facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty

1 maja 2016

Fleshless – Hate Is Born [2008]

Fleshless - Hate Is Born recenzja okładka review cover
Mam co najwyżej średnie rozeznanie w dokonaniach Fleshless, ale liznąłem ich już na tyle, żebym mógł bez wahania napisać, że z ich obfitej dyskografii (a raczej tego, co już zasłyszałem) to właśnie "Hate Is Born" trafia do mnie najbardziej, chociaż może akurat dla Czechów nie jest jakoś wyjątkowo reprezentatywnym materiałem. Opisywana płyta to dziesięć (plus intro) niezbyt spójnych wewnętrznie kawałków, w których pomysły na zestawienie z sobą poszczególnych elementów ocierają się nieraz o absurd, a rozmaite rozwiązania kompozycyjne w swej skrajności zwyczajnie nie trzymają się kupy. Paradoksalnie, jako całość "Hate Is Born", te numery spisują się naprawdę nieźle i — jak mi się zdaje — mają niemały potencjał koncertowy, bo trochę kopią, a chwytliwości im nie brakuje.

5 września 2014

Appalling Spawn – Freedom, Hope & Fury [1998]

Appalling Spawn - Freedom, Hope &  Fury recenzja okładka review cover
Skoro ostatnio jesteśmy w nieco cięższych klimatach, pozwolę sobie przedstawić wam czeską kapelę o wdzięcznej nazwie Appalling Spawn i jej pierwszy długograj "Freedom, Hope & Fury". Nieco ponad pół godziny porażającej nerwy sieczki w najlepszym stylu powinno zainteresować miłośników Cryptopsy, Gorguts oraz Demilich, choć nie zawiodą się także ci, którzy zwykle stronią a takich klimatów. Appalling Spawn nagrał bowiem krążek ciężki, maltretujący kichy niczym porządny kebab, a jednocześnie przemyślany, wielowymiarowy i ciekawy technicznie. Kilka lat temu opisałem na blogu (jedyne dotychczas) fenomenalne dzieło formacji Lykathea Aflame, której Appalling Spawn jest bezpośrednim poprzednikiem, a co za tym idzie – wiele elementów tworzących niepowtarzalny styl LA, ma swoje źródło właśnie w muzyce AS.

23 marca 2010

Draco Hypnalis – Imagination [2007]

Draco Hypnalis - Imagination recenzja okładka review cover
Niech mi nikt nie mówi, że Pepiczki nie są pogrzani w dekiel. Nie ma się jednak czemu dziwić, jeśli można tam legalnie posiadać Podręczny Zestaw Poprawiający Rozluźnienie — w skrócie PZPR — czyli dragi. Choć w sumie ja nie o tym, mimo iż temat wart rozważenia, tylko o muzyce, więc koniec dygresji. Wspomniane pogrzanie skutkuje niemałą ilością niecodziennych brzmień, które w kraju knedliczkami i piwem płynącym, powstają niczym partie przed wyborami – wystarczy wspomnieć opisywane już Lykathea Aflame, Parasophisma, bohatera dzisiejszego materiału, czy choćby czekający na swoją kolej !T.O.O.H.!. W tak doborowym towarzystwie wyczyny Draco Hypnalis wydają się jednak jakby lekko oklepane. Bez specjalnego problemu można bowiem odnaleźć odniesienia do Mozarta, Nocturnusa czy Dimmu Borgir.

Parasophisma – A Variable Invariability Varied In Dependency On Variations Caused... [2007]

Parasophisma - A Variable Invariability Varied In Dependency On Variations Caused... recenzja okładka review cover
Czesi z Parasophisma muszą być konkretnie jebnięci. Już na "dzień dobry" przekonuje nas o tym tytuł albumu, który w pełnej krasie brzmi: "A variable invariability varied in dependency on variations caused by the invariability of invariability remains the same when all the variations of fractals of delight have been done" (tym sposobem, nie robiąc nic, dołożyłem kilka linijek tekstu ;]). Wracając do samego tytułu warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze — co się natychmiast rzuca w oczy — długość; po drugie – treść, która sugeruje kompletny brak barier myślowych u twórców. Brakowi zahamowań wtóruje, co się dość szybko rzuca (tym razem) na uszy, konkretne zwariowanie muzyczne. Śmiało można powiedzieć, że dostajemy do rąk album eksperymentalny, który całymi garściami czerpie z jazzu, rocka, może nawet popu, a także całej masy innych podgatunków. Awangarda pełną gębą – dziwne instrumentarium (bo jak inaczej nazwać flet zaangażowany do ekstremy), niespotykane w metalu melodie, nawet radość i głupkowaty uśmiech towarzyszący słuchaniu (zdarza się) też jakoś mrokom nie przystaje.

22 marca 2010

Lykathea Aflame – Elvenefris [2000]

Lykathea Aflame - Elvenefris recenzja okładka review cover
W poszukiwaniu ekstremalnych doznań muzycznych zapraszam Was dzisiaj do Czech. I to nie jest żaden żart. Czeska Lykathea to jeden z najoryginalniejszych projektów, jakie miałem okazję usłyszeć. Powstały w 2000 roku album na nowo zdefiniował pojęcie brutalnej, technicznej i progresywnej muzycznej wygrzewy. Jest to muzyka dla tych, którzy uważają, że Originowi brakuje atmosfery, a Nile’owi pierdolnięcia. Krótko mówiąc – to piekielnie wybuchowa mieszanka brutalnej siły i mocy z niepowtarzalnym orientalnym klimatem. Słychać tu także pozostałości po grindowej przeszłości chłopaków – wokale potrafią wbić po jaja w ziemię. Sami więc przyznacie, że nie jest to coś, z czym macie na co dzień do czynienia. Tym bardziej, że utwory w swej strukturze zmieniają się tak szybko, jak rządy w Polsce: