facebook

29 września 2010

The Dillinger Escape Plan – Ire Works [2007]

The Dillinger Escape Plan - Ire Works recenzja okładka review cover
Bardzo ciekawie miksowały się moje odczucia względem "Ire Works" podczas pierwszego odsłuchu zaraz po premierze płytki – na zmianę pojawiały się refleksje, że "to już było", które po chwili ustępowały miejsca "a to coś nowego". Czyżby więc The Dillinger Escape Plan zaczęli zjadać swój ogon? Nic podobnego! To po prostu wypracowany i szybko rozpoznawalny styl Amerykanów. Powtarzają się tylko w jednym – ich krążki za każdym razem powalają. Nie inaczej jest z tym albumem – utwory skrzą się od połączenia skrajnie różnych pomysłów, są wyładowane sprzecznymi emocjami i dalekie od banału. Podobnie jak na "Miss Machine", tak i tym razem obok fragmentów ziejących brutalnością zafundowano trochę odjazdów w kierunku muzyki stosunkowo łagodnej. Wszystkie te elementy są jednak tak wymieszane, że nie jestem w stanie nawet w przybliżeniu powiedzieć jakie są proporcje. Cokolwiek by muzycy nie wyczyniali, brzmi to świeżo i cholernie atrakcyjnie.

26 września 2010

Disgorge – Necrholocaust [2003]

Disgorge - Necrholocaus recenzja okładka review cover
Na swoim drugim płodzie, znaczy płycie, schorowane Mexy z Disgorge zawiesiły poprzeczkę dla wszelkiej maści gore-grindowych wypierdalaków bardzo, ale to bardzo wysoko. Cały świat słusznie zadawał sobie pytanie, czy mogą jeszcze bardziej nagiąć granice muzyczno-estetyczne i sprokurować coś w większym stopniu posranego i odrażającego. Wszak innych kapel na gore’owym poletku jakoś nie było stać na zbliżenie się do poziomu bezwzględnej i zwierzęcej (choć może jednak ludzkiej?) brutalności zaprezentowanej na "Forensick". "Necrholocaust" może nie jest krążkiem bardziej odpychającym, ale na pewno pod wieloma względami przewyższa poprzednika, no i wypada najlepiej spośród ich wszystkich dokonań. Rzut okiem na okładkę (w przypadku Disgorge może być nawet dosłowny) pozwala stwierdzić, że daleko jej do ekstremalności dwóch wcześniejszych, ale ten 'defekt' nadrabia zajebistą wymownością, przez co — razem z tytułem — stanowi paskudną zapowiedź zagłady.

23 września 2010

Groinchurn – Whoami [2000]

Groinchurn - Whoami recenzja okładka review cover
"Huemaj", trzeci duży materiał Groinchurn, powinien bez problemu — tak jak ich poprzednie wydawnictwa — zadowolić fanów urozmaiconego grind core’a. Nie trzeba być specem z konserwatorium, żeby stwierdzić, że muza od czasów "Fink" nieco się zmieniła. Nadal jest to dalekie od standardu, interesujące i inteligentne napierdalanie, ale w szczegółach to i owo poprzestawiano. Nie ma sensu, żebym wymieniał całą listę modyfikacji, bo to każdy słuchacz zrobi na własną rękę. Mnie najbardziej rzuciło się w uszy wyeksponowanie rock'n'rollowych naleciałości obecnych w twórczości ekipy z RPA oraz nieco inne podejście do produkcji. Bardzo fajnie to wpłynęło na charakter tych kawałków: jest różnorodnie, ostro i z jajami. Jeśli komuś się wydaje, że w związku z powyższym Groinchurn wymiękli i sprokurowali "Swansong 2",

20 września 2010

Nasum – Human 2.0 [2000]

Nasum - Human 2.0 recenzja okładka review cover
Nasum właśnie za sprawą swojego drugiego — a zarazem najlepszego — albumu, "Human 2.0" gwałtownie wtargnął do ścisłej czołówki moich ulubionych grindowych pomiotów. Nie mogło być inaczej, wszak to powalająca i nie dająca chwili na wytchnienie muza. Kogo by obchodziło, że wpływy klasyków pokroju Napalmów (struktury), Carcass (wokalny duecik) i Terrorizer (intensywność) są dość wyraźne. Ważne, że Nasum podaje zapoczątkowany przez nich gatunek w świeżej i nowoczesnej formie – łojąc jeszcze szybciej, brutalniej i bardziej profesjonalnie, dbając o każdy szczegół i nie pozostawiając miejsca na przypadek, a tym bardziej na odstępstwa od gatunku. Chłopaki potrafią bardziej niż na "Inhale / Exhale" zaskoczyć ciekawymi zmianami tempa, obezwładniającymi melodiami (znakomite 'Shadows' i 'Words To Die For' – tylko miejcie na uwadze, że to grind!), czy odważnymi poczynaniami na basie

17 września 2010

Reinfection – They Die For Nothing [1999]

Reinfection - They Die For Nothing recenzja okładka review cover
Bitą dekadę temu Reinfection mieli okazję konkretnie namieszać na światowych listach krwawych przebojów, ale tak się jakoś dziwnie poukładało, że kapela przepadła w cholerę – najprawdopodobniej przysłonięta jakimś szambem, któremu ktoś nadał pozory perfumerii zaraz po wybuchu mody na grind core’a. Źle się stało, powiadam wam, albowiem sprokurowany przez chłopaków cudny death-grindowy debiut powinien ich ustawić w pierwszej lidze. "They Die For Nothing" zaczyna się naprawdę uroczo, bo od odgłosów konających przedstawicieli naszej elitarnej klasy politycznej, którzy — jak to świnie — po utuczeniu przy złotym korycie, kończą swój nędzny żywot w dość przykry sposób – w symfonii kwików, pochrząkiwań i, zdaje się, wyładowań elektrycznych. Dalszy, niespełna półgodzinny ubój ma już charakter czysto muzyczny,

14 września 2010

Phobia – Means Of Existence [1998]

Phobia - Means Of Existence recenzja okładka review cover
Fobia niejedno ma oblicze. Może to być strach przed mostami (gefyrofobia), przed długimi wyrazami (hippopotomonstrosesquippedaliofobia), przed brudem (mizofobia – niespotykana wśród metalówek), przed tym, że jest się obserwowanym przez kaczkę (anatidafobia)... W końcu Fobia może przybrać formę czterech hałasujących kolesi z dalekiej Kalifornii. Amerykanie napierają przez nieco ponad pół godziny zaangażowany grind core zbudowany w oparciu o klasyczne wzorce – tak klasyczne, jak to tylko możliwe. Żeby oszczędzić sobie i wam zbędnej wyliczanki, ograniczę się tylko do dwóch najbardziej cisnących się na usta nazw: Napalm Death (najdalej do etapu "Utopia Banished") i Terrorizer. Wszystko zatem powinno być jasne – jest dość szybko, szorstko, prosto, agresywnie i po punkowemu niechlujnie. "Means Of Existence" została stworzona przez zespół z pewnym doświadczeniem (prawie dziesięcioletni staż),

11 września 2010

Dead Infection – A Chapter Of Accidents [1995]

Dead Infection - A Chapter Of Accidents recenzja okładka review cover
Druga duża płyta polskich bogów gore-grind to przyjemny zbiór 18 czystych gatunkowo wałków, których tematykę stanowią opisy różnych, mniej lub bardziej zabawnych, ale zawsze jednak w jakiś sposób tragicznych zdarzeń. Jak na koncept-album, teksty (jak z podupczonych wokali wychwycicie choć jedno normalne słowo, to moje najszczersze gratulacje!) nie są ze sobą ściśle powiązane, jednak można je uznać za wciągające (a nawet słitaśne) i godne polecenia, szczególnie 'The End Of Love' i 'Her Heart In Your Hands'... Muzyka zawarta na "A Chapter Of Accidents" to podręcznikowy przykład jak łoić brutalny, bezkompromisowy grindowy stuff – tu wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dodać należy, że Dead Infection wyzbyli się elementów death metalu obecnych na debiucie.

8 września 2010

Carcass – Reek Of Putrefaction [1988]

Carcass - Reek Of Putrefaction recenzja okładka review cover
A cóż to do ciężkiej cholery jest? Dziki hałas? A owszem, zgadza się, ale to tylko mała i mniej istotna część prawdy. Ta ważniejsza mówi o forpoczcie grind core’a i albumie jak najbardziej kultowym. Słodki "Odór rozkładu" unosi się przez 22 kawałki (czyli prawie 40 minut), a przynosi ze sobą bezkompromisową napierduchę zagraną głównie w szybkich tempach – prostą, chaotyczną, brutalną i — przez konkretnie zryte wokalizy — popieprzoną, ale nie pozbawioną pewnej koncepcji. Koncepcji i humoru, bo takiego 'Festerday' — od której strony by doń nie podejść — nie sposób traktować poważnie. Personalne koneksje mogłyby sugerować muzyczną zbieżność Carcass z Napalm Death, jednak łomot podpisany 'by Ścierwo' nie jest zbyt podobny do tego, który uprawiali ich koledzy z Birmingham – przede wszystkim przez redukcję punkowych wpływów i ukierunkowanie na mięso w gitarach.

5 września 2010

Napalm Death – Scum [1987]

Napalm Death - Scum recenzja okładka review cover
Z uśmieszkiem słucha się dziś tego, jak wyglądał start jednej z największych (i do tego cały czas aktywnych!) legend ciężkiego grania... Owo 'ciężkie granie' w tym miejscu to oczywiście eufemizm, bo działalność wcześniejszych ekstremistów typu Slayer, Sodom czy Bathory to przy Napalm Death wesołe przytupy dla przedszkolaków z glutami do pasa. Kakofonia, w jaką po paru chwilach przeradza się większość numerów z tej płyty, nie miała wówczas żadnej konkurencji w dziedzinie łączenia totalnej dźwiękowej (bo słowo 'muzyka' jakoś nie ciśnie się na usta...) ekstremalności ze społecznym zaangażowaniem. "Scum" to punk i hardcore doprowadzone do ostateczności, może nawet do granic absurdu, czego przykład mamy chociażby w 'You Suffer' – muzycznie niezbyt rozbudowanym, ale za to bardzo głębokim w treści.

2 września 2010

Therion – Sirius B [2004]

Therion - Sirius B recenzja okładka review cover
W ubiegłym roku świętowaliśmy małą rocznicę, rocznicę narodzin pewnych bliźniaków... braci "Lemuria" i "Sirius B". Jest to zjawisko, które w świecie (nie tylko muzycznym, ale także biologicznym) nie zdarza się zbyt często. A gdy już się zdarza, zwiastuje mnóstwo emocji i niezapomnianych przeżyć. Tym większy jest to powód do radości (z owego zjawiska, oczywiście), dlatego solenizantom życzę spokojnego dotrwania do sześćdziesiątki, albo nawet setki, wciąż będąc świeżymi i pełnymi młodzieńczej werwy. We wspomnieniach ojca możemy wyczytać, że na świat przyszły nie bliźniaczki a trojaczki, jakoś tak jednak wyszło, że 'trzeci bliźniak' został jakby ukryty, przeniesiony do cienia – podobno różnił się znacznie od wspomnianego już rodzeństwa. Dumny ojciec — pan Krzysztof — wspomina, że bracia na początku mieli indywidualne rysy,