facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty

4 marca 2017

Wormed – Planisphærium [2003]

Wormed - Planisphærium recenzja okładka review cover
Wormed to w tej chwili niekwestionowani liderzy hiszpańskiego death metalu, a przy okazji jeden z nielicznych (jeśli nie jedyny) tamtejszych zespołów, który jest wzorem do naśladowania dla wielu młodych brutalistów okupujących piwnice całego świata. Ten status nie wziął się naturalnie znikąd. O ile jeszcze ich demówki nie były czymś wyjątkowo powalającym, to już wybuchowy debiut "Planisphærium" — jak na największy wyziew z tej części Europy przystało — ostro namieszał w łepetynie niejednego maniaka czystej ekstremy. Wprawdzie mnie ta płyta nie sprowadziła do parteru ani za pierwszym ani za setnym przesłuchaniem, ale nie potrafię przejść obok niej obojętnie, bo zawiera naprawdę porządną dawkę chaotycznego nakurwiania na najwyższych obrotach. Przy okazji tego całego zgiełku warto zwrócić szczególną uwagę na duże umiejętności techniczne Hiszpanów, a już zwłaszcza perkusisty.

5 grudnia 2014

Gorguts – ...And Then Comes Lividity / Demo Anthology [2003]

Gorguts - ...And Then Comes Lividity / Demo Anthology recenzja okładka review cover
Nie mam zielonego pojęcia, jakie jest zainteresowanie przeszłością Gorguts w naszym pięknym kraju, ale może trafią się ze trzy osoby, które sięgną po opisywaną kompilację. Już na początku warto zaznaczyć, że składak ten nie jest debestofem, zawiera bowiem wyłącznie materiały nie wydane wcześniej na CD, lub też w ogóle nie ujawniane publicznie przez zespół. Całość otwiera pierwsze — i jedyne w pełni profesjonalne — demo "...And Then Comes Lividity" (1990). Muzyka to oczywiście death metal, nie odbiegający zbytnio od ówczesnych standardów – jest solidny i na pewno obciachu jej autorom nie przynosi. Jeśli ktoś jej jeszcze nie słyszał, to warto się zainteresować bo większości tych numerów nie znajdziecie na debiucie. Jak mawiają – im dalej w las, tym więcej niedopałków. Czy jakoś tak...

29 maja 2014

Fleshgrind – Murder Without End [2003]

Fleshgrind - Murder Without End recenzja okładka review cover
Brutale z Fleshgrind w swojej, że tak zażartuję, karierze wiele nie osiągnęli. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ich największym sukcesem było podłapanie kontraktu z Century Media – pal już licho, że w ramach krótkotrwałej mody na mocny death metal. Najważniejsze, że krążek — który okazał się ich ostatnim — zmajstrowali po swojemu, bez puszczania oka do typowej klienteli tej niemieckiej stajni. Bo co my tu mamy? Mocny, ciężarny, podparty solidną techniką i porządnym brzmieniem death metal z dopiskiem 'brutal'. "Murder Without End" to muzyka utrzymana w klimacie bogów gatunku i oczywiście poprzednich płyt Fleshgrind, z tym że jeszcze bardziej wpadająca w ucho i sprawiająca dużo perwersyjnej radości. Dziewięć premierowych kawałków oraz nagrany na nowo numer z pierwszej demówki o absolutnie niewinnym tytule 'Holy Pedophile' może służyć za przykład świetnie zrealizowanego, a zarazem najbardziej typowego łomotu w amerykańskim stylu

29 stycznia 2014

Transcending Bizarre? – The Four Scissors [2003]

Transcending Bizarre? – The Four Scissors recenzja okładka review cover
"The Four Scissors" to, jak każdy inny album Transcending Bizarre?, cholerny hipokryta i przewrotnik. Głaszcze cię po główce z jednej strony, a z drugiej – kradnie cukiery z kieszeni. Odwraca uwagę damskimi wokalami, orkiestracjami i całym tym melodyjnym badziewiem po to tylko, by zafundować siarczystego kopa agresywnej sieczki miedzy poślady. Taki już styl Greków i ich wizytówka, aby wprowadzić możliwie największe zamieszanie i skonfundowanie wśród słuchaczy. "The Four Scissors" to album pełen sprzeczności: łagodne, delikatne jak tembr głosu Krystyny Czubówny pasaże i równie aksamitne wokalizy Marii Preka, a po drugiej stronie barykady – nagłe eksplozje czysto metalowych temp i blackowych wrzasków, poparte kanonadą nad wyraz sprawnie zaprogramowanej perkusji.

20 lutego 2013

Pavor – Furioso [2003]

Pavor - Furioso recenzja okładka review cover
Ciekawe, ilu z was kiedykolwiek słyszało kiedykolwiek nazwę Pavor. Bo ilu miało okazję zapoznać się, chociaż pobieżnie, z ich twórczością, to chyba nawet wiem. Szkoda tylko, że liczba ta pędem zbliża się do zera. Ale do rzeczy, to może uda mi się nawet kilku z was przekonać do sięgnięcia po któreś z wydawnictw niemieckiego kwartetu. Do zrecenzowania "Furioso" przymierzałem się dobrych kilka lat, bo z płytą jest jeden problem – nie jest to muzyka, która wchodzi łatwo jak soczek po wódziuni. Trzeba mieć naprawdę odpowiedni nastrój, żeby płyta nie odrzucała. Podobnego problemu nie będą mieli zapewne fani takich przedsięwzięć jak Gorguts lub Demilich, choć pewnie i oni kilka głębszych przed lekturą krążka będą musieli wziąć lub walnąć, co kto lubi.

20 listopada 2012

Sinister – Savage Or Grace [2003]

Sinister - Savage Or Grace recenzja okładka review cover
Owocem krótkotrwałego powrotu Sinister do Nuclear Blast jest omawiany właśnie, szósty krążek zespołu. W muzyce wiele względem poprzednich się nie zmieniło, choć pod względem gitarowym na pewno jest ciekawsza niż na "Creative Killings" – bardziej urozmaicona, klasyczna i chwytliwa. Co zabawne – napisał ją gościnnie (!) Ron Van der Polder, który już ongiś w kapeli terminował. Dostajemy także więcej solówek – te zagrał Pascal Grevinga. Fajne są też intra... Hmm... No i na tym właściwie plusy się kończą. Mieszane odczucia mam co do wokalu Rachel, bo czasami wchodzi w rejestry a’la Mullen, co mi zalatuje przesadnym majstrowaniem nad nim (wokalem, nie Mullenem ;) ) w studiu. Teraz sprawa, która najbardziej w moim odczuciu wpływa na negatywny odbiór płyty – gówniane brzmienie. Niewiele bowiem pomaga lepsza muzyka, gdy brzmi ona po prostu do dupy.

8 października 2012

Despondency – God On Acid [2003]

Despondency - God On Acid recenzja okładka review cover
Oto prawdziwie brutalny wymiot na najwyższym poziomie, który w niczym nie odstaje od najbardziej znanych przedstawicieli czołówki gatunku. Ba! Taki materiał jest godzien ekstraklasy i może służyć za wzór do naśladowania! Despondency na swoim potężnym debiucie nawet przez sekundę nie proponują niczego nowego, ale to, co zagrali, zagrali wprost wybornie, czerpiąc całymi garściami z dorobku największych i najpopularniejszych brutalistów grasujących w amerykańskim podziemiu – od Disgorge, przez Gorgasm i Devourment, po Broken Hope. Niemcy najwięcej wspólnego mają z tymi pierwszymi, choć młócą od nich trochę szybciej (a to przecież żaden powód do rozpaczy). Tak czy inaczej "God On Acid" już na starcie lokuje się w europejskim topie obok, równie debiutanckich, opusów Pyaemia i Disavowed.

29 kwietnia 2012

Neuropathia – Graveyard Cowboys [2003]

Neuropathia - Graveyard Cowboys recenzja okładka review cover
Zanim Dead Infection na dobre powrócili do grona żywych za sprawą opisywanego już "Brain Corrosion", inni białostoccy (dość)długodystansowcy dorobili się pierwszego upragnionego — tak przez siebie, jak i fanów — długograja. I to nie byle jakiego, bo "Graveyard Cowboys" już na starcie deklasuje wiele znacznie bardziej znanych i lubianych światowych załóg. Panowie z Neuropathii, jako muzykanty otrzaskane, doskonale wiedzą, jak efektywnie obsługiwać swoje instrumenty (hmmm...), co przy klasycznym podejściu do wykonywanego gatunku zaowocowało bardzo przyjemną płytką, której — choć jej soniczna treść polega niemal wyłącznie na maksymalnym dokurwianiu — słucha się wyjątkowo lekko i bez jakichkolwiek oporów. Pełen profesjonalizm – tak jeśli chodzi o granie, jak i jego oprawę (Hertz).

29 lutego 2012

Hate – Awakening Of The Liar [2003]

Hate - Awakening Of The Liar recenzja okładka review cover
"Przebudzenie Kłamcy", czwartą dużą płytę Hate, można uznać za jakiś przełom w karierze zespołu i pierwszą prawdziwą okazję do wypłynięcia na szerokie wody za sprawą kontraktu z Listenable. Fakt, było z tym krążkiem trochę problemów, ale mniejsza o to, bo robi mi dobrze jak mało która polska produkcja deathmetalowa. W porównaniu do — niekiepskiego przecież — "Cain’s Way" zaskakuje ciężarem, intensywnością, masywnym brzmieniem (Hertz) i samymi kompozycjami. Ekipa Pierwszego Grzesznika atakuje swoją muzyką w sposób dosadny, wulgarny i bluźnierczy. Co więcej, atakuje wręcz błyskawicznie, przekraczając nieosiągalne dotąd dla siebie bariery szybkości. A to wszystko za sprawą młodego gniewnego w osobie Hellrizera, który — jak to ongiś celnie określił Kaos — gra jak ludzkie tornado. Pod żadnym pozorem nie jest to stwierdzenie przesadzone, bo chłop ze swojego zestawu robi naprawdę niezły użytek, siejąc przy tym nieliche spustoszenie.

23 października 2011

Nasum – Helvete [2003]

Nasum - Helvete recenzja okładka review cover
Każdy, nawet średnio zorientowany fan wie, że "Human 2.0" to generalnie kupa skomasowanego napierdalania na najwyższym poziomie, no nie? W przypadku "Helvete" również nie zabrakło porywających (rozrywających) blastów, ale w porównaniu do poprzedniczki, płyta jest w moim odczuciu zdecydowanie bardziej urozmaicona, choć nie aż tak dzika, jak wcześniejsze dokonania Szwedów. Panowie zapodali znacznie więcej fragmentów z potężnym walcowaniem oraz sporo uwydatnionych melodii (choć samych numerów jest tylko 22 – dali dupy, hehe). 'Scoop', 'Stormshield', 'Relics', 'The Final Sleep', 'Breach Of Integrity', 'Worst Case Scenario' – czy to nie znakomite przykłady na to, jak wymiatać nowoczesny grind, inteligentny i brutalny zarazem?! Pojawiają się naprawdę ciekawie skonstruowane riffy, które jednak są wykorzystywane w bardzo oszczędnych ilościach, przez co u słuchacza pozostaje pewien niedosyt, a to oznacza konieczność następnych przesłuchań.

5 czerwca 2011

Krisiun – Works Of Carnage [2003]

Krisiun - Works Of Carnage recenzja okładka review cover
Swego czasu wielu fanów miało w stosunku do tej płyty spore obawy, a wynikały one z bardzo niejednoznacznego poprzedniego krążka, jak i wywołanego przezeń braku wiary w twórczy potencjał i dalszy rozwój Krisiun. Brazylijczycy jednak z pełną mocą udowodnili, że te strachy z wielkimi ślepiami były irracjonalne i spadek formy to urojenie. Przede wszystkim panowie z pomocą Pierre’a Rémillarda poprawili brzmienie, które na "Ageless Venomous" pozostawiało wiele do życzenia i niejednokrotnie wywoływało zgrzyt zębów. Na "Works Of Carnage" dźwięk jest soczysty, ostry, wyraźny, bardziej intensywny i co chyba najważniejsze – naturalny. Od strony muzycznej jakichś kolosalnych zmian względem 2-3 poprzednich płyt nie ma, bo rzeź dokonuje się w ramach stylu wypracowanego przez Brazylijczyków kilka lat wcześniej, choć oczywiście udoskonalonego i nie pozbawionego pewnych nowości.

11 maja 2011

Farmakon – A Warm Glimpse [2003]

Farmakon - A Warm Glimpse recenzja okładka review cover
Lubicie miksy gatunkowe? Jeśli tak — a nie mam w tym momencie na myśli alkoholu — to niewykluczone, iż debiut Finów was zainteresuje. No bo co my tu mamy – europejską odmianę death metylu... eee... metalu charakterystycznego dla szwedzkiej sceny (ale nie tej 'ponadmelodyjnej'), obficie polaną progresywnym sosem wpływów jazzu i funky. Całkiem dużo tu technicznego grania, mieszania akcentów, wybiegów w klimatyczne rejony, ponadto często i gęsto pojawiają się czyste wokale. Upraszczając (bardzo, naprawdę baaardzo, i na siłę) sprawę, można by porównać chłopaków do panienek z Opeth. Tylko w przypadku Farmakon ten eklektyzm (o przecież znacznie szerszych podstawach) wypada spójnie i bardzo naturalnie, podczas gdy Szwedzi — w moim mniemaniu (i na szczęście nie tylko moim) — katują nużącym schematem pitoląco-groźnego przekładańca, w sam raz dla smutnych/mrocznych dziewczynek i chłopców, którzy postanowili poszukać łomotu poza bluźnierczym Linkin Park

26 kwietnia 2011

Vital Remains – Dechristianize [2003]

Vital Remains - Dechristianize recenzja okładka review cover
Jak łatwo wywnioskować po ocenie, piąty album Vital Remains uważam za mocarną i absolutnie wyjątkową pozycję. Założę się, że macie podobnie. Nie ma w tym wszakże nic dziwnego, bowiem "Dechristianize" to wybitny death’owy akt, a zarazem kolejny przykład doskonałych możliwości tego zespołu, czy raczej jego filarów w osobach Tonyego Lazaro i Dave’a Suzuki. Płyta powstała w zmienionym już któryś raz składzie: poprzedniego wokalistę zastąpił sam Diabeł pod nieświętą postacią Glena "śmierć chrześcijanom" Bentona. Przyznaję, że byłem pełen obaw właśnie w związku z wokalnym obliczem Vital Remains, bo to, co lider Deicide odstawił na kiepskich — delikatnie rzecz ujmując — "Insineratehymn" i "In Torment In Hell", w ogóle do mnie nie przemawia. I tu następuje niezłe zaskoczenie, bo odwalił kawał naprawdę wyśmienitej roboty, wyśpiewując liryki Dave’a (świetne swoją drogą) maksymalnie nienawistnie i z pełnym oddaniem sprawie.

26 września 2010

Disgorge – Necrholocaust [2003]

Disgorge - Necrholocaus recenzja okładka review cover
Na swoim drugim płodzie, znaczy płycie, schorowane Mexy z Disgorge zawiesiły poprzeczkę dla wszelkiej maści gore-grindowych wypierdalaków bardzo, ale to bardzo wysoko. Cały świat słusznie zadawał sobie pytanie, czy mogą jeszcze bardziej nagiąć granice muzyczno-estetyczne i sprokurować coś w większym stopniu posranego i odrażającego. Wszak innych kapel na gore’owym poletku jakoś nie było stać na zbliżenie się do poziomu bezwzględnej i zwierzęcej (choć może jednak ludzkiej?) brutalności zaprezentowanej na "Forensick". "Necrholocaust" może nie jest krążkiem bardziej odpychającym, ale na pewno pod wieloma względami przewyższa poprzednika, no i wypada najlepiej spośród ich wszystkich dokonań. Rzut okiem na okładkę (w przypadku Disgorge może być nawet dosłowny) pozwala stwierdzić, że daleko jej do ekstremalności dwóch wcześniejszych, ale ten 'defekt' nadrabia zajebistą wymownością, przez co — razem z tytułem — stanowi paskudną zapowiedź zagłady.

29 lipca 2010

Spinal Cord – Remedy [2003]

Spinal Cord - Remedy recenzja okładka review cover
"Debiutancki album grupy założonej przez muzyków DEVILYN!" – w ten oto niewybredny sposób wydawca zachęcał ludziskuf do zapoznania się z "Remedy", mając zapewne nadzieję, że umiejętność liczenia na palcach jednej ręki bezpowrotnie w narodzie zaginęła. Już taka durna zagrywka mogła negatywnie nastawiać do zespołu potencjalnych odbiorców, a co dopiero tych, których — tak jak mnie — nie ruszyło ani ich promo, ani nie przekonała ówczesna kondycja koncertowa. Czasem jednak warto przełamać wewnętrzne opory, bo inaczej niezły kąsek może przejść nam koło nosa. No i na "Remedy" mamy do czynienia z przyjemną niespodzianką. U mózgów tej ekipy wyraźnie zaprocentowały doświadczenia zdobyte w Devilyn, bo materiał jest dokładnie przemyślany, odpowiednio złożony, profesjonalnie obrobiony, słucha się go bardzo dobrze, a w porywach nawet zajebiście.

23 lipca 2010

Yattering – Genocide [2003]

Yattering - Genocide recenzja okładka review cover
Chyba każdy miłośnik death metalu w polskiej odmianie mniej więcej kojarzy, że okres, w którym powstawał materiał na "Genocide" nie był dla Yattering wyjątkowo udany. Płynące z każdej strony szambo mogło pogrzebać zespół — który nota bene sam w tym zamieszaniu nie był bez winy — jeszcze przed wejściem do studia. Te wszystkie zawirowania miały oczywiście wpływ na ostateczny kształt albumu, i tak się ciekawie składa, że wpływ bardzo pozytywny. Płyta pod każdym względem przebija poprzednią, a przy tym jest od niej wyraźnie inna, choć nadal zanurzona w konwencji pojebanego technicznego death metalu, który można stawiać w jednym rzędzie z Gorguts i Cryptopsy. Tak mili państwo, "Genocide" to nie tylko świetny krążek jak na polskie warunki, to jest klasa światowa! Już samo brzmienie przytłacza i pokazuje, że do takiej muzy trzeba fachowca z odpowiednim podejściem,

10 maja 2010

Gordian Knot – Emergent [2003]

Gordian Knot - Emergent recenzja okładka review cover
Niby projektu nie zawieszono, szlag Ameryki nie trafił (choć mógłby), nikomu rąk nie pourywało, a jednak ostatnie wydawnictwo spod znaku Węzła liczy sobie już 7 lat. Kawał czasu, jakby na to nie spojrzeć. Niemniej jednak ta muzyka ma w sobie coś, co sprawia, że się nie przejada, nie powszednieje, a jeśli w ogóle starzeje się, to czyni to z godnością i klasą. Z muzyką generalnie, a tego rodzaju w szczególności, bywa różnie – niektóre albumy wybitnie źle znoszą upływ czasu, po iluś tam przesłuchaniach okazuje się, że nie ma już żadnych tajemnic do odkrycia, żadnych zaskoczeń, żadnych 'łał' – krążek zna się na wylot i okazuje się pusty i wyjedzony. A jak wiadomo – z pustego to i Olek ze Sławojem nie wychylą. Na szczęście przypadek Gordianowej płyty nie wpisuje się w ten smutny temat i nawet po wielu latach potrafi zaskoczyć nową nutą, dźwiękiem, który przez tyle lat umykał uwadze.

12 kwietnia 2010

Aborted – Goremageddon: The Saw And The Carnage Done [2003]

Aborted - Goremageddon: The Saw And The Carnage Done recenzja okładka review cover
Już przy okazji płyty "Engineering The Dead" — nota bene w prasie każdorazowo objeżdżanej — wszędzie zamiast "Belgowie z Aborted" czytałem: "Bogowie z Abotred"... No i miałem, kurwa mać!, rację, bo to był pieprzony OMEN! A jeśli jeszcze ktoś będzie śmiał wątpić w wartość tej płyty to... mam go głęboko w dupie, bo z takimi typami w ogóle nie ma sensu się zadawać! Oczekiwałem po tym albumie porządnej napierduchy, a spotkał mnie maksymalny, soczysty i nader krwawy napierdol. "Goremageddon" to odegrany z chirurgiczną precyzją (to akurat nie powinno specjalnie zaskakiwać – wystarczy rzut okiem na teledysk) kurewsko szybki i brutalny gore death/grind z wpływami perełek w postaci "Necroticism: Descanting The Insalubrious" (czyżby jakaś analogia w tytułach?) oraz "Heartwork" wiadomego zespołu

23 marca 2010

Morbid Angel – Heretic [2003]

Morbid Angel - Heretic recenzja okładka review cover
Powtórka z "Formulas..."? Poniekąd tak. To właśnie z piątym krążkiem "Heretic" ma najwięcej cech wspólnych: jest podobnie zbudowany, skład się powtórzył, trzon materiału stworzył Trey i wokół jego pomysłów wszystko się kręci. "Heretic" niestety powiela także niektóre błędy tamtego albumu. Ale po kolei. Początek to konkretna death metalowa jazda, do jakiej Morbidzi wszystkich przyzwyczaili – szybka, brutalna, z wieloma technicznymi zagrywkami i do pewnego stopnia chwytliwa. Odetchnąć z ulgą powinni wszyscy zawiedzeni tempami dominującymi na poprzedniej płycie, tu grzańsko występuje w zdecydowanie większych ilościach. Słucha się tego dość dobrze, choć powodów do zachwytów raczej nie ma. Zupełnie inaczej niż na "Gateways...", ale wciąż solidnie wypadają wokale – są ciekawie przybrudzone, Tucker śpiewa na kilka sposobów i wychodzi mu to naprawdę fajnie.

Patologicum – Hecatomb Of Aberration [2003]

Patologicum - Hecatomb Of Aberration recenzja okładka review cover
Krakowski Patologicum jest reprezentantem 'popularnego' sportu brutal gore-grind. Oczywiste jest to, że jeżeli coś jest popularne, to jest uprawiane przez dość liczne grono ludzi. Ale oczywistym jest także i to, że w każdym, nawet najpopularniejszym sporcie tylko mała grupa osób jest naprawdę dobra w tym co robi, i właśnie do tej grupy zalicza się Patologicum. Ich debiutancki album zawiera 14 chorych, dzikich i brutalnych bełtów. Większość kawałków jest poprzedzona krótkimi intrami, chyba z jakiś filmów, a jeden nawet z jakiejś kroniki kryminalnej (!). Muszę przyznać, że przyjemnie się relaksuję przy tej muzyce. Panowie grają na mniej więcej takim samym poziomie jak Dead Infection oraz Reinfection, można nawet byłoby powiedzieć, że idealnie łączą właściwości obu tych zespołów. Oprócz tego dość często grają, że tak powiem, bardzo chwytliwie.