29 kwietnia 2013

Cannibal Corpse – The Bleeding [1994]

Cannibal Corpse - The Bleeding recenzja okładka review cover"The Bleeding". Najwznioślejsze dokonanie Kanibali z Barnesem, ich największy komercyjny sukces, wielkie źródło inspiracji dla innych kapel i jedna z najlepiej sprzedających się płyt w dziejach niekomercyjnego death metalu, a to wszystko przy drastycznie zmniejszającym się zainteresowaniu gatunkiem i kretyńskich działaniach cenzorskich. Tu nie ma przypadku, choć raczej nie stoi za tym trzęsący światem żydowsko-masońsko-metalblade'owski spisek. Ten album to po prostu świetny materiał, który nawet po prawie 20 latach od premiery potrafi wywołać drżenie serca u maniaków krwistej (a jak!) sieczki. Wprawdzie próżno szukać w tych 37 minutach świadectwa tak wielkiego rozwoju w stosunku do wcześniejszego krążka, jakiego byliśmy świadkami między "Butchered At Birth" a "Tomb Of The Mutilated", ale równie trudno oprzeć się wrażeniu, że "The Bleeding" w każdym aspekcie przewyższa bardzo udanego poprzednika – jest jeszcze bardziej dopracowany, urozmaicony i całościowo ciekawszy. Profesjonalizm pełną gębą. Już samo brzmienie jest znacznie pełniejsze, cięższe i bardziej selektywne – po ingerencji Scotta Burnsa ani jedna nuta nie ma prawa umknąć słuchaczowi, nawet mimo tego, że muzyka zyskała na złożoności. "The Bleeding" składa się wyłącznie z bardzo udanych utworów, ale nawet kuszony łapówką nie napisałbym, że są one utrzymane na równym poziomie. Oczywiście dziwnie pokręcony numer tytułowy albo ociężały 'Return To Flesh' są jak najbardziej fajne, jednak nieco bledną przy wybuchowym początku krążka. Chodzi mi o zestaw obowiązkowy w postaci 'Staring Through The Eyes Of The Dead' (hit!), 'Fucked With A Knife' (totalny hit!), 'Stripped, Raped And Strangled' (hit może i mniejszy, ale to mój ulubiony numer spośród wszystkich kanibalistycznych wytworów) i 'Pulverized' (też hit, ale przez małe 'h'), które mocno wyrastają ponad pozostałą szóstkę. Czym? Hmm... jebnięciem, chwytliwością, brutalnością, technicznymi zagrywkami... trochę by się tego nazbierało. Nawet ja — człek, który przez lata uważał się co najwyżej za umiarkowanego fana Cannibal Corpse — traktuję je jako absolutny death’owy kanon, z którym każdy powinien się zapoznać. Zreeesztą, przecież tego samego statusu dorobił się ten album. Jasne, nie każdemu musi pochodzić styl Amerykanów, co nawiasem mówiąc doskonale rozumiem, ale jakości ich muzyce odmówić nie sposób.


ocena: 8,5/10
demo
oficjalna strona: www.cannibalcorpse.net

inne płyty tego wykonawcy:

podobne płyty:


Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz