facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1987. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1987. Pokaż wszystkie posty

1 listopada 2015

Kat – 38 Minutes Of Life [1987]

Kat - 38 Minutes Of Life recenzja okładka review cover
Lata mijają, a pierwszy duży materiał live Kata ciągle robi dobre wrażenie. Wprawdzie sama realizacja pozostawia nieco do życzenia, jednak z selektywnością nie jest najgorzej, a takie zabrudzone, szorstkie brzmienie pasuje jak ulał do dzikiej muzyki i dodaje całości uroku. Miejmy ponadto na uwadze, kiedy, gdzie i na jakim sprzęcie to wszystko nagrywano. Omawiana koncertówka to kilkadziesiąt minut znakomicie odegranego thrash/speed/blackowego wyziewu, emanującego ogromną energią i wyczuwalną radością płynącą z grania. Wszelkie niedociągnięcia (a jest ich niewiele) odsuwają na dalszy plan i liczy się tylko bezkompromisowa sieczka. Mocna gitara, zapieprzający bas i — może przesadnie — 'roztrzaskane' gary tworzą ścianę niezłego hałasu o zadziwiająco kojących właściwościach.

11 czerwca 2014

Heathen – Breaking The Silence [1987]

Heathen - Breaking the Silence recenzja okładka review cover
Po kilku raczej nowych wydawnictwach czas wrócić do tych nieco bardziej zakurzonych i czasami zapomnianych. A jeżeli już wracać, to z przytupem i czymś naprawdę solidnym. Debiutancki krążek amerykańskich heavy/thrash metalowców z Heathen, mimo iż nie tak techniczny jak późniejsze dokonania muzyków, z pewnością jest albumem wartym przesłuchania i poświęcenia mu kilku chwil. Mocno zakorzeniony w heavy metalu "Breaking the Silence" jest bowiem nie tylko melodyjny i energetyczny, ale także – jak na swoje czasy – szybki, punkowo głośny i, co już napisałem, niepozbawiony technicznych zagrywek. I pomimo tego, że bliższy jest Agent Steel aniżeli Watchtower bądź Coronerowi, nie umniejsza to w żadnym stopniu jakości riffów i solówek. Krążek rozpoczyna jeden z najlepszych, najbardziej wyrazistych i energetycznych kawałków albumu "Death by Hanging".

8 grudnia 2013

Infernäl Mäjesty – None Shall Defy [1987]

Infernäl Mäjesty - None Shall Defy recenzja okładka review cover
Niewykluczone, że piekielny thrash mógłby sobie istnieć bez Infernäl Mäjesty, ale spójrzmy prawdzie w oczy – bez takiej płyty jak "None Shall Defy" byłby z pewnością znacznie uboższy. Debiut legendarnej (i niezbyt pracowitej) załogi z Kanady robi wrażenie od pierwszych sekund, bo o tym, że jest to ich pierwszy album świadczy jedynie zadziorność, zaangażowanie i młodzieńcza energia, od której ten materiał aż kipi. Ta muzyka po prostu niszczy – zarówno jeśli chodzi o 'parzystokopytny' klimat, jak i stronę czysto techniczną. Muzycy Infernäl Mäjesty nie wychowali się wśród Eskimosów (choć w sumie diabli ich tam wiedzą – z Kanady daleko nie mieli), toteż słychać u nich spore wpływy paru starszych kapel ze szczególnym uwzględnieniem Slayera, Possessed, Venom (ale takiego wyidealizowanego – jakby Anglicy potrafili grać), Mercyful Fate oraz Dark Angel – innymi słowy samej śmietanki plugawego diabelskiego łomotu.

23 kwietnia 2013

Juggernaut – Trouble Within [1987]

Juggernaut - Trouble Within recenzja okładka review cover
Juggernaut to zespół, który znać należy, ba, trzeba, jeśli mieni się człowiek fanem thrashu. W ramach cyklu "thrash z trashu" zapraszam więc do recenzji drugiego i, niestety ostatniego, wydawnictwa tej amerykańskiej formacji – płyty zatytułowanej "Trouble Within". Do Juggernauta stosunek mam niemal nabożny, czemu nie ma się co dziwić, wszak techniczny thrash to to, co Tygryski lubią najbardziej, a Juggernaut nie dość, że jest jednym z pionierów gatunku, to w dodatku serwuje muzykę z najwyższej półki. Jednak co Jarzombek, to Jarzombek i nieważne czy gitarzysta czy bębniarz. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że gdyby nie Bobby, to chuj by był i tyle, ale obecność Jarzombków w najpierwszych z pierwszych tech thrashowych kapel uważam za wielce wymowną.

29 września 2011

Toxik – World Circus [1987]

Toxik - World Circus recenzja okładka review cover
Jeden z pionierów technicznego thrashu, prawdziwa ikona sążnistego młócenia, klasyka gatunku, najpiękniejsi na wyborach mistera roku stanu Nowy Jork i chuj wi, co jeszcze. Słowem – Toxik. Kapela równie dobra, co nieznana, a może nawet lepsza. Szlag trafia, gdy próbuje człek wejść w posiadanie takiej perełki, a tu albo brak (bo nagrano wieki temu), albo, jeśli już jest, to tylko dla zwycięzców ostatniego Lotto (bo absurdalnie drogie). Więc miota się człowiek między kurwami na eBayu, gdzie czasami ktoś robi porządki w kolekcji i sprzedając krążek chce stać się magnatem finansowym oraz chujami na Allegro, gdzie nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Aż w końcu przychodzi chwila, gdy — zupełnym fartem — wpada, zmęczony i solidnie wpieniony, człeczyna na reedycję, reedycję za śmieszną kwotę – by jeszcze na koniec dobić.

11 sierpnia 2011

Coroner – R.I.P. [1987]

Coroner - R.I.P. recenzja okładka review cover
Jeszcze do niedawna Szwajcarzy mogli się pochwalić, poza potwornie drogimi zegarkami dla snobów (Patek... fap, fap, fap), serem z dziurami od krów wypasających się na alpejskich stokach oraz turystyką eutanazyjną, zaledwie czterema poważnymi — tak pod względem muzyki, jak i rozpoznawalności — kapelami, a Coroner był oczywiście jedną z nich. Od niedawna kapel jest pięć, mam na myśli Punish, ale nie o nim dzisiaj będzie. A będzie o wspomnianych już Koronerach. Trochę przyszło wam na nich poczekać, ale kapela jest tego warta. Ujmę to tak: przekonanych przekonywać nie trzeba, bo muzykę Szwajcarów zdążyli już poznać i wiedzą, że z byle Vaderem nie mają do czynienia; tych zaś, którym po prawie ćwierćwieczu od pierwszego wydawnictwa nie dzwoni w żadnym kościele, serdecznie zapraszam, by się — dla dobra swojego i innych — publicznie wychłostali.

5 września 2010

Napalm Death – Scum [1987]

Napalm Death - Scum recenzja okładka review cover
Z uśmieszkiem słucha się dziś tego, jak wyglądał start jednej z największych (i do tego cały czas aktywnych!) legend ciężkiego grania... Owo 'ciężkie granie' w tym miejscu to oczywiście eufemizm, bo działalność wcześniejszych ekstremistów typu Slayer, Sodom czy Bathory to przy Napalm Death wesołe przytupy dla przedszkolaków z glutami do pasa. Kakofonia, w jaką po paru chwilach przeradza się większość numerów z tej płyty, nie miała wówczas żadnej konkurencji w dziedzinie łączenia totalnej dźwiękowej (bo słowo 'muzyka' jakoś nie ciśnie się na usta...) ekstremalności ze społecznym zaangażowaniem. "Scum" to punk i hardcore doprowadzone do ostateczności, może nawet do granic absurdu, czego przykład mamy chociażby w 'You Suffer' – muzycznie niezbyt rozbudowanym, ale za to bardzo głębokim w treści.

29 sierpnia 2010

Testament – The Legacy [1987]

Testament - The Legacy recenzja okładka review cover
Testament — wliczając działalność pod szyldem Legacy — wprawdzie nie zaczynał w jednym rzędzie z Metallicą i Slayer i debiutował po tym, jak te kapele swoje opusy miały już za sobą, ale klasy odmówić mu nie można. "The Legacy" nie dorównuje wyżej wymienionym ciężarem, szybkością czy stopniem agresji, ale nadrabia to ogromną melodyjnością i ciekawymi rozwiązaniami aranżacyjnymi. Mnie na tym krążku rozpieprzają przede wszystkim pomysły na kompletnie zajebiste i chwytliwe riffy oraz powalające solówki. Porządna jest również sekcja rytmiczna w osobach Grega Christiana i Louie’go Clemente. Szczególnie ten drugi pokazuje prawdziwą klasę. Klasą samą dla siebie jest natomiast Alex Skolnick – to, co na gitarze wyczynia ten facet imponuje i wprawia w zachwyt. Nieźle wypadają wokale Chucka – stara się śpiewać/wrzeszczeć melodyjnie i z pazurem, bez późniejszego okropnego zawodzenia w melodyjnych partiach.

30 czerwca 2010

Savatage – Hall Of The Mountain King [1987]

Savatage - Hall Of The Mountain King recenzja okładka review cover
Może nie najlepszy, ale zdecydowanie jeden z lepszych albumów Amerykanów, krążek rozpoczynający długą i chwalebną serię nagrań. Kawał porządnego, gitarowego heavy metalu. Od początku do końca płyty słychać doskonale, że celem chłopaków było nagranie materiału, który pozostawałby w głowie słuchacza na wiele godzin. Wyraziste, niepowtarzające się melodie, doskonała motoryka, heavymetalowy feeling – takie są wszystkie tracki na albumie. Wystarczy raz spojrzeć na spis, by w głowie, z prędkością Speedy Gonzalesa, pojawiła się melodia dowolnego kawałka. Nie można się pomylić, bowiem każdy z nich ma swój indywidualny nastrój, własnego ducha, który — choć będący niewątpliwie savatage’owym — jest bardzo unikalny. O Jonie Oliva można mówić wiele — choćby to, że jest gruby jak miłujący ubóstwo księża — ale jak miał, tak ma talent do komponowania genialnej muzyki.

28 maja 2010

Wilczy Pająk – Wilczy Pająk [1987]

Wilczy Pająk - Wilczy Pająk recenzja okładka review cover
Bez wątpienia jedna z najjaśniejszych gwiazd na polskim firmamencie, kapela niedoceniana za życia, niestety niedoceniona również po śmierci. Niemniej jednak my, Prawdziwi Koneserzy, nie zapomnieliśmy o Wilczym Pająku. Pozwalam sobie przeto ogłosić mały manifest, krótki do bólu i równie dosadny:
Koniec z tandetą, koniec z popkulturowym kiczem obecnym także w metalowym półświatku! Koniec z przerostem formy nad treścią, koniec z durnowatą komercją, śmiesznymi mezaliansami i lizaniem dupsk mass-mediom! My, Prawdziwi Koneserzy, zadbamy o to, by z zapomnienia powróciły prawdziwe perełki, nierozpoznane brylanty, zespoły, których muzyka jest ponadczasowa, zespoły totalne, prawdziwi artyści. Żadnych półśrodków! Kill all the scheisskopfen!

23 marca 2010

Death – Scream Bloody Gore [1987]

Death - Scream Bloody Gore recenzja okładka review cover
Wydany w 1987 roku, a zapewne wyczekiwany przez tabuny tape-traderów, debiut Death pokazał światu, że w podziemiach Florydy rodzi się prawdziwy kult... Zespół bardzo szybki, niezwykle brutalny, przerażający i... ZŁY! O tak, "Scream Bloody Gore" to przełom w dziedzinie ekstremalnej muzyki! Prowokuje (tzn. prowokowało) tu wszystko – nazwa, szydercza okładka, zaczepny tytuł, bezpośrednie teksty... Dziś taka otoczka, chociaż nadal znajduje zwolenników i ma swój urok, jest totalnie infantylna i może budzić pewne zażenowanie. No, ale co tam, w końcu nie to stanowi o sile wydawnictwa! Przejdźmy zatem do muzyki. Jest to mało oryginalny (pamiętajcie, że kiedyś było inaczej!) death/thrash inspirowany dokonaniami całej masy thrashowych ekstremistów z Venom, Kreator i Sodom na czele.

22 marca 2010

Cacophony – Speed Metal Symphony [1987]

Cacophony - Speed Metal Symphony recenzja okładka review cover
Dwa nazwiska, dwie gitary – jeden niesamowity kąsek. Jason Becker i Marty Friedman pod zbiorczą nazwą Cacophony. Nie oszukujmy się – śpiewy i bębnienia to tu tylko dodatek, poprawny, ale mimo wszystko dodatek. Uwaga! Dla tych, którzy nie wiedzą o co kaman, a widzą okładkę, informacja – to nie jest żaden leszczowy hair metal czy inne glamowe cuś z lat 80-tych. To jest Cacophony, a to znaczy: neoklasyczne, gitarowe popisy z prędkością światła jak płyta długa i szeroka. Ci dwaj panowie to gitarzyści przez wielkie "G", geniusze wiosłowania po bezmiarach szarpidructwa, arcymistrzowie piórek, magicy gryfów, alfy i omegi progów oraz kosmiczni wyjadacze gitarowych okruchów muzycznego geniuszu. To oni, a szczególnie Becker, byli inspiracją dla rzesz późniejszych gitarowych wymiataczy z Loomisem na czele. Oni i Malmsteen.