29 czerwca 2026

Antiversum – De Nemesis Omnes Et Omnia [2025]

Antiversum - De Nemesis Omnes Et Omnia recenzja reviewLos bywa przewrotny – mój pierwszy kontakt z Antiversum zakończyłem z mocnym postanowieniem, że więcej kontaktów z Antiversum nie przewiduję. Na „Cosmos Comedenti” z 2017 nie znalazłem kompletnie niczego, co by mnie mogło na dłużej przykuć do głośników albo choćby zmusić do zagłębienia się w tamten materiał. Miała być potęga kosmosu, wyszła pospolita nuda. Przez kolejne kilka lat w ogóle nie zawracałem sobie głowy Szwajcarami, aż w niejasnych okolicznościach trafiłem na De Nemesis Omnes Et Omnia. Zespół dostał zatem drugą szansę; tej już nie zmarnował, aczkolwiek mógł się postarać bardziej.

Daleki jestem od stwierdzenia, że drugi album Antiversum powalił mnie na kolana i będę do niego regularnie wracał, ale potrafię uczciwie docenić rozwój zespołu, jaki dokonał się na przestrzeni tych paru lat dzielących oba krążki. Szwajcarzy dalej obracają się w stylu, który łączy black-deathmetalowy trzon z okazjonalnymi naleciałościami doomu i ambientu, jednak muzyka zawarta na De Nemesis Omnes Et Omnia na pewno jest dojrzalsza, lepiej zaaranżowana, bardziej złożona i wymagająca od tej z debiutu. Jest też o wiele ciekawsza, bo w baaardzo rozbudowanych utworach (nawet kilkunastominutowych) nie brakuje przeszywających riffów, ambitnie poprowadzonych melodii czy przyjemnie drażniących udo dysonansów. Niestety, przy takiej objętości materiału (56 minut) trafiają się także momenty dość monotonne, kiedy zespół wpada w pułapkę powtórzeń powtórzeń i stanowczo zbyt długo mieli średnio udane motywy.

Bardzo istotnym elementem De Nemesis Omnes Et Omnia jest, czy raczej miała być atmosfera. Antiversum w tekstach zajęli się koncepcją, według której czas jest wrogiem wszystkiego i wszystkich, a jego brak prowadzi do całkowitego zastoju wszelkiego istnienia. Taka tematyka daje sporo miejsca dla uzasadnionych eksperymentów z dynamiką i rozmaitych dziwacznych zagrywek, jednak zespół nie wykorzystał w pełni tego potencjału i album jest pod tym względem nierówny. O ile w niektórych fragmentach (zwłaszcza w „Pulsar Feralis” i „Scudo-Nero”) Szwajcarzy zagrali niemal monumentalnie, z rozmachem i zaskakująco, tak już w innych („QBism”, „Vuoto”) poszli po linii najmniejszego oporu i ograniczyli się do ambientów czy wspomnianych nużących powtórzeń. I jeszcze jedno – trudno stworzyć nastrój czegoś wielkiego i podniosłego przy pomocy „packającego” cosia, który w domyśle ma być perkusją. Brzmienie garów/automatu (wkładka milczy na ten temat) jest po prostu koszmarne, fatalnie wpływa na odbiór krążka, zaś od słuchacza wymaga nie lada wyrozumiałości.

Nie podejrzewałem Antiversum o jakiś faktyczny rozwój, zwracam więc honor. Jednocześnie zaznaczam, że postęp u Szwajcarów dokonuje się w niezbyt imponującym tempie. W tym miejscu pewnie ważniejsze jest to, że jest on naprawdę dostrzegalny. De Nemesis Omnes Et Omnia to całkiem nieźle pomyślany, acz niepozbawiony wad materiał, który jednak traktuję bardziej jako fundament i punkt wyjścia do zmajstrowania czegoś lepszego w przyszłości.


ocena: 6,5/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/antiversum
Udostępnij:

0 comments:

Prześlij komentarz