facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1985. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1985. Pokaż wszystkie posty

17 kwietnia 2014

Exodus – Bonded By Blood [1985]

Exodus – Bonded By Blood recenzja okładka review cover
O "Bonded by Blood" napisano już chyba wszystko, a nawet jeszcze więcej. Rozebrano na części pierwsze teksty, przeanalizowano riffy i solówki, debatowano nad umiejętnościami poszczególnych muzyków, rozprawiano nad wpływem Exodus na gatunek, porównywano do innych albumów tamtych czasów, a nawet zastanawiano się, czy gdyby materiał wyszedł wcześniej (bo przecież nagrania ukończono rok przed premierą) to zamiast Wielkiej Czwórki Thrashu byłaby Wielka Piątka Thrashu. Nie zapomniano o niczym, nie pominięto najdrobniejszego detalu. Mając to na uwadze mam wrażenie, że pisanie kolejnej analizy wydaje się zbędne i zapewne takie właśnie jest. Jedyne, co można napisać i co powinno mieć jako taki sens, jest próba oceny jak "Bonded by Blood" prezentuje się dzisiaj, niemal 30 lat od premiery. Czy debiut Exodus przetrwał próbę czasu?

26 stycznia 2013

Watchtower – Energetic Disassembly [1985]

Watchtower - Energetic Disassembly recenzja okładka review cover
Aż trudno uwierzyć, że krążek ten ma już niemal 30 lat. Jeszcze większe zaskoczenie budzi fakt, że dla większości metalowców kapela ta stanowi zagadkę nie mniejszą niż 2+2*2=6 dla współczesnej młodzieży gimnazjalnej. W obu przypadkach sprawa rozbija się, niestety, o znajomość podstaw. Matematyką zajmował się tutaj nie zamierzam (pierwszeństwo mnożenia, kretyni!), kilka słów mogę jednak napisać o tej, jakże niesamowitej, płycie. W czasach, kiedy znaczna większość metalowców dopiero dopieszczała swoje talenty muzyczne, kwartet z Austin jebnął tak niesamowitą porcją dźwięków, że niektórzy do dziś mają napuchnięte uszy. I nie ma w tym ani odrobiny przesady, bo w swoich czasach, a nawet dzisiaj, poziom umiejętności muzyków oraz zaawansowanie techniczne materiału bije na łeb znakomitą większość produkcji muzycznych. Potworna szkoda, że Watchtower przez wiele, wiele lat nie znalazł swoich naśladowców, choć może właśnie przez ową kompleksowość nikt nie garnął się do podjęcia rękawicy.

20 listopada 2011

Agent Steel – Skeptics Apocalypse [1985]

Agent Steel - Skeptics Apocalypse recenzja okładka review cover
Klasyka thrashu – inaczej się tego nazwać nie da. Oczywiście, thrash thrashowi nie jest równy, ale nawet najbardziej czarnopodniebienni miłośnicy gatunku nie odmówią "Skeptics Apocalypse" przebojowości, solidnego warsztatu oraz siły przebicia, czyli — mówiąc prościej — zajebistości. Pewnie fanom ostrzejszego, mniej melodyjnego grania Agent Steel zacznie wchodzić dopiero po kilku głębszych, wszystkim pozostałym jednak wejdzie już od pierwszych dźwięków. Nawet jednak ci bardziej hardkorowi po owych kilku, znajdą na "Skeptics Apocalypse" mnóstwo fajnych, stosunkowo lekkich, aranżacji, które sprawią im niesamowitą frajdę. Bo, co by nie mówić, słucha się tego krążka z niedającą się ukryć satysfakcją: nogi same zaczynają przytupywać w rytm utworów, głowy kiwać się w coraz większym zakresie, a z gardeł  wydobywają się pierwsze zapamiętane melodie i słowa. Mówiąc prościej – album zachęca do współuczestnictwa.

23 marca 2010

Possessed – Seven Churches [1985]

Possessed - Seven Churches recenzja okładka review cover
Logos, tytuł i odwrócony krzyż, wszystko na czarnym tle – tak prosty obrazek, a to jedna z bardziej rozpoznawalnych okładek w dziejach metalu. Obawiam się jednak, że z muzyką (to znaczy z jej znajomością) zawartą na debiucie jednego z prekursorów death metalu obecnie nie jest już tak dobrze. Brutalny thrash ekstremalnością znacznie wykraczający poza dokonania Metallicy, Exodus czy Slayer musiał w momencie premiery robić ogromne wrażenie. Dziś "Seven Churches" nie ma szansy kogokolwiek w jakikolwiek sposób zaszokować, bo to nie ta wyziewność i poziom bluźnierstwa, ale próbę czasu zniosła zaskakująco dobrze. Klasowy oldskul wyziera z każdej sekundy tego materiału. Szybkie, nieskomplikowane (czasem wręcz zabawne w swej banalności) riffy, dzikie i nieco popieprzone solówki (sporo ich tu upchnięto), proste nawalanie perkmana, przebijający się od czasu do czasu bas i wściekły wokalista wykrzykujący rozmaite bezeceństwa.