Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty

12 września 2017

Prion – Uncertain Process [2015]

Prion - Uncertain Process recenzja okładka review coverBył taki czas na przełomie wieków, kiedy świat zachłysnął się death metalem z Brazylii. Wtedy to ogromne zainteresowanie budziły kapele pokroju Krisiun, Rebaelliun czy Abhorrence. Właśnie do tego okresu nawiązuje na swojej trzeciej płycie pogrywający dotąd bez sukcesów argentyński Prion. I choć wymienione zespoły słychać u nich na każdym kroku (z ogromnym, naprawdę bardzo dużym naciskiem na Krisiun), przedstawiciele sceny zza miedzy nie są dla tego trio jedynym źródłem inspiracji. Aby mieć pełniejszy obraz "Uncertain Process", wyliczankę wpływów trzeba koniecznie uzupełnić o pierwsze dwie płyty Hate Eternal i Angelcorpse. Szybki i agresywny death metal z niezłym zapleczem technicznym – oto z czym mamy tu do czynienia. Muzyka pozbawiona oryginalności w szerszym rozumieniu, ale za to zagrana z pasją i dość dużym zaangażowaniem. "Uncertain Process" może się zatem stać fajną sentymentalną wycieczką dla fanów do dziś ocierających łzy wzruszenia przy sieczce z "Apocalyptic Revelation" czy "Burn The Promised Land". Może, ale wcale nie musi, bo death metal w wykonaniu Argentyńczyków — choć bardzo ładnie nawiązuje do tamtej epoki — jest pozbawiony furii, która cechowała wczesne nagrania przywołanych zespołów. Brakuje mi tutaj dzikości, nieokiełznania i bardziej fanatycznego podejścia do napieprzania, czyli innymi słowy południowoamerykańskiego temperamentu. Niewykluczone, że te pierwotne instynkty charakteryzowały kiedyś także muzyków Prion, ale upływ czasu najzwyczajniej w świecie je przytępił i rozmył – wszak pod tym szyldem grają ponad dwadzieścia lat, więc zapewne mieli dość okazji, żeby się wyszumieć. To dlatego "Uncertain Process" jawi mi się tylko jako solidny krążek z umiarkowanym death metalem. Umiarkowanym, bo nie czuję tutaj chęci przełamywana barier, a raczej wypracowane schematy. Owszem – jest szybko, jest brutalnie, jest sprawnie wykonawczo, ale nic ponadto – panowie nie próbują być ani najszybsi, ani najbrutalniejsi, ani najbardziej techniczni. W uznaniu "Uncertain Process" za ponadprzeciętny materiał przeszkadzają też same utwory i ich rozbudowane struktury. Prion często lubi ponieść ambicja, więc naciągają kawałki ponad miarę, przez co tracą one część impetu i nie zostawiają tak dobrego wrażenia, jak powinny, a cała płyta w pewnym momencie robi się przydługa. "Uncertain Process" zakończono akcentem humorystycznym (przynajmniej tej wersji się trzymam) – coverem nudziarzy z Depeche Mode, który chyba tylko tytuł ma zgodny z oryginałem. Jeśli komuś mimo wszystko będzie mało, może jeszcze sięgnąć po uzupełniającą zestaw płytę dvd z trwającym nieco ponad czterdzieści minut koncertem z 2013 roku.


ocena: 7/10
demo
oficjalna strona: www.priondeath.com.ar

podobne płyty:

Udostępnij:

8 grudnia 2012

Frater – Into The Light [2012]

