27 czerwca 2021

3rd War Collapse – Damnatus [2021]

3rd War Collapse - Damnatus recenzja reviewNazwa tego brazylijsko-fińskiego projektu budzi nieprzyjemne skojarzenia z jakimś tęczowym deathcore’owym syfem, jednak zdjęcia chłopaków i pierwsze sekundy „Eyes Of Deception" rozwiewają wszelkie wątpliwości. 3rd War Collapse całkiem sprawnie nawalają bezpośredni i dość brutalny death metal w amerykańskim stylu, ale — i to jest bardzo ciekawe i poniekąd odświeżające — w takiej no… niderlandzkiej odmianie. Tak podany materiał wchodzi gładko, więc należy się cieszyć, że zespół zdecydował się go ujawnić już po… 5 latach od nagrania.

Na Damnatus roi się od wpływów Prostiture Disfigurement, Severe Torture, Sinister czy Caedere; pojawiają się dosłownie na każdym kroku, czy to jeśli chodzi o dynamikę, riffy, czy struktury, ale nie robię z tego żadnego problemu, bo wszystko jest zgrabnie poskładane i doprawione grindowymi zapędami a’la wczesny Dying Fetus. W muzyce nie ma ani grama innowacji, słychać za to kupę zaangażowania i naprawdę niezły zmysł kompozytorski. Kawałki są krótkie, brutalne i treściwe, a przy tym zaskakująco chwytliwe, choć bazują niemal wyłącznie na blastach. Odstępstwa od ogólnej formuły pojawiają się w zasadzie tylko w „Forced To Suffer" (trochę egzotycznie brzmiących riffów) i „Headshot" (jest najwolniejszy w stawce) i to jedyne wyraźniejsze urozmaicenia, z jakimi mamy do czynienia na Damnatus. Czy to mało? Może i tak, ale przy takiej objętości albumu (niespełna 27 minut) wydają się wystarczające – pojawiają się akurat wtedy, gdy trzeba wprowadzić trochę miejsca na oddech, ale bez rozpraszania uwagi słuchacza.

Najmniejszych urozmaiceń nie ma za to w wokalach, które są brutalne od początku do końca płyty. W ich aranżacjach można się doszukać pewnych fascynacji Fleshgrind czy Lividity, więc wiadomo na co należy się przygotować – niski i niezrozumiały bulgot. Miejscami odgłosy wydawane paszczą wydają się nawet brutalniejsze niż sama muzyka, ale to po części wynika z brzmienia, bo chłopaki postawili na dużą czytelność instrumentów przy ograniczeniu niższych rejestrów.

Jeśli szukacie niewymuszonego death’owego napierdalania na dobrym poziomie i w nie do końca oklepanej formie, to śmiało możecie sięgnąć po debiut 3rd War Collapse – raczej się nie zawiedziecie. Ja na pewno będę wypatrywał następcy Damnatus. Kto wie – może już został nagrany kilka lat temu?


ocena: 7,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/3rdwarcollapse

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:

Udostępnij:

20 czerwca 2021

Aborted Fetus – Pyramids Of Damnation [2020]

Aborted Fetus - Pyramids Of Damnation recenzja okładka review coverZa sprawą Pyramids Of Damnation Aborted Fetus weszli na nowy poziom brutalności i sprawili, żeby odbiorcom kolana uginały się jeszcze przed pierwszym odpaleniem płyty. Nie widzę opcji, kiedy osoba zaznajomiona z twórczością zespołu widząc na wyświetlaczu 15 utworów w 65 minut nie stęknie z niemocy na myśl o konfrontacji z takim potworem. Co z tego, że Rosjanie nagrali swój najbardziej ambitny, urozmaicony i zaskakujący materiał, skoro już w połowie (opcja optymistyczna) duża część słuchaczy powie sobie – „dość!”?

Pyramids Of Damnation to zapewne najlepszy i najmocniej dopracowany album Aborted Fetus, choć od strony muzycznej ma najmniej wspólnego, z tym, z czego ten zespół był znany od początku. Czy to dobrze czy źle – trudno jednoznacznie stwierdzić; część fanów może być zawiedziona taką transformacją, inni natomiast docenią chęć rozwoju i odwagę przy wkraczaniu na nowe terytoria. Rosjanie ograniczyli czystą brutalność, zwolnili i wprowadzili do swej twórczości mnóstwo wpływów klasycznego death metalu oraz… elementy etniczne. Te ostatnie mają oczywiście związek z konceptem zawartym w tekstach (mitologiczne plagi egipskie), a sprowadzają się do plumkania bliskowschodnich melodyjek. Aborted Fetus nie mają tego wyczucia i rozmachu co Nile, bo nie skorzystali z żadnych egzotycznych instrumentów, ale skojarzenia z Amerykanami nasuwają się same. To jednak tylko dodatek (mimo iż zaskakująco często serwowany) do death metalowego rdzenia.

Zmianę podejścia do komponowania widać u Aborted Fetus chociażby w tym, jak bardzo urozmaicili i rozbudowali struktury utworów, już nawet abstrahując od ich ilości. Rosjanie w miarę możliwości mieszają w tempach i stylach, więc obok nowojorskiej nawalanki w typie Internal Bleeding czy wczesnego Dying Fetus trafiają się nawiązania do motorycznej mielonki a’la Bolt Thrower, Obituary czy Morta Skuld. Żeby było ciekawiej, w riffach częściej niż ostatnio pojawiają się jakieś melodie (albo ich zalążki), jest więcej solówek i momentów wytchnienia – po prostu sensownego grania. I chociaż słucha się tego całkiem fajnie, to z każdym kolejnym kawałkiem z coraz większą niecierpliwością zerka się na zegarek.

Z płyty na płytę Aborted Fetus starają się pokazać z coraz lepszej strony, podkreślić swoje rosnące umiejętności, ale na Pyramids Of Damnation jednak przedobrzyli. Albo przecenili wytrzymałość odbiorców, bo i taka opcja wchodzi w grę. Ja w każdym razie liczę, że następnym razem się opamiętają, bo 25 minut to dla nich optimum.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/Abortedfetusbrutality/

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

14 czerwca 2021

Ad Nauseam – Imperative Imperceptible Impulse [2021]

Ad Nauseam - Imperative Imperceptible Impulse recenzja okładka review coverWłosi wyjątkowo wysoko zawiesili sobie poprzeczkę na „Nihil Quam Vacuitas Ordinatum Est”, toteż nikogo nie powinno dziwić, że na opracowanie następcy tamtego świetnego materiału potrzebowali sporo czasu. Minęło sześć lat, świat pognał do przodu, a wraz z nim Ad Nauseam. Czyżby zespół unowocześnił się na siłę? A skąd, po prostu nie poszedł na łatwiznę i nie nagrał kopii debiutu. Miast tego rozszerzył formułę swojego grania o nowe elementy, udowadniając wszem i wobec, że nie chce ograniczać się do powielania pomysłów innych kapel, bo zależy mu stworzeniu czegoś charakterystycznego tylko dla siebie.

Oczywiście Imperative Imperceptible Impulse nie jest albumem totalnie oryginalnym i niepozbawionym obcych wpływów, bo wiele z nich można bez trudu wskazać: Gorguts, Ulcerate, Gigan, które już były obecne na debiucie oraz Deathspell Omega, Pyrrhon czy Imperial Triumphant, które mocniej uwidoczniły się dopiero teraz. Chodzi bardziej o to, że Ad Nauseam potrafili na bazie tych inspiracji wykreować coś świeżego. Tym razem zespół skupił się wyłącznie na długich (choć niekiedy tylko pozornie – o czym za moment) utworach, w których zgrabnie połączył techniczną maestrię z ryjącym beret klimatem, a gwałtowne wybuchy brutalności z wysublimowanymi pasażami. Na Imperative Imperceptible Impulse nie ma mowy o kurczowym trzymaniu się jednego tempa czy nastroju dłużej niż przez kilkanaście sekund; dosłownie co chwilę musi pojawić się jakiś nowy skupiający uwagę motyw, który nagle zostaje zastąpiony innym, niekoniecznie nawet wynikającym z poprzedniego. Jak mieszać, to na całego!

Włosi odpowiedzialni za Ad Nauseam znakomicie utrzymują napięcie wewnątrz utworów i pilnują, żeby były atrakcyjne, nieszablonowe i wymagające, a przy tym częściej niż na „Nihil Quam Vacuitas Ordinatum Est” drażnią się ze słuchaczem, robiąc nagłe zwroty o 180 stopni i zarzucając go popieprzonymi rozwiązaniami aranżacyjnymi. Co istotne – dopiero ze słuchawkami na głowie można się przekonać, jak bardzo złożona i bogata w niuanse to muzyka; w zasadzie do każdego ucha dobiega coś innego. Imperative Imperceptible Impulse zapewnia fascynujące doznania i w piękny sposób nadpala zwoje mózgowe, a mimo to — podobnie jak debiut — ma zaskakująco niski próg wejścia, więc radochę z płyty można czerpać od pierwszego przesłuchania.

Długi proces powstawania Imperative Imperceptible Impulse miał związek nie tylko ze stopniem skomplikowania muzyki, ale również ze specyficznym podejściem do jej produkcji. Ad Nauseam ponownie postawili na zbudowany przez siebie sprzęt oraz tradycyjne techniki nagrywania – bez równania śladów, komputerowych poprawek czy korzystania z sampli. W dodatku całość nagrano i zmasterowano w HDR, więc krążek oferuje naprawdę bogate brzmienie, choć trzeba pamiętać, żeby dla odpowiedniego efektu solidnie podkręcić potencjometr.

Na Imperative Imperceptible Impulse przeszkadza mi tylko jedna rzecz – przydługie, sięgające nawet kilkudziesięciu sekund ambientowe wypełnienia między kolejnymi utworami. Owszem, niektóre z nich odpowiadają za klimat i początkowo budują napięcie, aaale po przekroczeniu pewnej granicy zaczynają zwyczajnie mierzić. To raz. Dwa jest takie, że przez nie całość wytraca jakże potrzebny impet, zwalnia – zamiast płynnie lecieć od uderzenia do uderzenia. Ten minus nie przesłania na szczęście plusów, bo tych jest na krążku bez liku. Ad Nauseam nagrali kapitalny, wyróżniający się materiał i byłoby zbrodnią, gdyby nie został należycie doceniony.


ocena: 9/10
demo
oficjalna strona: www.adnauseam.it

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

4 czerwca 2021

Altarage – Succumb [2021]

Altarage - Succumb recenzja reviewSuccumb był jednym z bardziej wyczekiwanych przeze mnie tegorocznych krążków, toteż nastawiłem się na coś wyjątkowego i w sumie coś wyjątkowego dostałem, choć chyba niedokładnie o to mi chodziło. Liczyłem na rozwinięcie formuły z „The Approaching Roar” – na większy rozmach, wyrazistość utworów i odrobinę wyrafinowania; że muzycy Altarage dorzucą do tej stylistyki coś od siebie, w końcu to już ich czwarty album. Tymczasem Baskowie podeszli to tematu zupełnie inaczej i stworzyli ponad godzinę gęstego i średnio czytelnego hałasu, w którym przede wszystkim rządzą skrajności i brak kompromisów. Czy to dobrze – tego nie wiem, bo płyta sprawia trochę kłopotów, niemniej jednak to na pewno nie jest kiepski materiał.

Pierwsze, co zwraca uwagę i w pewien sposób drażni, to nagłe, nieuzasadnione muzycznie przeskoki w „Negative Arrival”. Aż musiałem się upewnić, czy płyta nie jest porysowana – nie była. A może mój egzemplarz jest felerny? Porównałem z innymi – wszyscy tak mają. Na tym jednym kawałku się nie kończy, bo na Succumb Hiszpanie ochoczo korzystają z takich gwałtownych cięć – czy to wewnątrz utworów czy pomiędzy nimi. Jeśli ten zabieg miał rozpraszać, dezorientować i pogłębiać dźwiękowy mętlik, to spełnił swoje zadanie. Ponadto zespół nie uznaje półśrodków, więc albo napiera szybko i chaotycznie albo wolno i monotonnie, albo szaleńczo mieszają albo mielą w sposób jednowymiarowy. Momentami naprawdę trudno się połapać, o co im chodzi, ale jako że muzycy Altarage mają już sporo doświadczenia (o ile oczywiście to ciągle ci sami), należy założyć, że grają tak bo chcą, a nie dlatego, że tak im akurat wychodzi.

W każdym razie target Succumb wydaje się być dość wąski i są to głównie zapaleni miłośnicy Portal, Abyssal czy Mitochondrion, czyli zespołów, które nie przywiązują wielkiej wagi do przejrzystości struktur, melodii, technicznych ornamentów czy krystalicznego brzmienia. Pod tymi względami „The Approaching Roar” był albumem znacznie bardziej przystępnym i dookreślonym. Z perspektywy fana death metalu na Succumb najbardziej pasuje mi „Magno Evento”, bo w nim dzieje się najwięcej ciekawych rzeczy, jest najlepiej poukładany wewnętrznie, ma trochę fajnych nawiązań do Morbid Angel, a nawet quasi-solówkę. Innymi słowy jest najbliższy temu, co kojarzymy z terminem death metal. Podobny poziom trzymają bardzo mocne „Inwards” i „Drainage Mechanism”, natomiast już „Maneuvre”, „Lavath” czy „Watcher Witness” (ach, te piękne dzikie przyspieszenia!) trzeba pierwej oddzielić od hałasu, żeby dotrzeć do ich ciekawego rdzenia. Interesującym przypadkiem jest jeszcze 21-minutowy „Devorador de mundos”, który zaczyna się naprawdę potężnie i rozbudza apetyt na coś epickiego (może i nowatorskiego), ale po kilku minutach rozmywa się w monotonny noise i jest z tego tyle pożytku, co z gender studies. Altarage mogli zakończyć Succumb z przytupem, a jednak postawili na usypianie.

Wspomniane już wyżej skrajności sprawiają, że ocena tej płyty nie należy do najłatwiejszych. Obok siebie występują fragmenty wgniatające w ziemię i niemal (intencjonalnie?) denerwujące, w dodatku całość brzmi dość mętnie i niechlujnie (nigdzie nie chwalą się, gdzie i z kim nagrywali Succumb), no i ciężko się połapać, według jakiego klucza muzycy Altarage składali ten materiał do kupy.


ocena: 7,5/10
demo

inne płyty tego wykonawcy:


Udostępnij: