4 października 2022

Broken Hope – The Bowels Of Repugnance [1993]

Broken Hope - The Bowels Of Repugnance recenzja reviewThe Bowels Of Repugnance to jeden z wielu przykładów na to, że ludzie w Metal Blade byli kompletnie zieloni w temacie death metalu, a większość (jak nie wszystkie) wartościowych kapel, z jakimi mieli do czynienia w tym gatunku, podpisali przypadkiem. No bo zastanówmy się, co takiego ciekawego było na debiucie Broken Hope, co mogło przekonać do zespołu choćby najmniej wybrednego łowcę talentów? Hmmm… eee… mają długie włosy, robią średnio skoordynowany hałas, wokalisty nie można zrozumieć, a teksty są obleśne, no… eee… będzie z tego sukces na miarę Cannibal Corpse!

Okazało się, że wymienione cechy to jednak trochę za mało i wcale nie gwarantują, że fani brutalnego death metalu padną przed taką kapelą na kolana. W skrócie wygląda to tak, że, nagrany dla nowej wytwórni The Bowels Of Repugnance to materiał jeszcze słabszy od pokracznego przecież „Swamped In Gore”. W paru momentach słychać, że Broken Hope próbowali czymś zaskoczyć, pokazać się z ambitniejszej strony, ale całkowicie ich to przerosło (technicznie i kompozytorsko), bo wszelkie urozmaicenia (zwłaszcza w postaci groteskowych utworów instrumentalnych) w ogóle nie współgrają z tym, co zespół klepie w pozostałych, „normalnych” kawałkach. A klepie pozbawiony jakiegokolwiek polotu toporny death metal w średnich tempach.

Płyta trwa zaledwie 31 minut, ale upchnięto na niej aż 14 utworów, więc pierwsze skojarzenia kierują się w stronę grindowego napieprzania. Błąd. Broken Hope grają krótkie numery, bo tak na dobrą sprawę nie mają ich czym wypełnić. Odnoszę wrażenie, że obliczono je tylko na tyle, ile potrzebował Ptacek, żeby wybulgotać cały tekst (swoją drogą tymi lirykami chyba badali, na ile mogą sobie pozwolić) – reszta jest już bez znaczenia, co szczególnie mocno (i boleśnie) daje się odczuć w kwestii riffów. The Bowels Of Repugnance jest krążkiem potwornie monotonnym (nawet pomimo wspomnianych akustycznych niby urozmaiceń), brutalnie nudnym i jednowymiarowym. Perkusja klepie na jedno kopyto (im wolniej, tym gorzej), riffów nie sposób od siebie odróżnić, a wokalowi brakuje choćby odrobiny dynamiki. Dla pogłębienia efektu bidy, nędzy i rozpaczy, całość zamknięto w płaskim, niezbyt czytelnym brzmieniu.

W 1993 roku powstało wiele wspaniałych i przełomowych płyt, jeszcze więcej średnich i przeciętnych, jednak The Bowels Of Repugnance do żadnej z tych kategorii się nie załapuje. Ba, właściwie każda z przepastnego wora tych „średnich i przeciętnych” może być w porównaniu z „dwójką” Broken Hope objawieniem. Dla mnie ten album to strata czasu i pieniędzy.


ocena: 4/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/brokenhopeofficial

inne płyty tego wykonawcy:

Udostępnij:

4 komentarze:

  1. mi się metal blade nigdy nie kojarzył z death metalem, a cannibal corpse to chyba był wyjątek potwierdzający regułę - zresztą jest to dla mnie jakieś kuriozum że ze wszystkich wytwórnii, to właśnie MB ich wydali - totalny absurd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. hellalujah:::
      Kilka słów komentarza.
      No dobrze, na chłodno, na trzeźwo, płyta nie jest warta ósemki, ale mam do niej duży sentyment. Dzięki MB, o którym tu już sporo powiedziano, była dostępna w Polsce chwilę po premierze i od prawie trzydziestu lat znajduje się w moich zbiorach. Czasy były wówczas takie, że jak już człowiek znalazł kasę, kupił płytę, to poświęcał jej odpowiednio dużo czasu. Na pewno dwójka BH była kolejnym krokiem w "brutalizacji" metalu - tak mi się przynajmniej wówczas wydawało. Graficznie nie porażała niczym pierwsze CC, ale gówniana produkcja, "rzygany" wokal, ogólna obskurność, tworzyły miły mi klimat, śmierdzący rozkładającym się truchłem.
      Produkcja. Tak jak w przypadku dwójki Suffocation, nie uważam jej za problem, tak została nagrana i trudno, ma to swój pokręcony urok.

      Usuń
    2. Jakby nie patrzeć, Broken Hope może o sobie powiedzieć, że pierwszy gniot w Death Metalu i na tym robić karierę. Natomiast, bardziej poważniej. To mam jakiś sentyment do tej grupy. Może i są kiepscy, ale potrafią być rozrywkowi w swojej muzyce. Omen of Disease w sumie mi się bardzo podobał, choć niewiele z niego pamiętam, ale był tam taki fajny skit z rodzinką kanibali. Ich nast. płyta miała też tekst oparty na creepypaście "Russian Sleep Experiment", więc takie drobnostki są fajne przy tym zespole.


      mutant

      Usuń