facebook

29 lipca 2013

Formis – Perfect Excuse [2010]

Formis - Perfect Excuse recenzja okładka review cover
Pierwsze przesłuchanie "Perfect Excuse" z lekka mnie dobiło — choć to pewnie za mocne słowo — bo przecież tak mógł — a nawet, kurwa, powinien — brzmieć Never na "Back To The Front"! Mógł, ale wybrał inną, dla mnie nieco zbyt nużącą drogę. Wyszło na to, że to mniej opierzonym przyszło pokazywać starszym stażem kapelom, że w okrutnie eksploatowanym technicznym i melodyjnym death-thrash’u można stworzyć fajny materiał, nie popadając przy tym w banały i nudzenie. Zespół Seby przywołałem nie tylko z racji pochodzenia Formis, ale przede wszystkim ze względu na dźwięk, charakterystyczne podejście do gatunku i duuuże wpływy późnego Death. To ta sama liga (w kraju można jeszcze do niej zaliczyć m.in. Sceptic), poziom również (!), tylko fajności i jaj (ze staropolska – cojones) jakby więcej. Nie bez znaczenia pozostaje rozmiar materiału – "Perfect Excuse" to trwająca 24 minut epka. 

26 lipca 2013

Havok – Unnatural Selection [2013]

Havok - Unnatural Selection recenzja okładka review cover
Tak sprawnie zabierałem się za recenzję "Time Is Up", że amerykański kwartet modern old school thrashowy zdążył nagrać kolejny krążek. Co najciekawsze, "Time Is Up" to płyta ze wszech miar udana, zagrana na luzie i bardzo przyjemnie wchodząca, więc jej potencjalna dupowatość nie mogła być powodem obsuwy – jakoś tak wyszło. "Time Is Up" to czysta przyjemność, zero myślenia. Nieco inaczej ma się sprawa z "Unnatural Selection", bo oprócz wielkiej przebojowości pojawiły się pierwsze oznaki spoważnienia i muzycznego dojrzewania. W ilości "akuratnej". Znaczy to tyle, że w dość żwawe, ale raczej niespecjalnie oryginalne i wyszukane napierdalanie zgrabnie powplatano rozmaite spowolnienia, zjazdy w deathowe klimaty, całą gamę różnorakich temp, wielokrotne wypady tak w stroną Megadeth jak i np. Overkill bądź Anthrax

23 lipca 2013

Autopsy – The Headless Ritual [2013]

Autopsy - The Headless Ritual recenzja okładka review cover
Gdyby nie logo na okładce, byłby samobój. Naprawdę niewiele brakowało, ale i tak jestem przekonany, że obrazek na froncie odstraszy niejednego niezdecydowanego klienta. To nie jest straszne, obrzydliwe ani oldskulowe, to jest żenująco słabe. Petagno ma na koncie mnóstwo wtórnych i infantylnych okładek, ale takiego dziadostwa nie popełnił już dawno. Wielka szkoda, że takie badziewie musi służyć za oprawę muzyki Autopsy, bo wnioskując po zawartości "The Headless Ritual" – Amerykanie są na fali wznoszącej i stopniowo nabierają rozpędu. Dokładnie tak, moi mili nekrofile – "Macabre Eternal" nie był jednorazowym wybrykiem paru siwiejących jegomościów, co znajduje potwierdzenie już w pierwszych minutach stanowiącego niejako kwintesencję płyty 'Slaughter At Beast House'. 

20 lipca 2013

Summoning – Old Mornings Dawn [2013]

Summoning - Old Mornings Dawn recenzja okładka review cover
Trochę kazali na siebie czekać panowie z Summoning. Pytanie tylko, czy nowy album wart był tego czekania. Odpowiedź jest do bólu życiowa: i tak, i nie. Sprawa wygląda bowiem następująco: "Old Mornings Dawn" to krążek naprawdę dobry, w kilku miejscach ocierający się o nawet geniusz, inteligentnie nawiązujący do wcześniejszych dzieł, świetnie wyprodukowany i wciąż mający moc przenoszenia do tolkienowskiego Śródziemia. To, co zawsze było sprawą nadrzędną w muzyce Austriaków, czyli klimat, cały czas tam jest, wciąż można poczuć ciarki na plecach, gdy muzyka eksploduje majestatycznymi orkiestracjami, ciągle przed oczami przelatują krajobrazy odległych krain, tak wspaniale zatrzymane na kolejnych okładkach zespołu. To zostało, i chwała muzykom za to.

17 lipca 2013

Trauma – Karma Obscura [2013]

Trauma - Karma Obscura recenzja okładka review cover
Przypuszczam, że lider elbląskich weteranów death metalu nasłuchał się już dość zapewnień i deklaracji, jakim to ważnym zespołem dla polskiej sceny jest Trauma, jak to wszyscy ją cenią, uwielbiają, nerki by dla Mistera & C.O. oddali... Wszystko pięknie, ale gdy przychodzi konkretów — czyli do wyłożenia kasy na studio, wydania płyty i choćby szczątkowej promocji — to nagle wszyscy odwracają się dupą wzorem polityków po wyborach. Taka sytuacja powinna wkurwiać i załamywać, jednak nie jego – wszak nie bez powodu zatytułował jeden z albumów słowem determinacja. Wkurw z powodu realiów to jedno, mnie jednak ta potężna obsuwa (nagrania rozpoczęto w 2011...) wydawnicza dziwi szczególnie w kontekście tego, że "Karma Obscura" jest moim nieskromnym zdaniem ich najlepszym albumem od czasu "Imperfect Like A God" sprzed dziesięciu lat, co oznacza pewne miejsce w "top 3" zespołu.

14 lipca 2013

Ouroboros – Glorification Of A Myth [2011]

Ouroboros - Glorification Of A Myth recenzja okładka review cover
Granica pomiędzy graniem technicznym a bezsensownym katowaniem sprzętu jest dość cienka i naprawdę niewiele trzeba by znaleźć się w Meksyku. A stamtąd, jak wiadomo, trudniej się dostać do USA, trudniej niż droga w przeciwnym kierunku. Prawda jest też taka, że nastała ostatnio moda na bycie arcytechnicznym i stąd wysyp zespołów ubiegających się o tytuł, nieszczególnie zresztą pochlebny, najbardziej technicznej załogi ever. Gdyby jeszcze w parze z umiejętnościami szły jakieś konkretne pomysły natury muzycznej to ok, ale rzeczywistość jest taka jak na załączonym obrazku, czyli, że nie idą. I efekt tego jest taki, że mimo tysięcy arcytechnicznych załóg, niewiele jest takich, które przyciągają na dłużej i zapadają w pamięć. Na szczęście, od czasu do czasu, pojawia się ekipa, która nie dość, że umie grać, to jeszcze potrafi komponować zajebistą muzykę.

11 lipca 2013

Antigama – Meteor [2013]

Antigama - Meteor recenzja okładka review cover
Gdy tak porąbany bend jak Antigama robi sobie czteroletnią przerwę między kolejnymi długograjami, to można spodziewać się wszystkiego, z ogólnoświatową rewoltą włącznie. Aż tak dobrze jednak nie ma, bo system w swej syfiastości trzyma się dzielnie (no chyba, że panowie zaczęli na bliskim wschodzie), ale i tak warszawska ekipa soundtrackiem do jego upadku zamieszania narobiła co nie miara, dając fanom zmyślnego grind core’a mnóstwo powodów do radości, a włodarzom Relapse – do rwania włosów z głów. Dla mnie "Meteor" jest krążkiem lepszym, ciekawszym i bardziej przekonującym od "Warning", i choć album z 2009 do słabych nie należał, to najnowszy z łatwością przebija go w paru dość istotnych punktach. Przede wszystkim "Meteor" jest inny – bezpośredni, przez większość czasu otwarcie jebiący w twarz z furiacką siłą typową dla Napalmów i starego Terrorizera,

8 lipca 2013

Megadeth – Super Collider [2013]

Megadeth - Super Collider recenzja okładka review cover
Zacznę, coś mi się tak zdaje, od końca, tzn. od wystawienia oceny. Potem będę ocenę uzasadniał próbując tak manewrować faktami, żeby się zgadzało z oceną. A uczynię tak dlatego, że płyta jest w swej istocie cholernie dwuznaczna i łatwo się zagalopować w jedną stronę całkowicie zapominając o drugiej. A więc do dzieła. Jakże skromnym zdaniem autora, płyta pt. "Super Collider" zespołu Megadeth zasługuje na... na 6. No może 7. I chuj i tak strzelił cały pomysł z reverse writing, więc pójdzie tradycyjnie od początku. A początek krążka jest wyborny. "Kingmaker" wpisuje się wyśmienicie w klimat dwóch poprzednich wydawnictw, które — w powszechnym mniemaniu — dają radę i za które Mustainowi należy się medal, litr (może 0,75 litra) i nowy egzemplarz Biblii.

5 lipca 2013

Squash Bowels – Grindcoholism [2013]

Squash Bowels - Grindcoholism recenzja okładka review cover
Anonimowi grindcoholicy dotknięci straszliwym "Grindvirusem" radujcie się, albowiem zdecydowanie nie anonimowe grindcoholiczne trio w osobach Artura, Andrzeja i Mariusza wróciło ze świeżutką (choć nie do końca – nagrania skończono w pierwszej połowie 2012) porcją patologicznego i szybkiego jak skurczybyk hałasu! Selfmadegod piszą dla zachęty, że to jedna z najmocniejszych pozycji w dyskografii Squash Bowels, ale tak sformułowane zdanie niczego nie wyjaśnia, bo przecież w ten sposób można powiedzieć o większości wydawnictw ekipy z Białegostoku. A kapela ani się nie zmieniła, ani tym bardziej nie wymiękła. Stąd też nie ma co owijać w bawełnę – jeśli tylko kogoś rajcowały poprzednie dokonania tego niszczącego zespołu, to i z przyjęciem "Grindcoholism" nie będzie miał najmniejszego problemu,

2 lipca 2013

Pitbulls In The Nursery – Lunatic [2006]

Pitbulls In The Nursery - Lunatic recenzja okładka review cover
Jak się chce, to się da i nawet Francuzi potrafią nagrać album, który zachwyci nawet najbardziej wybrednego fana deathu. Nie jest, i nie może być, zaskoczeniem fakt, że kapela raczej nie święci tryumfów grając ogólnoświatowe tournée, a co za tym idzie – zna ją 25 osób wliczając rodziny muzyków; wytłumaczenie jest proste do bólu – wszak to death metal i to dla wymagających. Ciężej byłoby pewnie tylko eskimoskim progowcom coverujacym przeboje ludowe na kościanych piszczałkach. Na szczęście są takie strony jak nasza, na której — poza mainstreamem — staramy się wygrzebać i zapromować twory eskimoskie i nie tylko, kapele, na których zalega warstwa kurzu grubości przeciętnej amerykanki, kapele, które wzbudzają wręcz paniczny strach zawiłością swoich utworów (także u wydawców) i wszelkie inne, raczej mało znane cudeńka – słowem: kapele dobre.