facebook

26 lutego 2013

Hieronymus Bosch – Equivoke [2008]

Hieronymus Bosch - Equivoke recenzja okładka review cover
Trudny (bo ciężkie to mogą być cycki Ewy Sonet) jest żywot kapeli z Rosji, tech-death metalowej kapeli – że tak dodam, kapeli, która ma ambicję tworzyć muzykę na światowym poziomie, a nie jakieś tam pitu pitu. W przypadku dzisiejszej gwiazdy żywot skończył się na (czy też raczej "po") , opisywanym dzisiaj, trzecim wydawnictwie – "Equivoke". Przyznam się bez bicia, że nie śledziłem losów Hieronymusa z jakimś większym zaangażowaniem, tym niemniej zakończenie działalności przyjąłem z pewnym zaskoczeniem, a co więcej – niekłamanym rozczarowaniem i absmakiem (właśnie tak, do kurwy nędzy! – absmakiem). Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko cieszyć się z tego co jest; pewną osłodą jest jednak to, że każdy z albumów zapewnia wielogodzinną rozrywkę najwyższym poziomie.

23 lutego 2013

Antropofagus – Architecture Of Lust [2012]

Antropofagus - Architecture Of Lust recenzja okładka review cover
Ożywienie we włoskim death metalu, jakiego jesteśmy od paru lat świadkami, przynosi coraz ciekawsze rezultaty, bo obok całej masy stosunkowo nowych, głodnych sukcesów kapel wypływają i takie, dla których wcześniej los nie był łaskawy i bynajmniej świata nie zawojowały. Do tej drugiej grupy można zaliczyć pochodzący z Genoi Antropofagus, o którym przy okazji debiutu z 1999 chyba nie słyszałem, a który wówczas długo nie pograł. Po długiej przerwie Włosi (w nowym składzie) postanowili o sobie przypomnieć, a zrobili to, możecie mi wierzyć, na najwyższym światowym poziomie i w stylu obecnie typowym dla swoich rodaków i 2/3 Europy – nowoczesnym technicznym amerykańskim death metalu zagranym bez litości dla narządów słuchu. Ta płyta to cholernie nieoryginalna, ale za to momentami okrutnie intensywna, perfidna rzeźnia, w której niczego nie pozostawiono przypadkowi.

20 lutego 2013

Pavor – Furioso [2003]

Pavor - Furioso recenzja okładka review cover
Ciekawe, ilu z was kiedykolwiek słyszało kiedykolwiek nazwę Pavor. Bo ilu miało okazję zapoznać się, chociaż pobieżnie, z ich twórczością, to chyba nawet wiem. Szkoda tylko, że liczba ta pędem zbliża się do zera. Ale do rzeczy, to może uda mi się nawet kilku z was przekonać do sięgnięcia po któreś z wydawnictw niemieckiego kwartetu. Do zrecenzowania "Furioso" przymierzałem się dobrych kilka lat, bo z płytą jest jeden problem – nie jest to muzyka, która wchodzi łatwo jak soczek po wódziuni. Trzeba mieć naprawdę odpowiedni nastrój, żeby płyta nie odrzucała. Podobnego problemu nie będą mieli zapewne fani takich przedsięwzięć jak Gorguts lub Demilich, choć pewnie i oni kilka głębszych przed lekturą krążka będą musieli wziąć lub walnąć, co kto lubi.

17 lutego 2013

Vuyvr – Eiskalt [2013]

Vuyvr - Eiskalt recenzja okładka review cover
Vuyvr to głupio nazwany blackowy zespół lub projekt paru kolesi z kilku zupełnie mi nieznanych szwajcarskich kapel (Knut, Elizabeth, Impure Wilhelmina – same sławy, czyż nie?) oraz kogoś z niestety już znanego mi Rorcal. Ta ostatnia nazwa wystarczyła, żebym nie chciał tknąć "Eiskalt" patykiem nawet w hutniczych rękawicach. Mimo wszystko odpaliłem ten album, wiedziony jakąś samobójczą ciekawością, jak koszmarnie gówniane to może być. Dzięki takiemu irracjonalnemu zachowaniu mam pierwsze w tym roku pozytywne zaskoczenie, bo "Eiskalt" skutecznie przykuwa do głośników przynajmniej na kilkadziesiąt przesłuchań i przez cały ten czas utrzymuje uwagę odbiorcy. Vuyvr grają ten swój black na nowoczesną modłę (ktoś to pewnie zaraz nazwie post-blackiem), co oznacza brak klawiszowych zmiękczeń, piszczących wokalistek i bombastycznej produkcji,

14 lutego 2013

Taste The Void – Sun's Heat [2012]

Taste The Void - Sun's Heat recenzja okładka review cover
Dziś będzie krótko, bo i opisywanego materiału ledwie dwadzieścia minut. Ale to akurat zaleta tej produkcji. A w związku z tym, że mamy dziś Walentynki i chce mi się dzielić bulgocącą we mnie miłością i dobrem, pochylę się nad tym, pożałowania godnym, albumikiem. Więc zaczynam, [czas na fanfary oraz werble] a do odpowiedzi zapraszam Taste The Void – francuski kwartet grający post-hardcore zmiksowany z blackiem i doomem. I pewnie czymś jeszcze więcej, ale ja tego nie znam i nie chcę znać. Coś w sam raz dla mew i emo, jak mniemam. Teraz już nie macie najmniejszych wątpliwości, co o wydawnictwie sądzę. I co wy powinniście sądzić. Kupuję jeszcze to, że dla niektórych takie klimaty mogą wydać się ciekawe, ale na pewno nie kupię, że nawet fani takiej muzy łykną wszystkie słabości i niedoróbki "Sun's Heat".

11 lutego 2013

Pestilence – Spheres [1993]

Pestilence - Spheres recenzja okładka review cover
Oj, odlecieli na tej płycie panowie z Pestilence! Dalej i wyżej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Stąd też jeśli dla kogoś niemożliwie genialny "Testimony Of The Ancients" był albumem przesadnie pokręconym, to tutaj najpewniej się zgubi, bo "Spheres" to coś znacznie więcej niż ciężki death metal. W zapomnienie poszły budujące klimat na poprzedniku klawisze, zaś w ich miejsce pojawiły się instrumenty budzące większe kontrowersje – syntezatory gitarowe, które nie raz dają o sobie znać w regularnych utworach (nawet w formie solówek) i rządzą w interludiach. Naturalnie normalne instrumenty nie zostały przez to zepchnięte w tło. Ba! Ich partie są jeszcze bardziej kompleksowe i trudniejsze do ogarnięcia, a pojawiające się nieraz zagrywki z pogranicza prog-jazz-fusion dodają całości interesujących smaczków i robią w strukturach jeszcze większe zamieszanie.

8 lutego 2013

The Devin Townsend Band – Synchestra [2006]

The Devin Townsend Band - Synchestra recenzja okładka review cover
Można się zdrowo pogubić w całej tej Devinowej zabawie z kapelami. DTB to właśnie jedna z takich kapel-projektów; byt krótki, bo zaledwie dwupłytowy i umiarkowanie udany i właśnie przez tą "ujdzie-w-tłumie-owatość" – nie wywołujący u mnie bezsennych nocy. Co więcej, oba wydawnictwa spod znaku DTB wydano w przedziale czasowym między wspaniałymi "Terria" i "Ziltoid the Omniscient", tym razem firmowanych jedynie przed (prawie samego) Devina, dlatego zastanawiam się, czemu nie dorównują im poziomem. "Accelerated Evolution" oraz opisywany dziś krążek "Synchestra" wydano w czasie, kiedy Devinowi bardziej w sercu ambient grał, a żeby jednak trochę metalu w świat wypuścić, zebrał Devin kilku grajków i wzięli się za nagrywanie. "Synchestra" niemal dokładnie wpisuje się w styl znany z wcześniejszych wydawnictw Kanadyjczyka,

5 lutego 2013

Incantation – Vanquish In Vengeance [2012]

Incantation - Vanquish In Vengeance recenzja okładka review cover
Jeszcze nigdy przerwa między kolejnymi albumami Incantation nie była aż tak długa, w związku z czym można było domniemywać, że Amerykanie potajemnie przygotowali dla swych wyznawców coś niezwykłego – wizjonerskiego i w każdym elemencie zaskakującego. [miejsce na tubalny ironiczny śmiech] Takiego wała! Nie dość, że "Vanquish In Vengeance" nie zawiera kompletnie niczego nowego, to wręcz stanowi zjazd w kierunku jeszcze bardziej pierwotnej, odpychającej i obskurnej muzy. Nawet naturalnie zasyfione brzmienie, które pomógł im ociosać Dan Swanö (swoją drogą – z tej niechęci do death metalu na stare lata zajmuje się coraz brutalniejszymi produkcjami), spycha ten materiał w mroki pierwszej połowy lat 90-tych ubiegłego wieku. I to jest właściwe miejsce dla Incantation, zwłaszcza dla grającego tak surowo.

2 lutego 2013

Vektor – Black Future [2009]

Vektor - Black Future recenzja okładka review cover
W ubiegłym tygodniu zaproponowałem Wam bodaj pierwszy tech-thrashowy album w dziejach ludzkości. Mam nadzieję, że jeśli nie mieliście okazji przesłuchać go wcześniej, uczyniliście to teraz. Warto bowiem wiedzieć co było pierwsze: jajko czy kura. Kura. Pozostając w klimatach thrashu dla dorosłych, dziś płytka znacznie młodsza, bo z 2009 roku – debiut amerykańskiej formacji Vektor. Pewną wesołość budzi fakt, że w czasie, kiedy przywołany w pierwszym wersie "Energetic Disassembly" brylował na salonach, część ekipy z Filadelfii miała jeszcze mleko pod nosem, a innych w ogóle nie było na tym świecie. Nie zmienia to jednak faktu, że debiutancki "Black Future" jest jednym z lepszych debiutów ostatniej pięciolatki. To właśnie o nich pisałem przy okazji pierwszego longpleja Hexen i to właśnie w nich upatruję nadzieję na przyszłość thrashu.