facebook

29 stycznia 2012

The Crown – Crowned In Terror [2002]

The Crown - Crowned In Terror recenzja okładka review cover
Ogień! Tak można w skrócie określić "Crowned In Terror". Chcąc powiedzieć coś więcej, trzeba zacząć od zwrócenia uwagi na dużą ilość szybkiej, energetycznej i dość technicznej napierduchy. Szwedzi nie zmienili zbytnio swego stylu, ale po prostu więcej tu death metalu niż thrash’u, choć sam feeling pozostał nienaruszony (za co im chwała), dzięki czemu płytki słucha się wybornie. Agresywność materiału podbija wokalami doskonale znany Tomas Lindberg, którego histeryczne wrzaski bardzo ładnie ozdobiły muzykę Korony. Brutalizacja dźwięków nie zniszczyła na szczęście innej cholernie atrakcyjnej ich cechy – melodyjności. I tak oto przez 43 minuty The Crown napieprza nie bezmyślną ścianą hałasu, a niemal samymi wyraźnymi hiciorami z odrobiną walcowania. Koniecznie trzeba wyróżnić 'The Speed Of Darkness', bo to jeden z największych wypasów w twórczości Szwedów

26 stycznia 2012

Parricide – Just Five [2011]

Parricide - Just Five recenzja okładka review cover
Nieprzyjemnie długo przyszło nam czekać na piąty duży krążek chełmskiego Parricide. Tak długo, że zasadne stało się przypuszczenie, iż kapela gdzieś po drodze dokonała żywota, albo w jakiś inny drastyczny sposób zaniemogła. Zawartość "Just Five" w okamgnieniu rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości – kapela istnieje (w przemeblowanym składzie – wymianie uległa sekcja) i ma się zajebiście dobrze. Znaczy to tyle, że dalej mordują na najwyższym światowym poziomie. Czy jeszcze wyższym niż na wybornym "Patogen"? Akurat na to pytanie nie potrafię teraz odpowiedzieć, bo płyty, choć utrzymane w charakterystycznym dla Parricide stylu, na tyle mocno się od siebie różnią, że wymagają nieco innego podejścia. To tak ogólnie, bo miłośnicy zespołu nową chapną raz-dwa i bez zakąszania.

23 stycznia 2012

Quintessence Mystica – The 5th Harmonic Of Death [2011]

Quintessence Mystica - The 5th Harmonic Of Death recenzja okładka review cover
Zasiadając do pisania niniejszej recki miałem w głowie kilka pomysłów na jej rozpoczęcie. Każdy z nich miał w telegraficznym skrócie opisać bądź walory wydawnictwa, bądź przedstawić jego drogę na bloga, bądź zaprezentować z czym tak właściwie należy Quintessence Mystica jeść. Po namyśle zdecydowałem się na wstęp opisujący moje zmagania z wyborem właściwego wstępu. Już śpieszę z wyjaśnieniami, dlaczego pozwoliłem sobie na tak tani i tandetny chwyt, jakim jest bezczelne lanie wody mające dodać kilka linijek. Powód jest równie prosty jak przepis na gotowaną wodę – bohatera dzisiejszego tekstu da się opisać w trzech zdaniach. Ukraiński Quintessence Mystica to typowy przedstawiciel symfonicznego black metalu rodem z Norwegii, tak typowy, że masło w lodówce jełczeje od samego patrzenia.

20 stycznia 2012

Screwrot – Splattering Cunts [2011]

Screwrot - Splattering Cunts recenzja okładka review cover
Wyobrażenia kapel na temat własnej tfurczości bywają doprawdy zadziwiające. Taki Screwrot to, naturalnie w oczach jego twórców, "slamming guttural brutal death metal". Tak dużo słów, tak dużo niepotrzebnych słów, żeby przykryć jakże bolesną prawdę. Kolesie robią bezmyślny, monotonny, nieskładny, nędznie brzmiący hałas, który nie posiada żadnych znamion muzyki. Wszystkie kulawe patenty, które słychać na "Splattering Cunts" można z powodzeniem streścić w jakichś dziesięciu sekundach – i gdyby tak zrobili, byłbym im jako tako przychylny w przekonaniu, że zwyczajnie robią sobie z ludzi jaja. Ale nie, ufni w swój talent (?) i umiejętności (?) natrzaskali tego syfu prawie 35 minut, a to już powinno podpadać pod jakiś paragraf. Nie dała bozia pomyślunku, oj nie dała.

17 stycznia 2012

Lost Soul – Übermensch (Death Of God) [2002]

Lost Soul - Übermensch (Death Of God) recenzja okładka review cover
Lost Soul już na wspaniałym debiucie pokazali światu, że są ekipą konkretną i wyjątkowo ostro napierdalającą. Nic więc dziwnego, że przy drugiej płycie zdecydowali się na odświeżenie stylu poprzez bluesowe ballady z wpływami bengalskiego folkloru i najmhroczniejszegho gotyku w wamphirzej dupy... Jasne, takiego wała! Oczywistym jest, że "Übermensch (Death Of God)" to także rzeź – zwykle krótkie i bardzo intensywne utwory, pełne blastów, zmian tempa, blastów, ekstremalnych solówek, blastów, czepliwych riffów, a jak miejsca zostaje to jeszcze kilku balstów. To, co wyraźnie odróżnia ten krążek od poprzedniego to udział klawiszy – występują w znacznie większej ilości w 'normalnych' utworach (jest ich osiem), i choć nie wygrywają jakichś imponderabiliów to dają radę, jednakże bez nich płyta pewnie wiele by nie straciła. Oprócz tego mamy aż cztery intorsy/przerywniki tylko z udziałem elektroniki.

14 stycznia 2012

Necrophagist – Onset Of Putrefaction [1999]

Necrophagist - Onset Of Putrefaction recenzja okładka review cover
10 – żeby była jasność od samego początku. Bezdyskusyjnie szczytowe osiągnięcie tureckiej myśli muzycznej. Dzieło niemal doskonałe nie tylko w ramach gatunku, ale także w ogólnym rozumieniu. Krążek, który nawet dziś pozostaje wzorem dla kolejnych, pojawiających się niczym muchy przy gównie, brutalnych techników. Wzorem, ale także granicą, do której bardzo niewielu udało się zbliżyć nie wspominając o jakimkolwiek przekraczaniu. I to mimo tego, że za "Onset of Putrefaction" stoi (prawie) sam jeden Muhammed. Tylko że Muhammed to chłop na schwał, a nie jakiś tam nadmuchany, zakochany we własnym odbiciu obszczymur z gitarą i wie jak muzykę komponować i wie jak muzykę grać. W dodatku Allah nie pożałował mu talentu w palcach przez co jest szybki niczym Speedy Gonzales i Struś Pędziwiatr razem wzięci.

11 stycznia 2012

Trials – Witness To The Downfall [2011]

Trials - Witness To The Downfall recenzja okładka review cover
Amerykański Trials to pod pewnymi względami kapela z pogranicza. Kwartet tłucze coś pomiędzy nowoczesnym thrash’em i delikatnym skandynawskim death metalem (z naciskiem na ten pierwszy, chyba że to jakiś metal-core), któremu niczego nie brakuje od strony technicznej, bo muzycy najwyraźniej mieli okazję otrzaskać się wcześniej, a realizacja tego materiału trzyma zaskakująco wysoki poziom jak na zespół właściwie znikąd. To poważne podejście do produkcji może mieć związek z tym, że na "Witness To The Downfall" mocno wyczuwalny jest kurs na jaką taką karierę, a przynajmniej chwilowe zaistnienie w świadomości fanów skocznego, bardzo melodyjnego i mimo wszystko dość ostrego (blasty) grania. Mnie w swych wysiłkach najczęściej podchodzą pod Soilwork gdzieś tak sprzed dekady.

8 stycznia 2012

Kataklysm – Heaven’s Venom [2010]

Kataklysm - Heaven’s Venom recenzja okładka review cover
Żeby napisać cokolwiek sensownego o tej płycie, muszę mieć ją nastawioną na 'repeat'. Niestety, to nie zasługa magnetyzującej siły "Heaven’s Venom". Prawda jest bowiem bolesna – wraz z ostatnimi dźwiękami 'Blind Saviour' cała zawartość dziesiątego krążka Kanadyjczyków błyskawicznie ulatnia się ze świadomości. A po minucie trudno sobie nawet przypomnieć, co to za zespół przed chwilą tak bezpłciowo hałasował. To już trzeci album Kataklysm, który mocno rozczarowuje, a że ewidentnie nie idzie ku lepszemu, to chyba najwyższym czas, żeby darować sobie kontakt z następnymi. No bo, co my tu mamy? Grają ładnie, zalatujących Szwecją melodyjek jest dużo, tempa umiarkowane, brzmienie stonowane – całość sklecona na tyle sprawnie, żeby materiał bez oporu łyknął początkujący niemiecki metalowiec. I taki na pewno się ucieszy, bo album na pewno go nie sponiewiera, no i jest dość długi

5 stycznia 2012

ICS Vortex – Storm Seeker [2011]

ICS Vortex - Storm Seeker recenzja okładka review cover
Kolega sympatyczny ICS Vortex pozazdrościł swojemu towarzyszowi w metalowej niedoli Ihsahnowi kariery solowej oraz — idącej za nią — sławy i wystartował z własnym pomysłem, zatytułowanym, dla niepoznaki, ICS Vortex. Każdy, kto jest jako tako rozeznany w norweskiej scenie okołoblackowej, zna jegomościa Vortexa i wie do czego jest zdolny. I choćby się człek zapierał rękami i nogami i szczerze nie znosił pobratymców pani Bjoergen, musi mi przyznać rację – ten chłop potrafi śpiewać. A jeśli nie przyzna mi racji, to i słuch ma jak osioł wdzięk i gust jak Nergal włosy. Nie muszę dodawać, że tak pierwsze, jak i drugie znaczy, że żaden. Nie znaczy to jednak wcale, że każdy kto choćby nawet dobrze potrafił śpiewać, musi czuć się w obowiązku doposażania świata w kolejny zestaw dźwięków. Bo poza umiejętnościami należy mieć co przekazać, a z tym jest — nie ma co owijać w bawełnę — umiarkowanie. Oczywiście zatwardziali fani Borknagar i Arcturus będą wniebowzięci, reszta może czuć jednak pewne znużenie w miarę rozwijania się albumu.

2 stycznia 2012

Entombed – Serpent Saints – The Ten Amendments [2007]

Entombed - Serpent Saints - The Ten Amendments recenzja okładka review cover
Idę o zakład, że kultowi Szwedzi sklecili tę płytę na odpierdol, całkowicie zamroczeni, bardziej skupiając się na tym, żeby w studiu nie zabrakło fajek ani wódzi, niż żeby każdy dźwięk był doskonale wypieszczony. Death 'n' Roll, punk-death – nazywajcie to, jak chcecie, to jest po prostu pieprzona esencja Entombed: brudna, niechlujna, pierwotna i luzacka. Z oparów alkoholu i rozmaitego zielska wyszedł im jednen z najlepszych — a odrzuciwszy sentyment do staroci, to może i najlepszy — album w karierze. I nie ma w tym mojej przesady – pod względem zajebistości i przebojowości "Serpent Saints" bije na głowę nawet debiut (albo "Wolverine Blues", jak kto woli). O miano największego hiciora walczą tu przede wszystkim 'Masters Of Death' (kapitalny tekst, na który mogło być stać tylko Entombed),