facebook

29 stycznia 2011

Augury – Concealed [2004]

Augury - Concealed recenzja okładka review cover
"Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy" – tymi oto słowy lud pracujący miast i wsi przemawia po raz pierwszy na spotkaniu w czasie kultowego "Rejsu". Nie jest jednak ważny ów 'ktoś', lecz to jak zaczął, a musicie przyznać – tekst miażdży. Jeśli więc jakaś garażowa kapelka ma ochotę wypłynąć na szerokie wody, to niech sobie przesłucha "Concealed" z tuzin razy i dopiero wtedy, gdy uzna, że stworzyła coś równie dobrego, zabiera się za wysyłanie demka do wytwórni. W przeciwnym razie — dla zdrowia swojego, a przede wszystkim innych — niech sobie odpuści. Augury — wzorem Atheist, Nocturnus, Cynic i innych przełomowych kapel — rozpoczęło z niebotycznie wysokiej półki i zaprezentowało album, który ośmielam się uznać za jeden z najlepszych w 2004 roku. O ile nie najlepszy. Wydaje mi się, ba, mam pewność, że już pierwsze nuty "Beatus" są na tyle intrygujące, że każdy miłośnik bardziej ambitnego napierdalania przysiądzie i pozwoli Kanadyjczykom się zaprezentować.

26 stycznia 2011

Deicide – The Stench Of Redemption [2006]

Deicide - The Stench Of Redemption recenzja okładka review cover
Pierwszy album "nowego" Deicide to pozycja stosunkowo kontrowersyjna i wzbudzająca różne emocje, ale ... Tak się jakoś składa, że w paru miejscach (czyli w sumie gdzie się tylko da) będę dorzucał przedrostek "naj", bo w kontekście tejże płytki pasuje on dość dobrze, co jest dla mnie — przyznaję — pewnym zaskoczeniem. Pierwsza sprawa, jaka rzuca się w oczy to czas trwania płyty – ponad 38 minut! Kto by pomyślał, że zespół (już abstrahując od tego, że w innym składzie), który rzadko kiedy delikatnie wykraczał poza pół godziny, nagra tak długi materiał? I nie ma to nic wspólnego ze zmniejszaniem obrotów – w blastujących partiach szybkości są większe niż to wcześniej bywało, jednak mając w pamięci 'kulisy' "Blizn krzyża" ujawnione przez Erica Hoffmana i kilka ujęć z DVD, mam wątpliwości, czy one aby na pewno są w pełni zasługą Steve’a. Ale chuj z tym, bo nakurw w takim 'The Lord’s Sedition' naprawdę robi wrażenie.

23 stycznia 2011

Edge Of Sanity – Purgatory Afterglow [1994]

Edge Of Sanity - Purgatory Afterglow recenzja okładka review cover
Długo można by się spierać, który krążek Edge Of Sanity z chwalebnej trójcy "The Spectral Sorrows"-"Purgatory Afterglow"-"Crimson" jest tym najlepszym w karierze zespołu, bo za każdym z nich przemawiają pierońsko mocne argumenty. Łatwiej, a na pewno szybciej będzie skonstatować, iż wszystkie trzy są dosyć zajebichne i stanowią piękne przykłady niegdysiejszej szwedzkiej death metalowej potęgi. Z tego grona "Purgatory Afterglow" to bodaj największy komercyjny sukces zespołu. Należy dodać, że sukces w pełni zasłużony, bo trudno wskazać tu jakieś konkretne uchybienia. Album wyraźnie różni się od poprzedniego, ale to akurat można powiedzieć i o pozostałych, ważne, że sam styl Szwedów pozostał nienaruszony i w pełni rozpoznawalny.

20 stycznia 2011

Broken Hope – Grotesque Blessings [1999]

Broken Hope - Grotesque Blessings recenzja okładka review cover
"Grotesque Blessings" to narkotyczna dawka popieprzonego jak Jerzy "Gdzie Masz Chuju Czapkę!?" Kropiewnicki death metalu, zaś Broken Hope to wyrafinowane techniczne szaleństwo! Całość można określić jako rzeź, zagładę i totalne zniszczenie, ale i tak żadne z tych przytoczonych słów nie jest w stanie w pełni oddać potęgi i wielkości Broken Hope! Ludzie przyzwyczajeni do ładnych melodyjek, równego tempa, czystych wokali i przejrzystych aranżacji mogą sobie spokojnie darować ten zespół, jak i wszystkie jego wydawnictwa, z naciskiem na "Loathing" i właśnie opisywane. Już same introsy (wśród nich m.in. sample z "Egzorcysty") powalają na kolana – takich poronionych motywów można by się raczej spodziewać po zatwardziałych gore-grindersach... Przechodząc do samej muzyki.

17 stycznia 2011

My Dying Bride – Turn Loose The Swans [1993]

My Dying Bride - Turn Loose The Swans recenzja okładka review cover
My Dying Bride mają na koncie kilka krążków, które spokojnie można uznać za genialne, a mimo to "Turn Loose The Swans" i tak wyróżnia się w tym gronie i należy do tych naj-naj-naj. No i jest najprawdopodobniej największym osiągnięciem w ramach całego nurtu doom-death. Od debiutu dzieli go zaledwie rok, skład pozostał ten sam (wliczam Martina, który awansował na pełnoprawnego, za przeproszeniem, członka, i którego wkład w ten album jest niemały), ale podejście do komponowania uległo wyraźnej ewolucji. Angole w dalszym ciągu hołdowali rozsądnie pojmowanej oryginalności i twórczej odwadze, jednak obrali inny kierunek niż przy okazji "As The Flower Withers". W wyniku tych działań powstał longplej baaardzo ciekawy, niezwykle zróżnicowany, trudny (choć z technicznymi wygibasami nie mający nic wspólnego) i — jak na swoje czasy — nawet awangardowy.

14 stycznia 2011

Morbid Angel – Covenant [1993]

Morbid Angel - Covenant recenzja okładka review cover
Zacznę może od tego, że jak dla mnie "Covenant" jest najwznioślejszym dokonaniem Morbidów z czasów 'vincentowskich'. Zważywszy na to, jakie cyrki towarzyszą reunionowi, jestem przekonany, że nic w tym temacie już się nie zmieni. Płyta powstała w uszczuplonym składzie, bo wieloletni gitarniak Richard Brunelle na tym etapie okazał się dla zespołu zbyt cienki – zresztą tą przypadłość wykazywał też w kolejnych kapelach, w których maczał paluchy. 'Trójka' została nagrana w studiu Morrisound na Florydzie wraz z — co jest pewnym urozmaiceniem i przełamaniem schematu — Flemmingiem Rasmussenem (produkował m.in. to, co u Metallicy i Artillery najlepsze), tak więc brzmienie bynajmniej nie odrzuca od tej, co tu dużo pisać, rzezi. Duńczyk postarał się o przestrzenny i klarowny dźwięk, dzięki czemu słuchacz nie traci niczego z bogatej treści krążka. Album otwiera zaaajebisty 'Rapture' – zajebiste riffy, zajebista rytmika, zajebiste solówki, zajebiste wokale – zajebiste wszystko!

11 stycznia 2011

Summoning – Dol Guldur [1996]

Summoning - Dol Guldur recenzja okładka review cover
Wydany rok po premierze "Minas Morgul" trzeci studyjny krążek austriackich blackowców – "Dol Guldur" tylko potwierdził kierunek, w którym podążyła formacja. Nie mogło się oczywiście obejść bez — oczywistych, bo wynikających z ewolucji grupy — zmian. Nie obyło się niestety także bez pewnego zjazdu. Zaznaczyć jednak trzeba, że zmiany nie są natury estetycznej — bo "Minas Morgul" mocno osadził ekipę w symfoniczno-bombastycznym temacie — lecz kompozycyjnej i organizacyjnej. Należy przez to rozumieć proces dalszej monumentalizacji muzyki, tj. zmniejszenia ilości utworów przy jednoczesnym wydłużeniu (do ponad 10 minut!) czasu ich trwania oraz jej powszechnego spowolnienia i jeszcze większego zejścia melodii w background. Tak skonstruowana muzyka nabiera cech recytacji muzycznej, gdyż to, co się dzieje w tle ma funkcję wzmacniającą w stosunku do deklamowanych tekstów. Swoją drogą – jedyny (w najlepszym przypadku jeden z dwóch) czysty wyróżnik black metalu jako gatunku, który się jeszcze ostał, to właśnie skrzekliwe wokalizy.

8 stycznia 2011

Comecon – Converging Conspiracies [1993]

Comecon - Converging Conspiracies recenzja okładka review cover
To się nazywa postęp! Gitarzyści Comecon w ledwie rok znacząco podciągnęli się technicznie i rozwinęli — na tyle, na ile było to możliwe — swój zmysł kompozytorski, a dzięki temu stworzyli materiał w każdym aspekcie lepszy od niezłego przecież debiutu. Swoją cegiełkę, i to cholernie istotną, dołożył też świeżo wywalony z Asphyx Martin van Drunen. Tylko studio (poczciwe Sunlight) pozostało bez zmian; przynajmniej sama miejscówka, bo od strony brzmieniowej "Converging Conspiracies" jest odczuwalnie precyzyjniej oszlifowany niż pierwszy krążek. Przy okazji, Comecon dorobili się tu jednej z lepszych produkcji w ówczesnym szwedzkim death metalu, co oznacza również oddalenie się od standardów ustanowionych przez Entombed. W takich oto okolicznościach przyrody powstał krążek fajnie rozwijający idee "Megatrends In Brutality",

5 stycznia 2011

Behemoth – Evangelia Heretika [2010]

Behemoth - Evangelia Heretika recenzja okładka review cover
Na myśl o drugim oficjalnym dvd Behemoth fani zacierali łapska już od kilku lat, oczekiwania były ogromne, presja, bla, bla, bla... Moi niemili, zawartość "Evangelia Heretika" nie ma prawa zawieść żadnego z was! Podstawa wydawnictwa to dwa wyczerpujące koncerty: pierwszy z 2009 z Warszawy, a drugi z paryskiego La Locomotive z 2008, który swą premierę w wersji audio miał na koncertówce "At The Arena Ov Aion – Live Apostasy". Występ ze Stodoły zdecydowanie zasługuje na miano show, bo dopracowano go z każdej strony: są odpowiednie światła, scenografia, pirotechnika – na scenę, niezbyt przecież imponujących rozmiarów, władowano tyle, ile tylko można było, więc oprawa jest naprawdę zadowalająca. Świetnie prezentuje się dźwięk, ale tu akurat nie ma żadnego zaskoczenia, bo nie po to robi się taki koncert, żeby brzmiał do dupy. Trochę gorzej jest z obrazem, bo za dużo w nim szumów, a powinien być ostry jak żyleta. Mimo to i tak jest nieźle, bo dopakowano go rozmaitymi efektami i zmontowano w sposób wybitnie dynamiczny – nie wiem czy to kwestia wieku, ale momentami nie nadążałem za tym, co się dzieje na ekranie.

2 stycznia 2011

Disgorge – Consume The Forsaken [2002]

Disgorge - Consume The Forsaken recenzja okładka review cover
Pierwsze chwile z "Consume The Forsaken" dają jasno do zrozumienia, że progresja nie była tym, na czym amerykańskiemu kwartetowi szczególnie zależało przy okazji tej produkcji. Ba! Mniej wprawne ucho może uznać, że to po prostu reszta materiału nagranego podczas sesji "She Lay Gutted". Naturalnie styl zespołu pozostał niezachwiany – krwiście antychrześcijański brutal death metal, ale podskórnych różnic jest trochę, do tego wyraźnie wpływają one na odbiór płytki. Ot choćby brzmienie – jest brutalniejsze i dużo bardziej czytelne, a to ma spore znaczenie przy mocniej poszatkowanej muzyce. Amerykańce bowiem dołożyli do pieca i co mieli zagrać, zagrali szybciej, intensywniej, pamiętając jednak o drobnych (tak drobnych, że w zasadzie niezauważalnych) zmianach tempa i szczypcie ciężkiego walcowania.