facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą symphonic metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą symphonic metal. Pokaż wszystkie posty

25 marca 2016

Fleshgod Apocalypse – King [2016]

Fleshgod Apocalypse - King recenzja okładka review cover
Kilka, może kilkanaście miesięcy temu Włosi przekonywali w wywiadach, że przystępując do pracy nad "King", obrali sobie za cel stworzenie albumu rozbudowanego, bombastycznego, doskonale łączącego symfoniczny rozmach i death metalowe wyziewy – takiego, który wyrywa słuchacza z butów i pozostawia go z rozdziawioną paszczą. Niestety, muzycy przecenili własne umiejętności i dość boleśnie wyjebali się na ambitnych planach. Wzięli dużo czego popadnie, wrzucili do jednego worka, wstrząsnęli, zamieszali i po prostu przedobrzyli. W rezultacie powstała płyta, która fanów poprzednich wydawnictw zupełnie nie ruszy, może ich co najwyżej wymęczyć tym, czego słuchać nie chcieli. Jednakowoż, mimo wszystko, ta sama płyta powinna zapewnić zespołowi całkiem przyzwoitą pozycję na najbliższym Wacken...

20 września 2014

Septicflesh – Titan [2014]

Septicflesh - Titan recenzja okładka review cover
Zespoły z długoletnim stażem coraz częściej rozczarowują próbami dostosowania swojej twórczości do nowych realiów, tudzież wysilonym klepaniem w kółko tego samego ku uciesze mniej wymagających fanów. W takiej sytuacji naprawdę dużo przyjemności daje posłuchanie płyty pokroju niejednoznacznie zatytułowanego "Titan". Co ciekawe, to obiektywnie nawet nie musi być — i pewnie dla wielu nie będzie — największe, a nade wszystko najbardziej innowacyjne osiągnięcie Septicflesh; bardziej istotne jest to, że krążek imponuje bogactwem znakomitych aranżacji, które zgrabnie łączą w sobie wysublimowane formy orkiestralne i efektowne brutalne grzańsko. Od wydanego trzy lata temu znakomitego "The Great Mass" styl Greków nie zmienił się ani odrobinę, ale i tak w jego ramach muzycy zaproponowali kilka niezłych patentów, które przełożyły się na pokaźny zestaw ekscytujących utworów.

8 września 2013

Fleshgod Apocalypse – Labyrinth [2013]

Fleshgod Apocalypse - Labyrinth recenzja
Podołali! Sensacja paru ostatnich lat — a przynajmniej od wydania epki — jaką bez wątpienia jest Fleshgod Apocalypse, uderzyła wreszcie ze swoim trzecim i — uwaga spoiler — zarazem najlepszym krążkiem. "Labyrinth" został najprawdopodobniej zbudowany w oparciu o skądinąd słuszną w przypadku symfonicznego death metalu ideę "większy rozmach i więcej wszystkiego", co się tyczy zwłaszcza najbardziej charakterystycznych cech zespołu. Nie da się ukryć, że na "Agony" orkiestracje były raczej dodatkiem do ściany blastów i ogólnej rzezi. Na nowym krążku ich rola jest już donioślejsza, są w pełni integralną częścią utworów, bowiem położono większy nacisk na ich współpracę z death metalowym trzonem muzyki. Teraz te dwa elementy przeplatają się na wszystkie sposoby, dzięki czemu całość nabrała fajnej głębi i nie jest aż tak bardzo schematyczna, jak na poprzedniku.

2 sierpnia 2013

Wintersun – Time I [2012]

Wintersun - Time I recenzja okładka review cover
Finowie są dziwni - niby, jak to gdzieś słyszałem, metal leci u nich w każdym pubie, szkole, kościele i na przystanku, na okrągło, ale jeśli się temu całemu metalowaniu lepiej przyjrzeć, to okazuje się, że nie ma na co patrzyć. W dodatku są Finowie tak śmiertelnie poważni w tym, co robią, popadają w taka egzaltację, że człowiek zaczyna się zastanawiać "czy z nimi wszystko w porządku?". No bo spójrzcie na książeczkę najnowszego longpleja Wintersun i powiedzcie, że to normalne, że dorośli na całym świecie tak robią, że wiatr we włosy jest spoczko, no spróbujcie się nie roześmiać. Wydawało mi się, że tego typu kreacje wyszły z mody w poprzednim milenium, ale okazuje się, że nie do końca (temat blacku pozostawiam, tym razem, poza nawiasem dyskusji). Najgorsze jest jednak to, że nie tylko kreacje trącą myszką. 

17 grudnia 2011

Therion – Lemuria [2004]

Therion - Lemuria recenzja okładka review cover
Chyba nie stwierdzę nic szczególnie odkrywczego konstatacją, że Therion to klasa sama dla siebie, kapela, której styl jest nie tyle niepodrabialny (tu następuje wymowna pauza, w czasie której kieruję wzrok w stronę ChRL), co bezbłędnie rozpoznawalny już od pierwszych dźwięków. Jest to stwierdzenie nieco mgliste i nieprecyzyjne, ale dobrze oddaje wrażenia jakie towarzyszą lekturze Szwedów – bo nie rozpoznać Theriona to jak dać z liścia kobiecie (będąc facetem), jak powiedzieć "gówno" w wytwornym towarzystwie, tudzież zalać frytki majonezem. Po prostu się nie godzi, nie godzi kurwa i basta! Tą kapelę trzeba znać, lubić też – ci, którzy się ze mną nie zgadzają, to wiedzą co im słoń na ucho nadepnął i gdzie im kij w dupę. Oczywiście zastrzec trzeba, że sympatia do kapeli nie jest ślepa i bezwarunkowa, obejmująca swoim zasięgiem wszystkie krążki – "Lemuria" nie jest jednak ową czarną owcą, choć zaczyna się nijako.

2 września 2011

Fleshgod Apocalypse – Agony [2011]

Fleshgod Apocalypse - Agony recenzja okładka review cover
Septic Flesh niespodziewanie wyrosła (groźna?) konkurencja na polu 'symfonicznego death metalu', i to również z 'ciałem' w nazwie. Piszę niespodziewanie, bo choć Włosi już na poprzednich wydawnictwach przejawiali pewne neoklasyczne skłonności, to dopiero po przejściu do Nuclear Blast (to ich nagłe zamiłowanie do rzeźni jest dla mnie wielce zastanawiające) w pełni rozwinęli tę stronę swojej działalności, nie odpuszczając nic z wcześniejszej ekstremy. Już na początku warto nadmienić, że Fleshgod Apocalypse, pomimo obranej stylistyki, jest zespołem zupełnie innym niż wspomniany grecki potwór. O ile w dźwiękach generowanych przez Septic Flesh jest dużo napięcia, dostojeństwa i klimatu, to już autorzy "Agony" poszli w nieco innym kierunku i po prostu ostro młócą na tle żwawo zapieprzającej orkiestry (w znaczeniu: klawiszy).

5 sierpnia 2011

Anorexia Nervosa – Redemption Process [2004]

Anorexia Nervosa - Redemption Process recenzja okładka review cover
Z "Redemption Process" sprawa miała wyglądać wyjątkowo prosto – nazwa, tytuł, a przy ocenie wklepane dziesięć. Jednak pierwsze przesłuchania czwartej płyty umalowanych i wystrojonych Anorektyków (brawa za oryginalny image!) dały mi wyraźnie do zrozumienia, że trzeba będzie się nieco postarać. Po następcy niesamowitego "New Obscurantis Order" oczekiwałem bowiem wulkanu energii i notorycznego, maniakalnego wręcz blastowania, a tu – pewne zaskoczenie. Nie żeby Francuzi nagle przerzucili się na doom (czego im nie życzę), ale nie jest to materiał tak ponaddźwiękowy, jak można było się tego spodziewać i na jaki ich stać. Dostajemy za to krążek na pewno najbardziej podniosły, poważny, w niektórych fragmentach nawet patetyczny (aczkolwiek bez popadania w skrajności – żadnej sztuczności), zaaranżowany z barokowym rozmachem i wielką wyobraźnią,

2 listopada 2010

Haggard – And Thou Shalt Trust... The Seer [1997]

Haggard - And Thou Shalt Trust... The Seer recenzja okładka review cover
Nieczęsto się zdarza, by zespół już na pierwszym longpleju zaserwował muzykę, którą można porównywać tylko do niej samej, czy wręcz potraktować jako punkt odniesienia dla innych nagrań – nowo powstały kanon. A z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia na debiutanckim krążku niemieckiej formacji Haggard, krążku, który stał się podwaliną dla nowego subgatunku w metalu – a mianowicie symfonicznego dm bazującego na melodiach średniowiecza. Krócej chyba się tego nie da ująć nie ujmując jednocześnie zespołowi jego osiągnięcia. A jest się czym chwalić – bez zażenowania, niezasłużonego chodzenia z podniesionym czołem czy fałszywej dumy z własnego dzieła. Debiut marzeń – można powiedzieć. "And Thou Shalt Trust... The Seer" to nieco ponad czterdzieści minut średniowiecznych melodii zmiksowanych z ciężarem jak najbardziej współczesnych gitar,

11 października 2010

Anorexia Nervosa – New Obscurantis Order [2001]

Anorexia Nervosa - New Obscurantis Order recenzja okładka review cover
O ile "Drudenhaus" — poprzednia duża produkcja Żabojadów — była płytą nietuzinkową i bardzo ciekawą, to "New Obscurantis Order" jest już niemalże pieprzonym monumentem! I to kolejny już przykład na naciąganą "magię trzeciej płyty". Kilkunastosekundowe napieprzanie instrumentów smyczkowych, błyskawiczne przejścia i cholernie szybkie blasty – tak wygląda początek tego albumu. Umalowani Anorektycy udowadniają, że absolutnie nie należą do bandy pitoleńców i — niczym tornado tekturowe amerykańskie domki — rozrywają słuchacza na strzępy swą niezwykle ekspresyjną, nasyconą emocjami muzą. Bardzo dobry i przede wszystkim szybki gitarzysta oraz grający zaskakująco wymagające partie perkusista (kapitalne przejścia i przepięknie nabijany ride podczas blastów) generują muzę agresywną i zarazem dosyć techniczną – po prostu zajebiście wspaniałą i szybko trafiającą do łba.

2 września 2010

Therion – Sirius B [2004]

Therion - Sirius B recenzja okładka review cover
W ubiegłym roku świętowaliśmy małą rocznicę, rocznicę narodzin pewnych bliźniaków... braci "Lemuria" i "Sirius B". Jest to zjawisko, które w świecie (nie tylko muzycznym, ale także biologicznym) nie zdarza się zbyt często. A gdy już się zdarza, zwiastuje mnóstwo emocji i niezapomnianych przeżyć. Tym większy jest to powód do radości (z owego zjawiska, oczywiście), dlatego solenizantom życzę spokojnego dotrwania do sześćdziesiątki, albo nawet setki, wciąż będąc świeżymi i pełnymi młodzieńczej werwy. We wspomnieniach ojca możemy wyczytać, że na świat przyszły nie bliźniaczki a trojaczki, jakoś tak jednak wyszło, że 'trzeci bliźniak' został jakby ukryty, przeniesiony do cienia – podobno różnił się znacznie od wspomnianego już rodzeństwa. Dumny ojciec — pan Krzysztof — wspomina, że bracia na początku mieli indywidualne rysy,

4 maja 2010

Haggard – Tales Of Ithiria [2008]

Haggard - Tales Of Ithiria recenzja okładka review cover
Po upływie 4 lat od nagrania rewelacyjnego "Eppur Si Muove" Haggard powrócił był z kolejnym longplejem. Longplejem, który od wspomnianego poprzednika był słabszy (żeby nie trzymać was w niepewności), ale który poniekąd był także inny. Myślę, że nie ma potrzeby jakoś szerzej komentować faktu, iż "Opowieści" są krążkiem słabszym, ot, przebojowość gdzieś się nieco zagubiła, melodie osłuchały, a riffy niekiedy pachną autoplagiatem. Generalnie z poziomem kompozycji jest słabiej, tu i ówdzie brakuje ikry, a o jakiejkolwiek świeżości nie ma nawet co mówić. Bardzo wyczuwalne jest natomiast znaczne wyciszenie, uspokojenie i uplastycznienie muzyki. I na tym głównie polega inność "Opowieści" – jeśli o "Eppur Si Muove" można powiedzieć, że jest bardzo teatralny, to "Opowieści" to już obraz malowany dźwiękiem, metalowa opera, ścieżka dźwiękowa do filmu historycznego.

23 marca 2010

Hollenthon – With Vilest Of Worms To Dwell [2001]

Hollenthon - With Vilest Of Worms To Dwell recenzja okładka review cover
Bozie, jak ja uwielbiam Prokofiewa! Dla samego "Lords of Bedlam" warto zakupić ten album. Mówię wam – dla takiej interpretacji klasycznego motywu jakim jest "Taniec Rycerzy" warto byłoby czekać wieki, wciąż oglądać Jarka w tiwi, patrzyć jak nasi piłkarze grając jak nigdy, przegrywają jak zawsze, czy choćby słuchać jak Nergal opowiada o walorach artystycznych Doroty R. Tak bardzo jak na nic innego. Dlatego powiem to raz jeszcze – dla tego kawałka warto mieć ten album, choć jestem pewien, że wartość albumu nie kończy się na tym tracku. Ja miałem to szczęście, że znam album od kilku lat, wy natomiast możecie się z nim zapoznać zaraz po przeczytaniu recki (o ile nie mieliście podobnego szczęścia jak ja). Austriacy bardzo świeżo podeszli do nie-tak-znowu-otrzaskanego tematu, jakim jest symfoniczny death

Haggard – Eppur Si Muove [2004]

Haggard - Eppur Si Muove recenzja okładka review cover
Trzeci w dorobku Niemców pełny album studyjny, tym razem poświęcony Galileuszowi. Widać więc, że konsekwentnie podążają obraną na poprzednim albumie drogą i cały materiał poświęcają jednej osobie i związanym z nią wydarzeniom. Jak już wspomniałem, tym razem jest to Galileusz, a album opowiada historię jego życia, dokonań i śmierci. "Eppur Si Muove", podobnie jak poprzedni "Awaking the Centuries", powinien być traktowany jako jedna całość, monolit, który należy słuchać — że się tak wyrażę — za jednym zamachem. Ogólny zamysł albumu dotyczy bowiem nie tyle strony tekstowej, co przede wszystkim muzycznej. Umiejscowienie poszczególnych nagrań nie jest przypadkowe, każdy ma określone położenie, które jest podporządkowane jego roli w budowaniu klimatu. I tak, odmienne charakterem, utwory przeplatają się, dość często przetykane są instrumentalami,

Therion – The Miskolc Experience [2009]

Therion - The Miskolc Experience recenzja okładka review cover
Wiele można o Therion powiedzieć, ale na pewno nie to, że brak im pomysłów na kolejne wydawnictwa, toteż płodzą je na potęgę. Najgorsze — z perspektywy fana — jest jednak to, iż wszystkie te cuda wianki są tak wysokiej jakości, że nie pozostaje nic innego, jak tylko je kupować. I tym razem warto wycisnąć z portfela trochę (umownie...) kasy, bo okazja jest naprawdę niczego sobie. "The Miskolc Experience" (zestaw: dvd + 2 cd) to trzecia w ciągu ostatnich pięciu lat koncertówka zespołu, więc musiała zawierać coś specjalnego, jakiś haczyk, który uzasadniałby jej wydanie i mógł przyciągnąć kupujących. I tak jest w istocie, bo zarejestrowany występ jest czymś, czego każdy fan kapeli (a przynajmniej jej działalności od "Theli") chciałby zakosztować – Therion w towarzystwie orkiestry symfonicznej i prawdziwego chóru.