facebook

17 lutego 2014

Resurrection – Embalmed Existence [1993]

Resurrection - Embalmed Existence recenzja okładka review cover
"Embalmed Existence", choć obecnie trochę zapomniany, to jeden z ostatnich naprawdę wielkich debiutów na death metalowej scenie pierwszej połowy lat 90-tych dwudziestego wieku. Już na demówkach ekipa Resurrection udowodniła, że doskonale odnajduje się zawiłościach gatunku i wie, jak przyłożyć z grubej rury, debiut natomiast jest tego doskonałym potwierdzeniem. Jeśli tylko poświecicie mu odrobinę uwagi, dojdziecie do wniosku, że krążek spełnia wszystkie wymagania, jakie stawia się przed najczystszym metalem śmierci z Florydy: jest precyzyjnie zagrany, brzmi wybornie (nagrywano w Morrisound, bo gdzieżby indziej), ma super okładkę Dana Seagrave’a i zmusza do energicznego kręcenia młynów. W kontekście tej wyliczanki kanonicznych elementów zastanawiać może tylko brak solówki Jamesa Murphy, który takie przysługi wyświadczał niemal każdej kapeli z kontynentu. Jeśli to dobrze wyliczyłem, nagrywał wówczas debiut Disincarnate w Anglii, więc byłby usprawiedliwiony. W każdym razie i bez niego gitarniacy pokazali klasę, bo ich riffy, solówki i same struktury kawałków to prawdziwa ekstraklasa, nie pozostawiająca żadnych wątpliwości co do ich technicznego wyszkolenia. Złego słowa nie da się powiedzieć także o sekcji, zwłaszcza o pracy perkusji, bo od strony dynamiki "Embalmed Existence" prezentuje się absolutnie zajebiście. Dla niektórych — bo na pewno nie dla mnie — problemem może być fakt, że Resurrection pocinają tu death metal tak mocno osadzony w tradycjach Florydy, że przez to mało oryginalny. Najbliżej im — i to naprawdę bardzo [...] bardzo blisko — do tego, co na dwóch pierwszych płytach zrobili Malevolent Creation. Resurrection grają w niemal identycznym stylu i ogólnym poziomem zupełnie od nich nie odbiegają, a że wydali album w tym samym czasie co Malevolenci cieniutki "Stillborn", to w zasadzie można powiedzieć, że nic w naturze nie ginie, tylko zmienia właściciela. Oryginalna czy nie, muzyka — pomijając niepotrzebny cover KISS — to absolutny wypas, który przykuje do głośników każdego miłośnika florydzkich brzmień. Trochę odstraszyć może natomiast to, co w zamyśle miało dodać płycie, o ironio, wyjątkowości – mówione intra do większości kawałków. Niby te obrzydliwo-klimatyczne historyjki opowiadane przez 'Storytellera' (w tym przypadku najbliższe polskie tłumaczenie tego terminu to: menel spod dworca) nie są specjalnie długie, ale już jego głos dość wkurwiający. Muzycy Resurrection chcieli zrobić koledze przysługę, a on odstawił takie dziadostwo – shit happens. Ja radzę przymknąć uszy na ten quasi-oratorski bełkot i skupić się na tym, co na "Embalmed Existence" najważniejsze: znakomitej death metalowej sieczce.

ocena: 8,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/RESURRECTIONFLORIDA

podobne płyty:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz