facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2017

Amon – Liar In Wait [2012]

Amon - Liar In Wait recenzja okładka review cover
Wskrzeszając Amon, bracia Hoffman powinni sobie doskonale zdawać sprawę, że cokolwiek nagrają pod tym szyldem, to i tak nie będzie miało najmniejszych szans sprostać oczekiwaniom szerszego grona odbiorców, a już zwłaszcza miłośników twórczości ich poprzedniej kapeli. Postanowili jednak zaryzykować i, cóż, swoich oczekiwań związanych z odbiorem tego krążkiem chyba też nie spełnili. Materiał zebrany pod tytułem "Liar In Wait" ani nie zachwyca, ani nie załamuje; jest całkiem przyzwoity, jednak przez zatrzęsienie zawartych w nim sprzeczności i taką sobie wyrazistość dość szybko ulatuje z pamięci. Nawet u mnie — a wydawało mi się, że jestem entuzjastycznie nastawiony do zespołu — przez większą część roku płytę przykrywa gruba warstwa kurzu.

6 września 2017

Origin – Unparalleled Universe [2017]

Origin  Unparalleled Universe recenzja okładka review cover
Czas pokazał, że wśród maniaków ekstermy nie ma zbytniego zapotrzebowania na eksperymenty w wykonaniu Origin. Chłodne przyjęcie, z jakim spotkał się "Omnipresent", najwyraźniej dało Amerykanom do myślenia, bo na "Unparalleled Universe" nie ma już ani grama nowości ani prób rozwijania stylu na siłę. Już pierwszymi taktami – co oznacza setki dźwięków – 'Infinitesimal To The Infinite' (kandydat na hicior) zespół daje jasno do zrozumienia, że powrócił do tego, co fani najbardziej w nim lubią, a co im najlepiej wychodzi. Wtórność i koniunkturalizm – owszem, nie da się zaprzeczyć, ale z klasą. I pierdolnięciem, jakiego każda Matka Polka od nich oczekuje. Po prostu the true Origin! Nawet wymyśliłem sobie teorię spiskową, według której ostatnio specjalnie nagrali słabszy album, żeby nowym – a w strarym stylu – na powrót przyciągnąć zainteresowanie fanów i mediów.

19 sierpnia 2017

Suffocation – ...Of The Dark Light [2017]

Suffocation - ...Of The Dark Light recenzja okładka review cover
Jak ten czas zapieprza! Nie tak dawno jarałem się świeżutkim "Pinnacle Of Bedlam", a tu Suffocation atakuje kolejnym albumem. Naprawdę trudno w to uwierzyć, że te krążki dzielą aż cztery lata! W międzyczasie Amerykanie nie próżnowali, co oczywiście najbardziej widać po składzie, który został poważnie odmłodzony. Do tego stopnia, że jest w tym coś zabawnego – wszak w momencie wydania "Effigy Of The Forgotten" ani Erica Morotti ani Charlie’go Errigo nie było nawet na świecie (a być może i w planach), natomiast kiedy ruszyli do podstawówki, zespół już nie istniał. Jak się okazało, wiek tej dwójki nie stanowił wielkiej przeszkody w fachowym wypełnianiu przez nich obowiązków Muzyka Suffocation, choć żeby była jasność – ich wkład twórczy w "...Of The Dark Light" jest raczej niewielki, a do poziomu poprzedników jeszcze trochę im brakuje.

28 czerwca 2017

Inanimate Existence – Calling From A Dream [2016]

Inanimate Existence - Calling From A Dream recenzja okładka review cover
W recenzji "Dreamless" zdarzyło mi się wspomnieć o wpływie, jaki muzyka Fallujah wywarła na inne, zwłaszcza młode kapele. Wtedy myślałem głównie o Rivers Of Nihil, ale jak się okazało inni zachłysnęli się "The Flesh Prevails" jeszcze bardziej. Inanimate Existence, bo o nich mowa, dotychczas zajmowali się normalnym amerykańskim technicznym death metalem, w takim też stylu były utrzymane ich pierwsze krążki. Nie robili nic niezwykłego, ale mnie się podobało. Przy okazji "Calling From A Dream" wzięło ich na progresję, wokalistkę i klimaty aż za bardzo kojarzące się z ostatnimi dokonaniami Fallujah. Rozumiem chęć zmian, rozumiem rozwój, ale ten nagły przeskok stylistyczny budzi u mnie pewien niesmak, wszak mowa o kompozytorach z pewnym doświadczeniem. Nie znaczy to jednak, że "Calling From A Dream" jest albumem słabym czy stricte kopiatorskim.

26 czerwca 2017

Odious Mortem – Cryptic Implosion [2007]

Odious Mortem - Cryptic Implosion recenzja okładka review cover
Strach pomyśleć, ale od premiery "Cryptic Implosion" minęło już dziesięć lat! Od tamtego momentu Odious Mortem milczą i — wbrew szumnym zapowiedziom — nic nie wskazuje na to, żeby to się miało w najbliższej przyszłości zmienić. Domyślam się, że Amerykanie mają ten sam problem co Necrophagist i kilka innych ostro kombinujących kapel z najwyższej półki: w swoim czasie zrobili coś zajebistego i teraz nie mają pojęcia, co dalej – w którym pójść kierunku, żeby wciąż było zajebiście, ale jednak inaczej. Skok jakościowy, jakiego Odious Mortem dokonali między "Devouring The Prophecy" a "Cryptic Implosion", był doprawdy zadziwiający (i to mając na uwadze, że debiut był co najmniej solidny), więc marne szanse, że udałoby się im go powtórzyć. Tym bardziej, że opisywana płyta w zasadzie nie zostawiła miejsca na poprawki i wciąż bije od niej ta sama świeżość, co dekadę temu.

27 maja 2017

Mastodon – Emperor Of Sand [2017]

Mastodon - Emperor Of Sand recenzja okładka review cover
Na pierwszy rzut oka wszystko z "Emperor Of Sand" się zgadza, bo i estetyka okładki, i oprawa, i w końcu brzmienie nie odbiegają specjalnie od tego, z czym nas Mastodon zaznajomił kilka lat temu. Czyli jest super. Problem pojawia się dopiero po odpaleniu krążka i pierwszym przesłuchaniu, które to nie pozostawia większego wrażenia, czemu bohaterowie tej recki sami są zresztą winni, bo na początek wrzucili numer jak na siebie dość przeciętny, a już na pewno nie porywający. Czyżby muzykom o taaakim potencjale zaczynało brakować pomysłów? Po części na pewno tak, bo na "Emperor Of Sand" nie słychać konkretnej wizji całości i jasno sprecyzowanego celu – cuś jakby zespół miał problem z określeniem się, w którym kierunku pójść, więc w ramach kompromisu upchnął na płycie wszystkiego po trochu.

9 maja 2017

Obituary – Obituary [2017]

Obituary - Obituary recenzja okładka review cover
Jeśli mam być szczery, to już się pogodziłem z tym, że powoli przyjdzie mi się żegnać z Obituary jaki lubię, a ich kolejne krążki będą trafiały na moją półkę tylko z kolekcjonerskiego obowiązku. Dwa nowe kawałki zamieszczone na ubiegłorocznej epce-koncertówce były wprawdzie obiecujące, jednak nawet naiwność zagorzałego fana ma swoje granice, toteż po longpleju nie oczekiwałem niczego powalającego. No i "Obituary" nie powala, aaale... i tak jest najlepszym, najbardziej optymalnym i przekonywającym albumem Amerykanów przynajmniej od czasu "Frozen In Time". Możecie wierzyć lub nie, ale płytka jest cholernie treściwa (36 minut) i zróżnicowana, dzięki czemu ogólną dynamiką przebija kilka poprzednich oraz mocniej (i łatwiej) skupia na sobie uwagę słuchacza – tu po prostu nie ma czasu ani miejsca na zamulanie czy bezbarwne wypełniacze.

3 maja 2017

Immolation – Atonement [2017]

Immolation - Atonement recenzja okładka review cover
Innowacyjna, zaskakująca, ekscytująca – te i wiele podobnie nacechowanych przymiotników nijak się niestety mają do "Atonement". Dziesiąta płyta Immolation w żadnym elemencie w sposób zauważalny nie odchodzi od formuły muzyczno-brzmieniowej, jaką znamy przynajmniej od "Harnessing Ruin", a od (zbyt) wtórnego "Kingdom Of Conspiracy" sprzed czterech lat nie różni się prawie wcale. Kapele z taaakim stażem i taaak bogatym dorobkiem miewają kłopoty z kreatywnością i nie ma w tym nic niezwykłego, wszak nikt nie jest zaprogramowanym na zajebistość cyborgiem, nawet Amerykanie. Problem Immolation polega dodatkowo na tym, że oni o dawna grają swoje, we własnej-ciasnej lidze, z nikim się nie ścigają, a w związku z tym sami dla siebie są punktem odniesienia.

27 kwietnia 2017

Rude – Remnants... [2017]

Rude - Remnants... recenzja okładka review cover
Po entuzjastycznie przyjętym debiucie młodzieńcy z Rude zakasali rękawy i ostro zabrali się do pracy, dokładając wszelkich starań, aby następca "Soul Recall" był albumem jeszcze bardziej rasowym. Cel został osiągnięty, bo "Remnants..." w sposób niemal doskonały imituje death metalowe klasyki wydawane (głównie w Ameryce) przed 1993 rokiem. Prymitywne acz czytelne logo – jest. Klimatyczna okładka autorstwa Dana Seagrave’a – jest. Złożona bez najmniejszych ekstrawagancji wkładka – jest. Dość przypadkowe zdjęcie czterech obwiesi na odwrocie płyty – jest. Prosty nadruk na srebrnym krążku – jest. Niespecjalnie głębokie teksty – są. Brzmienie, które w ogóle nie zdradza cyfrowej proweniencji – jest. Tak na dobrą sprawę, jeśli chodzi o stronę wizerunkową Rude, brakuje tu tylko wciśniętego gdzieś na siłę znaczka "Stop The Madness".

16 marca 2017

Phobia – Cruel [2006]

Phobia - Cruel recenzja okładka review cover
Jak dotąd nie dałem się poznać jako wielki fan Phobia, choć nim jestem. Nie fanatycznym i bezkrytycznym, jak niektórzy, ale jednak. Punktem zwrotnym w postrzeganiu przeze mnie tego zespołu była opisywana właśnie płyta, która dość niespodziewanie zdmuchnęła mi łeb zajebistą nawałnicą w klasycznym stylu. Na poprzednich dwóch longplejach Amerykanie trzymali się w okolicach średniej gatunkowej, zbytnio przy tym nie porywając; "Cruel" to już poziom ekstraklasy. Album w udany sposób łączy w sobie wszystko co najlepsze w tradycyjnym grind core’owym napierdalaniu z totalnie lajtowym punkowym feelingiem (który, tak na marginesie, zaakcentowano mocniej niż w przeszłości), co w rezultacie dało materiał szaleńczo szybki, wybuchowy, pełen naturalnej furii i precyzyjnie zagrany, a przy okazji bardzo chwytliwy, przyjemny w odbiorze i zagrzewający do nieskoordynowanego szaleństwa.

10 marca 2017

Abysmal Dawn – From Ashes [2006]

Abysmal Dawn - From Ashes recenzja okładka review cover
Ludzkość od dawna poszukuje odpowiedzi na wiele dręczących ją pytań: jak zbudowano piramidy, czy lądowanie na Księżycu było mistyfikacją, co się naprawdę działo w Strefie 51... No i jakim cudem Abysmal Dawn trafił pod skrzydła Relapse po debiutanckim "From Ashes"? Serio, jak dla mnie ten zespół nijak nie pasował (i ciągle nie pasuje) do tej wytwórni, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kontrakt podpisywano, gdy firma była w dołku/na rozdrożu i ogólnie źle się z nią działo. W moich oczach i uszach główny problem z Amerykanami polega na tym, że niczym nie szokują, niczym nie zaskakują, niczym nie wybijają się ponad death metalowe standardy i mają jakieś takie do dupy logo. Jednocześnie — co trzeba im uczciwie przyznać — swoje poletko uprawiają bardzo rzetelnie i w pełni profesjonalnie zarówno od strony wykonawczej jak i brzmieniowej.

26 lutego 2017

Omnihility – Dominion Of Misery [2016]

Omnihility - Dominion Of Misery recenzja okładka review cover
Omnihility to zespół, którego nie podejrzewałem o jakiekolwiek tendencje rozwojowe, a tymczasem było ich stać na to, żeby w ciągu półtora roku od premiery "Deathscapes Of The Subconscious" zrobić wyraźny krok naprzód. Zwracam więc honor, choć zaznaczam, że także tym razem nie jestem na kolanach. Niemniej jednak "Dominion Of Misery" to całkiem przyzwoity materiał, po który można sięgnąć z własnej nieprzymuszonej woli. Początek płyty to długie, wciągające i bardzo klimatyczne intro (mnie się kojarzy z My Dying Bride, ale to chyba taki pierdolec), które bez ostrzeżenia przechodzi w nowoczesną death metalową jazdę w furiackich tempach. Już dwie pierwsze sekundy 'Psychotic Annihilation' dają jasno do zrozumienia, że Amerykanie chcą popylać jak Origin w swoich najlepszych latach, a może nawet jeszcze bardziej ekstremalnie – jak Desecravity. Cel ambitny, ciekawe tylko, czy muzykom wystarczy determinacji, by go zrealizować?

2 lutego 2017

The Zenith Passage – Solipsist [2016]

The Zenith Passage - Solipsist recenzja okładka review cover
Wielu fachowców z Zachodu upatruje w The Zenith Passage następców ponoć już pogrzebanego The Faceless i rozpływa się w zachwytach nad "Solipsist", który ich zdaniem ma być w prostej linii oczywistą kontynuacją "Autotheism". Ja, przyznam szczerze, źródła tych podniet zupełnie nie rozumiem. Po pierwsze, umknął mi moment, kiedy The Faceless stali się dużą i wpływową kapelą, której dziedzictwo (jakie by ono nie było) koniecznie trzeba kontynuować. Po drugie, w muzyce The Zenith Passage naprawdę nie ma aż tak wielu bezpośrednich nawiązań do twórczości ich bardziej znanych ziomków z Kalifornii; mamy raczej do czynienia z dość podobnym podejściem do komponowania polegającym na mieszaniu wszystkiego, co tylko wpadnie im do głów. W pełni natomiast zgadzam się co do tego, że "Solipsist" jest nad wyraz udanym debiutem.

10 grudnia 2016

Metallica – Hardwired... To Self-Destruct [2016]

Metallica - Hardwired... To Self-Destruct recenzja okładka review cover
Kurz po premierze "Hardwired... To Self-Destruct" już opadł, emocje związane z tym albumem także, więc można się nim zająć na spokojnie i z chłodną głową. Choć — i tu chcąc nie chcąc włącza mi się złośliwość — równie dobrze można się nim wcale nie zajmować. Taka prawda. Ani ekstatyczne podniety ani obfite gównoburze, o których nikt już dawno nie pamięta, nie zmieniają faktu, że Metallica nagrała dwa krążki, nad których zawartością przechodzi się do porządku dziennego w trzy minuty po ich wysłuchaniu. A gdzie miejsce na głębsze refleksje? No cóż, sorki, nie tutaj. Amerykanie sami są zresztą sobie winni, bo zarejestrowali bardzo dużo bardzo średniego (po uśrednieniu, hehe) materiału, który ze względu na taką objętość zwyczajnie rozchodzi się po kościach. Trzeba mieć jednak na uwadze, że teraz byli w dużo gorszej sytuacji aniżeli osiem lat temu.

4 grudnia 2016

Unmerciful – Ravenous Impulse [2016]

Unmerciful - Ravenous Impulse recenzja okładka review cover
Trochę to trwało, ale Unmerciful wreszcie dorobili się krążka numer dwa. Dziesięć lat, które minęły od wydania debiutu, upłynęło Amerykanom na przetasowaniach personalnych i w sumie nie wiem, na czym jeszcze, bo choćby aktywnością koncertową w tym czasie nie imponowali. Do rzeczy. Zmienił się skład, ale imperatyw by napierdalać bardzo szybko i możliwie brutalnie pozostał nietknięty. To cieszy, podobnie jak fakt upchnięcia na krążku aż 35 minut muzyki – tym razem bez posiłkowania się wersjami live. "Ravenous Impulse" jest zatem albumem bardziej spójnym od poprzednika, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy okazji również mniej ekstremalnym. Głupio to brzmi w kontekście zespołu wyciągającego tak okrutne tempa (wystarczy rzucić uchem na 'Kill Reflex' czy 'Habitual Savagery' – John Longstreth z pewnością się w nich nie ociąga), jednak chyba coś jest na rzeczy.

28 listopada 2016

Testament – Brotherhood Of The Snake [2016]

Testament - Brotherhood Of The Snake recenzja okładka review cover
Próbowałem, naprawdę próbowałem, ale pomimo najszczerszych chęci i dziesiątek przesłuchań nie jestem w stanie polubić "Brotherhood Of The Snake". Potrafię zacisnąć zęby i wytrwać do końca, ale niestety już nic ponadto. Jest mi tym bardziej przykro, że pod krążkiem podpisał się jeden z najmocniejszych składów, jakie Testament kiedykolwiek posiadał. Po prostu żal dupę ściska, że zmarnowano taki potencjał twórczo-wykonawczy. Najnowszy album Amerykanów to materiał doskonale zagrany i porządnie wyprodukowany, jednak na niewiele się to zdaje, bo muzycznie jest największym potknięciem zespołu od czasu wstydliwego "The Ritual". Obie płyty łączy trudna do przełknięcia nijakość, kompozycyjne rozmemłanie i brak konkretów w postaci zapadających w pamięć utworów.

22 listopada 2016

Obituary – Ten Thousand Ways To Die [2016]

Obituary - Ten Thousand Ways To Die recenzja okładka review cover
"Ten Thousand Ways To Die" to drugie z rzędu wydawnictwo Obituary, do którego podchodziłem bez przekonania. Pomysł na dopchanie ledwie dwóch nowych kawałków kilkoma doskonale znanymi starociami w wersjach live wydawał mi się co najmniej naciągany, a przy tym niezbyt atrakcyjny. Ot, jeszcze jeden sposób, żeby niewielkim kosztem wyciągnąć trochę kasy od wiernych fanów. Ku mojemu zdziwieniu płytka jednak daje radę i można się na nią skusić, zwłaszcza że cenowo została potraktowana jako epka (a dokładniej – jako epka z Relapse...). Nowe numery są proste i ciężkie, jak na Obituary przystało, no i brzmią zdecydowanie lepiej (potężniej) niż "Inked In Blood". Ponadto wydaje mi się, że pod względem czystej brutalności i mocy rzygnięcia Johna przewyższają wszystko, co zespół nagrał po reaktywacji.

24 października 2016

Inherit Disease – Ephemeral [2016]

Inherit Disease - Ephemeral recenzja okładka review cover
U Inherit Disease w zasadzie wszystko bez zmian, czyli w jak najlepszym porządku. Lata mijają, a dla nich liczy się tylko wymiatanie szybkiego, technicznego i przede wszystkim brutalnego death metalu według prawideł amerykańskiej szkoły. Ktoś mógłby się spodziewać, że po dokooptowaniu do składu drugiego gitarniaka panowie pójdą w nowoczesne popisy i na "Ephemeral" bardziej zaakcentują stronę techniczną, ale nie – to bezlitosny wygar jest wciąż priorytetem. Mnie to nie przeszkadza, bo przy obecnym cyklu wydawniczym (to dopiero ich trzecia płyta w ciągu piętnastu lat) takie grzańsko nie ma prawa się znudzić. Tym bardziej, że Inherit Disease są już na takim poziomie, że razem Defeated Sanity, Wormed i paroma innymi kapelami tworzą ekstraklasę tego podgatunku.

12 października 2016

Fallujah – Dreamless [2016]

Fallujah - Dreamless recenzja okładka review cover
Fallujah za sprawą poprzedniego krążka odnieśli spory sukces, którego miarą nie jest nawet obecny kontrakt z Nuclear Blast (bo jak oni zwęszą walutę, to są skłonni podpisać papiery z każdym), a pierwsi naśladowcy z różnym skutkiem kopiujący patenty z "The Flesh Prevails". Czy wśród tych epigonów znajdzie się jakiś poważny konkurent dla Amerykanów? Na razie raczej nie, i to z dwóch powodów. Po pierwsze jest to granie zbyt złożone i oryginalne, żeby je szybko rozpracować i tak po prostu przystosować do własnego stylu, a przy okazji nie być posądzonym o (ślepe) naśladownictwo. Po drugie Fallujah — a dokładniej Scott Carstairs — rozwijają swoje wizje w takim tempie, że zawsze będą przynajmniej o krok przed innymi, którym również marzy się bycie na czasie. A "Dreamless" jest właśnie, jakby to paskudnie nie brzmiało, albumem na czasie: niejednoznacznym, progresywnym i eklektycznym.

21 września 2016

Pyrrhon – Running Out Of Skin [2016]

Pyrrhon - Running Out Of Skin recenzja okładka review cover
Tak sobie słucham "Running Out Of Skin" raz, drugi, dziesiąty, pięćdziesiąty... i dochodzę do wniosku, że jedynym fragmentem muzyki, w którym wiadomo o co chodzi, jest na tym albumie cover 'Crystal Mountain'. To wrażenie może wynikać z faktu, że tylko w tych kilku minutach mamy do czynienia z normalną muzyką. Cała reszta to jeden wielki chaos, w którym trudno wyodrębnić jakiekolwiek wyraźniej zarysowane struktury. Pyrrhon pozwolili sobie tutaj na kilkanaście minut szalonej (i dość ekstremalnej) improwizacji, jako tako skoordynowanego katowania instrumentów w sposób wiadomy tylko dla siebie. "Growth Without End", wcześniejsza epka, nie była materiałem łatwym do ogarnięcia; na "Running Out Of Skin" poprzeczka jest zawieszona jeszcze wyżej.