2 lipca 2011

Hate Eternal – Fury & Flames [2008]

Hate Eternal - Fury & Flames recenzja okładka review coverDokładnie takiej płyty oczekiwałem od Hate Eternal zaraz po "King Of All Kings" – muzycznego dokręcania śruby i wciskania pedału gazu jeszcze głębiej w podłogę. Na tamtym albumie dotarli do ściany, tym – ścianę przesunęli. "Fury & Flames" doskonale wpisuje się w to, jak ja postrzegam ewolucję muzyki tego zespołu: szybciej, brutalniej, intensywniej, bardziej technicznie i lepiej brzmieniowo, a wszystko zamknięte w klasycznej formule death metalu z Ameryki. Jeśli ktoś tak pojmuje rozwój death’owej kapeli, to na pewno nie będzie zawiedziony zawartością krążka. Nad taką muzyką nie ma się sensu specjalnie rozwodzić, bo to zajebichnie czysty napierdol, w którym utrzymują się głównie zabójcze tempa, a stopień zakręcenia niektórych partii powoduje u słuchacza rękozwis – całość ogłusza, zdezorientuje i wyczerpuje. Brutalną treść albumu urozmaicają aż trzy melodyjne solówki (w 'Para Bellum', 'Tombeau (Le Tombeau De La Fureur Et Des Flames)', 'Bringer Of Storms' – do tego ostatniego, najlepszego, trzaśnięto teledysk) oraz garść szybko wpadających w ucho riffów – tyle w zupełności wystarcza, żeby nie zdechnąć od nadmiaru blastów. Warto skrobnąć kilka słów o składzie, który podpisał sie pod tym czterdziestominutowym dziełem. Rutan jaki jest, wszyscy wiemy – swoją klasę jako muzyk i producent potwierdzał już nie raz i "Fury & Flames" nie jest żadnym wyjątkiem od reguły. Znakomicie spisał się też inny deathmetalowy wyjadacz – Alex Webster zagrał zupełnie inaczej (a już na pewno znacznie szybciej) niż w Kanibalach, a jego bas cały czas przebija się przez gitarową orgię. Wzięty znikąd Jade Simonetto nie jest wprawdzie takim mistrzem jak jego poprzednik (Derek Roddy), ale jedno mu trzeba przyznać – chłopaczyna jest, kurwa!, szybki, a przy tym potrafi udanie zagospodarować podrzucane mu riffy. Shaune Kelley nie miał jakiegoś wielkiego wpływu na kształt muzyki (jakkolwiek maczał paluchy w dwóch kawałkach), jednak już za same solówki należy mu się pochwała. Tyle. "Fury & Flames" to dla mnie najlepsza płyta Hate Eternal – jest konsekwentnym rozwinięciem poprzednich i zawiera wszystko to, czego przynajmniej ja od nich oczekuję. Jednocześnie materiał jest niezwykle łatwy w odbiorze, a to dużo, jak na ścianę dźwięku.


ocena: 8/10
demo
oficjalna strona: www.hateeternal.com

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:


Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz