Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty

22 lutego 2021

Fractal Generator – Macrocosmos [2021]

Fractal Generator - Macrocosmos recenzja okładka review coverNa wstępie wyjaśnijmy sobie jedną kwestię, która może mieć duży wpływ na to, czy ktoś w ogóle zaryzykuje kontakt z muzyką Fractal Generator. Zespół na jakimś — zgaduję, że dość wczesnym — etapie dorobił się bowiem etykiety "experimental black/death/grindcore", która z niewiadomych względów ciągnie się za nim do dzisiaj. Tymczasem ani debiutancki "Apotheosynthesis" ani "Macrocosmos" tak rozbudowanego opisu nie potrzebują; to po prostu death metal z niewielkim dodatkiem elektroniki – nic, czego można by się bać. Nie bójcie się zatem i śmiało sięgajcie po płyty Kanadyjczyków, bo to naprawdę solidne granie.

Rdzeń muzyki Fractal Generator to spójny wewnętrznie amerykański death metal w dużej części zbudowany na fundamentach rytmicznych Morbid Angel – masywny, ciężki i odpowiednio brutalny. Zaplecze techniczne Kanadyjczyków nie budzi zastrzeżeń, choć trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że podopieczni Everlasting Spew nie zdradzają żadnych ciągotek do szpanowania umiejętnościami czy wychodzenia przed szereg, stąd też "Macrocosmos" to granie w typie "monolit" – dość zbite, jednorodne i bez większych czy znaczących urozmaiceń. Przynajmniej jeśli chodzi o klasyczne instrumentarium.

Dodatki w postaci elektroniki są... no, dodatkami. Coś tam zabzyczy, coś zaszumi, trafiają się klawiszowe plamy w tle – i to w zasadzie tyle. Nawet u Wormed tych przeszkadzajek jest więcej. Niewykluczone, że kolesie z Fractal Generator poświęcili im sporo czasu i uwagi (i choćby dlatego nie drażnią), ale jak dla mnie nie mają one istotnego wpływu na odbiór "Macrocosmos". Wydaje mi się, że z nimi czy bez, muzyka brzmiałby tak samo. No, może straciłaby trochę głębi, ale to ciągle niewiele zmienia.

Debiutancki krążek zespołu przeszedł właściwe bez echa, co zresztą poniekąd rozumiem. Sam wprawdzie doceniam tamten materiał, ale szczerze – nie wracam do niego zbyt często. Liczyłem zatem, że po sześciu latach zbierania doświadczeń Fractal Generator wysmażą coś bardziej spektakularnego i skupiającego uwagę. Niestety, postęp, jaki się dokonał, dotyczy raczej produkcji niż samej muzyki, która — żeby nie było wątpliwości — wciąż trzyma wysoki poziom. Wymagania jednakowoż miałem większe.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/fractalgeneratorofficial/
Udostępnij:

7 lutego 2021

Abiotic – Ikigai [2021]

Abiotic - Ikigai recenzja okładka review coverPamiętacie Abiotic? Pewnie nie. Zresztą nie ma w tym nic dziwnego, wszak sam zespół już w pierwszych minutach debiutu robił wszystko, żeby o nim jak najszybciej zapomnieć. Ta spektakularna porażka A&R Metal Blade wydaliła dwie kompletnie nieudane, drętwe i fatalnie przyjęte płyty, po czym, ku radości słuchaczy, zapadła się pod ziemię. Do czasu. W 2018 roku Amerykanie postanowili zebrać się do kupy, by jeszcze raz spróbować szczęścia. Co ciekawe, ludzie z The Artisan Era dostrzegli w nich jakiś potencjał i włączyli do swej techniczno-progresywnej trzódki. Wygłupili się?

O dziwno, nie. Sam jestem w lekkim szoku, bo po Abiotic spodziewałem się jedynie niestrawnych wariacji na temat tego gówna, które grali w przeszłości – w sam raz na dwa-trzy przesłuchania i szybką zjebkę. Tymczasem "Ikigai" okazał się materiałem zadziwiająco słuchalnym, do którego wcale nie trzeba się przymuszać recenzenckim obowiązkiem. Amerykanie w dalszym ciągu wydają się być pod dużym wpływem The Faceless czy Beneath The Massacre, ale na szczęście te inspiracje uzupełnili kilkoma nowszymi (choćby Rivers Of Nihil i Fallujah), dzięki czemu ich muzyka zyskała na płynności (wreszcie!), dynamice (tu brawa dla nowej sekcji rytmicznej), stała się bardziej przestrzenna, więcej w niej sensownych melodii, a pojawiający się w paru momentach intrygujący klimat jest naprawdę miłym dodatkiem. Ponadto Abiotic najwyraźniej porzucili plany zostania najbardziej technicznym i eklektycznym zespołem na świecie, co dobrze zrobiło czytelności utworów – ich poszczególne części nieźle się zazębiają i tworzą sensowną całość. Innymi słowy na "Ikigai" słychać dużo więcej przemyślanej muzyki niż jałowej trzepanki.

Biorąc pod uwagę, jak ogromne postępy zrobili Amerykanie, nie mam zamiaru przesadnie się ich czepiać, choć na niektóre kwestie jednak muszę zwrócić uwagę. Po pierwsze, mniejsze, zdarza się, że w kawałkach zaplącze się niepotrzebny brejkdałn albo fragment ekstremalny/techniczny na siłę – taki zgrzyt szybko rzuca się w uszy. Po drugie, też mniejsze, na "Ikigai" mamy całą chmarę raczej zbędnych gości (z wyjątkiem osobnika odpowiedzialnego za czyste wokale w 'Grief Eater, Tear Drinker' – właśnie tak chciałby śpiewać Masvidal), których obecność zalatuje mi robieniem sobie selling-pointów i poszerzaniem grona odbiorców w dość niewyszukany sposób. Po trzecie, największe, wokale na tym albumie nie wyrastają ponad (pod)gatunkową przeciętność – takie popisy można usłyszeć u 67882 innych kapel, a to nie świadczy o oryginalności.

Podobno nie ma takiego szamba, z którego nie można się wydostać, a Abiotic są tego najlepszym przykładem. Druzgocące opinie o pierwszych płytach powinny ich całkowicie wyleczyć z zabawy w muzykę, oni jednak zaryzykowali i powiadam wam, źle na tym nie wyszli. Warto dać im szansę.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/AbioticBand/





Udostępnij: