facebook

29 października 2012

Hour Of Penance – Sedition [2012]

Hour Of Penance - Sedition recenzja okładka review cover
Tego można było się po nich spodziewać! Choć może inaczej – JA właśnie tego od nich oczekiwałem, zwłaszcza po tym, jak zaostrzyli mi apetyt zagranym w nowym składzie (który do tej chwili i tak się zmienił – u nich to norma) wybornym koncertem w Katowicach. "Sedition" to pół godziny (intro tradycyjnie można pominąć, bo nic nie wnosi) super intensywnej, bezlitosnej, podanej bez skrupułów miazgi, która żadnego fana zajebiście brutalnego death metalu nie powinna pozostawić obojętnym. Ale, ale – nie jestem jednak wcale przekonany, że każdy wielbiciel wybornej "Paradogma" będzie tym materiałem zachwycony. Muzyka na piątym albumie Włochów została bowiem niemal całkowicie odarta z bardziej klimatycznych (czyli stricte Nile-owskiego pochodzenia) momentów, zmieniła się ilość i charakter melodii, a samych zwolnień jest jak na lekarstwo.

26 października 2012

Senseless Dementia – Aberrant [2009]

Senseless Dementia - Aberrant recenzja okładka review cover
"Aberrant" trąci amatorką i brakiem konkretnych funduszy, ale nic nie szkodzi, bo gdy się dobrze wsłuchać (najlepiej z pomocą słuchawek), to Amerykanie mają do zaoferowania kawał zupełnie przyzwoitego gania. I to nawet szczątkowo oryginalnego, bowiem muzycy nie bawią się w rozgniewanych chłopców-hardcore’owców ani też nie tłuką typowego amerykańskiego ultra brutalnego death-grindu. Senseless Dementia obrali sobie za styl dość archaiczny europejski death metal skłaniający się ku szwedzkiej odnodze gatunku, z charakterystycznie rzężącymi gitarami. Zalatuje od nich klasykami w typie starego Necrophobic czy Dismember, więc nie jest źle. Do tego, dla większej pikanterii, dołożyli trochę wpływów blacku i thrash’u. Panowie tłuką bez fajerwerków, zabójczego tempa czy niesamowitej brutalności – ot, tak zwyczajnie, naturalnie i chyba na dużym luzie.

23 października 2012

Blackwater – Founded On The Shambles [2012]

Blackwater - Founded On The Shambles recenzja okładka review cover
Młócka tego typu zupełnie mi spowszedniała (choć staram się jej nie słuchać), ale mimo to materiał Niemców zrobił na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Przynajmniej w kilkunastominutowej dawce sprawdzają się jak należy, bo już nie jestem przekonany, czy ich pełną płytę zdzierżyłbym z takim spokojem. Póki co mamy konkret w postaci "Founded On The Shambles" – dobrze skondensowaną, zagraną na amerykańską modlę death’ową pigułę, w której Blackwater (tylko nie pomylcie ich z Black River przez tę wodę w nazwach!) łączą dobrą (acz rzemieślniczą) technikę, przyzwoite szybkości i odrobinę melodii. Korzystając z tych elementów wymyślili sobie dość prosty schemat utworów – ponapierdalać, trochę zwolnić, strzelić bardziej melodyjny riff i znowu napierdalać. I cóż, nawet to wpada w ucho w wymiarze epkowym,

20 października 2012

Krlja – Grind World Order [2010]

Krlja - Grind World Order recenzja okładka review cover
Krlja-Krlja-Krlja... Wyobrażacie sobie publikę skandującą taką poronioną nazwę podczas koncertu na jakimś zadupiu? Ja nie bardzo. Pewnie ludziska ograniczają się do chorwackiego odpowiednika "jeeeah! kurwa! jeeeah! napierdalać! jeeeah!". Coś mi się wydaje, że ta porypana, być może coś znacząca w jakimś języku nazwa wzięła się stąd, że kolesie od początku nie przewidywali sobie komercyjnych sukcesów. Z jednej strony mieliby rację, bo grindowych pomiotów na każdym kontynencie jest zatrzęsienie, w tym niemało lepszych, ale z drugiej takie mocno koncertowe granie wychodzi im bardzo do rzeczy – przy czym trzeba zaznaczyć, że oni są raczej z tych ciężkich niż szybkich (przy czym nie mają nic wspólnego z Cock And Ball Torture).

17 października 2012

Cosmonauts Day – Paths Of The Restless [2011]

Cosmonauts Day - Paths Of The Restless recenzja okładka review cover
Sludge zza wschodniej granicy nie jest czymś, z czym mam styczność na co dzień, ale jak pokazuje przykład Cosmonauts Day – trochę budzącej trwogę egzotyki zawsze można wrzucić na ruszt. Z pozytywnym skutkiem, bo poziom techniczno-kompozytorski tego zespołu jest zaskakująco wysoki, a realizacja materiału w zasadzie nie odbiega znacząco od standardów cywilizowanego świata. Kwartet z Moskwy (czy okolic) swoją muzyką na glebę jeszcze nie sprowadza jak wielcy z Ameryki, ale pewien potencjał jest zauważalny, i gdy tylko starczy im wytrwałości, to jakaś sensowna wytwórnia przybędzie oswoić ich tłustym kontraktem. Ale to akurat temat na przyszłość, być może nawet odległą. Nazwę chłopaki zaczerpnęli bodaj od radzieckiego święta upamiętniającego wysłanie Gagarina na orbitę, klimat mają zbliżony do teledysku do mastodonowskiego 'Oblivion', więc wszystko jest tu mniej więcej jasne – entuzjaści kosmicznych odlotów, czy swobodnego bujania w obłokach (obojętnie czego) powinni być zadowoleni.

14 października 2012

World Downfall – Beyond Salvation [2006]

World Downfall - Beyond Salvation recenzja okładka review cover
Jak się ma taką nazwę, to wręcz nie wypada wychodzić poza określone skojarzenia. Chwała więc Niemcom, że nie zrobili niczego głupiego i nawalają to, co powinni, i czego świat — a przynajmniej ta jego maleńka część, która wie o ich istnieniu — od nich oczekuje. Mniej kumatym wyjaśniam, że chodzi o klasycznie potraktowany grind core. Jedynym zaskoczeniem, choć to zdecydowanie za mocne słowo, jest to, że w muzyce World Downfall mamy więcej bezpośrednich odwołań do Napalm Death niż Terrorizer, ale trudno to uznać za wadę, czy też wypaczenie idei napieprzania. Niemiecki kwartet katuje słuchaczy sieczką łączącą w sobie przede wszystkim cechy "Harmony Corruption", "Utopia Banished" i "Order Of The Leech" – jest więc szybko, agresywnie, pewnie wykonawczo, selektywnie i do pewnego stopnia chwytliwie.

11 października 2012

Pervencer – Extermination Is Right [2011]

Pervencer - Extermination Is Right recenzja okładka review cover
Byłbym skłonny się założyć, iż Brazylijczycy założyli sobie, że będą popylali techniczny death metal zanim w ogóle kupili instrumenty. Czemu? Ano dlatego, że teraz trochę rozpaczliwie próbują podołać wymogom gatunku, a tym samym zadaniu, jakie przed sobą postawili. "Extermination Is Right" nie przedstawia sobą obrazu całkowitej nędzy i rozpaczy, ale pewną nieporadnością i niezdecydowaniem zalatuje od tego materiału dość mocno, i to od pierwszych sekund. Słychać, że kolesie mają trochę fajnych pomysłów (szczególnie na gitary), niestety mieszają je jak popadnie z tym, z czego dumni być nie powinni. I tak niezłym riffom towarzyszą np. kompletnie nieprzemyślane zwolnienia czy rozwalające strukturę kawałków rytmy. W największym stopniu obnaża to braki w umiejętnościach pana perkmana, który nie wyrabia za kolegami i często chadza na skróty.

8 października 2012

Despondency – God On Acid [2003]

Despondency - God On Acid recenzja okładka review cover
Oto prawdziwie brutalny wymiot na najwyższym poziomie, który w niczym nie odstaje od najbardziej znanych przedstawicieli czołówki gatunku. Ba! Taki materiał jest godzien ekstraklasy i może służyć za wzór do naśladowania! Despondency na swoim potężnym debiucie nawet przez sekundę nie proponują niczego nowego, ale to, co zagrali, zagrali wprost wybornie, czerpiąc całymi garściami z dorobku największych i najpopularniejszych brutalistów grasujących w amerykańskim podziemiu – od Disgorge, przez Gorgasm i Devourment, po Broken Hope. Niemcy najwięcej wspólnego mają z tymi pierwszymi, choć młócą od nich trochę szybciej (a to przecież żaden powód do rozpaczy). Tak czy inaczej "God On Acid" już na starcie lokuje się w europejskim topie obok, równie debiutanckich, opusów Pyaemia i Disavowed.

5 października 2012

Blessed Dead – Sick Human Essence [2012]

Blessed Dead - Sick Human Essence recenzja okładka review cover
Swoisty renesans death metalu we Włoszech musiał pociągnąć za sobą falę grup pokroju Blessed Dead, którzy to jeszcze zbyt wiele nie mają do powiedzenia, ale szerzej zaistnieć już by chcieli. Opisywany materiał w normalnych warunkach powinien robić za pierwszą, nieśmiałą demówkę, a czynienie z tego oficjalnego wydawnictwa jest pewną przesadą. Tu nawet nie chodzi o to, że grają jakoś wyjątkowo koszmarnie — bo nie grają — co po prostu przeciętnie i wtórnie do bulu (i nadzieji). Jest to muzyka do tego stopnia oklepana i pozbawiona własnej tożsamości, że obcując z 'Mental Collapse' i 'Evocation From The Unconscious Void' byłem nieświęcie przekonany, że te kawałki słyszałem już kilka lat temu u paru innych zespołów...

2 października 2012

Samael – Lux Mundi [2011]

Samael - Lux Mundi recenzja okładka review cover
Czy nie można było tak od razu?! Czy naprawdę potrzebowali kilku lat, żeby dotarło do nich, w czym są najlepsi? Niepojęte! Otwierający płytę 'Luxferre' to fenomenalne uderzenie na miarę kapitalnych 'Rain' i 'Year Zero', z tym że jest jeszcze bardziej dynamiczny i przebojowy. Porywa od pierwszych taktów, miażdży super chwytliwym refrenem i długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Rewelacja! Gdyby cały album był utrzymany na takim poziomie, to bez wahania okrzyknąłbym go najlepszym w historii zespołu, a poniżej wklepał mocne 10 i kategoryczny nakaz kupienia go za wszelką cenę. Tak dobrze jednak nie ma — choć i tak jest bardzo dobrze — i w większości pozostałych utworów Szwajcarzy korzystają z patentów, które sprawdziły się m.in. na "Reign Of Light" i "Solar Soul". Sprawdziły się i tutaj, bo podniosłe, wolne i bardzo klimatyczne utwory w typie 'For A Thousand Years', 'Mother Night', 'Pagan Trance' to przecież esencja ich stylu (a pisząc to mam na myśli oczywiście czwartą i piątą płytę) i znudzić się nimi nie sposób.