Frater - Into The Light recenzja okładka review coverLiczyłem, że młode kapele już dały sobie siana z taką stylistyką, ale najwyraźniej czeka nas jeszcze kilka lat męczarni z oklepaną do bólu syntezą melodyjnego death metalu i metal core’a. W muzyce Frater mocno słychać oba te wpływy, słychać także, że przy odrobinie chęci (bo umiejętności mają dość) mogą je rozdzielić, co zresztą odbyłoby się z korzyścią dla zespołu. O ile naturalnie podążyliby dalej jedyną w tym wypadku słuszną drogą przywołanego już melodyjnego death metalu. Ta brutalniejsza strona twórczości Argentyńczyków jest jak najbardziej do przyjęcia, bo dysponują niezłą techniką i pomysłami na udane riffy, a i perkman potrafi poblastować, gdy go przycisnąć. Ma to odpowiedni ciężar, przyzwoity poziom chwytliwości i brzmi OK. Na plus należy odnotować, że chłopaki nie ograniczają się do ciągłych przytupów i całkiem sprawnie radzą sobie z wolniejszymi tempami. W takim graniu stosunkowo blisko im do tego, co dekadę z okładem temu robił Soilwork. To skojarzenie pogłębia fakt odważniejszego korzystania z elektroniki (którą jednakowoż mogli sobie darować). Wychodzi z tego solidna średnia gatunkowa, momentami nawet coś więcej. Niestety, jest jeszcze ten nieszczęsny metal core, którego wpływy ('hopsasane' rytmy, zmiękczacze, czyste zaśpiewy i zamulanie) skutecznie obniżają wartość materiału. Załamuje zwłaszcza ten czysty wokal (za który odpowiada najpewniej krótkowłosy kolo) – po co to komu potrzebne, skoro wypada niezadowalająco? Czy oni przypadkiem nie śpiewają tylko dlatego, że inni też tak robią? Jest jakiś sens, żeby sobie tym kawałki zaśmiecać? Koniecznie powinni porzucić takie rozwiązania, bo prowadzą one tylko do czarnej dupy. Właśnie te inklinacje są moim zdaniem najsłabszym punktem płyty. Jest jeszcze jeden dość poważy minus, wynikający zapewne z mieszania stylistyk – długość albumu. Brzmi to trochę tak, jakby Argentyńczycy za wszelką cenę chcieli wrzucić do jednego worka wszystkie swoje najlepsze pomysły, a wrzucili po prostu wszystko, co mieli, nie pomijając tych słabszych. Dlatego też zrobił się z tego materiału ponadgodzinny (!) kolos, przez który ciężko przebrnąć w całości za jednym posiedzeniem. Trochę umiaru i wyczucia, a można by wykroić z tego fajną 35-minutową płytkę.


ocena: 6/10
demo
oficjalny profil MySpace: www.myspace.com/fratermetal

podobne płyty:

Udostępnij:

23 marca 2010

Dive In Minds – Innocent Victims [2000]

Dive In Minds - Innocent Victims recenzja okładka review coverJedyne, jak na razie, wydawnictwo argentyńskiej formacji Dive in Minds. Można śmiało powiedzieć, że jak na debiut, to muzyka zawarta na albumie naprawdę może się podobać. Przeszło 50 minut solidnie zagranego death w stylu późnej Śmierci. Zresztą inspiracje Death są bardzo widoczne, włącznie z wykorzystaniem melodii z "Crystal Mountain". Teraz się tylko należy zastanowić, czy jest to hołd, czy plagiat. Załóżmy optymistycznie, że to pierwsze. Tak czy inaczej, muzycznie kapela prezentuje się konkretnie, co jest jednak zrozumiałe, biorąc pod uwagę wzór, jaki sobie obrali do naśladowania. Kawałki są żwawe (w znakomitej większości), melodyjki gładko wpadają do ucha, a teksty nie wkurzają prymitywizmem. Widać, że chłopaki wzięli sobie do serca myśl, że jeśli chcą grać jak Death, to powinni znać się na muzycznym rzemiośle. I tak rzeczywiście jest – gitarzyści popisują się solidnym riffowaniem, a gdy należy zagrać jakąś solówkę, których trochę jest, nie zbija ich to z pantałyku, perkman dudni sobie ładnie rączo przechodząc od szybkich temp do jazzowych zagrywek, basista plumka bardzo poprawne partie, niejednokrotnie wybijając się na pierwszy plan, a wokalista drze się słodko do mikrofonu. Jest więc co najmniej poprawnie. Od strony technicznej także nie ma na co narzekać – brzmienie jest czyste, a instrumenty ładnie eksponowane. Ogólnie nie można złego słowa powiedzieć, oczywiście, jeśli nie liczyć rżnięcia ze Śmierci kilogramami. Mój faworyt to "Holocaust of the Human Being", bardzo przemyślanie zagrany kawałek, w którym można dodatkowo usłyszeć solówkę w stylu innej, kultowej formacji. O pozostałych można powiedzieć, że trzymają poziom. Podsumowując można powiedzieć, że muzyka może się podobać, ale — jak już wspomniałem — w znacznej mierze dlatego, że ciągnie Death na kilometr. Więc moja rada dla chłopaków – wiecie, jak grać, więc zagrajcie coś po swojemu.


ocena: 6,5/10
deaf

podobne płyty:

Udostępnij: