17 kwietnia 2018

Dismember – Like An Everflowing Stream [1991]

Dismember - Like An Everflowing Stream recenzja okładka review coverPłyt lepszych od "Left Hand Path" i zespołów bardziej konsekwentnych od Entombed w szwedzkim death metalu nie brakuje... Za najbardziej jaskrawy przykład uważam "Like An Everflowing Stream" autorstwa wiecznie drugiego Dismember. Niestety, nawet pomimo świetnej muzyki, nienagannej postawy i przyzwoitego kontraktu ekipa Mattiego Kärki nigdy nie zdobyła takiego uznania, co ich koledzy od kielicha. Ba – często byli określani ordynarną kopią rodaków! Wiadomo, punktów wspólnych między tymi zespołami nie brakuje i nie można ich w żaden sposób zanegować: te same wzorce, ten sam sprzęt, totalnie charakterystyczne brzmienie Sunlight, okładka autorstwa Dana Seagrave’a, nawet osoba Nicke Anderssona, który nagrał na "Like An Everflowing Stream" lwią część solówek... Jednak, kiedy przychodzi do konfrontacji z muzyką, to naprawdę znaczące różnice są dostrzegalne już od kapitalnego 'Override Of The Overture' (ten riff pod solówką!). Dismember postawili na granie wyraźnie prostsze, przyjemnie bezpośrednie i przede wszystkim bardziej chwytliwe. Ponadto wydaje mi się, że debiut Dismember ogólnie odznacza się większą świeżością niż "Left Hand Path", co chyba ma związek z ogromną ilością szybko zapadających w pamięć melodii. I chociaż na "Like An Everflowing Stream" trafiają się również utwory stosunkowo rozbudowane (jak wspaniałe 'Dismembered' i 'In Death’s Sleep' – jedne z najlepszych na płycie), to zespół nigdy nie zapuszcza się w nich w rejony obce dla agresywnego death metalu. Dzięki temu krążek jest bardzo zwarty i niczym nie rozprasza uwagi słuchacza; potrafi natomiast całkiem skutecznie ją skupić z pomocą ponadczasowych szlagierów, do których należy zaliczyć, poza już wymienionymi, 'Soon To Be Dead' czy kultowy wręcz 'Skin Her Alive'. Przy okazji tych wyliczanek warto zauważyć, że żaden z kawałków na "Like An Everflowing Stream" nie sprowadza się do wyjątkowo ekstremalnej i jednostajnej sieczki – wprawdzie nie brakuje w nich szybkich riffów, ale już blasty pojawiają się tylko sporadycznie. Mimo to debiut Dismember jest albumem cholernie mocnym, który nie traci nic z ciężaru nawet w super chwytliwych momentach. Jeśli melodyjny szwedzki death metal ma jakoś wyglądać, to właśnie tak! Pewnie już do końca życia się nie zdecyduję, którą z dwóch pierwszych płyt Sztokholmczyków lubię bardziej, ale wiem na pewno, że obie stawiam wyżej niż największe osiągnięcia Entombed.


ocena: 9/10
demo
oficjalna strona: www.dismember.se

podobne płyty:

Udostępnij:

1 komentarz:

  1. Dwa pierwsze Entomedy to najlepsze płyty ze Szwecji jeśli chodzi o przełom lat 80. i 90. czy w ogóle I połowę lat 90. Natomiast dla mnie Dismember nie ma startu do Entombed. Później oczywiście Entomed idzie na dno: WB to zapowiedź totalnego szamba, które następuje wraz z płytą nr 4. Dismember tak nisko nie upadł.

    OdpowiedzUsuń