facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belgia. Pokaż wszystkie posty

8 lutego 2017

Aborted – Retrogore [2016]

Aborted - Retrogore recenzja okładka review cover
Aborted jaki jest, każdy widzi. Belgijskie komando od wydania "Global Flatline" i powrotu na właściwe tory już niczym specjalnie nie zaskakuje — pewnie nawet nie ma niczego takiego w planach — ale przynajmniej utrzymuje równą, a przy okazji dość wysoką formę. "Retrogore" tylko ją potwierdza. Ba, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to ich najlepszy, najbardziej przekonujący album od czasu "The Archaic Abattoir", choć oczywiście nie jest aż tak dobry i do historii brutalnej muzyki nie przejdzie. Miejcie przy tym na uwadze, że różnice między "Retrogore" a dwiema poprzednimi płytami nie są kolosalne, mimo iż każdą nagrano w nieco innym składzie. Wszystko kręci się wokół nowocześnie (czyli przede wszystkim czysto) wyprodukowanego, nienagannego technicznie i dość wybuchowego death metalu ze sporą — dla mnie wciąż za dużą — dawką melodii, średnio do nich pasującymi krwawymi lirykami (ten dysonans mogli zniwelować czystym napierdalaniem) i nieco już irytującymi samplami z rozmaitych filmów czy czegoś tam.

6 października 2016

Fractured Insanity – Man Made Hell [2016]

Fractured Insanity - Man Made Hell recenzja okładka review cover
"Mass Awakeless", poprzednią płytę Fractured Insanity, opisywałem w słodkim przeświadczeniu, że po upublicznieniu recki już nigdy nie będę musiał wracać do tego zespołu. I nie wracałem. Aż tu niedawno los spłatał mi psikusa i niemal na siłę wcisnął mi w łapy "Man Made Hell", który chcąc nie chcąc (nie chcąc, zdecydowanie nie chcąc) musiałem przesłuchać. Ze zgrozą (i zdziwieniem) przyznaję, że dobrze się stało, bo Belgowie uczynili spory krok naprzód i poprawili się w każdym elemencie swojego rzemiosła. Nie sugeruję przez to bynajmniej, że dokonali starłorsowego skoku w nadprzestrzeń, bo to ciągle przedstawiciele drugiej ligi, ale na pewno awansowali na wyższy jej szczebel. Najważniejsze jest to, że w czasie dzielącym oba albumy Fractured Insanity rozwinęli umiejętności kompozytorskie, nauczyli się sensownie dawkować technikę oraz dotarło do nich, jak ważna jest w tej muzyce dynamika.

24 kwietnia 2016

Dehuman – Graveyard Of Eden [2015]

Dehuman - Graveyard Of Eden recenzja okładka review cover
To lubię. Młodzieńcy z belgijskiego Dehuman nie dość, że dokonali dużego postępu względem debiutanckiego "Black Throne Of All Creation", to jeszcze rozwinęli się w kierunku, który mnie osobiście bardzo rajcuje. Chłopaki zaliczyli przy tym podobny przeskok jakościowy co zbliżony stażem szwajcarski Defaced – z zespołu niby solidnego, acz nieskładnego i raczej przeciętnego na pierwszej płycie awansowali na porządnego dopierdalatora na krążku numer dwa. Przepis na sukces, artystyczny, w obu przypadkach wyglądał tak samo: skonkretyzować styl, pozbyć się zapchajdziur i uwypuklić główne atuty. Dehuman postawili na konkretne riffy, bardzo zwartą perkusję i wspaniały klasyczny wokal. Nie bez znaczenia jest czystość gatunkowa "Graveyard Of Eden" – tradycyjny death metal w amerykańsko-europejskim stylu, bez zbędnych dupereli i ciśnienia na awangardę.

13 sierpnia 2015

Fractured Insanity – Mass Awakeless [2010]

Fractured Insanity - Mass Awakeless recenzja okładka review cover
Jak by Xtreem Music nie czarowali rzeczywistości pięknymi sloganami, Fractured Insanity w najlepszym wypadku jestem w stanie określić jedynie jako drugoligowego średniaka. To tak globalnie i tylko ode mnie, bo w swojej ojczyźnie robią ponoć za przedstawicieli ścisłej czołówki. Problem w tym, że nikt normalny nie jedzie wyłącznie na belgijskim death metalu, więc niemożebnie rozdmuchany lokalny status kapeli należy włożyć między półdupki i przypatrzeć się im z oddali – a dystans im nie służy. Choć to może krzywdzące, od nich dosłownie zalatuje drugą ligą, trzymającą się kupy, solidną i dość profesjonalną, ale ciągle drugą. Grać potrafią, momentami nawet nieźle im to wychodzi, mają rozeznanie w arkanach death metalowej sztuki, ale jako całości "Mass Awakeless" brakuje jakiegoś haczyka, dzięki któremu chciałoby się do tej płyty wrócić.

