziom brudu i ohydy został podniesiony do kwadratu. Przez większość czasu utrzymują zdecydowane tempa (w których czują się zdecydowanie najlepiej), a gdy przychodzi do wyhamowania, to uderzają wyjątkowo mulącym syfem, udowadniając że radzą sobie także przy zwolnionych obrotach.