facebook

26 listopada 2015

Cannibal Corpse – Live Cannibalism [2000]

Cannibal Corpse - Live Cannibalism recenzja okładka review cover
Każdy, kto choć raz był świadkiem występu Kanibali — a takich na świecie paru by się znalazło — wie, że ten zespół to prawdziwie zabójcza machina, która od dawna poważnie traktuje swoją robotę i w żadnym aspekcie fuszery nie odwala. Natomiast ci, którzy z różnych powodów nigdy nie uczestniczyli w takiej kaźni, mogą sobie sięgnąć po płytkę o wiele mówiącym tytule "Live Cannibalism". Materiał spełnia podwójne zadanie, bo z jednej strony pokazuje killerski potencjał Cannibal Corpse w warunkach scenicznych, a z drugiej jest solidnym i dość wyczerpującym (65 minut) debestofem. Żaden ze studyjnych albumów nie został potraktowany po macoszemu, dzięki czemu setlista zwyczajnie pęka w szwach od hiciorów największego kalibru, że wspomnę tylko o 'A Skull Full Of Maggots', 'Covered With Sores', 'Hammer Smashed Face', 'Fucked With A Knife', 'Perverse Suffering', 'I Will Kill You' i 'Blowtorch Slaughter'.

19 listopada 2015

Pyrrhon – Growth Without End [2015]

Pyrrhon - Growth Without End recenzja okładka review cover
Trochę przypadkowo śledzę losy Pyrrhon od czasu pierwszej epki i tak się jakoś składa, że ich dotychczasowy rozwój w kierunku czegoś, co specjaliści nazywają post death metalem, bardzo mi odpowiadał. Właśnie takiej, zakorzenionej w eksperymentach Gorguts, klimatycznej jazdy oczekiwałem także po nowej epce zespołu. A tu niespodzianka! Amerykanie nagrali materiał stojący niejako w opozycji do ich ostatniego, nielicho rozbudowanego, krążka, czy też — patrząc z trochę innej perspektywy — będący ekstraktem z jego najbardziej ekstremalnych fragmentów. Moi mili, "Growth Without End" to w większej części praktycznie death-grindowy wymiot w tradycji najlepszych pojebów Relapse z przełomu wieków.

11 listopada 2015

Hate – Crusade:Zero [2015]

Hate - Crusade:Zero recenzja okładka review cover
Nie przypominam sobie takiej sytuacji, nawet z lat 90-tych, żeby nowa płyta Hate przeszła praktycznie bez echa. Nie wiem, kto dał dupy bardziej, wytwórnia czy dystrybutor, ale faktem jest, że na chwilę obecną — czyli spory kawał czasu od premiery — "Crusade:Zero" to wśród gawiedzi album raczej słabo rozpowszechniony i ponad wszystko niedoceniony. Trochę to dziwne, trochę przykre, bo tak obiektywnie patrząc, "Crusade:Zero" — jako świadectwo ciągłej progresji zespołu — może być nawet uznany za najlepszy krążek w historii kapeli — tak jak w swoim czasie najlepsze były "Morphosis", "Erebos" i "Solarflesh" — a już na pewno za najbardziej dopracowany. Styl i formuła brzmieniowa, które na dobre (?) okrzepły na "Erebos", teraz są jedynie dopracowywane i lekko korygowane (także poprzez zmiany w składzie), co z kolei oznacza, że chcąc przybliżyć wam ten album, niestety będę musiał powtarzać frazesy z poprzednich recek.

5 listopada 2015

Blind Guardian – Beyond The Red Mirror [2015]

Blind Guardian - Beyond The Red Mirror recenzja okładka review cover
Dawno, dawno temu, tak dawno, że nikt nie pamięta (ja pamiętam), Blind Guardian wydał album zatytułowany "Imaginations from the Other Side", na którym można było usłyszeć kawałek pod tym samym tytułem. Dla wielu fanów Bardów tak album, jak i ów utwór, były i są najlepszymi w historii zespołu. Tym większa musiała być ich radość, gdy okazało się, że "Beyond The Red Mirror" podejmie ten porzucony na równo dwadzieścia lat wątek. Odłóżmy jednak historię na bok, bo Blind Guardian A.D. 2015 to najlepsze dzieło Niemców od czasu "A Night at the Opera", czyli od dobrze ponad dekady. Muszę przyznać, że zacząłem się trochę obawiać o kondycję muzyków i obrany na dwóch poprzednich długograjach kierunek, ale wygląda na to, że była to jedynie czasowa niedyspozycja.

1 listopada 2015

Kat – 38 Minutes Of Life [1987]

Kat - 38 Minutes Of Life recenzja okładka review cover
Lata mijają, a pierwszy duży materiał live Kata ciągle robi dobre wrażenie. Wprawdzie sama realizacja pozostawia nieco do życzenia, jednak z selektywnością nie jest najgorzej, a takie zabrudzone, szorstkie brzmienie pasuje jak ulał do dzikiej muzyki i dodaje całości uroku. Miejmy ponadto na uwadze, kiedy, gdzie i na jakim sprzęcie to wszystko nagrywano. Omawiana koncertówka to kilkadziesiąt minut znakomicie odegranego thrash/speed/blackowego wyziewu, emanującego ogromną energią i wyczuwalną radością płynącą z grania. Wszelkie niedociągnięcia (a jest ich niewiele) odsuwają na dalszy plan i liczy się tylko bezkompromisowa sieczka. Mocna gitara, zapieprzający bas i — może przesadnie — 'roztrzaskane' gary tworzą ścianę niezłego hałasu o zadziwiająco kojących właściwościach.