8 czerwca 2014

Aborted – The Necrotic Manifesto [2014]

Aborted - The Necrotic Manifesto recenzja okładka review cover
O to właśnie mi chodziło! Aborted może i powoli, ale jednak idzie we właściwym kierunku, czyli ku efektownemu technicznemu napieprzaniu, jakim kiedyś wgniatali w ziemię. Do "Global Flatline" miałem trochę uwag, które wykluczały zachwyty nad tamtym krążkiem, do "The Necrotic Manifesto" mam mniej, choć ciągle podobnej natury. Belgowie (umownie – teraz większość składu stanowią Holendrzy – Schengen pełną gębą) poprawili brzmienie, zredukowali melodie i władowali więcej blastów, co im się chwali, ale ciągle muszą popracować nad paroma szczegółami. Po pierwsze: jeszcze mniej melodii. "The Necrotic Manifesto" nie jest na pewno materiałem przesłodzonym ani mdłym, jednak co nieco można by jeszcze odjąć, zwłaszcza z indywidualnych popisów panów gitarniaków – wszak techniczna solówka nie musi bazować na ładnych melodyjkach, równie dobrze może być popieprzona i zmolestowana.

17 marca 2012

Aborted – Global Flatline [2012]

Aborted - Global Flatline recenzja okładka review cover
Jupi! No, pół-jupi, żeby być precyzyjnym. Po kilku zdecydowanie chudych latach błądzenia po omacku w nieznanym, Aborted powrócił do grona zespołów słuchalnych. Przyznaję to z pewnym zaskoczeniem, bo byłem już skłonny postawić na Belgach krzyżyk (zresztą zasłużony), a tu nagle stanęli na nogi i prą przed siebie niczym zombiaki, które zgodnie z duchem czasów straszą z okładki. Natomiast z krążka straszy... niiic. Na "Global Flatline" niestety nie znajdujemy nawiązań do szaleńczych klimatów "Goremageddon", czy mięsistej miazgi w typie "The Archaic Abattoir", jednak odejście od mdłej stylistyki dwóch poprzednich, dobijających płyt i tak cieszy. Chłopaki przypomnieli sobie, jak grzmocić szybko, brutalnie, efektywnie i bez irytujących ekstrawagancji.

8 marca 2011

Aborted – The Archaic Abattoir [2005]

Aborted - The Archaic Abattoir recenzja okładka review cover
Po znakomitym "Goremageddon" Aborted poszli w technikę i stali się bardziej melodyjni... Nie ma cudów – coś musiało na tym ucierpieć i w tym przypadku jest to poziom brutalności osiągnięty na "The Archaic Abattoir" – o elementach grindu można zapomnieć. Dupy na szczęście w tym względzie nie dali, choć lista gości udzielających się na płycie mogła sugerować różne rzeczy, w tym także tragedię. Nie zrozumcie mnie źle – Mnemic ujdzie w tłoku (o ile duży ten tłok i w bezpiecznej odległości), ale sama myśl o 'soilworkowych' zaśpiewach w Aborted powoduje u mnie dreszcze zgrozy (prawie jak blackmetalówki, hehe). Jednak muzycy obronili się i żadnych podobnych dziwactw (ani blackmetalówek!) tu nie władowali. Brzmienie nie jest tak mocno zbasowane, jak na poprzedniej produkcji, ale ciężaru odmówić mu nie sposób; stało się czystsze i bardziej wyraźne (zasługa Tue Madsena – mistrza kręcenia gałkami w Beneluxie), co ułatwia wychwytywanie rozmaitych smaczków.

12 kwietnia 2010

Aborted – Goremageddon: The Saw And The Carnage Done [2003]

Aborted - Goremageddon: The Saw And The Carnage Done recenzja okładka review cover
Już przy okazji płyty "Engineering The Dead" — nota bene w prasie każdorazowo objeżdżanej — wszędzie zamiast "Belgowie z Aborted" czytałem: "Bogowie z Abotred"... No i miałem, kurwa mać!, rację, bo to był pieprzony OMEN! A jeśli jeszcze ktoś będzie śmiał wątpić w wartość tej płyty to... mam go głęboko w dupie, bo z takimi typami w ogóle nie ma sensu się zadawać! Oczekiwałem po tym albumie porządnej napierduchy, a spotkał mnie maksymalny, soczysty i nader krwawy napierdol. "Goremageddon" to odegrany z chirurgiczną precyzją (to akurat nie powinno specjalnie zaskakiwać – wystarczy rzut okiem na teledysk) kurewsko szybki i brutalny gore death/grind z wpływami perełek w postaci "Necroticism: Descanting The Insalubrious" (czyżby jakaś analogia w tytułach?) oraz "Heartwork" wiadomego zespołu

22 marca 2010

Fleshmould – The Lazarus Breed [2006]

Fleshmould - The Lazarus Breed recenzja okładka review cover
Belgijska scena metalowa nie należy do jakoś specjalnie zasłużonych. Niemniej jednak zdarzają się tam projekty naprawdę warte uwagi. Tak jest właśnie z Fleshmould. Ta, powstała w 1999 roku, kapelka to bardzo dobry przykład tego, że można grać techniczny death metal, a jednocześnie nie popadać w jakieś niepotrzebne ultra-techniczne łomoty. W przypadku opisywanego dziś "The Lazarus Breed" nie ma mowy o zbędnych ekwilibrystykach na gryfie, ani o próbach bicia rekordu szybkości i popierdolenia na garach. Basista jakoś też nie używa 12-strunowca, bo i po co? Jest za to coś, czego brakuje tym wszystkim kapelom, które uważają, że jak wiedzą jak obsłużyć sprzęt, to od razu z nich wielcy muzycy – a mianowicie dobrych pomysłów na granie.